
ROCKY 2
MUZYKA: Bill Conti ROK PRODUKCJI: 1979 WYTWÓRNIA: EMI Manhattan / Liberty Records CZAS TRWANIA: 34:06 min.
W 1976 roku "Rocky" podbił kina i ludzkie serca. Tak samo podziałała muzyka Billa Contiego wydana jeszcze w tym samym roku, która stała się najlepszym dokonaniem tegoż kompozytora i jednym z bardziej rozpoznawalnych motywów filmowych w historii. Ale to już opisał Tomashec w osobnej recenzji, zatem tam zapraszam. Tymczasem 3 lata później, w roku 1979 do kin wdarła się kolejna odsłona "Rocky'ego" i tym samym została wydana kolejna płyta Contiego. Film w porównaniu z poprzednikiem okazał się całkiem dobrym przedsięwzięciem. Nie jest to już ta sama rewolucja, ale ogląda się równie przyjemnie i nie ma chwili na nudę. Sequel idealny można by rzec. Bardzo podobnie jest z muzyką. Conti niemal dosłownie powtórzył wszystkie sztuczki z pierwszej płyty. Mamy więc te same motywy, nazwy i współpracowników. Także proporcje są niemal identyczne, i choć utworów jest mniej - to czas płyty nieznacznie się wydłużył. Tak naprawdę jedyną poważną zmianą w stosunku do oryginalnej ścieżki jest jej zdynamizowanie. To są praktycznie te same motywy, jednak podane w nieco innej aranżacji. Mamy więc w takiej formie "Gonna Fly Now", mamy nieobecne wprost na tamtej partyturze, ale czerpiące z niej garściami "Redemption", które otwiera krążek. Mamy także "Conquest" i "Overture" - dwa nowe utwory. Ten pierwszy to złowroga i tajemnicza strona tejże płyty. Z kolei "Overture" to ponad 8-minutowa suita, która stanowi połączenie wielu tematów. Oba utwory są bardzo dobre i w niczym nie ustępują odnowionym wersjom innych, a także pasują do tych oryginalnych. Jak już wspominałem, Conti postawił w nich na dynamikę (należy pamiętać, że i sam sequel jest szybszy od poprzednika), co objawia się zastosowaniem syntezatorów, gitary elektrycznej i zwiększonym tempem orkiestry. Daje to ciekawy efekt - tym bardziej w połączeniu z tymi cichszymi partiami obecnymi we fragmentach "Overture" i "Conquest" oraz przede wszystkim w genialnym "Vigil", który kompozytor napisał wspólnie z Davidem Duke. Jest to absolutna rewelacja tego krążka i całkowita opozycja do całej reszty. To piękny, melancholijny i chwytający za serce, całkowicie orkiestralny utwór rozpisany głównie na skrzypce, trąbkę i fortepian (w tle czasem pojawia się lira oraz inne instrumenty). Zdecydowanie dla niego warto zakupić soundtrack. Oprócz tego mamy tu jeszcze, zupełnie jak w przypadku pierwszej płyty, piosenki. A są to "All of my Life" i "Two Kinds of Love". Pierwszy z nich posiada także wersjęinstrumentalną, która płytę zamyka i która także, podobnie jak "Vigil", jest bardzo spokojna i melanchonijna. Jest to trochę dziwne, zważywszy na to, że wersja śpiewana jest dynamiczna i typowo taneczna. Z kolei "Two Kinds of Love" swobodnie przywodzi na myśl "Take You Back" z pierwszego soundtracku. Również śpiewana jest przez grupę, także bez podkładu i myślę, że można by ją było spokojnie nazwać "Street corner song from Rocky II" :). Ot i tyle - całe osiem ścieżek. Muszę dodać, że to 8 bardzo dobrych kawałków. W porównaniu z poprzednią płytą, soundtrack z drugiej odsłony "Rocky'ego" wychodzi naprzód, gdyż jest jej idealnym uzupełnieniem i kontynuacją. Trudno mi także przyznać, która płyta jest lepsza. Moja ocena wynosi 4,5 gwiazdki, jednak stawiam ich 5, ponieważ są to płyty warte siebie. Także w porównaniu z kolejnymi częściami "Rocky'ego" te dwie są najlepsze, najbardziej oryginalne i najpełniejsze. I choć czas płyty wciąż pozostawia do życzenia (ponownie nieco ponad 30 minut), to poziom już na pewno nie... |
![]() |
|
![]() |