
ROMEO + JULIET - VOL. 2
MUZYKA: Craig Armstrong, Nellee Hooper ROK PRODUKCJI: 1996 WYTWÓRNIA: Capitol Records CZAS TRWANIA: 66:25 min.
Geniusz! Takie wrażenie wywarła na mnie ta płyta! Wrażenie tym większe, iż po średniej, pierwszej płycie do filmu Luhrmanna, nie spodziewałem się czegoś aż tak rewelacyjnego! Wprawdzie recenzję tę piszę wciąż "pod wpływem" tego score'a, ale bez cienia wątpliwości mogę stwierdzić, że krążek ten bije na głowę pierwszą część soundtracku, a do tego dołącza do tych najlepszych, jakie słyszały moje uszy! Co stanowi o sile tej płyty? Przede wszystkim niesamowity klimat, który aż wylewa się z krążka! Każdy, kto widział film, z pewnością skojarzy bezbłędnie takie kawałki jak nieśmiertelna "O Verona", "Escape From Mantua" czy choćby "Mercutio's Death". Po drugie - płyta przesiąknięta jest dialogami i odgłosami z filmu, co tylko ów klimat pogłębia. Dialogi są wręcz genialnie wplecione w całość, że jako przykład podam choćby rewelacyjny tekst z początku "Gas Station Scene", krzyk i złorzeczenia Mercutio które idealnie zlewają się z chórem w "Mercutio's Death" czy niezwykle piękne i ciche teksty tegoż w początku "Kissing You". Także "Prologue" i "Epilogue" zasługują na szczególną uwagę, gdyż jest to sam dialog, który otwiera i zamyka klamrę spinającą całość (telewizyjne wiadomości relacjonujące filmowe wydarzenia). Następną, niezwykle pozytywną cechą tej płyty, jest jej spójność. Każdy kolejny utwór zaczyna się tam, gdzie poprzedni się skończył, co sprawia, że płyta jest niesamowicie ciągła, nie dłuży się i zyskuje jeszcze więcej na wartości. Tu należy wspomnieć o kolejności utworów, które na płycie są ułożone tak samo, jak ma to miejsce w filmie - nic nie jest podmienione czy zamienione miejscami. No i jest to praktycznie cała muzyka użyta w obrazie - kolejny ogromny atut. Te cechy bardzo ładnie łączą się z czasem trwania - nieco ponad godzina to czas idealny dla tej ścieżki. Przejdźmy do najlepszego, czyli do samej kompozycji autorstwa duetu Craig Armstrong & Nellee Hopper. Duet poszedł na całość, w ich partyturze występuje mnóstwo chórów, skrzypiec, orkiestry - i to wszystko w najlepszym wydaniu. Chóry dominują przede wszystkim w bezapelacyjnie najlepszej kompozycji, czyli w "O Verona" oraz w jeszcze lepszej jej wersji ("O Verona (Reprise)"). Ten utwór to potęga i geniusz (teraz już wiem co tyle razy słyszałem w przeróżnych zwiastunach :), który spokojnie dorównuje swoim wielkim poprzednikom (z "O Fortuna" na czele). Innym przykładem niech będzie wymienione już dwukrotnie "Mercutio's Death", w którym to wraz z krzykiem przyjaciela Romeo wchodzi delikatny chór, potem narastając, by po chwili umilknąć i ponownie powrócić, tym razem znacznie mocniej. Świetnie wypada także "Gas Station Scene", do której to ścieżki jeszcze w niniejszym opisie powrócę. Całkiem niezły popis dają także w "Juliet's Requiem" oraz pojawiają się miejscami choćby w "Drive of Death" czy "Escape from Mantua". No i nie można zapomnieć o solowym śpiewie, który w kulminacyjnym momencie "Death Scene" przeradza się właśnie w niesamowity chór, zaprawiony dodatkowo skrzypcami. Skrzypce z kolei to już podstawa niemal każdego utworu. Ich geniusz według mnie objawia się głównie w przepięknym duecie "Kissing You (Love Theme from Romeo + Juliet)" - "Balcony Scene". Ten pierwszy to instrumentalna wersja (skórcona do tego) piosenki Des'ree z pierwszej płyty. Zresztą głos wokalistki pojawia się tutaj na moment, jednak nie jest to nic wielkiego. Sam utwór znacznie przebija wersję śpiewaną, gdyż dopiero w nim słychać czysto i wyraźnie fenomenalne skrzypce. Z kolei "Balcony Scene" to jego następstwo, a jedyną większą modyfikacją jest wprowadzenie równie pięknego fortepianu, który cały początek gra solo. Innym popisem skrzypiec jest naprawdę śliczna i długa, bo trwająca około 13 minut, suita "Slow Movement", oparta praktycznie tylko na skrzypcach. Ponadto ten instrument smyczkowy w taki czy inny sposób pojawia się niemal w każdym utworze instrumentalnym. We wszystkim mamy także fortepian, który może nie jest bohaterem równym skrzypcom, ale ma też swoje 5 minut - jako chociażby wspomniany prolog z "Balcony Theme", a inny przykładem jest np. "Morning Breaks". Słychać go jeszcze w tle kilku innych fragmentów. Orkiestra dzielnie wspomaga całość, chociaż jej najlepszy moment to bez wątpienia "O Verona", ale i bardzo mocno została zaakcentowana w "Fight Scene" czy też w "Gas Station Scene", do których to jeszcze powrócimy. Kolejnym ważnym elementem jest muzyka współczesna, która - prócz piosenek - znakomicie objawia się jako podkład wielu znakomitych utworów. A mam tu na myśli świetne "A Challenge", bardzo dobre "Introduction to Romeo", "Escape From Mantua", "Drive of Death" oraz znakomite, wymienione już "Fight Scene". Jak widać - są to głównie sceny akcji, w których syntezatory, gitara, elektronika czy perkusja sprawdzają się wręcz perfecto. Najlepiej chyba w tym trzeci raz już wspominanym "Fight Scene", gdzie wraz z tradycyjną orkiestrą dają fenomenalny popis pod sam koniec utworu. Ponadto kompozytorzy w bardzo fajny sposób potrafią bawić się konwencją. Za ich przykład niech posłuży kolejny rewelacyjny motyw, po raz kolejny też wspominany w tym opisie "Gas Station Scene", którego nie powstydziłby się chyba sam Morricone. To świetne, melodyjne nawiązanie do całej tradycji spaghetti-westernów, które dodatkowo przybiera na sile dzięki elektronice (w znikomych ilościach, ale jednak) - kapitalny kawałek. Jeszcze trzy słowa o motywie przewodnim, albo raczej o motywie Romeo, który jednak nieodparcie pojawia się w co drugim utworze. Najlepiej słychać go oczywiście w "Introduction To Romeo" - jest to sympatyczna melodia o zabarwieniu jak najbardziej pozytywnym, nawet nieco figlarnym, od razu kojarząca się z filmem. Jej główny trzon stanowi gitara elektryczna, leniwie odgrywająca coś w rodzaju refrenu. Oczywiście pomaga jej także i perkusja czy klarnet, jednak to ona jest tu niezaprzeczalnie znakiem rozpoznawczym. To wszystko o czym napisałem w tym długim akapicie idealnie komponuje się z filmem, a poza nim stanowi istną rozkosz dla uszu. Chwilami to prawdziwy geniusz, chwilami tylko się o niego ociera... Są jednak jeszcze niewielkie minusy, a konkretnie chodzi o piosenki tutaj zamieszczone. W dużej mierze są to piosenki udane, zgrabne, wpadające w ucho, a przede wszystkim nie są irytujące. Problem jednak polega na tym, że nie na tej płycie jest ich miejsce... Przykładem niech będzie "The Montague Boys" Justina Warfielda, który to utwór śpiewany za pomocą umiejscowienia między przysłowiowym młotem ("O Verona") a kowadłem ("Gas Station Scene") staje się zupełnie nijaki... Podobny los spotyka "When Doves Cry" Quindona Tarvera oraz "Tybalt Arrives" duetu Butthole Surfers & The Dust Brothers (chociaż w tym przypadku kawałek jest słaby sam w sobie, jeśli weźmiemy pod uwagę, kto za niego odpowiada...). Właściwie obronną ręką wychodzi tylko mały remix "Young Hearts Run Free", którego mimo, że słucha się dobrze i ogólnie został ładnie wpleciony w konwencję całości, to jednak jest już obecny na poprzednim wydaniu. Zatem na Volume 2 wydawcy mogli sobie zamieszczenie owego kawałka darować. No i mamy jeszcze pieśń "Liebestot" samego Wagnera, która jednak została umieszczona na tyle zgrabnie, że trudno mieć większe zastrzeżenia. Tak więc to są te "słabe" strony całej ścieżki, na szczęście jest ich zaledwie 4 sztuki na 24 dostępne tytuły... Ale mimo wszystko całkowicie zasłużoną notą dla płyty jest maksimum. Mimo, iż Volume 2 nie ustrzegł się błędów i minusów, to jednak te minusy w żaden sposób nie przesłaniają fenomenalnych plusów. A po przesłuchaniu warto wrócić do samego filmu. Polecam tym bardziej, iż soundtrack swoją dostępnością w Polsce raczej nie grzeszy. A powinien... |
![]() |
|
![]() |