
ROSEMARY'S BABY
MUZYKA: Krzysztof Komeda ROK PRODUKCJI: 1968 WYTWÓRNIA: Phantom CZAS TRWANIA: 30:22 min.
Autor książek fantasy - Harlan Ellison, napisał kiedyś, że "Rosemary's Baby" to tak doskonały film, że w żaden sposób i w żadnym elemencie nie może być już ulepszony. Trudno się z tym nie zgodzić, ponieważ film Romana Polańskiego to brawurowa adaptacja podstawie powieścii Levina oraz wielkie okultystyczne dzieło. Obok "The Exorcist" (1973), "The Omen" (1976) czy "Poltergeist" (1982) stanowi niedościgniony wzór i klasyk w swoim gatunku... Rosemary i Guy Woodhouse oczekują potomka. Ich sąsiedzi, starsze małżeństwo Castevet wydają się sympatyczną, zaprzyjaźnioną z nimi parą. Ciąża Rosemary splata się ze strasznymi wizjami i koszmarami oraz towarzyszącym jej nieludzkim lękiem i obawą. Wkrótce okazuje się, że Castevet są wyznawcami Szatana, a nowonarodzony syn Woodhous'ów ma być jego wcieleniem... Na tle filmu kompozycja Krzysztofa Komedy (a właściwie Krzysztofa Trzcińskiego) to muzyka pozostająca na długo w pamięci. Jej najbardziej zadziwiającym punktem jest temat otwierający ścieżkę dźwiękową - straszliwa kołysanka z oryginalną, pierwszoplanową partią wokalną tytułowej Rosemary (Mia Farrow). Kołysanka ta występuje jako dwa utwory, "Main Title" oraz "Rosemary's Party" w postaci wariacji o trochę bogatszej melodyce. Oba z nich to nieprawdopodobne i niezapomniane kompozycje, potęgujące doznania emocjonalne o ogromnym pragmatyzmie. I to jest w tym wszystkim najbardziej zastanawiające. Prosty w sumie fragment ilustracji o ubogim akompaniamencie, który sprawia, że sposób myślenia, a przede wszystkim postrzegania tej muzyki jest silnie uzależniony od skutków jakie niesie ze sobą zapoznanie się z takim filmem jak "Rosemary's Baby". Poza tym linia melodyczna tej kołysanki wykorzystana jest także jako motyw przewodni, który pojawia się później albo miejscowo, albo w formie samodzielnego rozwinięcia o różnym sposobie dysponowania przez kompozytora tymi samymi instrumentami. Jednak muzyka pana Komedy nie spełnia tak do końca wszystkich tych elementów, jakie z założenia przypisane są muzyce typowej dla horroru. Oczywiście wszystkie fragmenty grozy, wynikające z przebiegu filmu mają swoje przełożenie na sposób konstrukcji podkładu, którego charakter wzmagający uczucie strachu zrealizowany jest wtedy według klasycznego schematu krótkich, urywanych dźwięków bądź krótkotrwałego zwiększenia natężenia instrumentalnego. Następuje to w czasie trwania utworu lub w postaci kody, czyli tego odcinka, który dodany jest w formie odpowiednio eksponowanego, krótkiego zakończenia. Pomocniczo fragmenty te wspomagane są różnymi oryginalnymi monologami obrzędowymi z filmu oraz chórami mieszanymi, które są tak wplecione i zaaranżowane, że ich intensywność jest zmienna, tzn. partia wokalna mówiona czy śpiewana szeptem czy półszeptem zmienia cyklicznie głośność poprzez jej zwiększanie bądź zmniejszanie. Daje to znakomity rezultat, dodatkowo oddziałujący na świadomość widza czy słuchacza. Pozostała część kompozycji nie straszy w tak bezpośredni sposób. Czyni to bardziej wyrafinowanie, bazując bardziej na tym co słuchaczowi szczególnie utkwiło w pamięci po obejrzeniu filmu lub w jego trakcie. Oczywiście w muzyce nie mogło zabraknąć elementów jazzowych, które tak bardzo lubił Krzysztof Komeda. Elementy te służą wyłącznie do prawidłowego wyważenia całości oraz "odrywają" nieco słuchacza od wspomnianej, niezwykle refleksyjnej i pobudzającej emocje części ilustracji. Muzyka Krzysztofa Komedy do obrazu "Rosemary's Baby" nie ma tak strasznego wymiaru jak choćby "The Exorcist" czy "The Omen" Jerry'ego Goldsmith'a. Nie jest też kompozycją, która ślepo spełnia wszystkie wymagania stawiane muzyce przeznaczonej do filmu grozy w taki sposób w jaki zrobił to np. Charles Bernstein w "A Nightmare On Elm Street". Jednak pan Komeda stworzył narrację niebanalną. Narrację prostą, przy wykorzystaniu dosłownie kilku instrumentów, która bardzo często - jak już wspominałem - wyłamuje się z typowej konwencji zarezerwowanej dla muzyki grozy. Jej wielkim i niezaprzeczalnym atutem jest utwór "Main Title" w postaci mrożącej krew w żyłach, przerażającej kołysanki, który stanowi dla mnie obok motywu przewodniego Carole Anne z filmu "Poltergeist", jeden z najbardziej dwuznacznych utworów o strasznym, podświadomym oraz dogłębnym przesłaniu... Kompozycję zadziwiającą o wielkiej i celowej złudności, która odpowiednio zinterpretowana staje się wielkim atutem podkładu Krzysztofa Komedy. Podkładu składającego się na niesamowitą wyjątkowość "Rosemary's Baby", który swego czasu wzbudził spore zainteresowanie różnego rodzaju grup satanistycznych i okultystycznych. Autor biografii Romana Polańskiego - John Parker pokusił się nawet w swojej książce o stwierdzenie, że to właśnie "Rosemary's Baby" był jedną z przyczyn zamordowania żony reżysera w 1969 roku. Jednak do tej pory nie stwierdzono jednoznacznych powiązań filmu z tą właśnie sprawą. Dla Krzysztofa Komedy była to jedna z ostatnich ilustracji jakie napisał. Wybitny polski jazzman i kompozytor zmarł przed premierą filmu... |
![]() |
|
![]() |