
SABER RIDER AND THE STAR SHERIFFS - SOUNDTRACK 2
MUZYKA: Dale Schacker, różni wykonawcy ROK PRODUKCJI: 2005 WYTWÓRNIA: Colosseum CZAS TRWANIA: 56:03 min.
"Saber Rider And The Star Sheriffs" to serial podchodzący pod gatunek anime, który gościł na ekranach w latach 1986-89. Został wyreżyserowany przez niejakiego Franklina Cofoda, liczy sobie 52 półgodzinne odcinki, a całość jest koprodukcją amerykańsko-japońską. Sam film jest istnym przemieszaniem gatunkowym, co tyczy się również - a może przede wszystkim - muzyki z niego, ale o tym już za chwilę. Trzeba też wspomnieć, że do "Saber Ridera" wydano dwa soundtracki - niestety nie miałem okazji zapoznać się z tym pierwszym - dane mi było tylko przesłuchać "Soundtrack 2", którego konstrukcja jest jednak bliźniaczo podobna do poprzedniej płyty, na której znajdowało się w sumie 36 utworów - 20 autorstwa Dale'a Schackera + 9 utworów bonusowych, 6 remixów oraz ponad 11-minutowy wywiad z kompozytorem. Na drugiej odsłonie jest identycznie, tyle, że już bez wywiadu. Jak wspomniałem powyżej - kompozycja z tego serialu a'la anime to istne przemieszanie gatunkowe. Muzyka elektroniczna, pseudo-orkiestralna (dlaczego pseudo? O tym będzie dalej), klimatem na pewno pasująca do japońskiej animacji i akcji tam występującej (mogę to śmiało stwierdzić po całej masie przesłuchanych ścieżek z anime). Główny prym wiedzie tutaj niezły i dość charakterystyczny motyw przewodni, goszczący na większości utworów, a pojawiający się już na początku, w kawałku pt. "Colt". Poza tym motywem występuje mnóstwo tematów w rytmie szpiegowskim, westernowym (tych szczególnie dużo - słychać naprawdę potężny ukłon w stronę Dzikiego Zachodu) czy mixowanie godne muzyki końca lat 80-tych. Do tego istne przemieszanie instrumentarium - praktycznie co chwilę słychać inny instrument - trąbki, skrzypce, cała perkusja, pianino, fujarki, gitara (również elektryczna), trójkąt, cymbałki, do tego dźwięki elektroniczne, a nawet śpiew i chórki. Można mieć wrażenie nieustannie towarzyszącej nam kakofonii, jednak jest to wszystko w miarę dobrze poukładane i już po pierwszych trzech, czterech utworach częściowo (lub całkiem) znika wrażenie niezamierzonego chaosu. Jak wypada muzyka pod względem nie technicznym, a brzmieniowym? Prócz przekroju przez instrumentarium mamy oczywiście przekrój przez towarzyszącą słuchaczowi gamę uczuć - od wesołości począwszy, poprzez motywy posępne, a na typowym action-score skończywszy. Spora część muzyki przypominała mi miejscami tematy rodem z takich seriali, jak "Drużyna A" - aż się łezka w oku kręci... To znajdziemy wśród pierwszych 20-stu utworów, ale równie nieźle jest wśród kolejnych 9-ciu kawałków bonusowych, w których usłyszymy sporo nowych brzmień i ładnych motywów (moim osobistym faworytem jest "Melancolie"), a nawet piosenek - jednak o ile ta japońska jest całkiem dobra, tak ta włoska już w ogóle nie przypadła mi do gustu. Tak na marginesie - kompozytorami bonusowych utworów są Kisaburo Suzuki oraz Osamu Tozuka. I na koniec 6 ciekawych, długich remixów (w tym także utwory śpiewane), stosunkowo udanych, a już na pewno nie wepchanych na siłę na płytę, chociaż nie wszystkie są dobre - zdecydowanie najlepsze są "Goodbye Vocal" (śpiewa Tanja Ranck) oraz "Ramrod Techno", ale najciekawsze pod względem brzmieniowym - na pewno "Saber Rider Jazz Version". Na początku wspomniałem o pseudo-orkiestralności tej ścieżki. O co chodzi? Mianowicie o to, że zdecydowana większość muzyki powstała na syntezatorze, a dodatkowymi elementami były tutaj: perkusja, gitara, trąbka i instrument klawiszowy. Zatem biorąc pod uwagę ten mimo wszystko skromny warsztat kompozytorski trzeba przyznać, że Dale Schacker wyszedł nie tyle obronną ręką, co zwyczajnie odwalił kawał dobrej roboty. Sporo osób po przesłuchaniu soundtracku z "Saber Rider And The Star Sheriffs" posądza całość o kicz, tandetę i zwyczajne dziadostwo. Osobiście się z tym nie zgadzam - kicz może i da się tutaj odczuć, jednak na pewno nie jest to cel w pełni niezamierzony, a i nie zapominajmy, że w latach 80-tych panował właśnie taki styl muzyczny. Dla mnie ścieżka z "Saber Ridera" to swoisty ukłon nie tylko w stronę produkcji właśnie z tamtego okresu, ale także ukłon w stronę klasycznych westernów, a nawet starszych seriali. Skłamałbym, gdybym powiedział, że źle słuchało mi się tej płyty. Wręcz przeciwnie - dla mnie to bardzo fajna, luźna kompozycja, z ciekawą linią melodyczną, a dodatkowo - gdy się wie, przy jakim warsztacie powstała - naprawdę oryginalna. Do gustu na pewno wszystkim nie przypadnie - szczególnie osoby lubiące spójną twórczość nie powinny sięgać po tę płytę, a i te nie przepadające za stylem anime nie poczują odpowiedniego klimatu. Obiektywnie oceniając - jest do ścieżka poprawna. Pasuje do filmowego tematu, w obrazie sprawdza się bez zarzutu, a poza nim całości słucha się całkiem przyjemnie. Według mnie na pewno nie jest to pozycja słaba czy średnia. Już sama oryginalność, wszelkie nawiązania i swoiste ukłony zmuszają mnie do wystawienia trzech gwiazdek. Zresztą nie ukrywam, że sporo motywów i melodii utkwiło mi w pamięci na stałe. I przyznam szczerze, że mam ochotę przesłuchać teraz "Soundtrack 1"... (okładka poniżej). Soundtrack dostarczony przez Agencję Artystyczną MTJ (www.mtj.pl)
|
![]() |
|
![]() |