SCOTT PILGRIM VS. THE WORLD

MUZYKA: Różni wykonawcy
ROK PRODUKCJI: 2010
WYTWÓRNIA: ABKCO Records
CZAS TRWANIA: 66:44 min.


01. SEX BOB-OMB - We Are Sex Bob-Omb
02. PLUMTREE - Scott Pilgrim
03. FRANK BLACK - I Hear Ramona Sing
04. BEACHWOOD SPARKS - By Your Side
05. THE BLACK LIPS - O Katrina!
06. CRASH AND THE BOYS - I'm So Sad, So Very, Very, Sad
07. CRASH AND THE BOYS - Garbage Truck
08. SEX BOB-OMB - Teenage Dream
09. T. REX - Teenage Dream
10. THE BLUETONES - Sleazy Bed Track
11. BLOOD RED SHOES - It's Getting Boring by the Sea
12. METRIC - Black Sheep
13. SEX BOB-OMB - Treshold
14. BROKEN SOCIAL SCENE - Anthems for a Seventeen Year Old Girl
15. THE ROLLING STONES - Under My Thumb
16. BECK - Ramona (Accoustic Version)
17. BECK - Ramona
18. SEX BOB-OMB - Summertime
19. BRIAN LeBARTON - Threshold (8-bit)

BONUS TRACKS:

20. BECK - Garbage Truck
21. BECK - Threshold
22. BECK - Summertime



Najnowszy (na chwilę obecną) film Edgara Wrighta nie doczekał się niestety w naszym kraju dystrybucji kinowej, wędrując wprost na sklepowe półki z DVD. Szkoda, bo ta ekranizacja oryginalnej kreski Bryana Lee O'Malleya to zdecydowanie jedna z najlepszych i najciekawszych adaptacji komiksu na potrzeby wielkiego ekranu, zrealizowana z dużą fantazją i polotem, oraz rewelacyjnie zagrana. I, co ważne, ze świetnie dobraną muzyką.

Ta odgrywa w filmie znacznie większą rolę, niż jedynie tło dla akcji, czy dopełnienie bohaterów - ona wręcz jest ich częścią (często stanowiąc przedstawienie danej postaci i wprowadzenie kolejnego wątku, jak w przypadku kapitalnego "Black Sheep"), a gros fabuły i cały montaż opiera się właśnie na niej. Dzieje się tak głównie za sprawą zespołu Sex Bob-omb, jaki wraz z przyjaciółmi tworzy tytułowy 'heros'. Podczas dwóch godzin jesteśmy więc świadkami wielu ich prób, kilku koncertów i, co stanowi chyba największą atrakcję, pojedynków na instrumenty, tudzież piosenki z innymi grupami. Zarówno w filmie, jak i na płycie główną bronią są nuty rocka i okolic - z reguły jest więc dynamicznie, głośno, drapieżnie i często undergroundowo, ale przy tym znośnie (czyt. głowa nie boli i można zrozumieć, kto i co śpiewa). Czasem jedynie, jak np. w przypadku obecnego na drugim albumie "Slick (Patel's Song)" zbaczamy na znacznie odmienne, z reguły potraktowane pastiszowo gatunki, które dobrze wpisują się w daną scenę, nie gryząc się przez to z resztą.

Oczywiście to, co w filmie wypada rewelacyjnie, stając się nierozerwalną częścią większej całości, na albumie nie brzmi już tak różowo, czego najlepszym przykładem mogą być króciutkie, prześmiewcze w swym znaczeniu "I'm So Sad, So Very, Very, Sad" i "We Hate You Please Die". Są one przebojami rywali Scotta i jego ekipy, stanowiąc przy tym siłę nośną dla wszelkiego rodzaju gagów i smaczków w filmie. Natomiast na albumie stają się na dobrą sprawę zbędne - szczególnie w przypadku, gdy ktoś nie wie, o co chodzi. Na szczęście takich utworów nie ma tu zbyt wiele, dzięki czemu cały album dzielnie trzyma poziom, stanowiąc kawałek dobrego grania, z którego czerpać przyjemność mogą nie tylko scotto-maniacy.

Właściwie największe zastrzeżenie miałbym tu jedynie do wtrętów Becka - w większości oznaczonych jednak jako utwory bonusowe (a więc dla najbardziej zagorzałych fanów). To rzecz jasna kwestia gustu, ale mnie jego przeróbki 'przebojów' filmowego Sex Bob-omb zupełnie nie ruszają, a wręcz irytują. Podobnież i akustyczna wersja, całkiem udanej skądinąd ballady "Ramona", czy też drażniące, celowo wystylizowane na fragment z jakiejś archaicznej gry "Threshold (8 Bit)" Briana LeBartona (więcej na temat tego stylu w drugiej recenzji) zdają się być niepotrzebne. No ale koniec końców lepiej narzekać na nadmiar materiału, który to zawsze można jednym kliknięciem ustawić pod siebie, niż na niedobór tegoż. A ponieważ w przypadku Scotta Pilgrima dostajemy aż dwa, wypełnione po brzegi albumy, toteż tym razem wszelkie ganienie wydawcy uważam za bezpodstawne - zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, iż film nawet na siebie nie zarobił.

Ale skoro już przy tym jesteśmy, to muszę wspomnieć jeszcze o jednej piosence, która nie znalazła się na żadnym albumie. Bynajmniej nie jest to jednak wina producentów, gdyż rzeczona piosenka nie pojawia się także w filmie, choć ma z nim co nieco wspólnego. Mowa o "Warmth of Him" - bardzo ładnej, ciepłej piosence w wykonaniu filmowej Ramony, czyli prześlicznej Mary Elizabeth Winstead, którą aktorka nagrała w trakcie prac nad filmem, a i możliwe, że została ona tymże zainspirowana. Bez problemu można odsłuchać jej za darmo w internecie - warto. A tymczasem, dla soundtracku ze Scotta Pilgrima wędruje ode mnie solidna czwóreczka. To porządna, choć nieco jednolita brzmieniowo płyta, w której każdy powinien znaleźć coś dla siebie - acz nie ukrywam, że jej wartość rośnie wraz ze znajomością konkretnych scen (nie-fani filmu mogą więc sobie obniżyć ocenę o 1). Na szczęście w przypadku tak fajowej produkcji nie powinno to stanowić większego problemu.

Ocena:
Auto recenzji: MEFISTO
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI