
SERENITY
MUZYKA: David Newman ROK PRODUKCJI: 2005 WYTWÓRNIA: Varese Sarabande / Colosseum CZAS TRWANIA: 49:46 min.
Gdy przystąpiono do produkcji filmu fabularnego, będącego kontynuacją serialu "Firefly", twórca, Joss Whedon, nie miał już takiej swobody decydowania o sprawach kluczowych dla produkcji. Wytwórnia chcąc nadać jej kinowy wymiar, pamiętając, że Serenity ma telewizyjny rodowód, wskazała na Davida Newmana. W przeciwieństwie do kameralnej, bardzo eksperymentalnej ścieżki autorstwa Grega Edmonsona, ilustracja muzyczna Newmana miała zawierać więcej masywnych elementów brzmieniowych, spotykanych w wysokobudżetowych produkcjach filmowych. Pomysł niezupełnie wypalił. Po wielokrotnym przesłuchaniu ścieżki dźwiękowej do filmu "Serenity" mogę spokojnie stwierdzić, że kompletnie nie sprawdza się jako samodzielny twór. Newman idzie bardziej w stronę elektroniki niż elementów etnicznych, mimo, iż gdzie niegdzie słychać znajome z serialu skrzypce czy wesołe banjo, to jednak przodują syntetyczne podkłady perkusyjne i brzmienia przywołujące na myśl produkcje Michaela Baya. Nie twierdzę w żadnym razie, że ilustracje do tychże są złe, tylko mam pewne wyobrażenie o serialu "Firefly" i muzyki, która mu wtórowała, i była jego doskonałym dopełnieniem, a David Newman psuje niejako ten porządek. Oczywiście oprócz wcześniej wymienionych elementów nie zabrakło sekcji dętej oraz smyków, ale głównie wypełniają one wszelkie dziury w kompozycjach. Pisałem, że ta ścieżka dźwiękowa słuchana na sucho nie sprawdza się. Powodem tego może być fakt, że wszystkie dźwięki jakie słychać na tej płycie brzmią bardziej jak klimatyczny ambient niż zbiór partytur, czy po prostu zbiór utworów zawierających jakieś motywy. Pełno tu luźnych dźwięków, zagubionych akordów gasnących gdzieś w oddali, wszelkich dziwnych odgłosów, stuknięć, puknięć, rozrzuconych po całej płycie zupełnie przypadkowo i pokreślonych solidnym echem. Nieliczne, tradycyjne utwory, które w pewien sposób odnoszą się do ścieżki dźwiękowej autorstwa Grega Edmonsona należą do najciekawszych na płycie. Z tych można wyróżnić "Serenity", w którym po raz pierwszy pojawia się motyw przewodni tej ścieżki, gdzie wzajemnie przenikają się banjo i orkiestra. Na początku słychać w nim niepokojąco zawodzące instrumenty smyczkowe, atmosfera narasta, by ostatecznie wybuchnąć wesołą melodią, która powraca jeszcze kilkukrotnie na płycie. W "Going for a Ride" pojawia się co prawda gitara akustyczna, rozbrzmiewająca kilkoma sympatycznymi akordami, ale całość zostaje zdominowana przez orkiestrę. "Trading Station Robbery" rozpoczyna się imponująco potężną sekcją dętą, która nagle się urywa i w jej miejscu pojawia się pianino okraszone syntetycznymi 'przeszkadzajkami'. W tym miejscu pojawia się podstawowy problem tej ścieżki dźwiękowej, wszystkie najciekawsze momenty na płycie są zwyczajnie za krótkie, każde ciekawe brzmienie czy zmyślna kombinacja rytmiczna kończy się po kilku sekundach. Jak nietrudno się domyślić, takie rodzynki poupychane są w muzycznie bardzo przeciętnym cieście, trafiają się też kompozycje zupełnie nieudane. Na przykład "Sheperd Books' Last Words", z wysuniętą na pierwszy plan smutno grającą wiolonczelą. Konstrukcja tego utworu jest naprawdę udana, ilustruje on niezwykle dramatyczny moment w filmie, ale sam motyw jaki w nim słychać jest zupełnie nijaki. "Space Battle", która rozbrzmiewa podczas kosmicznej potyczki między Reaverami a Sojuszem, jest z kolei przeładowana i dźwiękami i motywami. Trudno skupić uwagę na którymś z jej elementów, bo te zmieniają się bardzo szybko. Na początku słychać trąby, ale motyw szybko się urywa, zaraz po nim pojawia się jakiś egzotyczny śpiew i znowu znika przygłuszony innym motywem. Oprócz wszelakich barw orkiestry symfonicznej i elementów etnicznych, w kompozycji tej pojawia się także dużo syntetyków, przez moment słychać nawet brzmienie automatu perkusyjnego Rolanda, który pasuje do reszty jak pięść do nosa. Kompletny chaos, bezładnie upakowane trzy i pół minuty muzyki. Ale to jedyne dwa takie fragmenty, podczas słuchania których czułem wyraźny niesmak. Ciekawszy motyw pojawia się w "Crash Landing", partia potężnych trąb i przecinających powietrze smyczków, podkreślonych marszowym biciem bębnów. Wszystkiego trwa raptem dwie minuty. Uwagę przykuwa również finał kompozycji "Jayne & Zoe/Final Battle" i następujący po nim, pogodny "Funeral/Rebulding Serenity". Tuż przed końcem Newman serwuje nijakie "Love", które ratuje ciekawy finał kompozycji, gdzie kompletna orkiestra przerabia temat przewodni. Płytę zamyka "Ending Credits" z wesołym banjo na pierwszym planie pośród wszystkich utworów na płycie, chyba najbardziej zbliża się do stylistyki "Firefly" / "Serenity". Na płycie nie znalazł się motyw przewodni znany z serialu, jego luźną interpretację na gitarę akustyczną można usłyszeć w filmie w trakcie napisów końcowych - wielka szkoda, że chociaż to nie znalazło się na krążku. Zabrakło także świetnego tematu, który pojawia się w filmie w trakcie napadu na kasę Sojuszu. Znajdujące się na soundtracku "Trading Station Robbery" jest wersją skróconą o najciekawszy fragment ilustrujący pościg. Pełną wersję można usłyszeć na płycie promocyjnej "Serenity - Select Music from the Film" (okładka poniżej). Tam utwór "The Trading Station Robbery" został podzielony na dwie części - pierwsza odpowiada temu, co słychać na ścieżce dźwiękowej, w drugiej można usłyszeć rzeczony fragment z pościgu. To kawał świetnej muzyki i gdyby znalazł się na finalnej wersji płyty, byłby z pewnością jednym z lepszych elementów. Ścieżka dźwiękowa napisana przez Davida Newmana jest średnio udaną pozycją, podczas seansu filmowego jest ona niemal niesłyszalna, dobrze ilustruje akcję na ekranie, ale brak w niej elementów które wybiłyby się na pierwszy plan i zwróciły na siebie uwagę. Słuchana odrębnie sprawia wrażenie "odwalonej roboty". Tak jakby Newman silił się na oryginalność, która cechuje ilustrację muzyczną do serialu "Firefly" autorstwa Grega Edmonsona. Ocena końcowa - mocno naciągane 3 gwiazdki - mimo wszystko... Soundtrack dostarczony przez Agencję Artystyczną MTJ (www.mtj.pl)
|
![]() |
|
![]() |