
SEVEN YEARS IN TIBET
MUZYKA: John Williams ROK PRODUKCJI: 1997 WYTWÓRNIA: Mandalay Records / Sony Music CZAS TRWANIA: 65:53 min.
Lata '90 ubiegłego wieku to prężnie rozwijająca się w Hollywood moda na buddyzm tybetański. Wielu spośród znanych aktorów, twórców filmowych, czy nawet piosenkarzy zaczęło interesować się regionem Tybetu, aktywnie uczestniczyć w jego ochronie i wyrażać swój sprzeciw wobec działań władz chińskich okupujących te terytoria. Na fali tej jakże szczytnej mody, pojawiło się wówczas kilka filmów o historii Tybetu i buddyzmu, np. "Mały Budda", "Ostatni Cesarz", "Kundun" czy wreszcie "Siedem Lat w Tybecie". Ostatni z wymienionych filmów zrealizowany został przez Jean-Jacquesa Annaud, a opowiadał historię dwóch alpinistów austriackich, którzy w skutek wybuchu II wojny światowej musieli uciekać z Indii Brytyjskich przez Himalaje do Tybetu. Tam trafili do Lhasy na dwór młodego Dalaj Lamy, w czasach przełomowych dla tego kraju i narodu. Ścieżka dźwiękowa składa się z 14 utworów, z czego ostatni utwór jest powtórzeniem pierwszego. Została nagrana w technologii 24-bitowej, co zapewnia wysoką jakość odtwarzanego dźwięku. Do nagrania kompozycji John Williams wraz z reżyserem zaprosili sławnego wiolonczelistę Yo-Yo Ma, który niemal w każdym utworze zaznacza swoją obecność perfekcyjną grą. Williams komponując "Siedem Lat w Tybecie" wykorzystał również etniczną muzykę i pieśni Tybetu, wykonywane przez mnichów zakonu Gyuto w Dharamsali. Temat główny ścieżki, zapoczątkowany pierwszym utworem ("Seven Years in Tibet"), będzie się również przewijał w pozostałych. Stanowi on świetny przykład umiejętności hollywoodzkiego kompozytora do opisania jednocześnie piękna przyrody, majestatu najwyższych gór Ziemi oraz emocji człowieka jakie towarzyszą mu podczas wędrówki w tak cudownym, a zarazem groźnym otoczeniu. Muszę przyznać, iż temat główny jest naprawdę piękny i świetnie wpasowuje się zarówno w filmie, jak i na płycie. Utwór rozpoczyna dźwięk harfy, po którym zaraz wchodzą smyczki, a z czasem instrumenty dęte. Pierwsze wejście orkiestry cichnie, ustępując pola tematowi zagranemu na wiolonczeli w akompaniamencie fletu i harfy. Potem znów następuje wejście orkiestry, by około czwartej minuty zostało one przejęte przez same smyczki, grające melodię o wiele bardziej stonowaną od tematu głównego. Całość kompozycji kończy delikatny dialog wiolonczeli i fortepianu. Zasadniczą rolę w tym utworze odgrywają smyczki. To na nich oparty został motyw przewodni ścieżki, który z kolei czerpie ze źródeł muzyki dalekowschodniej. Kolejny utwór ("Young Dalai Lama and Ceremonial Chant") składa się z dwóch całkiem odrębnych części. O ile pierwsza wprowadza nas w mistyczne zakamarki dworu Dalaj Lamy, poprzez dźwięk trójkąta i innych tradycyjnych instrumentów perkusyjnych, a także wiolonczelę, o tyle druga część to zapis ceremoniału mnichów buddyjskich, grających na tybetańskich instrumentach i śpiewających pieśni z księgi Mahakala. Ów zadziwiająco niski dźwięk głosu, jest jak najbardziej realny, lecz wymaga wielu lat nauki. Metoda jego wydobywania zwana jest śpiewem gardłowym lub alikwotycznym i pojawia się, choć niezbyt często, również u innych kompozytorów muzyki filmowej, np. w "Kundunie" Philipa Glassa. Początek czwartego utworu ("Peter's Rescue") rozpoczyna niepokojąca kakofonia dźwięków, która przechodzi z czasem w bardzo szybkie tempo, podkreślające dynamicznie zmieniającą się akcję filmu. Od tego utworu każdy następny będzie się przeplatał, to ze spokojną melodią obrazującą wydarzenia rozgrywające się w otoczeniu pałacu Dalaj Lamy (konwersacje Lamy z Harrerem, ceremonie buddyjskie, przemyślenia głównego bohatera), to z melodią niespokojną, drażliwą, wieszczącą złe wydarzenia (pertraktacje z chińskimi generałami, inwazja Chińczyków, upadek Tybetu). Nieco odmienne od poprzednich są utwór dziesiąty ("Palace Invitation") i przedostatni ("Regaining a Son"). Pierwszy z nich to chyba jedyna na całej ścieżce tak pogodna kompozycja. Wykorzystuje ona instrumenty ludowe (fujarkę i róg) oraz orkiestrę. Przedostatni utwór jest z kolei pozbawiony elementów muzyki azjatyckiej i wieńczy całość happy endem, czyli nauką jaką wyniósł główny bohater ze spotkania z przywódcą duchowym Tybetańczyków. John Williams skomponował bardzo udaną ścieżkę dźwiękową. Wykorzystał tak niezbędne w filmie tego typu odniesienia do muzyki specyficznej dla regionu, w którym ma miejsce akcja. Stworzył wielki temat przewodni, miły dla ucha i pełen emocji. Jako podkład do filmu ta muzyka odgrywa ogromną rolę. Tworzy wspaniałą i pełną uczuć atmosferę, której wynikiem są łzy rozpaczy i łzy szczęścia na twarzach widzów. Jako dzieło samoistne jest nieco zbyt jednorodna i za mało zróżnicowana. Zwraca natomiast uwagę fakt, iż w szeregu następnych filmów do których Williams skomponował muzykę pojawiają się elementy po raz pierwszy użyte w "Siedmiu Latach w Tybecie". Dlatego też byłbym skłonny wystawić tej kompozycji ocenę równą 4,5 gwiazdki. |
![]() |
|
![]() |