
SHAOLIN SOCCER
MUZYKA: Raymond Wong ROK PRODUKCJI: 2002 WYTWÓRNIA: Cutting Edge CZAS TRWANIA: 52:32 min.
Zwariowana komedia Stephena Chow o drużynie piłkarskiej Shaolin nigdy nie trafiła do polskich kin... Na szczęście rodzimi dystrybutorzy wreszcie się obudzili (lepiej późno niż wcale) i już w lipcu 2005 roku na duży ekran wchodzi równie zwariowana komedia tego samego reżysera, a mowa o "Kung Fu Hustle". Może to skłoni dystrybutorów do wydania na nośniku DVD nieco starszego "Shaolin Soccer" (został wydany u nas tylko na kasetach VHS...), chociaż osobiście bardzo chciałem zobaczyć ten film właśnie na dużym ekranie... Epitet "zwariowany" nie za bardzo pasuje do obrazu, dla powstania którego inspiracją było stare, poczciwe anime "Kapitan Jastrząb" (pamięta ktoś jeszcze tę świetną bajkę wyświetlaną na programie Polonia 1? Ja śledziłem każdy odcinek z wypiekami na twarzy, heh). "Shaolin Soccer" to raczej absurdalna komedia z wieloma, wieloma niedorzecznościami, wręcz debilnymi scenami, baaardzo specyficznym humorem... i długo by jeszcze wymieniać ;) I teraz wyobraźcie sobie, że te wszystkie elementy są jak najbardziej pozytywne (paradoksalnie!), a zebrane razem tworzą film absolutnie rewelacyjny! Jedyny wymóg, który gwarantuje znakomitą zabawę podczas oglądania to fakt, że w przypadku "Shaolin Soccer" nie należy niczego brać na poważnie! To tyle w skrócie jeśli chodzi o obraz. Obraz, w którym bardzo ważną, wręcz kluczową rolę odgrywa podkład muzyczny. Już przy recenzji ścieżki dźwiękowej z "Kung Fu Hustle" zachwalałem partyturę pana Raymonda Wong (i nie tylko), wspominając co nieco o mistrzowskiej muzyce do nieco starszego filmu Stephena Chow. Długo szukałem soundtracku z "Shaolin Soccer"... i wreszcie znalazłem! Przyznam się bez bicia, że film obejrzałem już wielokrotnie, często tylko dla posłuchania samej muzyki w podkładzie poszczególnych akcji. Teraz już nie muszę, bowiem do szczęścia wystarcza mi płyta z tą jakże genialną partyturą... Tak - muzyka pana Wong (i jeszcze Lowella Lo, który wspólnie z Wongiem napisał 3 utwory) to geniusz i ilustracja idealna. Wbrew pozorom niewiele jest takich partytur, które w perfekcyjnym stopniu dopasowują się do tego, co aktualnie dzieje się na ekranie (za to między innymi tak bardzo kocham kompozycję Alana Silvestri z "Predatora"!). Muzyka, która odpowiednio i bez absolutnie żadnego zarzutu zmienia się z każdym ważniejszym cięciem montażowym. Muzyka, w której co chwilę zmieniają się stany emocjonalne (podobnie jak w samym filmie), a charakterystyczne tematy przeplatają się ze sobą tworząc podkład mistrzowski. Naprawdę, bez tej kompozycji film nie byłby tak rewelacyjny, a poszczególne akcje tak wyraziste i godne zapamiętania. Słuchając płyty doskonale orientuję się, z jakiej sceny pochodzi choćby najkrótszy fragment, melodia, rytm, a nawet pojedynczy takt... Raymond Wong fenomenalnie zilustrował filmowe wydarzenia, nadając im odpowiedni charakter i to, co najważniejsze - wartość emocjonalną, tak ważną dla konkretnych scen. Dodatkowo w muzyce zastosował styl jak najbardziej poważny - to nie jest kompozycja tak zwariowana i głupawa jak sam film! To nie jest muzyka śmieszna, wesoła czy absurdalna. To wspaniała, orkiestralna partytura - potężna, wzniosła, dramatyczna i przede wszystkim - jak już wspomniałem kilkadziesiąt znaków wcześniej - jak najbardziej poważna. Wydawałoby się, że taki typ kompozycji zupełnie nie pasuje do filmowego tematu... A jednak połączenie poważnego z niepoważnym dało efekt jedyny w swoim rodzaju. Zasada kontrastu zaowocowała perfekcją najczystszą z możliwych. Jak widać - opis zacząłem od samych superlatyw. Drodzy czytelnicy - zacznijcie się przyzwyczajać, bo tak już będzie do końca tej recenzji... Z góry wybaczcie mi nazbyt dokładny opis niektórych scen, ale przy mojej fascynacji tą muzyką nie mogę się powstrzymać, by jak najdokładniej opisać najważniejsze fragmenty i tym samym jak najlepiej - słowami - opisać Wam piękno tej kompozycji... Płyta - podobnie jak film - zaczyna się rewelacyjnym motywem napisanym przez pana Wonga wspólnie z Lowellem Lo. "Opening" to bardzo wyrazista melodia odgrywana na instrumentach dętych i smyczkowych (na zmianę), ze znakomitym, bębenkowym podkładem, męskimi okrzykami w tle i uderzeniami perkusji. Już ten kawałek pokazuje nam charakter całej ścieżki dźwiękowej. To temat, który później jeszcze raz zagości na płycie, a w filmie - nawet kilka razy, będąc podkładem dla pewnych kluczowych wydarzeń, i stając się tym samym czymś w rodzaju motywu przewodniego "Shaolin Soccer". I w sumie w tym miejscu na płycie brakuje muzyki z prologu filmu (pechowy dla "Złotej Nogi" mecz) i późniejszej rozmowy braci (już w czasach obecnych) - ten drugi fragment filmu został zilustrowany muzyką spokojniejszą, gdzie swoisty prym wiedzie "pobrzdękiwanie" gitary, a puentą - przy końcu rozmowy - jest pewien wzniosły temat (który akurat pojawia się w dalszej części ścieżki, zatem można odetchnąć z ulgą...). Takich braków na płycie jest niestety więcej i nie ma sensu pisać o każdym... Szkoda, bo brakujące fragmenty są równie świetne co cała reszta, ale na szczęście nie są to żadne najważniejsze melodie i ich nieobecność na krążku można jako tako przeboleć. Po "Opening" mamy wprowadzenie głównego bohatera filmu (w jego rolę wcielił się sam reżyser), kapitalnie zilustrowane muzyką rodem ze spaghetti-westernów! Już w tym momencie słychać, że zarówno reżyser, jak i kompozytor, będą bawić się z widzem / słuchaczem konwencjami, nawiązując w przeróżny sposób do mniej lub bardziej klasycznych produkcji filmowych. "Kung Fu" to zatem charakterystyczna gitara, równie charakterystyczna, gwizdana melodia oraz lekka perkusja w tle. Jednak leniwie motyw zaczyna przechodzić w styl bardziej orientalny, oddający istotę tytułu danego utworu. Po upływie 1 minuty i 45 sekund mamy "przerywnik" - głośną, nieco chaotyczną melodię z nieco durnego (bo tak to chyba trzeba nazwać :) fragmentu, w którym seksowna dziewczyna poślizguje się na skórce od banana i z hukiem "zalicza" twardy, miejski chodnik :) Po tym zdarzeniu melodia przyjmuje już charakter czysto "chiński" - urywane dźwięki instrumentów smyczkowych, instrumenty regionalne, bębny i chórki. Znika styl spaghetti-westernu (wspominana, głośna i chaotyczna melodia jest zatem jakby "przejściówką" między dwoma stylami), bo oto główny bohater zaczyna opowiadać "zdziadziałemu" trenerowi o potędze i użyteczności różnych stylów Kung Fu. Całość w końcówce "wybucha" przepiękną, skrzypcową, wielce podniosłą melodią - puenta idealna! Dalej w filmie "Potężna Stalowa Noga" (tak brzmi "ksywa" głównego bohatera) zmierza na złomowisko, czemu towarzyszy nieco dramatyczny motyw, okraszony gitarą, a na wstępie ślicznym, żeńskim, lamentującym głosem w tle. Tytuł utworu ("Refrigerator") to oczywiście ukłon w stronę momentu dość specyficznej pomocy w uporaniu się z lodówką :) Następnie bohater zauważa dziewczynę używającą Tai Chi Kung Fu do wyrobu przepysznych bułeczek (sekret tkwi właśnie we wspominanym stylu) - i znów pojawia się znakomita, iście "chińska" melodia, po raz kolejny z niesamowicie dobrym podkładem bębenkowym. Motyw słyszalny w "Making Buns" występuje jeszcze w dalszej części partytury. Następny kawałek na płycie to nieobecny w filmie trance'owy, pulsujący "Dance", ale istnieje na DVD wersja specjalna "Shaolin Soccer" z pewną alternatywną sceną przy sklepie z bułeczkami, gdzie wszyscy nagle zaczynają tańczyć w rytm tej muzyki. "Pissing" z początku zawiewa grozą... I ponownie lekkimi ukłonami do elementów muzyki rodem ze spaghetti-westernów, które to elementy budują wciąż wzrastające napięcie - w tym przypadku przygotowania "Potężnej Stalowej Nogi" do "odegrania się" na kilku zbirach z pubu. Muzyka trzymająca w napięciu co rusz zmienia się w ilustrację bardziej dynamiczną (główny bohater wkracza do akcji), ponownie pojawia się motyw słyszalny w "Making Buns", a w końcówce całość ulega wyciszeniu i uspokojeniu. Następnie mamy jeden z dwóch najkrótszych na płycie (42 sekundy) kawałków - bardzo przyjemny, jakby troszkę magiczny "Shoe Fixed" - czyli "zreperowane" buty wracają do głównego bohatera. W "Roof" z kolei powraca motyw przewodni z filmu, słyszalny w otwierającym soundtrack "Opening". Tym razem nieco przearanżowany, ale równie znakomity - towarzyszy tym razem zebraniu się wszystkich sześciu "braci" na dachu budynku. "Bull's Eye" to jeden z tych kawałków, które emocjonalnie zmieniają się jak chorągiewka na wietrze. Nieco figlarna melodia towarzyszy treningowi wychowanków Shaolin (czy raczej parodii treningu, heh... Ale tylko z początku), co jakiś czas - podobnie jak w "Kung Fu" - wchodzi znacznie głośniejszy temat, przerywający sielankę (jeden z "braci" - ten najgrubszy - biegnie w stronę rozbitego jajka! To kolejna, jedna z najdurniejszych scen w filmie :) W drugiej połowie utworu muzyka zmienia się w bardziej optymistyczną, lekko patetyczną ("bracia" czynią postępy!), a około 3 minuty i 20 sekundy zmienia się jeszcze bardziej ("Potężna Stalowa Noga" pokazuje, jak powinno się kopać piłkę!). "Battlefield" i "Underwear" to jedne z dwóch najlepszych utworów na płycie, oba pochodzą z pierwszego meczu z udziałem drużyny z Shaolin, na jednym z osiedlowych boisk. Pierwszy zaprawiony lekką grozą, a to głównie za sprawą urywanych dźwięków instrumentów i samego momentu filmu, gdzie przeciwna drużyna masakruje (dosłownie!) naszych głównych bohaterów. "Battlefield" kończy się króciutkim fragmentem, stylizowanym jakby na kino wojenne - Ci, którzy pamiętają tę scenę, będą wiedzieć, co dokładnie ilustruje ;) Jeszcze lepszy jest "Underwear", którego pierwsza połowa to dramatyczna kompozycja ilustrująca upokorzenie drużyny Shaolin, potem mamy genialne przejście w postaci ciszy okraszonej męskimi, mistycznymi chórami ("bracia" zaczynają "odzyskiwać" swoje Kung Fu! W filmie jednak słychać nieco inne chóry), a w drugiej połowie mamy do czynienia z najlepszym fragmentem kompozycji z "Shaolin Soccer"! Po prostu genialna, wielce podniosła melodia, wypełniona tematami i zabiegami muzycznymi, w których można się wprost zakochać! Technicznie to arcydzieło, emocjonalnie - majstersztyk, ilustracyjnie - doskonałość w każdym calu! Do muzycznego zobrazowania sceny, gdy "bracia" przejmują na boisku inicjatywę i - wykorzystując swoje zdolności specjalne - zaczynają "dokopywać" brutalnym przeciwnikom, więcej nic nie potrzeba... Dalej na płycie dostajemy do odsłuchania dwa spokojniejsze kawałki, "Lane Crawford" i "Under The Tree". Ten pierwszy przedstawia scenę oprowadzania po sklepie przyjaciółki głównego bohatera (przez niego właśnie) - to kolejny bardzo przyjemny, troszkę magiczny i jakby kojący kawałek... W filmie znacznie dłuższy, z odpowiednim rozwinięciem. "Under The Tree" to z kolei druga najkrótsza na płycie kompozycja (41 sekund) - dramatyczna, smutna melodia ilustrująca rozmowę (pod drzewem) "Potężnej Stalowej Nogi" ze swoją przyjaciółką. Zaraz po nich ponownie motyw przewodni i kolejny utwór skomponowany przez duet Raymond Wong & Lowell Lo. "Double Dragon" to znana z "Opening" melodia, w lekko zmienionej aranżacji, towarzysząca głównym bohaterom przy kolejnych meczach, w drodze do upragnionego finału. To także główny podkład półfinałowego spotkania, gdzie drużyna Shaolin natrafia na problematyczną przeszkodę w postaci pewnej pary zawodników... Jednak sytuację szybko i skutecznie ratuje bramkarz :) W tym miejscu zaczyna się najważniejsza część filmu (mecz finałowy!), najważniejsza część partytury oraz najlepsza część całej opisywanej płyty. "Final Match" zaczyna się jakby afrykańskim brzmieniem, które przywiodło mi na myśl "Króla Lwa" (czyżby kolejne odwołanie pana Wonga do klasyki?). Po pierwszej minucie klimat staje się bardziej złowrogi i... po kolejnych 35 sekundach zaczyna się mecz! Trzeba powiedzieć, że utwory od nr 15 do 18 (czyli od opisywanego do "Victory") to przykład tych kawałków, gdzie muzyka co rusz się zmienia - z każdym ważniejszym cięciem montażowym, z każdą zmianą wydarzeń i akcji na ekranie. Wracając do "Final Match" - "bracia" dzielnie biegną w stronę bramki, a w 2 minucie 24 i sekundzie towarzyszy nam dynamiczna muzyka z genialnej sceny zamiany piłki w pędzącą, ognistą panterę! I nagle załamanie całej kompozycji - wkracza pierwszy, naprawdę złowrogi motyw drużyny Złych FC, okraszony genialnymi chórami. Całość przerywana jest co rusz głośniejszymi wstawkami, czyli bezskutecznymi staraniami pokonania bramkarza przeciwników przez "Potężną Stalową Nogę". W końcówce utworu słychać rozwinięcie wygrywane na trąbkach, słyszalne w filmie już wcześniej - podczas podwodnego treningu przeciwników. "1st Half" to ciąg dalszy - tym razem bramkarz głównych bohaterów (jeden z "braci") ma poważne kłopoty. Podczas bombardowania jego bramki przez głównego napastnika Złych FC słychać nieziemsko dobry podkład w postaci melodii okraszonej najlepszym chórem na partyturze! (55 sekunda). Dramat w postaci wyeliminowania bramkarza z gry został okraszony jakby żołnierską elegią, ze szturmowymi bębenkami w tle. 2 minuta i 20 sekunda to ciąg dalszy meczu i po raz drugi słychać najlepszy motyw na całej ścieżce dźwiękowej (wcześniej w "Underwear"). Jednak tym razem zdolności "braci" z Shaolin wydają się niczym przy umiejętnościach nafaszerowanych podejrzanymi specyfikami Złych FC. "Cell Phone" (tytuł jest ukłonem w stronę sceny rozmowy bramkarza przez telefon komórkowy... Kolejna jakże bzdurna scena wyrwana z kontekstu :) zaczyna się dość spokojnie, by w 15 sekundzie uraczyć nasze uszy znanym już motywem, słyszalnym wcześniej w "Making Buns" i "Pissing". Ale to tylko preludium do najbardziej dramatycznej części partytury - bowiem w 50 sekundzie "wchodzi" najbardziej tragiczna kompozycja, "wyposażona" w cudowne żeńsko-męskie chóry! Zaczyna się wielce dramatyczny pojedynek jednego z "braci" z całym "oddziałem" Złych FC, którzy bombardują piłką jego bramkę z prędkością strzałów z armaty. Po chwili jednak następuje przełom i rewelacyjne przejście do motywu przewodniego (w aranżacji znanej z utworu "Roof"; w tym miejscu po raz ostatni słyszymy główny temat "Shaolin Soccer"). W końcowej części "Cell Phone" znów słychać jeden z motywów Złych FC - główny napastnik oddaje miażdżący Strzał Demona i kolejny, "zdruzgotany" bramkarz musi opuścić boisko... "Victory" to chyba mój ulubiony kawałek na soundtracku. Zaczyna się kapitalnymi, potęgującymi napięcie skrzypcami, przed 50 sekundą mamy przejście do chyba najbardziej poważnego i podniosłego fragmentu partytury, który w połączeniu z dalszymi, figlarnymi zabiegami tworzy niekonwencjonalne i tym samym bardzo oryginalne przemieszanie (jedna z najśmieszniejszych scen w filmie). Jeszcze dalej nie brakuje powiewu grozy, kolejnego motywu Złych FC (pojedynek najgroźniejszego napastnika przeciwników z przyjaciółką głównego bohatera został nakręcony i zilustrowany muzyką na podobieństwo pojedynku z westernu - rzecz absolutnie genialna!). Kulminacją tego wszystkiego jest przepiękna melodia (od 2 minuty i 27 sekundy) przywodząca ponownie na myśl Zimmerowskiego "Króla Lwa" (nie wiem jak inni, ale ja naprawdę widzę tutaj niesamowite podobieństwo, podchodzące pod zwyczajną inspirację kompozycją ze wszech miar wielką). Końcówka "Victory" to już natężenia instrumentów, melodii, całość głośna, celowo chaotyczna - ilustracja finalnego uderzenia drużyny Shaolin, ostatecznego strzału "Potężnej Stalowej Nogi", który swoim kopniakiem dosłownie zmiata wszystko z boiska... "The Cup" to ostateczne zwycięstwo i ponownie motyw z początku "Final Match" (afrykańskie brzmienie). Płytę kończy utwór "Ending", trzeci kawałek napisany przez duet Wong & Lo. Podobnie jak pierwsze utwory na soundtracku - bardzo "chiński", składający się z bębnów, charakterystycznej gitary, okrzyków, chórków, sekcji dętej i smyczkowej, a całość z drobną domieszką elektroniki - doskonałe zakończenie doskonałej ścieżki dźwiękowej. Trzeba jeszcze co nieco napisać o brakach. Już w drugim akapicie napomknąłem o kilku melodiach dobrze słyszalnych w filmie, a nieobecnych na płycie. Na szczęście nie brakuje naprawdę niczego ważnego (jak to miało miejsce w przypadku "Kung Fu Hustle", gdzie na płycie nie zamieszczono najładniejszego motywu, w dodatku będącego jednym z najważniejszych w filmie...), a przyznam, że tego bałem się najbardziej przy rozpoczęciu słuchania ścieżki dźwiękowej z "Shaolin Soccer"... Z konkretniejszych deficytów - trochę szkoda, że na krążku nie znajdziemy muzyki z momentu, gdy spanikowany "Żelazna Głowa" ucieka przed głównym bohaterem, gdy ten przychodzi do niego z pomysłem wdrożenia sztuki Kung Fu w... football :) Ta część partytury jest świetnym ukłonem kompozytora w stronę klasycznych, horrorowych ilustracji muzycznych. Szkoda też, że nie ma na płycie jajcarskiej piosenki śpiewanej w pubie - nie wiem jak inni, ale ja - podczas pierwszego oglądania - popłakałem się ze śmiechu słuchając tej tragedii i mistrzostwa fałszu w wykonaniu "Potężnej Stalowej Nogi" i "Potężnej Głowy" :) Brakuje również podkładu muzycznego z napisów końcowych... I to tyle jeśli chodzi o większe, w miarę odczuwalne braki. Uff, długa mi recenzja wyszła... Ale na taką zdecydowanie zasługuje soundtrack z rewelacyjnego filmu, jakim dla mnie bez wątpienia jest "Shaolin Soccer". Jak pisałem już w pierwszej części całego tekstu - jest to ilustracja ze wszech miar idealna. Muzyka, bez której film nie mógłby "żyć". Kompozycja genialna zarówno w połączeniu z obrazem, jak i w słuchaniu poza filmem. Nawet opisane powyżej braki na płycie nie są w stanie przyćmić oceny końcowej. Kolejna, jedna z tych zdecydowanie najlepszych ścieżek dźwiękowych, jakich kiedykolwiek słuchałem. Szkoda, że tak trudna do zdobycia i tym samym mało popularna... |
![]() |
|
![]() |