
SIGNS
MUZYKA: James Newton Howard ROK PRODUKCJI: 2002 WYTWÓRNIA: Hollywood Records CZAS TRWANIA: 45:29 min.
M. Night Shymalan jest reżyserem, który potrafi zaskoczyć - i to bardzo. "Szósty Zmysł" uważam za zdecydowanie najlepszy film w jego dorobku, ze świetną fabułą, ciekawymi motywami, no i rewelacyjną i bardzo zaskakującą końcówką - według mnie jedną z najlepszych w historii kina. Potem obejrzałem "Niezniszczalnego", który okazał się filmem naprawdę niezłym. Ponownie dość ciekawa fabuła i dość mocny element zaskoczenia (choć oczywiście nie tak mocny jak w "The Sixth Sense"). Do dwóch powyższych produkcji muzykę skomponował James Newton Howard. "Signs" to kolejna, trzecia już współpraca tego reżysera i kompozytora. Sam film uważam za produkcję całkiem niezłą, choć chyba podobała mi się najmniej z trzech wymienionych. Brakuje tu nieco elementu zaskoczenia, tak typowego wydawałoby się dla tego reżysera, ale najważniejsze, że film posiada klimat (jak dwa poprzednie) i ogląda się całkiem przyjemnie. Kompozytor znów sprostał wyzwaniu i stworzył solidną ścieżkę idealnie pasującą do realiów filmu. Jest tylko jedno małe ale - muzyka wypada zdecydowanie lepiej na soundtracku niż w samym filmie. W trakcie oglądania "Znaków" kompozycję Howarda słyszy się zdecydowanie za mało, dobrze słychać ją jedynie w kilku fragmentach. Zdarza się często, że naprawdę długi czas jej w ogóle nie słyszymy i wydawałoby się, że panuje błoga cisza... A soundtrack to już zupełnie inna bajka. Płyta zaczyna się dość charakterystycznym motywem, który można usłyszeć podczas napisów początkowych. Motyw ów jest z pewnością tematem przewodnim, bo pojawia się prawie na każdym utworze na krążku. Moim skromnym zdaniem - trochę za często i jest za mało zróżnicowany. Charakterystyczna, jakby złowroga melodia wygrywana na skrzypcach (i w niektórych utworach także na fortepianie) bombarduje nasze uszy praktycznie przez cały czas trwania ścieżki. Nie byłoby w tym oczywiście nic złego gdyby nie fakt, że schemat jej pojawienia się i brzmienia jest za każdym razem taki sam... Po pewnym czasie słuchania staje się to nie tyle nużące co nieco drażniące. Szkoda, że James Newton Howard nie zdecydował się na większe urozmaicenie i przearanżowanie tego - jakby nie patrzeć - dobrego i wpadającego w ucho tematu. Prawdziwe zaskoczenie i rewelacja muzyczna pojawia się dopiero w przedostatnim kawałku na płycie - zaczyna się on znanym już schematem, ale dalej - po 2 minucie zaczyna się prawdziwa uczta. Melodia zmienia się jak chorągiewka na wietrze, cały utwór jest urozmaicony, pan Howard jakby bawi się emocjami słuchaczy, różnicuje je w świetny sposób, główny motyw jest przearanżowany, melodia jakby odnowiona i żywsza - ogólnie rewelacja. A po 4 minucie wchodzi jeszcze lepszy motyw, genialnie zagrany, po prostu poezja dla uszu. Jednego fragmentu potrafiłem słuchać kilkanaście razy z rzędu... Gdyby tylko owa melodia gościła częściej na płycie... Te dwa utwory (ostatni i przedostatni, czyli "The Hand Of Fate" - part I i II) są zdecydowanie najlepsze na całej ścieżce. I gdyby całość była właśnie taka, tak zróżnicowana, żywsza, melodyjna i ogólnie dużo przyjemniejsza - byłoby po prostu pięknie. I wtedy mógłbym bez najmniejszego cienia wątpliwości przyznać cztery gwiazdki. A tak "niestety" muszę być obiektywny. Kilka rzeczy łączy muzykę skomponowaną przez tego kompozytora do filmów Shymalana. Najważniejsze z nich to fakt, że we wszystkich przypadkach jest ona co najmniej dobra, świetnie pasuje do realiów filmów oraz posiada dużą dawkę klimatu, tajemniczości, nawet grozy. Partyturze z "Signs" - jak już wspomniałem wyżej - do czterech gwiazdek brakuje naprawdę bardzo mało. Gdyby tylko była bardziej urozmaicona (tak jak dwa ostatnie, genialne utwory) i bardziej słyszalna w filmie... A tak - produkt solidny, fanom muzyki filmowej i najnowszej produkcji Shymalana do gustu przypadnie na pewno. |
![]() |
|
![]() |