
SLEEPWALKERS
MUZYKA: Nicholas Pike ROK PRODUKCJI: 1992 WYTWÓRNIA: Milan Records CZAS TRWANIA: 47:38 min.
Nicholas Pike nie jest znanym kompozytorem muzyki filmowej - i nic dziwnego skoro to, co tworzy, dalekie jest od arcydzieła. Dlatego też ów pan znalazł sobie niszę wśród filmów z dolnej półki ("Graveyard Shift", "Critters 2", "Fear.com"). Przykładem takiego filmu jest "Stephen King's Sleepwalkers". Jest to tandetny horror o dwójce obcych potrafiących zmieniać kształty i kolory przedmiotów, a nawet czynić je niewidzialnymi. Jednak by żyć na naszej planecie muszą czerpać energię witalną z ludzi. Poza słabym scenariuszem, beznadziejną grą aktorską, okropną charakteryzacją i efektami specjalnymi, jest jeszcze raczej średnia ścieżka dźwiękowa. Wszystkie kompozycje Pike'a na tej ścieżce utrzymane są w mrocznym stylu, choć gdzieniegdzie usłyszeć można kawałki komiczne. Odzwierciedla to fabułę filmu, w której reżyser nie bardzo potrafił się zdecydować na mroczny film grozy, czy czarną komedię. Dziwi zaś temat główny, "Main titles", który zdawałoby się, że powinien posiadać jakiś motyw przewodni przewijający się w dalszej części ścieżki. Niestety zaczyna się ten utwór zlepkiem kilku fraz podkreślających wydarzenia w filmie, po czym przechodzi w wariację na temat "Saturna" Gustawa Holsta (z cyklu symfonicznego "Planety"). Nie wiadomo tylko czy w zamierzonej wariacji. Próżno też jej słychać w pozostałych utworach. Pike w kilku fragmentach partytury operuje elektroniką, choć raczej w newage'owskim wydaniu, a więc kiepsko (np. w "This is Homeland"). Reszta utworów Pike'a dąży jedynie do podkreślenia akcji filmu. Kompletnie żaden nie tworzy jakiejś zamkniętej całości. Żaden nie może poszczycić się wpadającą w ucho melodią, czy nawet własnym tematem. Jedynie trzy utwory, które na płycie znalazły się dzięki Stephenowi Kingowi, zasługują na uwagę. Są to: "Sleepwalk" Johnny'ego, Santo i Ann Fariny, "Do You Love Me" The Contours i "Boadicea" Enyi. Ten ostatni w wersji remix można od jakiegoś czasu usłyszeć w radio. Muzyka Nicholasa Pike'a wypada słabo na płycie. Nie można nawet mówić tu o jej specyfice, bo takowej nie ma. Jest nudna, a przez to męcząca. Pomimo 40-minutowego nagrania ciężko ją wysłuchać do końca. Jedynie te trzy dodatkowe kompozycje trochę urozmaicają dłużyzny. Również wydanie płyty w Milan Records pozostawia wiele do życzenia. Brak czasu trwania poszczególnych utworów oraz kiepska książeczka, bez opisu ścieżki i kompozytora, czy choćby jednego zdjęcia z filmu w połączeniu ze słabą muzyką każą wystawić równie słabą ocenę owemu soundtrackowi. |
![]() |
|
![]() |