
SPIRIT: STALLION OF THE CIMARRON
MUZYKA: Hans Zimmer, Bryan Adams ROK PRODUKCJI: 2002 WYTWÓRNIA: A&M Records CZAS TRWANIA: 55:29 min.
Połączenie piosenek i muzyki instrumentalnej to dość powszechny zwyczaj, tym bardziej, jeśli chodzi o produkcje animowane. Z rezerwą podchodzę do takich pozycji, jednakże w przypadku tej płyty zaryzykowałem, głównie ze względu na Hansa Zimmera. Jak widać, opłaciło się. Przyznam się bez bicia, że Bryan Adams to według mnie jeden z tych piosenkarzy, którego zawsze słucha się przyjemnie. Tak jest i w tym przypadku. Dwie z tych piosenek można już było usłyszeć, czy spotkać, na innych krążkach tego wokalisty, natomiast cała reszta, stworzona pod muzykę Zimmera, jest co najmniej dobra. Przede wszystkim też, co jest nagminne w filmach rysunkowych, nie razi swoją dziecinnością i "naiwnością". Podsumowując: są bardzo przyjemne w odbiorze. Szczególnie podobały mi się dwie pozycje: "Don't Let Go " - przyjemny duet z Sarą McLachlan oraz "Here I Am ", które znałem już wcześniej, a które tutaj łączy score z piosenkami, gdyż przez pierwszą połowę śpiewa Adams, a w drugiej przygrywa nam przyjemnie Zimmer. I tak przechodzimy do ledwie czterech w pełni instrumentalnych utworów. Hans Zimmer to solidna "firma", co trzeba przyznać słuchając tego krążka, gdyż nawet w takim filmie potrafi pokazać pazury. Te utwory są z reguły bardzo spokojne, jednak na tyle dobre, że słucha się ich z nieskrywaną przyjemnością. Większe, perkusyjne dokonania słychać we właśnie wspomnianej drugiej połowie piosenki oraz w "Run Free" - genialnej, ponad 6-minutowej suicie, która miejscami przywodzi na myśl "...To Die For" z Króla Lwa. Jest to bardzo energiczny, pełen Zimmerowskich charakterystycznych zagrywek, utwór, z pewnością najlepszy na krążku. Pozostałe 3, to takie lżejsze kawałki na podstawie motywu przewodniego z "Run free" właśnie. Z pewnością, gdyby nie Zimmer, to ani nie kupiłbym tej płyty, ani nota nie była by tak wysoka, jednakże połączenie piosenek Adamsa z partyturą niemieckiego kompozytora spodobało mi się tak bardzo, iż uważam to za w pełni sprawiedliwą ocenę końcową. Tym bardziej, że płytę kupiłem na wyprzedaży, po obniżonej cenie, a to znaczy, że słabo się sprzedaje i bez problemu można ją dostać. Kto lubi Zimmera, względnie Adamsa, czym prędzej powinien nabyć płytę do kolekcji. Wszyscy pozostali ryzykują, ale tylko nieznacznie, gdyż całości słucha się naprawdę bardzo przyjemnie. Poniżej: po lewej stronie okładka z brytyjskiego wydania soundtracku (ta sama wytwórnia), a po prawej - singiel Bryana Adamsa, z dwiema piosenkami: "Here I Am (Fade End") oraz "Here I Am (Cold End").
|
![]() |
|
![]() |