STAR TREK: GENERATIONS

MUZYKA: Dennis McCarthy
ROK PRODUKCJI: 1994
WYTWÓRNIA: GNP Crescendo Records
CZAS TRWANIA: 60:24 min.


01. MAIN TITLE
02. THE ENTERPRISE B / KIRK SAVES THE DAY
03. DECK 15
04. TIME IS RUNNING OUT
05. PRISONER EXCHANGE
06. OUTGUNNED
07. OUT OF CONTROL / THE CRASH
08. COMING TO REST
09. THE NEXUS / A CHRISTMAS HUG
10. JUMPING THE RAVINE
11. TWO CAPTAINS
12. THE FINAL FIGHT
13. KIRK'S DEATH
14. TO LIVE FOREVER
15. END CREDITS



Star Trek. Jedna z najsłynniejszych, a z pewnością najdłusza seria science fiction w historii kina i telewizji. 10 filmów kinowych i 6 seriali (w tym jeden animowany). Dla fanów rzecz kultowa, dla sceptyków kompletne kuriozum, nieporozumienie i pełna pobożnych życzeń hybryda gatunkowa. Dla wszystkich fenomen kulturowy i socjologiczny. Oprawa muzyczna kolejnych filmow i seriali również prowokowała skrajne opinie. Dla fanów mistrzostwo świata, poównywalne z ilustracją z "Gwiezdnych wojen" Johna Williamsa, dla przeciwników orkiestrowe robótki ręczne, odrabiane ściśle wg reguł startrekowego uniwersum. Czyli prosto, chwytliwie i sprawnie warsztatowo, lecz bez jakichkolwiek eksperymentów kompozytorskich.

Pierwszy, legendarny temat do "Star Treka" skomponował Alexander Courage, na potrzeby pierwszego serialu telewizyjnego z lat 60-tych. Gdy w 1979 roku Robert Wise reaktywował serial pod postacią pełnometrażowego filmu kinowego, jego ilustracją muzyczną zajął się zdobywca Oscara, Jerry Goldsmith. Odcinając się od tematu telewizyjnego, napisał on równie słynny motyw tytułowy. Do kolejnych filmów kinowych muzykę pisali m.in. James Horner, Cliff Eidelman i ponownie Jerry Goldsmith. Gdy w 1987 roku ruszyła emisja serialu "Star Trek. The Next Generation", muzyka w czołówce stanowiła spójne połączenie tematu Courage'a z kinowym motywem Goldsmitha. Natomiast za pozostałą muzykę w tym serialu odpowiadał (oprócz Jaya Chattawaya i Rona Jonesa), kompozytor Dennis McCarthy. I to właśnie on został zaangażowany do napisania ilustracji muzycznej do siódmego (a pierwszego z załogą "Następnego pokolenia") filmu kinowego "Star Trek. Pokolenia".

Dennis McCarthy, dla którego była to pierwsza, tak poważna praca przy filmie kinowym, wybrał rozwiązanie karkołomne. Pamiętając, że fani "The Next Generation" kojarzą serial z tytułowym tematem muzycznym autorstwa Jerry'ego Goldsmitha, postanowił z niego... nie korzystać. Już utwór otwierajcy film jest tego dowodem. Zamiast rozpoznawalnych nut Goldsmitha i Courage'a, rozbrzmiewających standardowo już na czołówce Paramount Pictures, muzyka McCarthy'ego uderza dopiero przy widoku rozgwieżdżonej przestrzeni kosmicznej w czołówce filmu. Rozgrywając główny temat na widoku lecącej przez przestrzeń butelki Don Perignon, muzyka nabiera coraz większej mocy, by podczas uderzenia szampana o kadłub Enterprise, eksplodować z całą orkiestrową potęgą, wykorzystując słynny motyw Alexandra Courage'a. Zgodnie z zasadą Hitchcocka, pierwsza filmowa katastrofa ma miejsce już po kilku minutach. Emerytowany kapitan James Tiberius Kirk, walczy z niesprawdzoną technologią Enterprise B, wyruszającego w dziewiczy rejs. McCarthy doskonale zilustrował tą sekwencję dzięki dęciakom, basowo wygrywającym temat główny na tle rozszalałych, okupujących wyższe rejestry smyczków. Utwór trzeci "Deck 15" przynosi uspokojenie, przenosząc akcję o 78 lat w przyszłość. "Time is running out" to nastrojowa ilustracja niepokojącej rozmowy kpt Picarda z szalonym naukowcem Soranem. "Prisoner Exchange" towarzyszy ciężkim chwilom Picarda, który decyduje poświęcić swoje życie, w zamian za pojmanego przez Klingonów Geordi LaForge'a. Utwór szósty "Outgunned", to powrót do kosmicznej batalistyki, zakończonej w momencie oddania strzału w kierunku statku Klingonów, Tu McCarthy zacytował Johna Williamsa, ilustrującego ostatnie chwile przed eksplozją Gwiazdy Śmierci z "Nowej Nadziei".

Utwór nr 7 "Out of Control / The Crash" to mój ulubiony fragment tej ścieżki dźwiękowej. Dennis McCarthy ponownie uderzył całą mocą orkiestry prosto w widza, gdy na ekranie następuje oddzielenie obu członów Enterprise, eksplozja rdzenia i przymusowe lądowanie na planecie. Sekcje dęte i smyczkowe znowu miały pełne nuty roboty, a wśród tego całego zgiełku, kompozytor znalazł także miejsce na zagranie kilku nut głównego motywu muzycznego filmu. "Coming to rest" wycisza i uspokaja tą muzyczną i ekranową kanonadę, by przyjrzeć się ocalałej załodze Enterprise. Pierwsza połowa "The Nexus / Christmas Hug", ilustruje przybycie śmiercionośnej wstęgi energetycznej, która zabiera dr Sorana i kpt Picarda do wymiaru Nexus, jednocześnie niszcząc całą planetę. Lecz McCarthy muzycznie złagodził tą hekatombę, podkreślając mistyczny charakter wstęgi, jako bramy, prowadzącej do raju. Dalsza część tego utworu to łagodne, anielskie, niemal bajkowe chórki i flety, w 3'35" niepostrzeżenie przechodzące w ponurą, molową ilustrację, i znowu w 5'40" przynosząc cieplejsze barwy i poprawę nastroju. Utwór dziesiąty "Jumping the Ravine", to już pełna realizacja optymistycznej, startrekowej recepty na charakterystyczną dla tej serii muzykę. "Two Captains" to 90 sekund subtelnie zagranego na basowych dęciakach tematu głównego, zakończonego słynnymi ośmioma nutami Alexandra Courage'a. Tytuł kolejnego utworu "The Final Fight" mówi sam za siebie. To sześć minut muzyki do dramatycznej sekwencji walki Picarda i Kirka z szalonym dr Soranem, nieco podobnej do "Out of Control / The Crash", choć nie tak żywiołowej. "Kirk's Death" również mówi wszystko tytułem. Jego poważny nastrój ulega rozwianiu w "To live forever", gdzie w ostatnich sekundach całe instrumentarium narasta aż do triumfalnego, orkiestrowego finału, kontynuowanego pełnią chwały tematu głównego w "End Credits".

Muzyka Dennisa McCarthy'ego do "Star Trek. Pokolenia", to moim skromnym zdaniem jedna z najlepszych ilustracji ze wszystkich filmów cyklu. Kompozytor, wydobywszy się z okowów małego ekranu, dla potrzeb którego przez większą część kariery pisał muzykę, doskonale wykorzystał szansę, oferowaną mu przez duży ekran. Pomimo ledwo słyszalnych naleciałości telewizyjnej estetyki, McCarthy stworzył soundtrack potężny, szeroki, epicki, znakomicie zorkiestrowany, z własnym, chwytliwym tematem głównym i bardzo przytomnie wykorzystujący startrekowy leitmotiv Alexandra Courage'a. Jest to także muzyka bardzo bezpośrednia, która bez zawiłych interpretacji podbudowuje i ilustruje akcję filmu. I może dlatego producent Rick Berman do kolejnych filmów z serii "Star Trek", ponownie zatrudnił weterana Jerry'ego Goldsmitha... Ja jednak mimo niepodważalnego mistrzostwa tego kompozytora, wolę niedoceniony chyba soundtrack Dennisa McCarthy'ego. Cztery gwiazdki.

Ocena:
Autor recenzji: Adrian Szczypiński - ADI
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI