
STAR WARS EPISODE II: ATTACK OF THE CLONES
MUZYKA: John Williams ROK PRODUKCJI: 2002 WYTWÓRNIA: Sony Classical CZAS TRWANIA: 76:42 min.
I oto jest! Piąta płyta Sagi Wszechczasów gości wreszcie w naszych odtwarzaczach, po trzech, długich latach oczekiwań. Od czasów ścieżki dźwiękowej do "The Phantom Menace" żadna chyba płyta z muzyką filmową nie była z taką niecierpliwością oczekiwana, w żadnej nie pokładano chyba tak wielkich nadziei. Opłacało się czekać. Opłacało się spalać z niecierpliwości i tęsknoty za muzycznym powrotem do tej Bardzo Odległej, a jednak tak bliskiej każdemu miłośnikowi dobrego kina Galaktyki. Kina niemal całego świata zaatakowały Klony z Kamino, a do sklepów muzycznych dotarły pierwsze partie płyt z muzyką do "Star Wars Episode II Attack of the Clones". Powiem od razu: zarówno film jak i towarzysząca mu muzyka są tak zachwycające, że brakuje słów do opisania ich wspaniałości. Może jednak po kolei... Tradycji musiało się stać zadość - partyturę do kolejnej części Gwiezdnej Sagi George'a Lucasa napisał po raz piąty John Williams i jak zwykle był to wybór najlepszy z możliwych. Tylko ten kompozytor potrafi wczuć się idealnie w świat "Gwiezdnych Wojen", tylko on potrafi nim przesiąknąć, rozsmakować się w jego klimatach i atmosferze, i tylko on potrafi te uczucia i emocje zamienić w muzykę. Tylko on potrafi nas wprowadzić w świat "Star Wars" od pierwszego taktu, od pierwszej nuty... Początek płyty to najklasyczniejsza klasyka, czyli "Star Wars Main Title" - zwycięzca wszelkich możliwych plebiscytów na najlepszy motyw filmowy, najbardziej znany i rozpoznawalny temat muzyczny wszechczasów, czyli po prostu motyw przewodni Sagi. Jeśli jest ktoś, kto nie zna tego tematu, ten nie zna w ogóle kina, a mówię to z całkowitą pewnością. I wtedy, nagle pojawia się "Across the Stars", który jest jednym z najpiękniejszych utworów muzycznych, jakie kiedykolwiek słyszałem! Tak zwyczajnie i po prostu. To temat miłosny filmu, ilustrujący uczucie rozkwitające pomiędzy Anakinem i Padme. Wiem, wiem - to brzmi strasznie banalnie, ale utwór taki nie jest. Jeśli mógłbym go z czymś porównać, to na myśl przychodzi mi motyw przewodni filmu "Doktor Żiwago". Podobnie jak w słynnym filmie Davida Leana, tak i tu charakter tego utworu przesiąknięty jest cudnymi klimatami, wyraża jakąś nieokreśloną tęsknotę, smutek i nadzieję. To melodia szerokich, niezmierzonych przestrzeni, to historia nieokiełznanej miłości i zdrady, to opowieść o uczuciu w tragicznych czasach zamętu i straszliwej wojny, której tragiczny koniec ciąży jak fatum nad bohaterami. Jednocześnie - co dziwnym może się zdawać - jest to utwór o charakterze wprost kapitalnie wpasowującym się w charakter muzyki Sagi. Williams dokonał czegoś wprost niemożliwego - skomponował wspaniały utwór rodem wprost z epickiego melodramatu, który pasuje idealnie do klasyki kina fantastycznego. Nie wierzę, po prostu nie wierzę, że ktoś inny oprócz Williamsa mógłby skomponować coś tak niesamowitego, tak mocno grającego na uczuciach, tak bardzo oddziaływującego na wyobraźnię... Ta ogromna plastyczność muzyki amerykańskiego kompozytora jest zauważalna we wszystkich kompozycjach znajdujących się na płycie. Bo oto kolejny utwór ("Zam the Assassin and The Chase Through Coruscant") oddziaływuje nie mniej na wyobraźnię, niż chwilę wcześniej robił to "Across the Stars". To szybki, niesamowicie dynamiczny, dramatyczny utwór, podczas którego można sobie z detalami wyobrazić, jak wygląda tytułowy pościg, i to jeszcze przed obejrzeniem filmu. To coś więcej niż tylko muzyka ilustracyjna, to autonomiczne dzieło, które można słuchać tylko dla jego piękna, dla jego dynamiki i czystych emocji w nim zawartych . Ahhh... te rozedrgane smyczki, te nerwowe werble... tego po prostu chce się słuchać! I znowu - mimo że to coś nowego, nietypowego dla świata "Star Wars", Williams skomponował ten utwór tak, iż już po pierwszym wysłuchaniu staje się on integralną częścią muzyki Sagi, jakby należał do niej od lat! Trochę się rozentuzjazmowałem (jednak kto przesłucha tę płytę, ten mnie na pewno zrozumie) i rozpędziłem, i w efekcie zapomniałbym napisać o tym, co najwspanialsze w soundtracku "Attack of the Clones". Muzyka z tego filmu to niezwykły przykład łączenia starego z nowym, klasycznych tematów z poprzednich czterech filmów Gwiezdnej Sagi, z nowymi utworami skomponowanymi specjalnie dla Epizodu II. Są to połączenia zaskakujące, niezwykłe. Mówiąc, że budzą zachwyt nie powiedziałbym całej prawdy - one nie tylko zachwycają, one przywodzą nastroje rodem ze Starej Trylogii mocno i prawdziwie! Sam nie wiem jak to dokładnie opisać, ale słuchając po raz pierwszy "Confrontation with Count Dooku and Finale" (jeszcze zanim obejrzałem film), gdzie najpierw drapieżna, tajemnicza i niepokojąca w swym charakterze muzyka buduje klimat grozy i nieokreślonego smutku, po to tylko, by za chwilę rozwinąć się w... "The Imperial March"!!! Powiem szczerze, że taki muzyczny kontrast wstrząsnął mną do głębi, kompletnie zbijając z tropu i pokrywając moje ciało gęsią skórką. Jeszcze wspanialsze było jednak to, co nastąpiło tuż po tym - Imperialny Marsz nagle i gwałtownie ustąpił "Across the Stars", ale w jakże dramatycznej odmianie. Nigdy w życiu jeszcze nie słyszałem muzyki, która by tak gwałtownie i tak intensywnie do mnie przemówiła, jednocześnie intrygując i doprowadzając do gorączkowej ciekawości tyczącej się samego filmu. John Williams po raz kolejny dowiódł swego geniuszu, tworząc nie tylko wspaniałą muzykę, ale łącząc ją ze starymi, znanymi motywami wydobył z niej niebywale emocjonującą i pasjonującą treść. Jaki inny, współczesny kompozytor potrafi tak grać na emocjach i uczuciach słuchacza? Takich niesamowitych połączeń starych i nowych "gwiezdnowojennych" motywów jest na tej płycie znacznie więcej, jak choćby niesamowite wplecenie motywu "Duel of the Fates" z poprzedniego filmu Sagi - "The Phantom Menace", w scenę poszukiwania matki Anakina przez jej syna. Niebywale to podniosły i cudnie brzmiący utwór, którego mroczny dramatyzm uszlachetnia posępny i wzniosły "Duel of the Fates". Nie sposób w tej sytuacji pominąć milczeniem następujący zaraz potem utwór zatytułowany "The Tusken Camp and The Homestead", który w pewnym momencie budzi zwyczajnie grozę swoimi ostrymi, nerwowymi rytmami, pełnymi posępnego piękna To muzyka towarzysząca przechodzeniu Anakina na Ciemną Stronę Mocy, to muzyka początku upadku młodego Jedi, ale także i całej Republiki. Wpleciony w ostatnie takty tego utworu "Darth Vader's Theme" mówi chyba wszystko... Warto w tym miejscu jeszcze wspomnieć o kolejnym genialnym, choć nie nowym motywie muzycznym, pojawiającym się na samym końcu "Bounty Hunter's Pursuit", który na własny użytek nazywam "The Clone March" (jednak muzyka ta pojawiła się już w "The Phantom Menace", konkretnie w utworze "The Droid Invasion And The Appearance Of Darth Maul") - to niestety bardzo krótki, ale za to niebywale potężny, energetyczny wręcz utwór (w "AOTC" towarzyszy scenie, w której po raz pierwszy pojawiają się klony), emocjonalnie przypominający sławny "The Imperial March", jednak stanowiący coś zupełnie nowego, świeżego i wspaniałego. Aż chce się krzyknąć: "Panie Williams, dlaczego to jest takie krótkie?!!!". Oby ten temat został w przyszłości rozwinięty, bo ma on wszelkie warunki ku temu, by stać się takim samym klasykiem, jakim jest dziś osławiony Marsz Imperialny. Ja po prostu chcę go słuchać dłużej niż tylko te kilkadziesiąt sekund. Takich krótkich, acz bardzo charakterystycznych tematów nie brakuje na tej płycie. Usłyszymy je choćby w takich utworach jak "Yoda and the Younglings" (zabawna, delikatna, niemal filuterna melodia), czy "The Meadow Picnic" - kolejny delikatny, jakby z zupełnie innej galaktyki temat muzyczny obrazujący ostatnie chwile niewinności młodego Skywalkera... Nie można zapomnieć też o wspaniałym "Love Pledge and The Arena", gdzie bojowe, dynamiczne rytmy przeplatają się z ciągle powracającym tematem miłosnym filmu... I tak dalej, i tak dalej... "Attack of the Clones" to wspaniała płyta, pełna niezwykłej, często zaskakującej i pięknej muzyki. Kapitalny pomysł zderzenia nowych, lirycznych tematów z gwałtownymi i agresywnymi motywami z poprzednich filmów Sagi nadaje temu filmowi (i soundtrackowi) nowy wymiar, stając się muzycznym pomostem pomiędzy Nową i Starą Trylogią. Muzyka do drugiego Epizodu stała się bardziej mroczna, dramatyczna, smutna... John Williams opowiada historię upadku galaktycznej Republiki i młodego rycerza Jedi z niebywałą mocą i pięknem, znakomicie podkreślając najbardziej gwałtowne uczucia i emocje bohaterów. "Attack of the Clones" to płyta pełna pięknych, nowych tematów, znanych już motywów i wspaniałej, dramatycznej i cudownie wprost emocjonalnej muzyki, po której długo nie można zasnąć. To jeden z najlepszych soundtracków w historii kina. Nie mam co do tego wątpliwości. Poniżej inne okładki do ścieżki dźwiękowej:
|
![]() |
|
![]() |