
SWORDFISH
MUZYKA: Paul Oakenfold, różni wykonawcy ROK PRODUKCJI: 2001 WYTWÓRNIA: Sire / WEA CZAS TRWANIA: 70:13 min.
O ile film był dość przeciętny, żeby nie powiedzieć; słaby, o tyle ścieżka dźwiękowa stoi na bardzo wysokim poziomie i jest największą (obok widowiskowej eksplozji) zaletą "Kodu dostępu". Płytę otwiera monolog Johna Travolty o "Pieskim popołudniu" ze słyszalną w tle, niepokojącą, jednostajną, tajemniczą i doskonałą zarazem muzyką. Dalej jest jeszcze lepiej; utwór drugi uderza już w mocniejsze rytmy i przyspiesza tempa - akcja nabiera rumieńców; jest to moim zdaniem najlepszy "numer" na płycie... co wcale nie oznacza, że dalej jest źle. Wręcz przeciwnie, cały album utrzymany jest w jednym (doskonałym) klimacie i, choć bardzo dobrze funkcjonuje poza filmem, najlepiej traktować kawałki muzyczne w kategorii całości - którą niewątpliwie tworzą. Grzechu wart jest także utwór numer 12 (szczególnie jeden jego fragment), a na wspomnienie zasługuje kawałek 11 - na którego początku słychać wyraźnie motyw z piosenki zespołu "Kraftwerk". Muzyka na płycie nie jest zbyt ostra, ale i nie łagodna. Jest swoistym połączeniem drapieżności ze spokojem. Idealnie sprawdza się słuchana zarówno głośno (polecany subwoofer) gdy basy dają o sobie znać, jak i cicho; kiedy nieoczekiwanie może być odbierana jako (jak ja to nazywam) lekki transik - czyli muzyka z klimatem, bardzo ciepłym, bardzo lekkim, bardzo, bardzo dobrym! Soundtrack ze "Swordfish" jest dla mnie wielką niespodzianką, ponieważ stał się jedną z moich ulubionych płytek z muzyką filmową i każdemu mogę go bez obaw polecić. Poniżej inna okładka do soundtracku:
|
![]() |
|
![]() |