TAXI DRIVER

MUZYKA: Bernard Herrmann
ROK PRODUKCJI: 1978
WYTWÓRNIA: Arista
CZAS TRWANIA: 31:15 min.


01. THEME FROM TAXI DRIVER
02. I WORK THE WHOLE CITY
03. BETSY IN A WHITE DRESS
04. THE DAYS DO NOT END
05. REPRISE: THEME FROM TAXI DRIVER
06. THEME FROM TAXI DRIVER
07. ALL THE ANIMALS COME OUT AT NIGHT
08. THE .44 MAGNUM IS A MONSTER
09. SPORT AND IRIS
10. GOD'S LONELY MAN (END TITLE)



Jedna z pierwszych ról Roberta De Niro, jeden z najbardziej kultowych filmów w historii kina. Każdy chyba miłośnik filmów dobrze zna słynnego tytułowego taksówkarza, który buntuje się przeciwko zastanej rzeczywistości i sam postanawia wziąć sprawy w swoje ręce "pozbywając" się różnego rodzaju "wyrzutków" społeczeństwa, wymierzając im w ten sposób sprawiedliwość. O ile film jak najbardziej dobry, o tyle ścieżka dźwiękowa do udanych - moim zdaniem - nie należy. Już na początku jej słuchania poczułem, że coś jest nie tak, ale po kolei. Na początek małe wyjaśnienie co do poszczególnych wersji tego soundtracku, jakie można znaleźć na rynku. Pierwsza z nich pochodzi z 1976 roku, zawiera 10 utworów - okładka z tej wersji znajduje się poniżej. Druga - nowsza - została wydana w 1998 roku i zawiera w sumie 18 kawałków. Jej okładka - taka jak wyżej. Z tymi okładkami to trochę jest namieszane, bowiem mi udało się dostać jeszcze inną wersję, z datą 1978 i okładką taką, jak w tej nowszej wersji. Na płycie jest także tylko 10 ścieżek, ułożonych nieco inaczej niż w wersji z 76 roku. To tyle tytułem wstępu.
Jak napisałem na początku - soundtrack ten raczej do udanych nie należy. Pierwsze 5 ścieżek w ogóle mnie nie przekonało. Film brutalny i dość kontrowersyjny, więc i takiej muzyki się spodziewałem. Natomiast dostałem jakieś kawałki, które nieodparcie kojarzyły mi się z muzyką ze starych polskich seriali - czyli jest m.in. zbyt spokojnie! Już myślałem, że zasnę podczas słuchania, ale sytuację na szczęście uratował kawałek 6 ("Theme from Taxi Driver"), który zawiera wspaniały monolog głównego bohatera filmu, który opowiada o swoim nudnym i monotonnym życiu i o zmianach, które chce w nie wprowadzić. Bardzo dobra ścieżka, świetnie oddająca realia i klimat filmu. I już myślałem, że będzie to jakaś zmiana, że dalej już będzie lepiej, ale... myliłem się. Powróciła znów ta smętna i nużąca muzyka, którą miałem okazję słyszeć na początku. Kawałek 8 - "The .44 magnum is a monster" - nareszcie coś fajnego i pasującego do filmu! Uff - odetchnąłem z ulgą. Następny ("Sport and iris") już mi się podobał trochę mniej, zaś ostatni - "God's lonely man (end title)" na całe szczęście dobrze kończy tą ścieżkę, która zaczęła się dla mnie wręcz beznadziejnie. I tylko tyle smaczków można znaleźć na tej płycie. Chociaż niektóre kawałki wzbudziły moje zainteresowanie, to niestety nadal uważam, że muzyka jest zbyt mało energiczna i za mało brutalna. Jako zwykła muzyka - jest całkiem OK, ale jako muzyka z filmu - już gorzej. Bardzo często zdarza mi się leżeć wieczorami w łóżku i słuchać sobie muzyki - wtedy raczej nie zasypiam. A słuchając tego soundtracku cały czas czułem senność i nieodpartą pokusę wyłączenia jej i pójścia spać. Szkoda. Nie da się ukryć - ścieżka ta jest po prostu słaba, stąd tylko jedna gwiazdka. Więcej gwiazdek rezerwuję sobie (mam nadzieję...) do wersji tej nowszej, z ośmioma dodatkowymi utworami - mam nadzieję, że jest lepsza. W tym miejscu o wiele bardziej polecam ścieżkę z filmu "Cape Fear" ("Przylądek Strachu"), tego samego kompozytora. W przeciwieństwie do tej, tamta w pełni oddaje klimat i grozę wspaniałego filmu, ma też świetny motyw przewodni.

Poniżej dwie okładki. Po lewej - inna, o której wspominam w recenzji powyżej. Po prawej - bootleg.


    

Ocena:
Autor recenzji: Adam Łudzeń - ALIEEN
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI