TEARS OF THE SUN

MUZYKA: Hans Zimmer
ROK PRODUKCJI: 2003
WYTWÓRNIA: Varese Sarabande / Colosseum
CZAS TRWANIA: 46:35 min.


01. YEKELENI PART I / MIA'S LULLABYE
02. HEART OF DARKNESS
03. SMALL PIECE FOR DOUMBEK AND STRINGS / KOPANO PART I
04. UNDER THE FOREST CALM
05. YEKELENI PART II / CARNAGE
06. KOPANO PART II
07. NIGHT
08. CRY IN SILENCE
09. THE JABLONSKY VARIATIONS ON A THEME BY HZ /
     / CAMEROON BORDER POST
10. THE JOURNEY / KOPANO PART III



Kiedy mamy do czynienia z filmem o tematyce militarnej, a takim z pewnością jest "Tears Of The Sun" w reżyserii Antoine Fuqua z Brucem Willisem w roli głównej, to z reguły spodziewamy się określonego rodzaju muzyki podkreślającej dramatyczne wydarzenia w jakie obfitują tego rodzaju filmy, pełnej dynamizmu i typowej dla gatunku ekspresji. I tutaj czeka nas niespodzianka. Sondtrack to tego filmu skomponował Hans Zimmer i jest to druga ścieżka dźwiękowa tego kompozytora (podobnie jak "Black Hawk Down") bardzo mocno utożsamiająca się muzycznie z fabułą filmu osadzonego w Nigerii i wykorzystująca w swojej warstwie instrumentalnej charakterystyczne motywy etniczne Afryki. Soundtrack ten jest bardzo oryginalną płytą, ponieważ Zimmer zilustrował "Łzy Słońca" w większości w oparciu o bardzo spokojne i stonowane kompozycje, pozornie jakby nie pasujące do tego typu wojennej rzeczywistości. Ale tylko pozornie, ponieważ oglądając film muzyka nas zupełnie nie razi, ba, wydaje się wręcz być idealnie na miejscu. Wielkie słowa uznania dla pana Zimmera, który odważył się na taki "zabieg muzyczny", moim zdaniem z pełnym sukcesem. Tak więc jeśli chodzi o soundtracki o wojennej tematyce to bliżej mu raczej do "Bravehearta" Jamesa Hornera niż np. do "Twierdzy". Ścieżka dźwiękowa to w zasadzie w 80-ciu procentach nastrojowe i łagodne kompozycje muzyczne budujące specyficzny klimat filmu. Zimmer tworząc soundtrack współpracował z artystami z różnych krajów. Charakterystyczne wokale afrykańskie, które są na płycie m.in. w "Yekeleni Part I", "Yekeleni Part II" czy "Kopano Part II" to zasługa rdzennego afrykańskiego wokalisty i aranżera Lebo M znanego z "Króla Lwa", a łagodne kobiece zawodzenia to z kolei nie kto inny jak australijska wokalistka Lisa Gerrard, która zasłynęła m.in w "Gladiatorze", a tu pojawia się w "Mia's Lullabye", "Kopano Part I" lub "The Jablonsky Variations On A Theme By HZ". Jeśli dodamy do tego pojawiającą się gdzieniegdzie gitarę Heitora Pereiry i króciutki (a szkoda) "Under The Forest Calm" z relaksująco brzmiącą harfą szwajcarskiego wirtuoza tego instrumentu Andreasa Vollenweidera, to otrzymujemy całkiem interesującą "mieszankę" muzyczną ("in plus" oczywiście). No ale zacznijmy po kolei.

Płytę otwiera kompozycja "Yekeleni Part I / Mia's Lullabye". Początkowo na tle gitary Heitora Pereiry słychać męski wokal Lebo M śpiewający w afrykańskim narzeczu, za chwilę pojawia się łagodne i jakby trochę smutne zawodzenie Lisy Gerrard, a wreszcie w całość włączają się mocne, rytmiczne bębny. "Heart Of Darkness" to spokojny utwór rozpoczynający się łagodnymi partiami smyczkowymi, do których włącza się za chwilę trochę melancholijnie brzmiąca trąbka i wolne pojedyńcze akordy pianina. Bardzo "oszczędny" instrumentalnie kawałek. "Small Piece For Doumbek And Strings / Kopano Part I" jest połączoną, dwuczęściową kompozycją. Początkowo na tle rytmicznych bębnów pojawiają się szybsze akordy gitarowe i wolno brzmiące, podążające za nimi partie smyczkowe, za chwilę słyszymy w tle śpiew chórku z łkającym Lebo M, milkną bębny i chór a my płynnie przechodzimy do drugiej części, o nastrojowym, symfonicznym charakterze, w który włącza się miękki i spokojny śpiew Lisy Gerrard nawiązujący trochę do klimatów z "Gladiatora". "Under The Forest Calm" to krótki utwór i tylko dwa współbrzmiące instrumenty: gitara Heitora Pereiry oraz harfa Andreasa Vollenweidera - ciepła i relaksująca kompozycja. W "Yekeleni Part II / Carnage" są znowu dwa motywy w jednym. Zaczyna charakterystycznie ni to wołający ni śpiewający wokal Lebo M, pojawiają się szybkie, nerwowe bębny i zawodzenia, muzyka wchodzi w niespokojną tonację, podkreśloną chaotycznymi akordami gitary, by za chwilę się uspokoić i przejść w nastrojowy, smutny kawałek smyczkowy a potem w jeszcze wolniejszy motyw z udziałem pianina, który wręcz usypia słuchacza. W "Kopano Part II" mamy znowu zawodzącego Lebo M na tle pięknie "mruczącego" chóru (znowu nasuwa się skojarzenie z "Gladiatorem") i delikatną gitarę kończącą utwór. "Night" to spokojny utwór z udziałem fletu, muzyka pod koniec trochę przyśpiesza i raptem gwałtownie się urywa. "Cry In Silence" zaczyna się szybkim, ale krótkim symfonicznym kawałkiem z tamburynem w tle, który zwalnia i wpada nieoczekiwanie w klimaty etniczne kojarzące się z "Black Hawk Down", trochę jakby niedopracowana kompozycja. Kompozytorzy tego kawałka Tillmann i Dooley chyba trochę przestraszyli się mocnego akcentu na początku i wyciszyli klimat, a szkoda, bo mógł być niezły utwór. Na sam koniec pan Zimmer zaserwował nam to, co tak naprawdę najlepsze na tym soundtracku. Dwa ostatnie utwory, trwający prawie 9 minut "The Jablonsky Variations On A Theme By HZ / Cameroon Border Post" oraz niewiele krótszy "The Journey / Kopano Part III" to naprawdę bardzo dobre, przede wszystkim wreszcie dynamiczne i ekspresyjne kawałki kończące płytę. Zaczyna się podobnie jak do tej pory, zawodzący wokal Lisy Gerrard, ale później muzyka znacznie przyśpiesza, dalsza część to kapitalny symfoniczny kawałek m.in. z perkusją i charakterystycznymi smyczkami w roli głównej, wreszcie mocniejszy akcent na płycie. "The Journey / Kopano Part III" to typowy motyw na finał, moim zdaniem najlepsza kompozycja na płycie. Głównym elementem jest śpiew chóru i Lebo M w ojczystym języku. Akompaniują mu bębny i gitara a całość tworzy pieśń o radosnym, optymistycznym klimacie, której bardzo przyjemnie się słucha.

Podsumowując, soundtrack ten nie jest z pewnością typowym przedstawicielem z gatunku muzyki do filmów militarnych, więc nie każdemu się spodoba. Nie wpada on łatwo w ucho tak jak inne dzieła, trzeba wielokrotnego odsłuchania aby się z nim oswoić i go docenić. Dominują na nim głównie motywy spokojne i nastrojowe, w ciekawej aranżacji. Niedostatki szybszego i mocniejszego brzmienia rekompensują wprawdzie dwie ostatnie kompozycje, ale jest to moim zdaniem ciut za mało w stosunku do całej płyty. Mimo tego oraz faktu, że nie ma na nim jakiegoś łatwo rozpoznawalnego motywu przewodniego przyznaję mu całe 4 gwiazdki.

Ocena:
Recenzja gościnna - autor: Paweł Mania
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI