TERMINATOR SALVATION

MUZYKA: Danny Elfman
ROK PRODUKCJI: 2009
WYTWÓRNIA: Reprise Records
CZAS TRWANIA: 50:34 min.


01. OPENING
02. ALL IS LOST
03. BROADCAST
04. THE HARVESTER RETURNS
05. FIRESIDE
06. NO PLAN
07. REVEAL / ESCAPE
08. HYDROBOT ATTACK
09. FAREWELL
10. MARCUS ENTERS SKYNET
11. A SOLUTION
12. SERENA
13. FINAL CONFRONTATION
14. SALVATION
15. "ROOSTER" (Alice in Chains)



Ubiegły rok był niewątpliwie udany dla Danny'ego Elfmana. Amerykański kompozytor napisał kilka ścieżek dźwiękowych na najwyższym poziomie ("Milk", "S.O.P.", "Wanted") i ponownie zaskoczył swoją muzyczną erudycją. Idąc na fali sukcesu podjął zatem wyzwanie zilustrowania kolejnej części "Terminatora". Elfman postanowił zmierzyć się z najtrudniejszym zadaniem, jakie może spotkać kompozytora muzyki filmowej. Z jednej strony czekała go walka z legendarnym tematem Brada Fiedela, który podobnie jak niegdyś jego melodia z "Batmana", stał się muzyczną wizytówką kultowej serii filmów. Jednocześnie, jako kompozytor z czołówki Hollywood, musiał stworzyć ścieżkę dźwiękową, która byłaby twórcza i bez wstydu utożsamiana z jego nazwiskiem.

Muzyka w filmie "Terminator: Ocalenie" to doskonały przykład niszczącej mocy kompromisów, jakie napotykają kompozytorzy podejmujący podobne wyzwania. Elfman nie mógł zwyczajnie skopiować słynnego tematu z pierwszego "Terminatora" i wypełnić filmu kolejnymi jego aranżacjami. Gdyby producenci oczekiwali czegoś podobnego, z pewnością zatrudniliby młodszego i tańszego kompozytora, który kompletnie podporządkowałby się takim oczekiwaniom, będąc wdzięcznym za możliwości pracy przy takim tytule. Danny Elfman musiał zdecydowanie wybić się ponad ten poziom i zaprezentować coś nowego, oryginalnego i godnego jego nazwiska. Ale jak to zrobić bez narażania się fanom kultowej serii?

Elfman, podobnie jak to często robi Hans Zimmer (chociażby z Morricone w "Holiday"), postanowił z iście aptekarską dokładnością poprzestawiać nutki. W rezultacie temat przewodni z "Terminatora: Ocalenie" brzmi niemal tak samo jak melodia Brada Fiedela sprzed 20 lat, choć zasadniczo to zupełnie inna kombinacja nut. Uzyskawszy w ten sposób kontakt z muzyczną wizytówką poprzednich "Terminatorów", umieścił go w ramach swojego charakterystycznego języka muzycznego. Szczególnie widoczne stało się to w muzyce akcji, która pełnymi garściami czerpie z "Planety Małp". Groźne pomruki kontrabasów, elektroniczne motywy rodem z lat 80-tych, nieszablonowa rytmika i industrialne perkusjonalia idealnie wpasowały się w charakter filmu. Słuchając tej muzyki, można natrafić na kilka, całkiem pomysłowych i przyspieszających puls, momentów. Jednak kiedy spojrzy się na nią z nieco szerszej perspektywy, czegoś zaczyna w niej brakować...

Ciekawym zagadnieniem w przypadku najnowszego dzieła Elfmana jest balansowanie pomiędzy symboliką a realizmem. Twórcy filmu, dzięki świetnym zdjęciom i bezbłędnym efektom specjalnym, starali się wykreować jak największy realizm przedstawianej historii. W rezultacie jednak film okazał się bardziej nierzeczywisty i odrealniony niż pierwsze "Terminatory" Jamesa Camerona. Wrażenie to potęguje także ścieżka dźwiękowa Elfmana, która heroicznym tematem przewodnim i barwnymi aranżacjami jeszcze bardziej koloryzuje całokształt. Kompozytor miejscami stara się wprowadzać surowsze brzmienia, upraszczając i brutalizując muzykę, jednak dysonuje to chociażby z gitarowym, buntowniczno-romantycznym, tematem ruchu oporu. Ta niejednoznaczność dzieła Elfmana, wynikająca z bezgranicznego oddania niekonsekwentnej stylistyce filmu, sprawia wrażenie muzycznego rozdwojenia jaźni.

Słuchanie ścieżki dźwiękowej z "Terminatora: Ocalenie" z pewnością nie należy do najprzyjemniejszych sposobów spędzania czasu. W przeważającej części jest to muzyka męcząca, reagująca jedynie na ekranowe wydarzenia i często nie mająca żadnej myśli przewodniej, która mogłaby ułatwić jej słuchanie. Spełnia ona jednak swoją podstawową funkcję, jaką jest dynamizowanie filmowego obrazu. Danny Elfman to niezwykle inteligentny kompozytor, który z powierzonego mu zadania starał się wybrnąć drogą kompromisów. Kompromisy mają jednak to do siebie, że są wynikiem wielu ustępstw, które ostatecznie nie przynoszą pełnej satysfakcji. I tak można najprościej scharakteryzować "Terminatora: Ocalenie". Brakuje w tej muzyce jednoznaczności: zarówno jeśli chodzi o stylistykę jak i twórcze zaangażowanie kompozytora. To muzyka, która zachwyca jedynie kilkoma, krótkimi fragmentami przypominającymi o talencie Elfmana i jego solidnym warsztacie. Jednak w przypadku tego kompozytora to standard, nic ponadprzeciętnego, dlatego "Terminator: ocalenie" raczej nie stanie się jaśniejszym tytułem w jego dorobku.

Ocena:
Autor recenzji: Łukasz Waligórski
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI