THIN RED LINE, THE

MUZYKA: Hans Zimmer
ROK PRODUKCJI: 1998
WYTWÓRNIA: RCA Victor
CZAS TRWANIA: 58:49 min.


01. THE CORAL ATOLL
02. THE LAGOON
03. JOURNEY TO THE LINE
04. LIGHT
05. BEAM
06. AIR
07. STONE IN MY HEART
08. THE VILLAGE
09. SILENCE
10. GOD U TEKEM LAEF BLONG MI
11. SIT BACK AND RELAX



Oto mamy dzieło absolutne! I to bez cienia przesady. Hans Zimmer tworzy partyturę, która nie tylko idealnie dopełnia filmową wizję Mallicka, nie tylko jest najlepsza spośród tych stworzonych do filmu wojennego i nie tylko dorównuje klasykom, takim jak rozsławione przez Olivera Stone'a "Adagio For Strings", ale jest ponad to wszystko. Trzeba rzecz jasna zaznaczyć, że to moja osobista opinia i wcale zgadzać się z nią nie trzeba (heh), jednak naprawdę uważam tę płytę za najlepsze dokonanie Zimmera, mimo, iż jeszcze nie było mi dane usłyszeć wszystkich jego dzieł. Te 10 utworów (jedenasty to pieśń) jest czymś absolutnie czystym i doskonałym, a ich kopiowanie i używanie poza filmem przez te 6 lat, które minęły od czasu wydania płyty, jest nie do określenia. Zapewniam, że chyba każdy zetknął się z tymi brzmieniami nie raz - nawet, gdy nie ma pojęcia kim jest Hans Zimmer i o czym jest sam film. Trudno opisać takie dzieło. Przede wszystkim jest to muzyka nad wyraz spokojna, cicha, miejscami nawet transowa, jednocześnie złowroga, przerażająca, niepokojąca. Czuć, jak wylewa się z niej cierpienie i ból, ale przynosi również spokój ducha, ukojenie, relaks. Cały krążek można podzielić na dwie części. Pierwsza to utwory od 1 do 9, które stanowią absolutnie nierozerwalną całość i gdyby złączyć je w jeden, długi utwór - wciąż byłyby czymś wielkim i niezapomnianym, choć przyznam, że jednak nieco męczącym... Trzeba też nadmienić, że autorem piątej ścieżki ("Beam") jest John Powell, a wykonuje ją Francesco Lupina (również autor i wykonawca ścieżki zamykającej płytę). Z kolei druga część to dwa końcowe utwory, czyli nr 10 i 11. Znacznie odbiegają od reszty, stanowiąc jakby odprężenie po części pierwszej. Pomijając pieśń malezjańską, która składa się na kawałek "God U Tekem Laef Blong Mi", jest znacznie mniej wymagająca od wcześniejszych kompozycji. Mam wrażenie, że stanowi coś na wzór lekkiego "bonusa" na zakończenie. Z kolei całą płytę ciężko zakwalifikować i porównać do jakiejś innej, podobnej. Wprawdzie czytałem i słyszałem o porównaniach do wielkich klasyków (np. do Tangerine Dream), jednak mimo wszystko jest to coś absolutnie innego, miejscami lepszego. Owszem, kompozycja czerpie z owych klasyków i miejscami da się odczuć, jak wielką jest inspiracją, jednak Zimmer poszedł krok dalej i teraz to właśnie on stanowi inspirację dla innych. Dziwi fakt, że za takie dokonanie niemiecki kompozytor nie otrzymał statuetki Akademii Filmowej, która wolała obdarzyć prestiżową nagrodą mdłą i cukierkowatą muzykę z "La Vita e Bella" Benigniego. Wielka szkoda... A tymczasem jeśli by oceniać "The Thin Red Line" - znów najwyższa nota. Polecić można każdemu, choć nie na każdą okazję.

P.S. Ta sama wytwórnia wydała również płytę z pieśniami malezjańskimi, które przewijają się przez cały film ("Melanesian Choirs: The Blessed Islands"). Okładka poniżej.




Ocena:
Autor recenzji: MEFISTO
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI