THING, THE

MUZYKA: Ennio Morricone
ROK PRODUKCJI: 1982
WYTWÓRNIA: Varese Sarabande
CZAS TRWANIA: 49:24 min.


01. HUMANITY (PART 1)
02. SHAPE
03. CONTAMINATION
04. BESTIALITY
05. SOLITUDE
06. ETERNITY
07. WAIT
08. HUMANITY (PART 2)
09. STERILIZATION
10. DESPAIR



Antarktyda, rok 1982. Grupka amerykańskich naukowców przypadkowo odkrywa niecodzienne znalezisko w postaci kosmicznego spodka zakopanego pod grubą pokrywą lodową. Do tego wymarła, norweska baza oraz dziwna, zmutowana rzecz, którą naukowcy zabierają ze sobą do bazy, w celu dokładnej analizy. Jeszcze nie wiedzą, że owe "coś" potrafi asymilować komórki i przybierać dowolną postać... "The Thing" Johna Carpentera straszy aż do dziś. Będący remakiem raczej kiepskiej produkcji z roku 1951 ("The Thing From Another World"), film obecnie jest uważany za jeden z najwspanialszych obrazów grozy i jeden z niewielu, który straszy dzisiaj właśnie swoją archaicznością i sztucznością (konkretnie chodzi o stronę techniczną filmu). Całkowicie odizolowane miejsce akcji, grupka osamotnionych bohaterów i tajemnicza istota z kosmosu, która po kolei wybija (czy raczej asymiluje) członków stacji badawczej. Niesamowity klimat został tutaj spotęgowany równie niesamowitą, oszczędną muzyką Ennio Morricone. "The Thing" to jeden z niewielu wyjątków w twórczości Carpentera, gdzie oprawą muzyczną zajął się ktoś inny niż sam reżyser.

Mroczną, jakże sugestywną i genialną w swej prostocie muzykę prezentuje już ilustracja rozpoczynająca film - to niezapomniane, stale powtarzające się uderzenie basu towarzyszące słynnej już dzisiaj czołówce, w której norweski śmigłowiec ściga psa ("Humanity (Part 2)"). Paradoksalnie ubogość i minimalizm całej kompozycji jest właśnie najmocniejszą stroną ścieżki dźwiękowej z "The Thing". W połączeniu z osamotnionym miejscem akcji i zdesperowaną grupką bohaterów otrzymujemy coś w rodzaju małej perfekcji w gatunku muzyki do horroru. Wyznacznikami partytury są tutaj dwa utwory "Humanity" oraz "Despair". Wielu mogłoby zarzucić dziełu Morricone nudę i brak pomysłu na jakieś ciekawsze aranżacje - nic bardziej mylnego. Ja przynajmniej nie potrafię sobie wyobrazić innej oprawy muzycznej do filmu Carpentera. Wprawdzie nie wszystkie utwory utrzymują tutaj jednolity poziom, ale zdecydowanie przeważają fragmenty pełne strachu i niepokoju. Bo najbardziej straszy właśnie to, czego nie widać, co można odnieść również do samej muzyki (wystarczy zamienić "nie widać" na "nie słychać"). Spodziewacie się podczas słuchania klasycznych, głośnych akompaniamentów wyrywających z muzycznego marazmu? Nie znajdziecie ich na tej ścieżce - to zupełnie inny typ kompozycji. Przy wspomnianych wyżej trzech utworach-wyznacznikach ginie gdzieś w mroku cała reszta pozycji. I to właśnie te trzy ścieżki stanowią z kolei wyznacznik końcowej oceny całości. Całości będącej małą klasyką kina grozy, z pewnością zasługującej na tak wysoką ocenę jak 4 gwiazdki. Ciężko polecić komukolwiek ten soundtrack - jestem jednak pewien, że najbardziej spodoba się osobom zapoznanym z obrazem Johna Carpentera oraz tym w pełni zafascynowanym "The Thing". Reszta może sobie odjąć jedną gwiazdkę, ponieważ nie będzie miała w pamięci kultowych scen z "Coś"... Na koniec jedna nieciekawa informacja - obecnie soundtracku nie można nigdzie kupić. Nawet największe, zagraniczne sklepy wysyłkowe oferują jedynie napis "Out Of Stock". Czyżby szykowała się, podobnie jak w przypadku wydania DVD, jakaś reedycja? Może jakaś nowa, pełniejsza, dłuższa wersja? Miejmy nadzieję, że tak, gdyż takich pozycji na rynku zabraknąć zwyczajnie nie może.

Ocena:
Autor recenzji: Adam Łudzeń - ALIEEN
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI