
THING, THE
MUZYKA: Ennio Morricone ROK PRODUKCJI: 1982 WYTWÓRNIA: Varese Sarabande CZAS TRWANIA: 49:24 min.
Antarktyda, rok 1982. Grupka amerykańskich naukowców przypadkowo odkrywa niecodzienne znalezisko w postaci kosmicznego spodka zakopanego pod grubą pokrywą lodową. Do tego wymarła, norweska baza oraz dziwna, zmutowana rzecz, którą naukowcy zabierają ze sobą do bazy, w celu dokładnej analizy. Jeszcze nie wiedzą, że owe "coś" potrafi asymilować komórki i przybierać dowolną postać... "The Thing" Johna Carpentera straszy aż do dziś. Będący remakiem raczej kiepskiej produkcji z roku 1951 ("The Thing From Another World"), film obecnie jest uważany za jeden z najwspanialszych obrazów grozy i jeden z niewielu, który straszy dzisiaj właśnie swoją archaicznością i sztucznością (konkretnie chodzi o stronę techniczną filmu). Całkowicie odizolowane miejsce akcji, grupka osamotnionych bohaterów i tajemnicza istota z kosmosu, która po kolei wybija (czy raczej asymiluje) członków stacji badawczej. Niesamowity klimat został tutaj spotęgowany równie niesamowitą, oszczędną muzyką Ennio Morricone. "The Thing" to jeden z niewielu wyjątków w twórczości Carpentera, gdzie oprawą muzyczną zajął się ktoś inny niż sam reżyser. Mroczną, jakże sugestywną i genialną w swej prostocie muzykę prezentuje już ilustracja rozpoczynająca film - to niezapomniane, stale powtarzające się uderzenie basu towarzyszące słynnej już dzisiaj czołówce, w której norweski śmigłowiec ściga psa ("Humanity (Part 2)"). Paradoksalnie ubogość i minimalizm całej kompozycji jest właśnie najmocniejszą stroną ścieżki dźwiękowej z "The Thing". W połączeniu z osamotnionym miejscem akcji i zdesperowaną grupką bohaterów otrzymujemy coś w rodzaju małej perfekcji w gatunku muzyki do horroru. Wyznacznikami partytury są tutaj dwa utwory "Humanity" oraz "Despair". Wielu mogłoby zarzucić dziełu Morricone nudę i brak pomysłu na jakieś ciekawsze aranżacje - nic bardziej mylnego. Ja przynajmniej nie potrafię sobie wyobrazić innej oprawy muzycznej do filmu Carpentera. Wprawdzie nie wszystkie utwory utrzymują tutaj jednolity poziom, ale zdecydowanie przeważają fragmenty pełne strachu i niepokoju. Bo najbardziej straszy właśnie to, czego nie widać, co można odnieść również do samej muzyki (wystarczy zamienić "nie widać" na "nie słychać"). Spodziewacie się podczas słuchania klasycznych, głośnych akompaniamentów wyrywających z muzycznego marazmu? Nie znajdziecie ich na tej ścieżce - to zupełnie inny typ kompozycji. Przy wspomnianych wyżej trzech utworach-wyznacznikach ginie gdzieś w mroku cała reszta pozycji. I to właśnie te trzy ścieżki stanowią z kolei wyznacznik końcowej oceny całości. Całości będącej małą klasyką kina grozy, z pewnością zasługującej na tak wysoką ocenę jak 4 gwiazdki. Ciężko polecić komukolwiek ten soundtrack - jestem jednak pewien, że najbardziej spodoba się osobom zapoznanym z obrazem Johna Carpentera oraz tym w pełni zafascynowanym "The Thing". Reszta może sobie odjąć jedną gwiazdkę, ponieważ nie będzie miała w pamięci kultowych scen z "Coś"... Na koniec jedna nieciekawa informacja - obecnie soundtracku nie można nigdzie kupić. Nawet największe, zagraniczne sklepy wysyłkowe oferują jedynie napis "Out Of Stock". Czyżby szykowała się, podobnie jak w przypadku wydania DVD, jakaś reedycja? Może jakaś nowa, pełniejsza, dłuższa wersja? Miejmy nadzieję, że tak, gdyż takich pozycji na rynku zabraknąć zwyczajnie nie może. |
![]() |
|
![]() |