TIME MACHINE, THE

MUZYKA: Klaus Badelt
ROK PRODUKCJI: 2002
WYTWÓRNIA: Varese Sarabande / Colosseum
CZAS TRWANIA: 57:18 min.


01. PROFESSOR ALEXANDER HARTDEGEN
02. WISH ME LUCK
03. EMMA
04. THE TIME MACHINE
05. BLEEKER STREET
06. I DON'T BELONG HERE
07. TIME TRAVEL
08. ELOI
09. GOOD NIGHT
10. STONE LANGUAGE
11. MORLOCKS ATTACK
12. WHERE THE GHOSTS ARE
13. THE MASTER
14. "WHAT IF?"
15. GODSPEED



Któż z nas nie pamięta słynnego dzieła H. Wellsa "Wehikuł czasu"? Pomijając w tym miejscu literacki pierwowzór, trzeba z kronikarskiego obowiązku odnotować dwie adaptacje filmowe. Pierwsza miała miejsce w 1960 r. w reżyserii Georga Pala z Rodem Taylorem w roli genialnego naukowca a druga zupełnie niedawno, bo latem 2002 r. i reżyserował ją Simon Wells, wnuk pisarza, a w roli głównej wystąpił brytyjczyk Guy Pearce. Jednak to nie o tym ostatnim filmie chciałbym tutaj napisać, ale o towarzyszącej mu ścieżce dźwiękowej autorstwa Klausa Badelta, młodego niemieckiego kompozytora. Soundtrack ten jest moim zdaniem trochę niezauważany i niedoceniany w dorobku Badelta, który przecież nie ma jakiejś imponującej (mam na myśli oczywiście ilość a nie jakość) filmografii, więc ciężko tutaj coś pominąć. Osobiście uważam, że muzyka do "Wehikułu czasu" jest jedną z najlepszych, jeśli nie najlepszą partyturą tego twórcy do tej pory. No ale przejdźmy do rzeczy. Od razu uprzedzam, że płyta w swojej kompozycji nie jest typowym przykładem "Badelta-dynamika", ale jest to raczej "Badelt-romantyk" choć też nie do końca ponieważ znajdziemy na niej również utwory pełne ekspresji takie jak "I Don't Belong Here", "Morlocks Attack" czy "What If ?". Kto więc oczekuje soundtracku takiego jak "Piraci z Karaibów" tegoż autora to może się rozczarować. Badelt perfekcyjnie buduje klimat, początkowe utwory: "Professor Alexander Hartdegen", "Wish Me Luck" czy "Emma" to przykłady pięknych, nastrojowych opartych głównie na pianinie, smyczkach i dzwonkach(w tle) kompozycji o typowo romantycznym zabarwieniu. Już w pierwszej części otwierającego płytę utworu pojawia się na razie bardzo delikatnie i spokojnie motyw przewodni płyty, który później przewija się przez całą płytę raz łagodnie i relaksująco w "Bleeker Street", "Where Ghost Are" czy końcowym "Godspeed" przy cudownym akompaniamencie fletu; drugi raz z kolei dynamicznie jak w "The Time Machine", "I Don't Belong Here" lub "Morlocks Attack", przy wykorzystaniu m.in. szybkich, nerwowych rytmów bębnów. Ale to nie wszystko, na płycie pojawiają się też rewelacyjne partie chórków (szkoda tylko, że tak krótkie). Utwory "Eloi", "Stone Language" i "Godspeed" są najlepszym tego przykładem. Słychać w nich inspirację muzyką etniczną - wspomniane chórki, flet, tworzą radosne i żywe wstawki muzyczne współgrające z nastrojowymi, łagodnie wybrzmiewającymi kawałkami. Słuchając płyty można odnieść wrażenie, że podobnie jak tytułowy wehikuł muzyka raz spokojnie, wręcz leniwie płynie by za chwilę gwałtownie przyspieszyć i znowu za chwilę zwolnić. Dlatego też koniecznie trzeba jej słuchać od początku do końca po kolei. Z czystym sumieniem mogę przyznać 5 gwiazdek temu soundtrackowi. Jest na nim wszystko, co potrzeba: rozpoznawalny motyw główny i to w różnych aranżacjach, piękne wolne kompozycje i szybkie, dynamiczne, no i oryginalne wokalne fragmenty, a wszystko to harmonijnie się przeplata i uzupełnia.

Poniżej okładka z niemieckiego wydania (wytwórnia Colosseum)




Ocena:
Recenzja gościnna - autor: Paweł Mania
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI