TRANSFORMERS - SCORE

MUZYKA: Steve Jablonsky
ROK PRODUKCJI: 2007
WYTWÓRNIA: Warner Bros. WEA
CZAS TRWANIA: 59:58 min.


01. AUTOBOTS
02. DECEPTICONS
03. ALL SPARK
04. DECIPHERING THE SIGNAL
05. FRENZY
06. OPTIMUS
07. BUMBLEBEE
08. SOCCENT ATTACK
09. SAM AT THE LAKE
10. SCORPONOK
11. CYBERTRON
12. ARRIVAL TO EARTH
13. WITWICKY
14. DOWNTOWN BATTLE
15. SECTOR 7
16. BUMBLEBEE CAPTURED
17. YOU'RE A SOLDIER NOW
18. SAM ON THE ROOF
19. OPTIMUS VS. MEGATRON
20. NO SACRIFICE, NO VICTORY



Po pierwszej finansowej wpadce w USA poprzedniego filmu Michaela Baya, tj. "Wyspy", trzeba było się podnieść. Mnie osobiście "Wyspa" bardzo przypadła do gustu, tak samo jak wcześniejsze filmy akcji ww. reżysera. I tak producent "Wyspy" - Steven Spielberg, podsuwa koledze z branży pomysł na nowy film - walka gigantycznych Autobotów z Decepticonami, czyli dla niewtajemniczonych "Transformers". Bay jest na początku sceptycznie nastawiony na projekt, ale w końcu decyduje się nakręcić film. I znowu "sikanie po nogach", żarłoczne oczekiwanie i obgryzanie paznokci, jakie mnie zawsze czeka przed nowym "wymiataczem akcji" Baya. Efekt końcowy - ok. 700 mln $ wpływów na całym świecie za same bileciki, satysfakcja murowana, rozszerzone źrenice - po prostu Bay taki, jakiego uwielbiam, czyli bombardujący widza swoim charakterystycznym wizualnym stylem, super szybkim montażem, wiecznie ruchomą kamerą i muzyką, która jak zawsze pasuje jak ulał pod każde szybkie ujęcie w filmie! BRAWO!!!

Współpraca na linii Michael Bay i Steve Jablonsky już w "Wyspie" pokazała, że obaj Panowie rozumieją się doskonale i dobrze wiedzą czego widz oczekuje od szybkiego filmu i równie szybkiej muzyki (recenzje dwóch wydań ścieżki dźwiękowej do "The Island" znajdują się w na stronie KMF). Podobnie jak w przypadku soundtracku z poprzedniego filmu Baya, tak i przy muzyce do "Transformers" obecni byli inni, już mniej znani fachowcy z branży "movie music made in Hollywood", tj. Clay Duncan i Lorne Balfe. I tak pierwszy został wydany nieoficjalnie króciutki Promo Score, który błyskawicznie zrobił smaczka wypuszczonemu za jakiś czas oficjalnemu wydaniu, które na łamach KMF-u mam przyjemność zrecenzować. Jako ciekawostkę dodam, że wydanie oficjalne muzyki instrumentalnej początkowo miało w ogóle nie trafić w obieg, co dla mnie było bardzo niezrozumiałe, żeby nie powiedzieć głupie, bo skoro film przynosi górę pieniędzy, co stoi na przeszkodzie wydać muzykę z tego filmu? To musiało w końcu nastąpić.

W porównaniu do pierwszego, nieoficjalnego Promo Score, na kompilacji oficjalnej muzyki jest przede wszystkim o wiele więcej i co najważniejsze wreszcie możemy na niej znaleźć najbardziej wgniatający w fotel motyw "Arrival To Earth", który to na każdym zrobi piorunujące wrażenie. Ale od początku. Płytę otwiera "Autobots", serwujący nam motyw przewodni, jak zwykle łatwo wpadający w ucho i pozostający w pamięci na długo potem, co jest już normą we wszystkich filmach/soundtrackach Baya. Najważniejsze jest to, że możemy w nim usłyszeć rewelacyjny podkład już z samego początku filmu, który w środkowej części przechodzi w piękny chór (chór ilustrujący już zupełnie inne sceny z filmu, ale idealnie pasujący do reszty). Motyw zaś wieńczy stawiające na baczność męskie, chórkowe zakończenie z werblami w tle, które to ciut przyspiesza, aby potem opaść - to zawsze w tym właśnie momencie muszę zdecydowanie zwiększyć głośność. Pamiętam, że zanim dorwałem Promo Score, po sieci krążył utwór "Decepticons", którego po "zassaniu" słuchałem nieprzerwanie. Bardzo dobrze pamiętałem z filmu te wszystkie złowrogie chórki, które kompozytorzy przypisali złym Decepticonom. To jest właśnie to o czym wspomniał w swojej recenzji mój kolega "po fachu" Adam Łudzeń alias Alieen, recenzując Promo Score. Jednakże i w motywach ilustrujących dobrych Autobotów możemy usłyszeć genialne chóry, chociażby już w otwierającym płytę motywie przewodnim. Dla mnie, zagorzałego miłośnika muzyki filmowej, soundtrack bez śladu jakiegokolwiek chóru bardzo traci na wartości. Dla mnie jest on podstawą, fundamentem, czy też priorytetem, bez którego nie może się obejść żadna ścieżka dźwiękowa. Kolejny taki genialny przykład to przepiękny motyw "Optimus", który ilustruje rozmowę Sama i Mikaeli z Bumblebee tuż po walce robota z Barricade'em, jak i jednocześnie inną scenę w filmie - odczytanie z okularów lokalizacji Wszechiskry i przemowę Optimusa do towarzyszy tuż przed udaniem się Autobotów nad Zaporę Hoovera. Utwór ten ma jeden minus - został nieco zmieniony, nie brzmi przez to gorzej, ale bardziej wolałbym wersję filmową, gdyż "chodzi za mną" do dzisiaj. Oczywiście jak to zwykle w takich utworach bywa, chór w tle postawił na swojej potędze i urzekł mnie na całej cudnie brzmiącej linii melodycznej. Niestety w wersji z krążka został on niepotrzebnie przysłonięty fletem. Eh, szkoda. "Soccent Attack" to ostry kawałek do ostrej sceny w filmie, tj. efektownego ataku Blackouta na amerykańską bazę wojskową w Katarze. Motyw stanowi idealne połączenie elektroniki ze złowrogim chórem w momencie zniszczenia dachu, włożenia olbrzymiej stalowej ręki robota i podłączenia się do serwera - to mój ulubiony moment w tym kawałku. Sam utwór to jeden z lepszych "wymiataczy" na krążku, ilustrujący pożogę, jaką zaserwował Decept twardzielom z Ameryki. "Sam At The Lake" to całkowicie luzacki utworek, w sam raz na podryw. Takie miał on w filmie zadanie i spełnił to zadanie dobrze. Troszkę odmienny od pozostałych motywów wydaje się być "Scorponok", ale nie jest to dla niego żadna ujma. Wręcz przeciwnie. Dobrze zapamiętałem z filmu jego najlepszą część, tj. moment rozpoczęcia kontrataku ze strony amerykańskich chłopców na Decepticona (dokładnie ma to miejsce w 2:32 minucie) i jak zwykle u Baya mobilizacja sił wojskowych została pokazana bardzo efektownie w rytmie odjazdowej muzyki. O "Arrival To Earth" już wspomniałem na początku, więc dodam tylko tyle, że znajdziemy w nim przepiękny, cichy sakralny chórek w dźwięk którego z basenu wyszedł Ironhide - ten moment najbardziej rzuca mnie na kolana. "Downtown Battle" zawiera w swojej melodii coś, co już od dawna chciałem usłyszeć w muzyce z filmu Baya, mianowicie pojawiające się co jakiś czas uderzenie, idealnie podkreślające ruch kamery, w rytm którego piloci zaczęli biec do swoich myśliwców. To owo uderzenie przypomina mi uderzenie z dwóch wcześniejszych filmów Baya - "Bad Boys II" i "Wyspy", a przewijało się przez ekran podczas szalonych pościgów na moście, do których to scen muzykę napisał właśnie Steve Jablonsky. Tak więc "Downtown Battle" tym uderzeniem nawiązuje do muzyki z tych scen, o czym jestem święcie przekonany. Wielka szkoda, że tylko na soundtracku z "Transformers" możemy usłyszeć to podobnie brzmiące rytmiczne uderzenie, podkreślające kunszt Baya i Jablonsky'ego. I tak w zasadzie do końca płyty mamy ostrą jazdę, ponieważ od utworu "You're A Soldier Now" obrazy z finałowej walki w centrum miasta przypominają nam się same. To pamiętne uderzenie ilustrujące wybicie szyby przez Mikaelę w holowniku, potężny chór w rytm którego Megatron wylądował na ulicy zahaczając o stalowe schody i wyrywając je z budynku, czy też rewelacyjna końcówka utworu - transformacja Optimusa tuż przed początkiem walki z Megatronem. "Sam On The Roof" to kolejny przykład wymiatającego chóru, który już z początku nas atakuje, w chwili gdy Sam odpala flarę i wrzeszczy "Tutaj jestem!", po czym muzyka zdecydowanie cichnie ustępując spokojniejszemu, ale równie rewelacyjnemu chórowi, w brzmieniu którego Megatron próbował "przemówić do rozsądku" Samowi. Całą kompilację wieńczy rodzinne motto rodziny Witwicky "No Sacrifice, No Victory", w którym pierwsze skrzypce gra oczywiście piękny chór, bez którego ten utwór nie miałby tego samego, ciepłego klimatu.

Zasada u Baya jest prosta - muzyka w zupełności odzwierciedlająca klimat filmu, podkreślająca wiele scen i ujęć, jak trzeba to szybka, jak trzeba to wolna, zawsze przemyślanie skomponowana i bazująca głównie na elektronice, a co najważniejsze, jak zwykle piękny i łatwo wpadający w ucho motyw przewodni, oparty na wzniosłym chórze, chodzący po głowie długo po premierze filmu. Po prostu kolejny udany soundtrack z filmu Michaela Baya, który oceniam na 4,5 gwiazdki.

Ocena:
Recenzja gościnna: Sławek Połowniak
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI