TREMORS

MUZYKA: Ernest Troost
ROK PRODUKCJI: 1990 / 2000
WYTWÓRNIA: Intrada
CZAS TRWANIA: 49:51 min.


01. TITLES / OPENING SEQUENCE
02. VAL & EARL / RHONDA
03. SOMETHING'S WRONG
04. FIRST ATTACK / POLE VAULTING
05. ON THE ROCKS / GRABOID / UZI4U
06. ON THE ROAD / MIGUEL'S PLAN / NESTER
07. VAL'S RUN / DON'T MOVE / THE DOZER RESCUE
08. JOURNEY BEGINS / TRUCK ATTACK / THE ROCKS
09. GOIN' FISHIN' / STAMPEDE / CLOSING

FROM "BLOODRUSH":

10. THE HOSPITAL
11. THE NURSE
12. THE HALLWAY
13. THE STRUGGLE



"Tremors" z roku 1990, czyli po naszemu "Drgania" lub "Wstrząsy", to znakomite kino spod znaku buddy-movie horror adventure. Ten film ma w sobie wszystko, czego nie mają dzisiejsze spektakularne superprodukcje oparte na efektach cyfrowych, gdzie realizm i żywiołowość postaci zastąpiona zostaje przez dialogi z piłeczką zawieszoną na sznurku, na tle zielonego ekranu - gdzie później dorabia się i postaci i tło, ale już rzadziej udaje się w tym cyfrowym bałaganie wyczarować pełnokrwiste emocje. Wyjątkiem od reguły może być jedynie "King Kong", gdzie tytułowa postać z komputera nie dość, że jest wiarygodna i niesamowicie realistyczna, to bez wielkiego wysiłku wyciska z widzów przeróżne emocje - strach, radość, żal, wreszcie łzy smutku podczas śmierci głównego bohatera. Wróćmy jednak do "Tremors", w którym to filmie mamy do czynienia z - przede wszystkim - ciekawymi bohaterami (Valentine - Kevin Bacon i Earl - Fred Ward), niecodzienną scenerią - ledwie zamieszkała pustynna dziura na końcu świata, i wreszcie z podziemnymi potworami z piekła rodem i bez użycia zielonych blue boxów ;). Jest tu świetnie i stopniowo budowane napięcie, niesamowity klimat osaczenia i osamotnienia bohaterów, kilka zdrowo krwawych scen, dużo oryginalnego, niekiedy czarnego humoru, oraz jedna z najlepszych i najbardziej pamiętnych scen strzelanych w historii kina, gdy jeden ze stworów dostaje się do... podziemnego bunkra, gdzie dwójka zakręconych militarystów (Burt i Heather) trzyma na ścianie dziesiątki pistoletów, karabinów i strzelb do polowania na słonie - ta scena rozwałki robi na mnie genialne wrażenie po dziś dzień. Wszystko w tym filmie jest na swoim miejscu i w odpowiednich proporcjach, a naprawdę dobrej całości dopełnia właśnie muzyka, ułożona na soundtracku nieco niechronologicznie (podobnie jak utwory na ścieżce dźwiękowej z "Fight Club"). Już pierwsze sekundy pierwszego utworu "Titles / Opening sequence" obwieszczają, że będziemy mieć do czynienia z niezwykle złowróżebną, przyprawiającą o gęsią skórkę atmosferą muzyczną, która wespół z obrazem będzie straszyć widza - usłyszymy tu więc niemal cały skład orkiestry: od bębnów, poprzez trąbki, werble znakomicie użyte wraz z gitarą w pierwszych sekundach utworu "Goin' Fishin'/ Stampede / Closing", czy jazgotliwe dźwięki skrzypiec zwiastujące nadciągające niebezpieczeństwo lub makabryczne odkrycia, jakich dokonują główni bohaterowie. Ciekawym zabiegiem muzycznym jest też pewnego rodzaju odgłos grzechotnika, który towarzyszy scenom, w których na powierzchni ziemi grasują języki podziemnych stworów, oraz harmonijka, na której wygrywane są cięższe tony podczas nerwowych dla bohaterów i widzów chwil. Na przeciwległym biegunie leży muzyka lekka i przyjemna, wręcz sielankowa, ilustrująca rozmowy i sprzeczki Earla i Valentine'a - tu na pierwszym planie jest fortepian, gitara, flet i często używana, już lekkobrzmiąca harmonijka, co razem tworzy przesympatyczny motyw przewodni filmu "Tremors", co najlepiej ukazuje utwór "Val & Earl / Rhonda" czy fragment kawałka "First Attack / Pole Vaulting" gdy Valentine, Earl i Rhonda skaczą 'o tyczce' ze skały na skałę. W tym samym utworze znalazło się też miejsce na muzykę nostalgiczną, sentymentalną (gitara), gdy bohaterowie budzą się na skałach i Rhonda spostrzega, że w nocy Val przykrył ją swoją kurtką ;). Cała lżejsza część soundtracku zahacza delikatnie o muzykę Country, na szczęście bez śpiewania ;). Reasumując, ścieżka dźwiękowa z "Tremors" trzyma naprawdę wysoki poziom i równie dobrze wypada w połączeniu z filmem, jak i słuchana oddzielnie. Kompozycja Ernesta Troosta (autor muzyki m.in. do horroru "Dead Heat" z Treatem Williamsem i Joe Piscopo) jest dynamiczna, niepokojąca, świetnie buduje napięcie i klimat zagrożenia i równie udanie ilustruje sceny liryczne, spokojne, dialogowe - m.in. zabawne sprzeczki głównych bohaterów. Muzyka, podobnie jak i film, ma u mnie solidną czwórkę z plusem!

Jeszcze na koniec słów kilka o wydaniu tej ścieżki. Jest to promo score, który zawiera również muzykę z filmu "Bloodrush" (także autorstwa Ernesta Troosta) - to cztery ostatnie utwory na płycie, których w powyższej recenzji nie opisałem, ponieważ skupiłem się rzecz jasna na muzyce z "Tremors". Na długość przekłada się to tak, że partytura ze "Wstrząsów"/"Drgań" trwa ponad 37 minut, zaś ta z "Bloodrush" - ponad 11.

Ocena:
Autor recenzji: Rafał Donica - DUX
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI