
TROY
MUZYKA: James Horner ROK PRODUKCJI: 2004 WYTWÓRNIA: Warner Bros. CZAS TRWANIA: 75:15 min.
"Troja" Wolfganga Petersena była jedną z najbardziej oczekiwanych produkcji roku. Sam czekałem na ten film tylko od pojawienia się pierwszych informacji o produkcji, i od obejrzenia pierwszego, krótkiego zwiastuna. Wielu ten film rozczarował, wielu wydał się średni, ale też wielu się podobał - zaliczam się do tej ostatniej grupy, która uważa dzieło Petersena za film dobry, nie przesiąknięty hollywoodzką tandetą, ciekawy i świetnie zrealizowany, gdzie na pierwszy plan wysuwają się wielkie postacie Achillesa i Hektora - aktorsko znakomicie odegrane przez Brada Pitta i Erica Banę. "Troja" nie miała być ekranizacją "Iliady", jak sam w wywiadach podkreślał reżyser, lecz luźną adaptacją homerowskiej powieści, gdzie wiele wątków zostało zmienionych, przekształconych lub zwyczajnie usuniętych (np. brak bogów). To miał być film o wojnie i honorze - i taką też produkcję obejrzałem, świetnie się na niej bawiąc. Jedna rzecz nie podobała mi się w "Troi" - i z przykrością mówię, że jest to muzyka Jamesa Hornera... O samej muzyce zresztą było głośno w świecie ścieżek dźwiękowych około 3-4 tygodni przed premierą filmu. Okazało się, że reżyser odrzucił kompozycję Gabriela Yareda, zatrudniając do nowej partytury Hornera, który miał na skomponowanie muzyki zaledwie dwa tygodnie - i efekt niestety słychać... Napisałem dwie recenzje ścieżki dźwiękowej do "Troy" - ta poniżej tyczy się oficjalnego wydania, druga to odrzucony score autorstwa Yareda. Napisałem także tekst do działu "Artykuły Klubowiczów" - analiza porównawcza obydwóch ścieżek. Oczywiście w poniższym tekście skupię się na dokonaniach muzycznych pana Hornera, a później zapraszam do przeczytania drugiej recenzji, będącej niejako kontynuacją tej tutaj, a jeszcze później - polecam zagłębienie się w analizę... Może na początek opiszę jakie wywołało na mnie wrażenie to, co usłyszałem podczas seansu filmu. Przede wszystkim były to nachalne podobieństwa do innej partytury Hornera oraz lekko irytujący kobiecy, zawodzący śpiew, przywodzący na myśl muzykę z "Gladiatora" - nawiasem mówiąc znakomitą. Jednak znacznie bardziej irytował mnie fragment muzyczny żywcem wzięty z filmu "Wróg u Bram" - oczywiście również ścieżka tego kompozytora. Oglądając kolejne świetne sceny filmu wciąż czekałem na wspaniały podkład muzyczny, podniosły, potężny, może jakieś trąbki, niesamowite chóry - i nie doczekałem się. Muzyka była tak mało charakterystyczna, że po wyjściu z kina w pamięci został mi tylko zawodzący głos a'la Lisa Gerrard i nachalne podobieństwo do "Enemy At The Gates". Jak już słusznie zauważył i wspomniał klubowy kolega Maciek w swojej recenzji filmu na stronie - nawet scena tysiąca statków płynących w kierunku Troi nie robi wrażenia z powodu źle dobranej muzyki. Po raz kolejny kłania się stwierdzenie, jak wiele daje muzyka przy konkretnym fragmencie filmu, oraz jak wiele ujmuje kompozycja dobrana wręcz nieumiejętnie... Po opuszczeniu sali kinowej - pod względem muzycznym kompletny zawód. Okazało się, że partytura Hornera to zlepek jego wcześniejszych kompozycji oraz nawiązania do innych (może trudno w to uwierzyć, ale podczas jednej sceny, gdy Troja zostaje zdobywana, słychać ilustrację niesamowicie podobną do "Gwiezdnych Wrót" Davida Arnolda - naprawdę!). Jeden z kompozytorów uznawanych za "autoplagiatorów" znów ruszył do akcji... jednak zupełnie nie w tym kierunku co trzeba. Gwoździem do trumny okazała się piosenka słyszalna przy końcowych napisach, o której więcej napiszę za chwilę... Kilka(naście) dni minęło, w ręce wpadła mi płyta z muzyką. Słucham jej wręcz na siłę, bez cienia przekonania. I o dziwo - spotyka mnie mała niespodzianka, bowiem muzyka zawarta na płycie wypada lepiej niż w filmie, jest nieco inaczej "poukładana", inaczej dobrana na krążek, choć wciąż po przesłuchaniu nie poczułem satysfakcji. Ale po kolei. Przede wszystkim - na soundtracku nie ma aż tak dużo zawodzącego kobiecego śpiewu a'la "Gladiator", który to śpiew stosunkowo często atakował moje uszy podczas seansu. Po drugie - nie jest tak czerstwo i sztywno jak w filmie. I po trzecie - całość troszkę bardziej urozmaicona. Na soundtracku znacznie bardziej słychać bardzo ładną melodię, którą można uznać za motyw przewodni (słyszalna po 4. minucie trzeciego utworu), kilka razy pojawia się w całości i stanowi zdecydowanie największy plus całej kompozycji. To jedyna rzecz, do której nie mam absolutnie żadnego zarzutu. Tylko zastanawiam się dlaczego ów rewelacyjny motyw "ginie" podczas oglądania filmu? Odpowiedź jest prosta: jest nieumiejętnie wpleciony w akcję. Ten temat powinien cechować się różnorodną aranżacją, powinien być potężnie wyeksponowany w kluczowych momentach filmu. Szkoda, że poniekąd zmarnował się tak znakomity materiał. Można by z tego tematu uczynić siłę napędową całej ilustracji i byłoby naprawdę dobrze... Generalnie trzy utwory na oficjalnym wydaniu mógłbym uznać za dobre - zwyczajnie mi się podobały i chętnie będę do nich powracał, a są to: "Achilles Leads The Myrmidons", "The Greek Army And It's Defeat" i "The Trojans Attack". Celowo "skąpa" bębenkowa ilustracja z walki Achillesa z Hektorem paradoksalnie - w przypadku tej ścieżki - wypada lepiej w czasie filmu... ("Hector's Death"). Resztę pamiętam niespecjalnie i jakoś nie śpieszy mi się do ponownego jej odsłuchania... Niestety na płycie pozostała splagiatowana melodia z "Wroga u Bram", w takiej samej częstotliwości występowania jak w filmie - czyli bardzo często... Soundtrack zamyka piosenka przewodnia - i to jest największy minus kompozycji do "Troy" i idealny przykład całkowicie źle dobranego utworu śpiewanego do realiów filmu. Kawałek śpiewany przez Josha Grobana (z pomocą Tanji Tzarovskiej) brzmi jak piosenka z produkcji animowanej - oczywiście nie ubliżając piosenkom tego gatunku, które należą do ścisłej czołówki najlepszych utworów śpiewanych muzyki filmowej. Szczególnie głos pana Grobana kojarzy się właśnie z takim stylem - zupełnie nie pasującym do epickiej, historycznej opowieści, jaką jest "Troja"... Partytura Jamesa Hornera nie jest zła. Rzekłbym nawet, że jest poprawnie skomponowana pod względem technicznym. Zatem o co chodzi? Ano o to, że ta cała linia melodyczna zwyczajnie nie pasuje do takiego filmu jak "Troy". Tutaj należało stworzyć muzykę potężną, poruszającą, z wyrazistym motywem przewodnim, z charakterystyczną melodią - nic z tego nie wyszło. Pole do popisu było spore - prócz tematu głównego aż prosiło się o tematy przypisane Achillesowi i Hektorowi, o piękny, subtelny motyw miłosny... Widać, a właściwie słychać na każdym kroku fakt, że Horner miał bardzo mało czasu na napisanie całości. Ale to nie jest absolutnie żadne usprawiedliwienie - wszak byli i tacy, którzy w równie krótkim czasie zdołali napisać kompozycje przynajmniej dobre. A przecież Horner nie należy do jakichś amatorów, a wręcz przeciwnie - ma wielkie doświadczenie z muzyką filmową, napisał wiele wspaniałych ścieżek i mam do niego ogromny sentyment. Ta ścieżka natomiast to taki zlepek różnych tematów uzupełniony mało wyrazistym podkładem, mającym na celu skleić całość do przysłowiowej kupy. Lepiej jest z osobnym wydaniem na płycie, gdzie muzyka już nie razi i nie zniesmacza tak bardzo, jak w samym obrazie. Dlatego jeśli chodzi o krążek ze ścieżką dźwiękową - skusiłbym sie i naciągnął ocenę do trzech gwiazdek. Ale pod względem dopasowania do obrazu - na pewno dwie gwiazdki, gdyż jest średnio, bardzo średnio. Szczególnie w porównaniu z odrzuconą partyturą Yareda, która wyprzedza efekt Hornera przynajmniej o jedną klasę. Tak - ilustracja Gabriela Yareda zawiera wszystko to, czego brakuje ilustracji pana Jamesa. I w tym momencie zapraszam do kolejnej recenzji: "Troy - Rejected Score". A potem do bardziej szczegółowego porównania obu kompozycji w osobnej analizie. Zaś jeśli chodzi o końcową ocenę opisanej tutaj ścieżki - biorę 2 i 3 i wyciągam średnią. Mimo, że pod spodem widnieją tylko dwie gwiazdki, moją faktyczną oceną jest 2,5. Odrzucony score - kliknij tutaj | Full rejected score - kliknij tutaj | Analiza porównawcza - kliknij tutaj |
![]() |
|
![]() |