UNBREAKABLE

MUZYKA: James Newton Howard
ROK PRODUKCJI: 2000
WYTWÓRNIA: Hollywood Records
CZAS TRWANIA: 45:23 min.


01. VISIONS
02. REFLECTIONS OF ELIJAH
03. WEIGHTLIGHTING
04. HIEROGLYPHICS
05. FALLING DOWN
06. UNBREAKABLE
07. GOODNIGHT
08. THE WRECK
09. SECOND DATE
10. SCHOOL NURSE
11. BLINDSIDED
12. THE ORANGE MAN
13. CARRYING AUDREY
14. MR. GLASS / END TITLE



Jestem jednym z nielicznych fanów filmu, który podobał mi się głównie ze względu na klimat, aktorów oraz... muzykę :) Długo się jednak wahałem czy ją zakupić, aż w końcu (po kolejnym seansie) zdecydowałem się i... jednak nieco zawiodłem. Cała płyta jest utrzymana w idealnie płynnym klimacie, jest spokojna i miejscami bardzo cicha, a zaledwie dwa czy trzy utwory powodują mocniejsze bicie głośników. Mimo to, albo właśnie dlatego, jest to płyta bardzo ciekawa, do której trzeba podejść z odpowiednim nastawieniem. Już w pierwszym utworze słyszymy najlepsze, charakterystyczne brzmienie, motyw przewodni, który jednak w pełni wykorzystują kolejne pozycje na płycie, jak chociażby "The Wreck" czy końcowe "Mr. Glass / End Title". Charakteryzuje się on silną perkusją w tle, miejscami wspomaganą przez gitarę, a także swoiste, idealne powiedziałbym tempo. Słucha się go bardzo dobrze i to głównie on stanowi o sile płyty. Tu muszę jednak wspomnieć, że to, co idealnie pasowało i zwracało swą uwagę podczas projekcji filmu, na płycie nie brzmi już tak dobrze. Weźmy przykładowo niezły utwór nr 6, czyli tytułowy "Unbreakable". Zaczyna się, podobnie jak "Reflections of Elijah" w pewnym momencie, od spokojnego pianina, z kolei potem przechodzi w ostrzejsze rytmy zakończone mocnym graniem z pogranicza popu, rocka i Bóg wie czego jeszcze (może nieco soulu). Potem znowu przechodzi, a w zasadzie to kończy się, bardzo spokojnie. Sam utwór, mimo, że jeden z lepszych na krążku, może nieco razić, w porównaniu z tym, jak rewelacyjnie wypadał w filmie. I tak jest niestety z większością kawałków. Oprócz różnych modyfikacji motywu przewodniego - łagodniejszych i mocniejszych, wspomnieć należy o świetnej trąbce, która gra niestety "drugie skrzypce" w poszczególnych utworach. Bardzo dobrze słyszymy ją chociażby w "Goodnight", ale zawsze pojawia się gdzieś tam w tle - trochę szkoda. Z innych wysuwających się melodii warto nadmienić "The Orange Man" i końcową suitę "Mr. Glass / End Title", która stanowi jakby podsumowanie całości. Całość jednak nie satysfakcjonuje, a płyta sprawia wrażenie kompozycji straconej szansy, gdyż odnosi się wrażenie, że mogło być znacznie lepiej. Tu chciałbym wyjaśnić notę końcową, którą w rzeczywistości wynosi 3,5 gwiazdki, a to dlatego, że jest to score niesamowicie intrygujący, zmuszający do refleksji, i tak bardzo inny od dostępnych na rynku płyt - zatem same 3 gwiazdki byłyby krzywdzące. Z kolei na 4 gwiazdki czułem zbyt duży niedosyt i stawiając je byłbym sprzeczny sam ze sobą. Uważam jednak, że wciąż jest to płyta, po którą warto sięgnąć, tym bardziej, że nie rozchodzi się jak świeże bułeczki, a wręcz przeciwnie - stoi na półkach i się kurzy. Nie jest to z całą pewnością muzyka dla każdego, ale polecam gorąco mimo wszystko.

P.S. Jednak ostatnio postanowiłem zmienić ocenę końcową na 4 gwiazdki, a to za sprawą ścieżki dźwiękowej z "Dreamcatcher"... Dlaczego? W tamtej recenzji znajdziecie odpowiednie wyjaśnienia :)

Poniżej - jako ciekawostka - okładka z wydania Academy Promo.




Ocena:
Auto recenzji: MEFISTO
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI