UNFAITHFUL

MUZYKA: Jan A.P. Kaczmarek
ROK PRODUKCJI: 2002
WYTWÓRNIA: Varese Sarabande / Colosseum
CZAS TRWANIA: 44:12 min.


01. AT HOME
02. THE WIND
03. VIDEO ON THE BED
04. BRAILLE
05. TRIANGLE
06. FAREWELL
07. COLD BATHTUB
08. DISCOVERY
09. SUDDEN TURN
10. I HATE MYSELF
11. UNFAITHFUL
12. CAR WASH
13. THE VISIT
14. UNFAITHFUL (PIANO VARIATION)
15. THE GLOBE
16. THE OBSESSION
17. BURNING PICTURES
18. TOGETHER
19. SILENCE



Niezwykła muzyka do niezwykłego filmu. Tak krótko można określić efekt współpracy Adriana Lyne`a i Jana A.P. Kaczmarka. Adrian Lyne jest reżyserem, który już od wielu lat fascynuje się istotą i sensem związku między kobietą i mężczyzną. Nie są to jednak związki zwyczajne, tak jak i miłość nie jest zwyczajnym uczuciem. Mimo, iż nakręcono o niej już tyle filmów i napisano już tyle książek, ciągle odkrywamy jej nowe aspekty i złożoność. Adrian Lyne ma na swoim koncie takie filmy jak choćby: "Fatalne zauroczenie", "Lolita", "Niemoralna propozycja" czy "Dziewięć i pół tygodnia". Wszystkie te tytuły pokazywały różne spojrzenia na miłość czy zauroczenie. Wspólna cechą tych filmów jest także doskonała muzyka. Reżyser sięgnął w nich po sprawdzonych i świetnych kompozytorów - Ennio Morricone przy "Lolicie", John Barry przy "Niemoralnej propozycji" czy Maurice Jarre przy "Fatalnym zauroczeniu". Tym razem Lyne postawił na wschodzącą gwiazdę muzyki filmowej - Polaka Jana A.P. Karczmarka - i tym sposobem powstała niezwykła muzyka, która połączyła europejską wrażliwość z klasą Hollywoodzkich partytur filmowych.

Jak zwykle u tego kompozytora dominującym instrumentem jest fortepian. To on tutaj po raz pierwszy przedstawia nam motyw przewodni w utworze otwierającym płytę - "At Home". Słyszymy wtedy grającego na tym instrumencie Leszka Możdżera, który zresztą nie po raz pierwszy, i jak się okazuje - nie ostatni gra dla Kaczmarka. Na płycie oprócz Możdżera można usłyszeć także innego pianistę - Cheta Swiatkowskiego - jednak to Możdżerowi kompozytor powierzył wykonywanie najważniejszych fragmentów muzyki. Jednym z nich jest z pewnością jest utwór "Unfaithful (piano variation)". To właśnie tutaj pianista dowodzi swojej klasy bawiąc się motywem przewodnim, początkowo grając bardzo subtelnie, spokojnie, aby po chwili porwać nas szybszą i nieco podniosłą grą. Tym sposobem powstaje jedna z najbardziej wyróżniających się kompozycji na płycie, przynosząca na myśl doskonałe, jazzowe improwizacje. Z kolei w utworze "The Wind" pojawia się drugi motyw, którego różne wersje można usłyszeć przy okazji kolejnych utworów. To właśnie te dwa motywy pojawiające się w dwóch pierwszych kompozycjach przewijają się przez całą płytę tworząc niesamowity nastrój tajemniczości. Jednym z ciekawszych utworów jest także "Triangle", w którym pojawia się dźwięk akordeonu i daleko w tle cymbałki strunowe. Niestety utwór ten można wysłuchać tylko na płycie, ponieważ w filmie się on nie pojawia. Jest on wariacją tematu z wcześniejszego "The Wind". Niesamowite wrażenie robią także utwory, w których pojawia się wokaliza w wykonaniu norweskiej wokalistki Jorane. Należą do nich "Farewell", "Sudden turn", "Car wash" i "The visit". "Sudden turn" wyróżnia się nieco dramatycznym brzmieniem, któremu towarzyszy wokaliza przypominająca szybki oddech. Sprawia to wrażenie niezwykłej bliskości i jednocześnie niepokoju. Kolejny utwór - "I Hate Myself" - jest kontynuacją motywu podjętego przez poprzednią kompozycję. Także "The obsession" jest powrotem do tego samego tematu, oczarowując nas z jednej strony niskimi dźwiękami kontrabasów, a z drugiej przenikliwymi pociągnięciami skrzypiec. Płyta kończy się nostalgiczną wokalizą, której w tle bardzo cicho towarzyszy bas.

Trudno jest opisywać taką muzykę chociażby z tego powodu, że żadne słowa nie są w stanie przekazać tylu emocji, ile jest w niej zawarte. Mimo, iż takie utwory jak "Silence" i "Unfaithful (piano variation)" powstały tylko na potrzeby płyty, a "Triangle", "I hate myself" i "Farewell" nie zostały użyte w filmie, muzyka ta zasługuje na niemal najwyższa notę. Jan A.P. Kaczmarek nawiązuje tutaj do twórczości Philipa Glassa - do czego zresztą się przyznaje - tworząc kompozycje skromne, pozbawione nagłych zwrotów i uniesień orkiestry niczym w "The Hours". Z drugiej jednak strony można znaleźć tutaj coś z Thomasa Newmana i jego wszechobecnego, hipnotycznego fortepianu ze "The Shawshank Redemption" i "Road To Perdition", czy minimalizmu Edwarda Sheamura i jego "K-Pax". Jest to muzyka bardzo spokojna, subtelna i wysmakowana. Mimo, iż na ogół opiera się ona na zaledwie dwóch tematach, to zachwyca różnorodnością. Obok fortepianu i orkiestry pojawiają się takie instrumenty jak akordeon i cymbałki, które urozmaicając muzykę jednocześnie doskonale charakteryzują zmiany zachodzące na ekranie. W filmie muzyka nieco spowalnia akcję wywołując u widza zadumę i spokój. Przykładem tego może być choćby utwór "The Wind", który mimo, iż jest spokojny, powolny i można wręcz powiedzieć, że leniwy, obrazuje wiatr szalejący na ulicach i pomiatający ludźmi chcącymi się mu przeciwstawić. Symbolizm tej sceny doskonale jest podkreślony właśnie muzyką Polaka, która zmusza do zadumy nad ulotnością ludzkiego życia i uczuć. Ta płyta jest pełna takich spokojnych kompozycji cechujących się niezwykłą harmonią i wyrazistym brzmieniem, natomiast motywy pojawiające się tutaj i zachwycające prostotą bardzo łatwo zapadają w pamięć. Tej muzyki należy słuchać w pełnym skupieniu, bo dopiero wtedy można wydobyć jej prawdziwe oblicze, obrazujące prawdziwe, nagie uczucia. Dla mnie oczywiście nie bez znaczenia pozostaje fakt, że głównym instrumentem jest tutaj fortepian pojawiający się w niemal wszystkich kompozycjach. Raz słyszymy go pięknie imitującego spadające krople w utworze "Cold Bathtub", innym znowu razem sugestywnie akompaniuje on wokalizie Jorane w utworze "Car Wash". To właśnie w powodu tego fortepianu i świetnej gry Leszka Możdżera postanowiłem dać tej płycie jednak nie 4,5, a 5 gwiazdek. Serdecznie polecam wysłuchanie tej ścieżki, ponieważ rzadko zdarza się, aby muzyka potrafiła w tak piękny i subtelny sposób przelać na słuchacza tak potężny ładunek emocji. Jak dla mnie pozostaje to bez wątpienia najlepsza ścieżka w dorobku polskiego kompozytora. Może nawet lepsza od "Finding Neverland"...

Ocena:
Autor recenzji: Łukasz Waligórski
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI