
VAN HELSING
MUZYKA: Alan Silvestri ROK PRODUKCJI: 2004 WYTWÓRNIA: Decca CZAS TRWANIA: 42:48 min.
Dracula, Wilkołak, potwór Frankensteina - trzy kultowe postacie klasycznego kina grozy w jednym filmie. A między nimi słynny łowca Van Helsing. Nie ukrywam, że z wielką niecierpliwością czekałem na ten film, gdyż bardzo lubię wszelkie cross-overy (dla nie wtajemniczonych - spotkania dwóch lub więcej znanych postaci z różnych filmów - i nie tylko filmów - w jednym obrazie). "Van Helsing" jednak trochę mnie rozczarował. Nie jest to film zły czy mocno przeciętny, lecz całkiem niezła, widowiskowa rozrywka, jednak mimo wszystko spodziewałem się znacznie lepszego filmidła. Raziła mnie przede wszystkim sztuczność i atakujące ze wszystkich stron, nazbyt widoczne efekty komputerowe. Jednak gdy przymknąć na to oko - można się fajnie bawić podczas seansu. I mimo, iż film mnie troszkę rozczarował - to jednak powiem szczerze, że nie nudziłem się na nim nawet przez chwilę... O ścieżce dźwiękowej pisanej przez Alana Silvestri można było co nieco usłyszeć dość długo przed premierą "Van Helsinga". To miała być monumentalna partytura z potężnymi chórami. Przysłowiowa ślinka mi ciekła gdy czekałem na najnowszą kompozycję spod ręki pana Silvestri. Czekałem i w przeciwieństwie do filmu nie zawiodłem się ani trochę. Gdyż to, co usłyszałem podczas seansu, a później na płycie, autentycznie rzuciło mnie w wielu fragmentach na kolana. Tak - ta partytura to monumentalna orkiestra, wspaniała linia melodyczna i potężne chóry. Jednym słowem - potęga. A dowodem tego jest już utwór rozpoczynający płytę - "Transylvania 1887" - pochodzący z genialnego prologu, nota bene zdecydowanie najlepszej części filmu. Już tutaj mamy zaczątek potężnych chórów, fantastycznego basu, który pięknie rozchodzi się po pomieszczeniu, no i piękny podkład instrumentalny... A to dopiero początek całej, ponad 40-minutowej kompozycji, która nie zwalnia jakością ani na moment, nie ma nawet jednego utworu który nie pasowałby do reszty. Całość cechuje dynamika, potężny rytm, rewelacyjny klimat grozy przeplatany kinem przygodowym - i tak od pierwszej minuty "Transylvania 1887" aż do ostatniej minuty "Reunited". Ale spokojnie - są "przerwy", gdzie muzyka znacznie się przycisza, robi się spokojniejsza, by skutecznie rozładować napięcie - a przykładami są fragmenty kawałków "Dracula's Nursery", "All Hallow's Eve Ball" czy "Reunited" - ten ostatni to nieco smutna, ale jakże śliczna melodia zamykająca zarówno krążek jak i film. Idealne podsumowanie. "Van Helsing" posiada aż trzy charakterystyczne tematy, które można pokusić się i uznać za tematy przewodnie - wszystkie są doskonałe. Pierwszy to ten okraszony w chóry, śpiewające w rytm wspaniałej, co rusz zmieniającej się melodii - i ten motyw jest najlepszy ze wszystkich trzech i zdecydowanie najczęściej gości na całej ścieżce dźwiękowej. Drugim jest równie charakterystyczny, optymistyczny temat awanturniczo-przygodowy, słyszalny już po 20. sekundzie trzeciego utworu ("Werewolf Trap"), a najlepiej rozwinięty w "Useless Crucifix" i "Transylvanian Horses". I ostatni temat - to ciekawie brzmiąca gitara jako podkład głównej melodii, po raz pierwszy występująca w "Journey To Transylvania", w filmie jedna chyba częściej słyszana niż na płycie... Mimo, iż te trzy motywy w całości non-stop się powtarzają i przeplatają - słuchanie ich nie zahacza w żadnych stopniu o nudę, gdyż skomponowane są wręcz znakomicie, są trzonem całej kompozycji oraz cechuje je bogactwo aranżacji. Naprawdę chciałbym polecić w tym miejscu kilka zdecydowanie najlepszych kawałków wybijających się na tle reszty, ale zwyczajnie się nie da. "Wałkowałem" płytę cały wieczór i uważam, że wszystkie ścieżki utrzymują niesamowicie równy poziom - co w przypadku partytur wcale nie zdarza się tak często. Jednak skuszę się i wypiszę te, które utkwiły mi w pamięci najlepiej - a są to kolejno: "Transylvania 1887", "Werewolf Trap", "Attacking Brides", "Final Battle" i "Reunited". Alan Silvestri częściowo należy do grupy kompozytorów uważanych za tak zwanych "autoplagiatorów" - w wielu ich ścieżkach, mimo, iż są inne - słychać wiele tych samych, wręcz identycznych fragmentów i melodii. Czy tak samo jest ze scorem do "Van Helsinga"? Otóż okazuje się, że nie - i to cieszy niezmiernie. Można śmiało powiedzieć, że pan Silvestri wypracował sobie ostatnio całkiem nowy styl - pozostawiając w spokoju schematy z takich ścieżek jak "Predator", "Predator 2", "Judge Dredd" czy trylogia "Back To The Future". Oczywiście nie absolutnie, i tak da się w wielu miejscach wyczuć styl kompozytora, wspominając chociażby o tej charakterystycznej w jego twórczości perkusji. Także słychać minimalne podobieństwa do w miarę nowej kompozycji do drugiej części "Tomb Raidera" - szczególnie w utworze "Reunited". Jednak nie ma się co dziwić - obie partytury dzieli niewielki okres czasu. Zatem można śmiało zaryzykować i powiedzieć, że "Van Helsing" to częściowo coś całkiem nowego w twórczości Alana Silvestri. Muzyka mocno zakorzeniona w atmosferze horroru, monumentalna, podniosła, ale mająca również znamiona poprzednich dokonań tego twórcy, który przecież doskonale radził sobie w tematach przygodowych, fantastycznych czy niepokojących. Wspaniałe, wielkie doświadczenie w dziedzinie muzyki filmowej wraz z nowymi elementami - to wszystko zaowocowało powstaniem partytury absolutnie rewelacyjnej i dość oryginalnej. Inni "autoplagiatorzy" powinni brać przykład z Silvestri'ego, iż czas najwyższy zmienić choć w minimalnym stopniu swój warsztat kompozytorski i zacząć tworzyć coś nowego, oryginalnego - szczególnie mam tu na myśli Jamesa Hornera, który ostatnio nie popisał się, a wręcz zawiódł swoją muzyką do epickiego obrazu "Troy", tworząc po raz kolejny autoplagiat, zupełnie niepotrzebnie... Zdecydowanie jest i będzie to jedna z najlepszych ścieżek dźwiękowych roku 2004 - obok "The Passion Of The Christ" Johna Debney'a. Kompozycja ta spodoba się (niewykluczone że bardzo) nawet tym osobom, które zostały przez obraz Stephena Sommersa zniesmaczone czy całkiem zawiedzione. Jestem tego prawie pewny. Monumentalizm, potęga, groza i bogactwo kompozycji - te słowa najlepiej cechują najnowsze dzieło Alana Silvestri. Dzieło wielkie i na pewno w pewien sposób wybitne. Jedne z najlepszych chórów jakie słyszałem w filmowych partyturach i jedna z najlepszych ścieżek dźwiękowych w dorobku kompozytora. Gdyby tylko twórca muzyki zdecydował się wpleść w całość gotyckie organy (brzmiałyby genialnie w połączeniu z resztą intrumentrarium "Van Helsinga") jako swoisty hołd (podobnie jak genialny prolog filmu) dla klasycznego, starego gatunku horroru - nie miałbym cienia wątpliwości, by uznać tę ścieżkę za arcydzieło. Chociaż i tak do najwyższej oceny blisko jak nigdy - stawiam 4,5 gwiazdki! |
![]() |
|
![]() |