VAMPIRE HUNTER D: BLOODLUST

MUZYKA: Marco D'Ambrosio
ROK PRODUKCJI: 2000 / 2002
WYTWÓRNIA: Avex Records
CZAS TRWANIA: 66:16 min.


01. OPENING
02. MARCUS BROTHERS
03. HUNTER D
04. SANDMANTAS / REST AREA
05. MEIER'S PAIN
06. BENGE
07. VILLAGE OF BARBAROIS
08. GROVE
09. COME OUT YOU COWARD
10. THE LETTER
11. POKE'S STORY
12. SUNLIGHT
13. INTO THE TREES
14. CAROLINE'S REVENGE
15. LEIA'S FEELINGS
16. THE BRIDGE
17. MORTAL MEIER
18. THE CASTLE OF CHAYTHE
19. THE ROCKET HALL
20. HALLUCINATIONS
21. VAMPYRA MISSA
22. CHARLOTTE'S LOVE
23. THE RING
24. OUTSIDE THE CASTLE
25. A BIT(E) OF HOPE
26. THE PROMISE
27. "DO AS INFINITY - TOOKU MADE" (END THEME SONG)



"Vampire Hunter D: Bloodlust" - drugi film o przygodach potężnego łowcy wampirów - to bez wątpienia jeden z najlepszych obrazów anime oraz jedno z największych dzieł Yoshiaki'ego Kawajiri, który posiada na swoim koncie produkcje niebanalne - że tylko wspomnę o takich dziełach jak "Ninja Scroll", "Vampire Princess Miyu", "Cyber City OEDO 8080" czy seria "X". "Bloodlust" - wyprzedzający swojego dobrego poprzednika z 1985 roku - to klimatyczna opowieść w świecie wampirów, demonów i innego plugastwa ze świata ciemności. Nie brakuje akcji, nie brakuje napięcia, nie brakuje ciekawości - dlatego tak uwielbiam ten film, który jest zarazem jednym z najlepszych obrazów anime jakie widziałem. Ostatnio uwielbiam także słuchać kilkakrotnie ścieżki dźwiękowej z "Bloodlust" - partytury autorstwa Marco D'Ambrosio, mało znanego kompozytora, który jednak tą kompozycją doskonale dopełnił muzycznie dzieło pana Kawajiri. Soundtrack trudny do zdobycia, długo przeze mnie poszukiwany (właściwie od momentu, gdy pierwszy raz obejrzałem film, a było to dawno temu...), aż wreszcie poszukiwania zostały zakończone sukcesem, co zaowocowało wielokrotnym przesłuchaniem tej genialnej wręcz płyty i napisaniem poświęconej jej recenzji - gdyż o samym soundtracku w światowym internecie niestety jest stosunkowo mało informacji...

Płyta zaczyna się mocnym uderzeniem - dosłownie. Charakterystyczne dla kompozycji grozy uderzenie o klawisze pianina przywodzi na myśl początek kompozycji złowrogiej. I taką dokładnie jest partytura z "Bloodlust" - jak na anime-horror przystało. "Opening" to zapowiedź gotyckiej, tajemniczej, poważnej i naprawdę mrocznej muzyki, której nie powstydziłby się żaden horror klasy A. Nawiasem mówiąc, ów pierwszy kawałek kapitalnie ilustruje właśnie początek filmu, jakże mroczny początek, gdy potężny wampir Meier podąża swoją karetą, aby porwać wybrankę do zamku. Po "Opening" mamy pierwsze "muzyczne" spotkanie z braćmi Marcus - czyli pierwsze filmowe spotkanie grupy łowców wampirów z hordami bestii w pewnej opuszczonej wiosce. Utwór lekko podniosły, okraszony świetnym podkładem towarzyszącym pokazowi umiejętności drużyny Marcusa. Bezpośrednią kontynuacją tego utworu jest "Hunter D" - podobnie jak w filmie, zaraz po akcji łowców - pierwsze pojawienie się na ekranie tytułowego bohatera. Niespełna minutowy "Hunter D" to powoli "narastająca" muzyka, zakończona wreszcie puentą pojawienia się D w pełnej okazałości. Kolejny utwór to kolejna nowa melodia - gdy nasz główny bohater przemierza pustkowie z wielkimi, latającymi mantami - proponuję zwrócić uwagę na świetne skrzypce w tle i instrumenty dęte na pierwszym planie, oraz na zmianę klimatu po około 1. minucie trwania "Sandmantas / Rest Area" - na ponownie gotycki, złowrogi styl - doskonałe. A po połowie - świetne przyspieszenie. Gotycki jest również "Meier's Pain", a "Benge" to znany motyw braci Marcus przemieszany ze złowrogością. Ciekawie prezentują się cymbałki i bębenki w dalszej części utworu. Głośny i miejscami ciut chaotyczny jest "Village Of Barbarois" - towarzyszący przedstawieniu filmowego schronienia wszelkiej maści demonów i potworów, do którego przybywa D w poszukiwaniu Meiera. Natomiast "Grove" (jeden z braci Marcus, o nadnaturalnych zdolnościach, "szaleje" i sieje postrach w Barbarois) to piękna melodia, gdzie słyszalny jest motyw z "Sandmantas / Rest Area", a na pierwszy plan wysuwa się piękny motyw skrzypcowy i ponownie instrumenty dęte. Warto nadmienić, że chaotyczne dźwięki pianina (i nie tylko pianina) to zabieg celowy i stosunkowo często spotykany w ilustracjach filmów grozy. A nawet jeden z podstawowych elementów takich ilustracji. Dalsze utwory to jakby kolaż i przemieszanie brzmień słyszalnych już wcześniej + nowe, jak zwykle rewelacyjne zabiegi muzyczne i instrumentalne. "Come Out You Coward", "The Letter", "Poke's Story", "Sunlight", "Into The Trees", "Caroline's Revenge", "The Bridge", "Mortal Meier" - to znane z poprzednich utworów motywy, kawałki spokojniejsze przeplatane niepokojącymi fragmentami, szybsze i bardziej dynamiczne, pochodzące z trzymającej dech w piersiach filmowej akcji - wrażeń słuchowych nie zabraknie ani przez minutę. Znajdą się także momenty dramatyczne i pełne smutku (konkretnie "Leila's Feelings"), zwyczajnie piękne elementy partytury pana D'Ambrosio. I tak aż do utworu numer 18 - kolejnego novum na krążku - "The Castle Of Chaythe", czyli swoisty powrót do "korzeni" płyty - znów mocne wejście, znów demoniczny klimat, ale tym razem udoskonalony o niesamowite chóry, wciąż przyśpieszające i choć wydaje się to niemożliwe - jeszcze bardziej wzmagające klimat złowrogości. Zaiste doskonale to brzmi... Z kolei początek "The Rocket Hall" to ukłon w stronę starych horrorów - grany na mocno charakterystycznych organach, przywodzących na myśl instrumenty strunowe - piękna rzecz, która w dalszej "fazie" zmienia się (zabieg częsty na całej ścieżce) w śliczną, liryczną melodię, jednak dźwięk organów nie zanika - gdzieś w tle nadal "pobrzdękują", tworząc niesamowitą otoczkę całości. Podobnie jak kilka linijek wyżej - dalsze utwory opiszę razem, by nie zanudzać (a może i nie :) potencjalnych czytelników schematycznym opisem... "Hallucinations", "Vampyra Missa" (bardzo podobny do "The Castle Of Chaythe" - lecz znacznie dłuższy i bardziej urozmaicony - sam nie wiem, która wersja lepsza...), "Charlotte's Love" (drugi najsmutniejszy po "Leila's Feelings" utwór na całej płycie), "The Ring", "Outside The Castle" - po raz kolejny w większości kolaż gotyckiego klimatu, który towarzyszy końcowym wydarzeniom w zamku. I tak aż do "A Bit(e) Of Hope" - utworu, w którym zwyczajnie się zakochałem od pierwszego usłyszenia. To chyba właśnie tego utworu słuchałem najczęściej spośród całości (podkład towarzyszący końcowemu odlotowi statku Meiera - wraz z wybranką). Nie wiem czemu, ale naprawdę nie potrafię sprecyzować i przelać w słowa uczuć, które towarzyszą mi podczas każdorazowego odsłuchiwania tego fragmentu muzycznego... smutek, żal, nadzieja, mimo wszystko pewien optymizm... sam nie wiem... a może wszystkiego po trochu albo wszystko jednocześnie...? Ostatnim instrumentalnym utworem jest fortepianowy i lekko podniosły w drugiej części "The Promise" - czyli spełnienie pewnej obietnicy przez D oraz odjazd tytułowego bohatera w nieznane... Genialną całość kończy piosenka z napisów końcowych - "Do As Infinity - Tooku Made". Jednego słowa wypada użyć aby ją opisac - znakomita. I świetnie rozluźniająca po tak złożonej kompozycji. Co ciekawe - w niektórych wersjach filmu (różne kraje) tej piosenki nie ma podczas napisów końcowych - zamiast tego odgrywany jest długi, klasyczny kawałek w stylu "End Credits", a złożony z najważniejszych i najlepszych fragmentów partytury.

I na koniec napiszę jeszcze raz dokładnie to, o czym wspomniałem w recenzji filmu, która nota bene "wisi" na stronie już od dawna. Cieszę się, że producenci - można powiedzieć - "zaryzykowali" i zdecydowali się na tradycyjną muzykę filmową, zamiast innej, obsadzonej w typowo japońskich klimatach. Oczywiście absolutnie nie mam nic przeciwko lirycznym i pięknie brzmiącym japońskim instrumentom czy ich specyficznej technice komponowania - chociaż w gatunku anime to paradoksalnie oprawa tradycyjna, w pełni orkiestralna wiedzie prym. A do "Vampire Hunter D: Bloodlust" zdecydowanie bardziej pasuje właśnie styl potężny, orkiestralny, niż liryczny i często oszczędny. Myślę, że to był idealny wybór. Powtórzę też myśl z początku recenzji - Marco D'Ambrosio stworzył kompozycję, której nie powstydziłby się żaden horror (klasyczny czy horror akcji) klasy A. Absolutnie rewelacyjna filmowa kompozycja, być może najlepsza ilustracja anime z jaką się spotkałem - piszę "być może", gdyż akurat w tym gatunku ciężko się zdecydować na tę jedną, najdoskonalszą... Przesłuchałem już całą masę (dosłownie) ścieżek z japońskich animacji i rzadko kiedy napotykam na pozycję średnią (ze słabą jeszcze się nie miałem okazji spotkać). Ale... postanowiłem wreszcie przyznać ścieżce dźwiękowej z anime maksymalną ocenę. Soundtrack z "Bloodlust" nie jest jakoś zdecydowanie lepszy od tych najlepszych pozycji tego gatunku, z jakimi miałem okazję się zapoznać, gdyż naprawdę trafiałem na motywy przewodnie zasługujące na maksymalną notę (chociażby tematy główne z "Księżniczki Mononoke" czy "Nausicaa of the Valley of the Wind"), lecz jako całokształt oprawy dźwiękowej - druga część "Vampire Hunter D" wysuwa się na prowadzenie. To naprawdę idealna - podkreślam: idealna ilustracja dzieła Yoshiaki'ego Kawajiri. Płyta, która zrobiła na mnie kolosalne wrażenie. Nie wiem, czy mógłbym ją śmiało postawić obok największych arcydzieł (arcydzieł w moim przekonaniu rzecz jasna) muzyki filmowej, ale to naprawdę partytura wybitna - a już na pewno w dziedzinie japońskiej animacji. Kto kocha kompozycje grozy - pokocha i tę z "Bloodlust". Wielka szkoda, że płyta jest nie do kupienia w Polsce (zresztą - ile soundtracków z anime jest do kupienia w naszym kraju...?), a i na świecie wcale o nią nie tak łatwo... Tyle Wam chciałem powiedzieć drodzy Czytelnicy - a tymczasem wracam do kolejnego odsłuchania "Vampire Hunter D: Bloodlust" - z niewymuszoną, ogromną przyjemnością...

Ocena:
Autor recenzji: Adam Łudzeń - ALIEEN
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI