VIRGIN SUICIDES, THE

MUZYKA: AIR
ROK PRODUKCJI: 2000
WYTWÓRNIA: Astralwerks
CZAS TRWANIA: 41:13 min.


01. PLAYGROUND LOVE
02. CLOUDS UP
03. BATHROOM GIRL
04. CEMETARY PARTY
05. DARK MESSAGES
06. WORLD "HURRICANE"
07. DIRTY TRIP
08. HIGHSCHOOL LOVER
09. AFTERNOON SISTER
10. GHOST SONG
11. EMPTY HOUSE
12. DEAD BODIES
13. SUICIDE UNDERGROUND



Sprawcami muzyki do tego filmu jest zespół AIR. Duet ten, powstały w latach 90-tych we Francji, zwraca niewątpliwą uwagę na siebie, choć do końca nie wiadomo czemu... W swojej twórczości zdradzają obiekty silnych fascynacji, gdzie miejsca czołowe zdają się zajmować Pink Floyd (zwłaszcza dwie płyty: "Meddle" i "Atom Heart Mother") oraz King Crimson (płyta "Red"). Przemycając tą rockową progresję do swojej muzyki, wplatają ją umiejętnie między nowoczesne brzmienia z pograniczna trip-hopu, muzyki alternatywnej, elektronicznej. Efekt jest zaskakujący, bardzo miło zaskakujący :), czego najpełniejszym, najlepszym dowodem jest owa płyta z muzyką do filmu Sofii Coppoli - "Virgin Suicides". Sam film, bardziej depresyjny niźli radosny, prędzej doprowadzi do łez niż do śmiechu. AIR podążyło w tym samym kierunku, jednakże inną drogą... Ludzkie uczucia, te najsmutniejsze, zilustrowali muzyką elektroniczno-instrumentalną, tworząc niezwykle ciekawy kontrast. Większość utworów to kompozycje dźwięków, totalnie pozbawionych wszelakich uczuć, jakichkolwiek skojarzeń z nimi, wydają się być odgłosami mechanicznymi, sztucznymi. Jest to ciekawy komentarz - chłodny, wręcz obojętny - do filmu tak bardzo emocjonalnego. Piosenki te, jako dzieło syntezatorów, komputerów, wielokrotnie pocięte, zmiksowane - zlewają się w jedną masę, uogólniając, upodabniając do siebie, acz nie popadają w monotonię, prowokując "tym" dziwnym brzmieniem. Jedyną piosenką, pozostającą we wręcz perwersyjnym stosunku do pozostałych jest "Playground love", swego rodzaju "perełka" tej płyty. Linia melodyczna, oparta na "ciepłym" saksofonie i spokojnej perkusji, tworzy tło dla wokalu, który wprost poraża nas swym spokojem i uczuciem (?)... Kawałek bardzo melodyjny i rytmiczny, acz naprawdę daleko mu do banalnych kompozycji z list przebojów, jest bardzo miłym zaskoczeniem dla ucha (i serca ;) Muzyka z tego albumu jest swego rodzaju wyzwaniem, wymagającym (na początku bynajmniej) zaangażowania ze strony słuchacza. Odbiegając od schematów - eksperymentują ;)

Ocena:
Autor recenzji: Łukasz Anioł - DR STRANGELOVE
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI