VISITOR, THE

MUZYKA: Jan A.P. Kaczmarek
ROK PRODUKCJI: 2008
WYTWÓRNIA: Varese Sarabande
CZAS TRWANIA: 54:03 min.


01. THE VISITOR OVERTURE
02. WALTER'S ETUDE NO. 1
03. WALTER THE PROFESSOR
04. WALTER DRIVES THROUGH NEW YORK
05. MEETING MOUNA
06. TRIP TO THE DETENTION CENTER
07. TAREK ARRESTED
08. WALTER PLAYS HALF OF HIS ETUDE NO. 1
09. EVNING WITH MOUNA
10. WAITING FOR TAREK
11. LOOKING AT THE LIBERTY STATUE
12. THE LONELINESS
13. THE SYSTEM SAYS NO
14. WALTER AND MOUNA TOGETHER
15. WALTER FEELS ALIVE AGAIN
16. BACK TO THE DETENTION CENTER
17. WALTER PLAYS ETUDE NO. 2 WITH ALMOST NO MISTAKES
18. "JE'NWI TENI (DON'T GAG ME)" (Fela Anikulapo Kuti)



Ameryka to kraj pełen skrajności i paradoksów. Najlepiej obrazuje to jego zróżnicowanie społeczne, które wynika nie tylko ze statusu materialnego obywateli, ale i ich pochodzenia. USA zamieszkiwane jest bowiem przez przedstawicieli najdalszych zakątków świata, co jest źródłem wielu, nieznanych w naszym kraju, problemów. Temat nielegalnych imigrantów, konfliktów etnicznych i rasowych nieustannie inspiruje filmowców, dzięki czemu powstają takie filmy jak "Miasto gniewu" czy "Spotkanie"... Ten ostatni to historia znudzonego wykładowcy, którego los styka z parą nielegalnych imigrantów. Pewne dramatyczne wydarzenia sprawiają, że między tymi skrajnie różnymi ludźmi wytwarza się niezwykła więź i porozumienie. Spoiwem tej nietypowej znajomości okazuje się muzyka - jedyny prawdziwie uniwersalny język całego świata.

Film jest zdecydowanie wart uwagi. Przedstawiona w nim historia jest prosta i trochę przewidywalna, jednak sposób jej pokazania odbiega od hollywoodzkich banałów. Szczególnie intrygująca jest jego warstwa muzyczna, za którą w dużej mierze odpowiada Jan A.P. Kaczmarek. W filmie ważną rolę odgrywa muzyczny dialog między głównymi bohaterami. Podstarzały wykładowca akademicki, Walter Vale, mimo zaawansowanego wieku i braku talentu próbuje nauczyć się gry na fortepianie. Terek Khalil, młody imigrant z Syrii, gra w klubie na djembe. Porozumienie tych dwóch, skrajnie różnych światów okazuje się możliwe jedynie dzięki wspólnej fascynacji muzyką. I choć to nie ona jest najważniejszym tematem filmu, nadaje mu nietypowego, unikalnego charakteru, który potęguje dzieło Jana A.P. Kaczmarka.

Ścieżka dźwiękowa polskiego kompozytora to jedna z najciekawszych i najambitniejszych ilustracji muzycznych tego roku i jednocześnie twardy orzech do zgryzienia. Niemal w całości wykonana przez kwartet smyczkowy i fortepian, przy pierwszym przesłuchaniu wywołuje mieszane uczucia. Zarówno dobór instrumentów, dynamika muzyki jak i materiał tematyczny podążają w przeciwnym kierunku niż można by tego oczekiwać po tego typu filmie. Surowe, wręcz ponure brzmienie, mechaniczny minimalizm i denerwująca monotonia sprawiają, że praktycznie niemożliwe jest zrozumienie tej muzyki bez znajomości filmu. Sprawia ona wrażenie jakby jej głównym celem było wywołanie u słuchacza depresji, uczucia osamotnienia, smutku i izolacji. W czym zatem tkwi siła najnowszego dzieła Jana A.P. Kaczmarka?

To muzyka filmowa, dlatego jedyny słuszny sposób jej rozpatrywania i oceniania jest możliwy wyłącznie w kontekście filmu. To co na płycie drażni i odpycha, w połączeniu z obrazem nabiera nowego znaczenia. Radosny, muzyczny dialog między głównymi bohaterami filmu oparty jest na muzyce źródłowej - głównie perkusyjnej - pełnej dynamiki i pozytywnych emocji. Ścieżka dźwiękowa Jana A.P. Kaczmarka stanowi tutaj istotną przeciwwagę, dramatyczne wołanie ponurej rzeczywistości, które sprawia, że film staje się bardziej realistyczny. Dzięki takiemu zabiegowi "Spotkanie" uniknęło typowo Hollywoodzkiego przesłodzenia. Polski kompozytor swoją muzyką nie zdradza emocji głównych bohaterów, nieustannie trzyma widza w niepewności potęgując wrażenie odosobnienia i bezsilności. To co początkowo jest muzycznym odzwierciedleniem postaci Waltera (samotnego, starszego człowieka walczącego z rutyną i wegetacją) z czasem staje się echem smutnej rzeczywistości, która boleśnie sprowadza głównych bohaterów na ziemię...

"Spotkanie" jest filmem, który dzięki dość surowej muzyce Jana A.P. Kaczmarka wystrzegł się hollywoodzkiej sztampy i podążył w stronę kina bardziej ambitnego. To sprawiło jednak, że ścieżka dźwiękowa polskiego kompozytora, jako dzieło autonomiczne może okazać się trudna do przyswojenia. Jej atrakcyjność nie polega bowiem na chwytliwych tematach i lekkich orkiestracjach, ale inteligentnym złamaniu pewnej konwencji. To muzyka bardzo introwertyczna i hermetyczna, która nie pozwala sobie na niekontrolowane napływy emocji. Nawet ta odrobina przejmującego dramatyzmu, który w niej znajdziemy, ma w sobie więcej realizmu i prostoty niż typowej filmowej wzniosłości. To wszystko sprawia, że najnowsze dzieło Jana A.P. Kaczmarka powinno zostać zauważone i docenione.

Ocena:
Autor recenzji: Łukasz Waligórski
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI