
WELCOME HOME, ROXY CARMICHAEL
MUZYKA: Thomas Newman ROK PRODUKCJI: 1990 WYTWÓRNIA: Varese Sarabande / Colosseum / Soundtrack Listeners Communications CZAS TRWANIA: 29:18 min.
Film Jima Abrahamsa jest n-tą z rzędu lekką, komediową produkcją z Hollywood, do której muzykę napisał Thomas Newman. Z perspektywy czasu to kolejny ważny szczebel w jego wczesnej karierze. Z perspektywy muzyki jako takiej, to jeszcze jedna bardzo dobra pozycja w jego dorobku. Doświadczony producent muzyczny, Robert Townson, opisał tę ścieżkę, jako "chwilami magiczną, często niezwykłą, ale zawsze poruszająco piękną". Czy tak jest w rzeczywistości? Trudno nie zgodzić się ze słowami Townsona - czuć tu magię i słychać to wszystko, do czego kompozytor nas przyzwyczaił (wszędobylska, lecz pomysłowa elektronika, fortepian i skrzypce) albo do czego dopiero dojdzie w późniejszej karierze (echa tej ścieżki można znaleźć choćby w "Those Secrets" czy słynnym "American Beauty"). To wyraźny wyznacznik późniejszego stylu Newmana, wobec którego trudno pozostać obojętnym, a jeszcze trudniej oprzeć się jego urokowi - a tego płyta ma akurat pod dostatkiem... Właściwie każda ścieżka tu zawarta charakteryzuje się takim urokiem, szczyptą radosnego eksperymentowania i niesamowitą melodyjnością. Dlatego większość - za wyjątkiem paru typowo ilustracyjnych kawałków, jak "Yours are Nice" czy "Baby Soup" - nadaje się do polecenia i z pewnością z takich czy innych względów zapadnie w pamięci. Nieważne czy jest to skoczna, elektroniczna melodia z "Little Black Bird" czy cicha i smutna fortepianowa partia z "Choke It" - każda powinna się spodobać. Jest jednak kilka, które podobają się nieco bardziej... "Wake Up", " Her Limousine", " Several Letters", "Arriving by Aeroplane" (ten oceniam nieco niżej, ze względu na skromny czas trwania - aczkolwiek trzeba zaznaczyć, że nie ma tu ścieżki, która przekracza magiczny próg trzech minut, a większość oscyluje wokół 90 sekund) i "Her Majesty's Dress" to dla mnie wielka piątka tej płyty - idealne podsumowanie całości i przekrój przez najładniejsze i najważniejsze tematy. I to właśnie na nie pragnę zwrócić uwagę, gdyż powiedzą Wam więcej, niż cały ten tekst ;). Oczywiście reszta też jest niezwykła, ale to właśnie te ścieżki stanowią prawdziwy fundament tej partytury i to od nich wywodzi się większość tematów pośrednich - a to, co Newman w nich wyprawia, potrafi dosłownie przyprawić o (pozytywny) ból głowy. Przygotujcie się więc na najdziwniejsze, ale i najpiękniejsze doznania z pogranicza elektroniki, ambientu i klasycznej ilustracji. Tak jest, poszczególne utwory potrafią być naprawdę bajeczne i bez problemu zaczarują słuchacza - ale całość pozostawia pewien niedosyt, który bardzo trudno wytłumaczyć. To dobra płyta, którą bez wahania polecam, ale trudno zaliczyć mi ją do tych najlepszych czy też tych najbardziej popularnych. I podobnie jak "Erin Brockovich" czy "Pay it forward" nie stanowi dla mnie fenomenu, mimo, iż posiada wszystkie odpowiednie ku temu cechy. Być może wina leży w długości płyty i częstym powtarzaniu się tematów. Albo też zabrakło odrobiny szczęścia, które potrzebne jest nawet w muzyce filmowej. A może po prostu kolejne projekty Newmana są o wiele ciekawsze i wartościowsze...Warto przekonać się samemu - tym bardziej, że nawet rozczarowujący Newman jest o wiele lepszy od satysfakcjonującej pracy większości dzisiejszych kompozytorów. P.S. Ścieżkę nr 9 ("Her Limousine") można także znaleźć na składance Varese Sarabande "Highway to Hollywood". |
![]() |
|
![]() |