WINTER GUEST

MUZYKA: Michael Kamen
ROK PRODUKCJI: 1997 / 1998
WYTWÓRNIA: Varese Sarabande / Colosseum
CZAS TRWANIA: 30:57 min.


01. THE LONG COLD WALK
02. CUSH MACREE
03. THE WORLD'S IN COLOUR
04. ALEX'S HOUSE
05. THE BEACH
06. WALK IN THE FIELD
07. PHOTOS
08. NITA
09. CAN I TOUCH YOUR HAIR?
10. ON THE ICE
11. MY NAME IS ELSPETH
12. TAKE ME WITH YOU (Elizabeth Fraser)
13. WANKER



Debiut reżyserski Alana Rickmana (choć tylko połowicznie, gdyż wcześniej reżyserował on tę historię na deskach teatru) to kino spokojne, ale sprawnie zrobione. To jedna z tych kameralnych produkcji, które szczycą się dobrym aktorstwem, porządnym wykonaniem - bez fajerwerków ale i bez zaniedbań - oraz klimatem i... no właśnie, muzyką. Zadanie napisania ilustracji Rickman powierzył Michaelowi Kamenowi, z którym znał się już od dawna (spotkali się przy okazji "Die Hard" i "Robin Hood: Prince of Thieves"). Był to strzał w dziesiątkę, gdyż kompozytor jak nikt inny potrafił wychwycić teatralną atmosferę kameralności, która zmieszana została z filmową taśmą - a to niełatwe zadanie. Tak powstała jedna z najprostszych jego prac i jednocześnie jedna z bardziej intymnych.

"Come in from the cold." ("Wejdź z zimna.") - taki tagline towarzyszy filmowi. I jest on bardzo trafny, jeśli idzie o muzykę, gdyż ta potrafi od razu rozgrzać swego gościa (słuchacza). Mimo, iż skromne i bardzo proste melodie fortepianowe mogą wydać się z pozoru zimne, to jednak w środku są bardzo cieplutkie - ich piękno kryje się w emocjach, jakie przekazują. A że film Rickmana właśnie na emocjach się opiera, toteż nie braknie ich w muzyce Kamena. Jak zwykle kompozytor osobiście wykonuje partie fortepianowe (choć pomaga mu w tym David Harrod), więc nie musimy martwić się o poziom ich wykonania. A ponieważ to fortepian jest tu głównym instrumentem (a często po prostu jedynym), toteż od tego wykonania sporo zależało. Z tego też powodu muzyka powinna spodobać się fanom Leszka Możdżera, Craiga Armstronga czy też Thomasa Newmana. Reszta nie powinna się zawieść, ale na pewno trzeba mieć na względzie, że nie znajdziemy tu wiele więcej, jak tylko "pobrzdękiwanie" klawiszy. No, jest wprawdzie śliczna piosenka (do której słowa napisał Alan Rickman), ale ona również oparta jest na tej samej melodii. Wszystko ociera się więc o prostotę i monotonność - takie zarzuty są tu zrozumiałe. Wystarczy jednak zagłębić się już w pierwszy utwór (czy nawet posłuchać rzeczonej piosenki), aby bezpowrotnie się zatracić.

Jest to trochę ryzykowne, gdyż niektóre fragmenty faktycznie mogą zanudzić przeciętnego słuchacza (długie, jak na ten typ muzyki "On The Ice"), podczas gdy inne przejdą zupełnie niezauważone (ledwie półminutowe "The Beach" czy "Walk in the Field"). Całość trwa jednak tylko pół godziny, a poszczególne ścieżki są na tyle krótkie, że powyższe zarzuty łatwo obalić. Fakt faktem, że muzyka - prócz uczuć - opisuje też piękne zimowe krajobrazy, w czym fortepian sprawdza się wręcz znakomicie. Nie należy też zapominać, kto jest autorem tej muzyki. Kamen w większości przypadków potrafi powalić pojedyńczym tematem, ale wymaga także cierpliwości i odrobiny dobrej woli od słuchacza. Partytura ta nie może być więc ograniczana tylko do słuchania w zimie ;) czy też fragmentarycznego odsłuchu. W nią trzeba po prostu wejść na całego, czego najlepszym chyba przykładem utwór "On the Ice". Jak wspomniałem, jest to ścieżka bardzo długa, jak na samotny fortepian i może wydać się męcząca (szczególnie po wcześniejszych dziewięciu ścieżkach) - jednak gdy przesłuchać ją parokrotnie i odrobinę się skupić, to mamy tu prawdziwą feerię muzycznych barw i najlepiej rozwinięte tematy na płycie (to zresztą całkiem udany przekrój przez nią) - naprawdę magiczna ścieżka.

Naprawdę magiczna jest też cała płyta - nie wolna od minusów czy momentów mniej udanych, ale to właściwie bolączka każdej ilustracji filmowej, szczególnie jeśli idzie o takie kameralne przykłady jak ten. A jednak Kamen potrafi tu zauroczyć słuchacza i pozostawić w jego sercu mnóstwo ciepła i miłości, jakimi ta muzyka emanuje. I wcale nie trzeba być wielkim znawcą czy fanem danej formy, aby to zrozumieć. Wystarczy poświęcić jej odrobinę czasu i uwagi - wystarczy... wejść z zimna.

Ocena:
Autor recenzji: MEFISTO
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI