WOLFEN / DEADLY BLESSING

MUZYKA: James Horner
ROK PRODUKCJI:1989
WYTWÓRNIA: Pony Tail
CZAS TRWANIA: 66:22 min.


WOLFEN:

01. WOLFEN MAIN TITLE
02. BATTERY PARK
03. SHAPE SHIFTING
04. THE INDIAN BAR
05. CLOSE CALL
06. WOLFEN CALL
07. REFLECTIVE MOMENTS
08. WOLFEN ON WALL STREET
09. THE TRUTH REVEALED
10. EPILOGUE
11. END TITLE

DEADLY BLESSING:

12. DEADLY BLESSING MAIN TITLE
13. A NEW DAY
14. UNWELCOME VISITOR / FIERY
15. LOVE THEME
16. A GRISLY DISCOVERY
17. A BRIEF FUNERAL
18. BARN / SNAKE
19. VICKY AND JOHN
20. AN EMPTY GRAVE
21. MELISSA'S AWAKENING / DEADLY
22. FINAL CONFRONTATION
23. FINALE / END CREDITS



"Wolfen" w reżyserii Michaela Wadleigh'a (na podstawie książki Whitley Striber) i "Deadly Blessing" Wes'a Craven'a ukazały się w tym samym roku. Do obu filmów muzykę napisał James Horner, a obie kompozycje zostały wydane w formie jednej ścieżki dźwiękowej. Właściwie określenie "wydane" jest tu trochę nie na miejscu, ponieważ to bootleg, czyli wersja nieoficjalna. Do "Wolfen" istnieje jeszcze niewykorzystany w filmie podkład muzyczny Craiga Safan'a. Zarówno jedna jak i druga ilustracja Jamesa Horner'a wykazuje szereg niedociągnięć i błędów. Zacznę jednak od plusów, bo jest ich zdecydowanie mniej i wszystkie związane są jedynie z przebiegiem samej muzyki. Niektóre fragmenty to naprawdę dobra kompozycja. Typowe dla pana Horner'a orkiestralne brzmienie w znanym wszystkim wydaniu. Wymowa emocjonalna tej części partytury jest na odpowiednim poziomie, kulminacje są właściwie zaznaczone (choć bez specjalnej ekspresji), a całość wykazuje większość najważniejszych cech dla dobrej muzyki do horroru. Wszystkie te uwagi dotyczą obu ilustracji, choć różnią się one oczywiście rodzajem brzmienia - "Wolfen" to ponura, miejscami klimatyczna warstwa muzyczna, natomiast "Deadly Blessing" to bardziej klasyczne, chóralne przedsięwzięcie. Tyle jeśli chodzi o pozytywy. Niestety lista niedociągnięć i błędów jest znacznie dłuższa i dotyczy w równym stopniu każdej z kompozycji. Pewne ich części mają zbyt statyczny charakter, za często zdarzają się bezwyrazowe przestoje, a czas oczekiwania na jakąkolwiek atmosferę niepokoju wydłuża się niepotrzebnie. Muzyka jest przy tym przeciętnym czynnikiem "wspomnieniowym" i nie zawsze pozwala skojarzyć przebiegu fabuły. Ale największy zarzut (choć może trochę nie na miejscu) dotyczy szablonowości obu ścieżek dźwiękowych w stosunku do innych ilustracji. "Wolfen" to fragmentowo nic innego jak późniejszy "Aliens", a podobieństwo jest tak ogromne, że doprawdy można stracić rachubę. Coraz bardziej zastanawia mnie takie niedbalstwo ze strony niektórych kompozytorów i to z czego ono tak naprawdę wynika. Przecież nie brak Jamesowi Horner'owi ani talentu, ani umiejętności warsztatowych (nawet w tym okresie), aby za każdym razem napisać coś zupełnie nowego, coś oryginalnego. Ale po co. Wystarczy sięgnąć po stworzone już brzmienie, trochę je przearanżować na potrzeby kolejnego obrazu i po kłopocie. Wgląda na to, że geneza powstania warstwy muzycznej do "Aliens" miała takie właśnie podłoże. A to nic innego jak kpina... Na obronę pozostaje fakt, że kompozycja do "Wolfen" nie została oficjalnie wydana, ale przecież taki bootleg jest do zdobycia. Może szkoda było marnować tak znakomicie wykorzystany później materiał ? A może to sposób na to, aby być zawsze kojarzonym z określoną formą brzmienia ? Kto wie jak było naprawdę... W każdym razie trudno mnie osobiście pogodzić się ze stwierdzeniem, że James Horner sięgnął w przypadku "Aliens" po podkład muzyczny, który wcześniej nie wykorzystał (przynajmniej oficjalnie). Takie myślenie na pewno do niczego nas nie zaprowadzi. Jeśli chodzi natomiast o szablonowość "Deadly Blessing" to rażący jest sposób wykorzystania partii chóralnych, który miejscami jest identyczny do sposobu dysponowania tym elementem przez Jerry'ego Goldsmith'a w "The Omen" 5 lat wcześniej.

No cóż, srodze się zawiodłem na obu tych ilustracjach. Niedociągnięcia oraz błędy przesłaniają wszystkie pozytywne aspekty, jakie udało mi się na nich wyszukać. Emocje przeplatają się z zażenowaniem, które wynika z nagminnego wykorzystywania osiągnięć innych kompozytorów (to zarzut do "Deadly Blessing" w odniesieniu do chórów), lub niezrozumiałego dla mnie do końca postępowania. Jedno jest pewne - James Horner nie radzi sobie tak dobrze w obszarze kompozycji do horroru, jak w przypadku innych, typowych dla niego gatunków filmowych. Warto jeszcze wspomnieć, że narracja do filmu "Wolfen" dostępna jest również na innym bootleg'u - wydanym w Niemczech przez Stars Records w formie kompilacji z muzyką do "Battle Beyond The Stars" (1980), również autorstwa Jamesa Horner'a:




Ocena:
Autor recenzji: Paweł Łudzeń - GRUBY
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI