
X-FILES, THE - FIGHT THE FUTURE
MUZYKA: Różni wykonawcy ROK PRODUKCJI: 1998 WYTWÓRNIA: Nonesuch CZAS TRWANIA: 71:21 min.
Album zdecydowanie mniej posępny, niż można by się spodziewać po muzyce ilustrującej dzieło ze stajni Chrisa Cartera, jednak nie można mu odmówić spójności i konsekwencji. Płyta zachowuje jednolity klimat, i chociaż niektóre utwory są lepsze, inne słabsze, a są takie o których w ogóle lepiej nie wspominać - to jednak każdy jest na swój sposób oryginalny i odbierane jako całość całkiem zręcznie oddają klimat "X - files". Album zaczyna się i kończy wariacją na temat słynnego motywu przewodniego, rozpoznawalnego dla fanów na całym świecie - pierwsza nosi przewrotny tytuł "Tubular X" i jest dziełem słynnego Mike'a Oldfielda, nawiązującym świadomie do jego najbardziej znanego i chyba najlepszego dokonania "Tubular bells". Druga, w wykonaniu "The Dust Brothers" w dużej mierze opiera się na perkusji i ma w sobie coś z Bonda :) Jakie piosenki na tej płycie najbardziej sobie cenię? Do moich ulubionych należą "Flower man" - energetyzujący utwór, który się nagle załamuje w smutnej refleksji, oraz "One more murder" - znakomita i klimatyczna piosenka, którą pod względem stylu spokojnie mogłoby firmować U2. Godna uwagi jest też niebywale piękna ballada "Walking after you" w wykonaniu duchowych spadkobierców Nirvany, Foo Fighters, którzy tym razem uciekli od wszelkich ekscesów gitarowych. Pojawiają się nazwiska, które kojarzymy już z innymi ścieżkami dźwiękowymi - zespół The Cardigans tym razem spokojniejszy i dojrzalszy niż w przypadku beztroskiego "Lovefool" z "Romeo i Julii" Luhrmanna, Sarah Mclachlan, której wysoki, "anielski" chwilami głos znamy już z "Miasta aniołów" - tutaj towarzyszą mu elektroniczne wibracje, co daje mieszankę interesującą, choć może nie dla wszystkich strawną. Są też oryginalne zabawy muzyczne - piosenkę "One" w wykonaniu Filter znamy także z "Magnolii" gdzie śpiewała ją Aimee' Mann, chociaż tu rozpoznać ją niełatwo. The Cure, którego styl może najlepiej określa klimat "X -files" tym razem brzmią bardziej jak Depeche Mode. Ween w swoim "Beacon Light" przedstawia styl, w którym pobrzmiewają lata 70-te, jakby "The Eagles" doprawić Beatlesami. Sting także bawi się w reagge, ale niestety efekt jest co najwyżej przeciętny. Minusami płyty są też z pewnością utwory Noela Gallaghera (monotonny i nużący, a przez natrętne mixy chwilami niemal dyskotekowy) oraz X ("Crystal Ship" jest okrutnie przekombinowana wokalnie i lepiej by chyba brzmiała w wykonaniu P.J. Harvey). Ciekawe nie tylko wokalnie, ale przede wszystkim tekstowo są piosenki Bjork i Soul Coughing. Ze względu na te minusy nie można ocenić płyty na najwyższą możliwą ocenę, jednak słucha się jej dobrze, i ma w sobie to nieuchwytne "coś" co trudno ująć w słowa, a co jest wizytówką całego "The X - Files" i co zapewniło mu przywiązanie i podziw "X - phili" na całym świecie. |
![]() |
|
![]() |