
ZATOICHI
MUZYKA: Keiichi Suzuki ROK PRODUKCJI: 2003 WYTWÓRNIA: Columbia CZAS TRWANIA: 66:11 min.
Takeshi Kitano to bez wątpienia twórca niezwykły. Sprawdza się znakomicie zarówno w roli reżysera, jak i aktora. Jako reżyser kręci filmy oryginalne, specyficzne, na swój sposób inne. Jako aktor jest niesamowicie wyrazisty, posiada własny styl, charakterystyczne zachowanie oraz... świetny humor, który jednak nie trafia w każdy gust. Osobiście uważam się za szczęśliwca, który zapoznał się z prawie całą filmografią Kitano - do pełni szczęścia brakuje mi zaledwie dwóch tytułów. Do tej pory nie spotkałem obrazu słabego, średniego czy zaledwie niezłego spod ręki pana Takeshi'ego, a opisywany tutaj "Zatoichi" jest dla mnie najlepszym jego filmem. Historia ślepego mistrza miecza (w tytułowej roli sam Kitano) to znakomita opowieść zawierająca w sobie całkiem sporo różnych wątków, złączonych fabularnie w jedno. Są ciekawe postacie, znakomite walki (choreografom należą się ukłony), trzymający w napięciu scenariusz oraz zaskakujące zwroty akcji. Czasami jest wesoło, miejscami bardzo intrygująco... Warto wspomnieć, że filmów o tym legendarnym, niewidomym samuraju powstało dość sporo. Ważną rolę w filmie pełni oprawa muzyczna, która zwraca na siebie uwagę już podczas śledzenia losów głównego bohatera. Oprawa równie dobra co sam film, może nie jest to arcydzieło muzyki filmowej, ale na pewno dotrzymuje kroku wyśmienitemu obrazowi. Już teraz trzeba napisać, że jest to ścieżka bardzo oryginalna i tak, jak filmografia Takeshi Kitano - bardzo specyficzna. Całość to połączenie głównie trzech stylów. Pierwszy to oczywiście dźwięki i instrumenty rodem z Japonii, przesiąknięte kulturą i tradycją tego kraju; drugi styl to raczej tradycyjna muzyka instrumentalna, klasyczne zabiegi słyszalne na zdecydowanej większości ścieżek dźwiękowych. Ostatnim stylem jest spora domieszka elektroniki, w szczególności dźwięków syntezatorów. Wszystko to razem wzięte daje mieszankę naprawdę świetnie brzmiącej porcji muzyki, no i z pewnością nie można odmówić partyturze pana Keiichi'ego Suzuki wspomnianej już wyżej oryginalności. Płytę otwiera "A Road To A Post-Town" - sielska melodia zawierająca charakterystyczne uderzenia w tle, a całość miejscami ma podłoże o dość specyficznym humorze (filmowa scena tańca farmerów w rytm właśnie wspomnianych uderzeń). Już ten utwór zapowiada soundtrack spokojny. Dowodem na to jest kolejny kawałek, "Firewood Chopping And A Farmer Who Wants To Be A Samurai" - senny, oniryczny, oparty na znikomej ilości instrumentów, w drugiej połowie jeszcze uboższy, ale dzięki mocno brzmiącym bębnom bardziej... dynamiczny. Prócz spokojnego brzmienia, nie można "Zatoichi'emu" odmówić pewnej dawki hipnozy, która zaczyna się od trzeciego utworu na płycie ("Ginzo's First Command") - posępna, tajemnicza melodia snuje się będąc czymś w rodzaju motywu Yakuzy. Wspomniany hipnotyczny styl buduje tutaj wciąż powtarzający się temat muzyczny - całość po raz kolejny bardzo charakterystyczna. Nr 4 na krążku ("Naruto-Ya Rice Merchant Massacre") to ponownie coś nowego - w pierwszej połowie głównie fortepianowe brzmienie, w drugiej natomiast zamienia się w bardziej złowrogi podkład (pierwsze zadanie ronina), by w końcówce ponownie uspokoić słuchacza klawiszami fortepianu. "The Gambling House Massacre" to zdecydowanie jeden z najlepszych utworów na płycie. Zaczyna się niewinnym śpiewem gejszy, by szybko rozwinąć skrzydła, a po pierwszej minucie zabrzmieć znakomitym, elektronicznym, "przeciągającym się" podkładem (co chwilę następuje jego powtórka) - bo oto nasz mistrz Zatoichi wkracza do akcji i swoim mieczem tnie wszystko i wszystkich, którzy staną mu na drodze. "Wasteland Massacre And The Reminiscence Of Geisha" to najdłuższy, ponad 12-minutowy utwór. Oczywiście spokojny jak większość utworów na płycie, choć miejscami o nieco pulsującym brzmieniu. Obrazuje głównie wspomnienia bohaterów (brat i siostra w przebraniach gejszy, walka Zatoichi'ego w deszczu), występuje tu motyw z pierwszego kawałka na ścieżce, jednak w ciut wolniejszej aranżacji. Następnie mamy "House On Fire And Massacres All Over", drugi najdłuższy utwór (grubo ponad 10 minut), stylowo przypominający "The Gambling House Massacre" - czyli ponownie świetny, elektroniczny, przeciągany podkład, pełen typowego dla całej partytury hipnotyzującego brzmienia, a obrazujący kolejną masakrę w wykonaniu ślepego mistrza miecza - tym razem w siedzibie Yakuzy. W dodatku około 5 minuty zyskuje nowe instrumenty w tle, a co za tym idzie - zyskuje sporo na dynamice i staje się po prostu jeszcze lepszy. Jak dla mnie dość mocna rzecz. "Constructors" to powrót do korzeni płyty - konstrukcja tego utworu przypomina kawałek nr 1, czyli znów mamy sielską melodię i charakterystyczne uderzenia w tle, a całość ponownie zaprawiona specyficznym humorem (budowanie domu w rytm muzyki i wspomnianych uderzeń). "O-Kagura" to pewnego rodzaju wstęp, jakby zaczątek kawałka nr 11 ("Festivo"), o którym będzie za chwilę, natomiast nr 10 ("Zatoichi Showdown") to jeden z najspokojniejszych, najbardziej onirycznych utworów w całym filmie (i na płycie), chyba także najbardziej przesiąknięty hipnotyzującym stylem (Zatoichi wyrusza na poszukiwanie "resztek" Yakuzy). Po tym mamy w sumie muzyczne zakończenie, czyli "Festivo" z końca filmu - wtedy właśnie "Zatoichi" przyjmuje konwencję musicalu. Jest to naprawdę kapitalny, głośny, idealnie pasujący do pląsów i tanów bohaterów podkład. Skoczny, taneczny, bardzo rytmiczny, na pewno jeden z najciekawszych na soundtracku, ale również stylowo i brzmieniowo zupełnie inny niż wszystkie poprzednie utwory - taki mały ewenement, który w dodatku coraz bardziej się rozwija z upływem czasu trwania utworu. Po nim mamy już coś, czego w filmie nie usłyszymy, a mowa o trzech alternatywnych mixach kawałków "A Road To A Post-Town", "Ginzo's First Command" oraz "A House On Fire And Massacres All Over". Oczywiście wszystkie trzy podobne do swoich pierwowzorów, choć w niektórych fragmentach zupełnie się różniące. W sumie mogłoby się bez nich obejść, no ale niechaj stanowią pewnego rodzaju ciekawostkę. Już całkowitym zwieńczeniem płyty jest podkład muzyczny z trailera filmu - ponad 40-sekudnowa, szybka, dynamiczna melodia, zawierająca w sobie przearanżowany motyw z "Festivo" - znakomita rzecz, ale nieco krótka - trochę szkoda, że w czasie filmu nie uświadczymy tego właśnie brzmienia. Rzadko kiedy mam okazję słuchać tak dobrze skonstruowanych i przede wszystkich oryginalnych ścieżek dźwiękowych. Ścieżek, które różnią się od innych partytur filmowych nie tylko sposobem kompozycji, melodiami czy motywami przewodnimi. Muzyka z "Zatoichi" jest doskonałym tego przykładem, sprawdza się idealnie podczas oglądania, a poza obrazem słucha się jej z niewymuszoną przyjemnością, dodatkowo mając przed oczami kapitalne sceny z filmu. Można wręcz rzec, że oprawa Keiichi'ego Suzuki jest godna jakości filmografii Kitano. Na płycie z muzyką brakowało mi tylko jednego utworu - a jest to melodia grana na instrumencie strunowym przez jedną z bohaterek (do tańca swojego brata-gejszy) - świetny utwór z bardzo ładną, charakterystyczną linią melodyczną. Szkoda, że nie znalazł się na krążku... Jednak i bez tego ocena jest bardzo wysoka - solidne 4 gwiazdki. Nie wypada nie polecić. Poniżej okładka z japońskiego wydania soundtracku.
|
![]() |
|
![]() |