ZED AND TWO NOUGHTS, A

MUZYKA: Michael Nyman
ROK PRODUKCJI: 1990
WYTWÓRNIA: Caroline
CZAS TRWANIA: 40:55 min.


01. ANGELFISH DECAY
02. CAR CRASH
03. TIME LAPSE
04. PRAWN WATCHING
05. BISOCOSIS POPULI
06. SWAN ROT
07. DELFT WALTZ
08. UP FOR CRABS
09. VERMEER'S WIFE
10. VENUS DE MILO
11. LADY IN THE RED HAT
12. L'ESCARGOT



Dokonania Petera Greenawaya cieszyły się zwłaszcza w latach 80-tych dużą popularnością. Było to o tyle zaskakujące, że ten brytyjski reżyser właściwie przeciwstawił się wszelkim regułom formalnym współczesnego kina. Jego filmy (anty-filmy) składały się zwykle z serii stylizowanych na malarstwo scen-obrazów, w których w długich filozoficzno-ezgystencjalnych dialogach bohaterowie próbowali rozwiązać zagadkę sensu istnienia człowieka i sztuki. Nierozerwalną częścią wykreowanego na ekranie świata Greenaway uczynił muzykę Michaela Nymana. Ich wieloletnia współpraca przyczyniła się do powstania cyklu niezwykle oryginalnych ilustracji dźwiękowych do takich filmów jak "Kontrakt rysownika", "Księgi Prospera", czy "Wyliczanka". "A zed and two noughts", czyli "Zet i dwa zera" było ich siódmym fabularnym projektem. I już intrygującym tytułem filmu Peter Greenaway zaczął swą prowokującą grę z widzem. Punktem wyjścia dla opowiadanej w filmie historii jest śmierć w wypadku samochodowym żon dwóch braci bliźniaków - właścicieli ZOO. Od tego momentu bracia zaczynają fascynować się teorią ewolucji - czy śmierć oznacza absolutny koniec rozwoju czy jest tylko jednym z etapów na drodze ewolucji Życia. W swej obsesji bohaterowie Greenawaya posuwają się do prób zarejestrowania procesu gnicia poszczególnych gatunków. Szaleństwo tych działań, a zarazem typowo ludzką ciekawskość rezultatów wspaniale podchwycił Nyman w nastroju swej muzyki do filmu. Charakterystyczne dla niego proste kompozycje oparł jak zwykle na kwartecie smyczkowym z towarzyszeniem fortepianu i sekcji instrumentów dętych. Wszystkie utwory Nymana cechuje matematyczna wręcz rytmiczność odgrywanych z pasją melodii. To znamienna właściwość jego stylu i całej twórczości. Wydaje się, że kompozytor jest zafascynowany rytmiką brzmienia. Zróżnicowane, skromne motywy zaraźliwie wpadają w ucho, choć jednocześnie droczą się ze słuchaczem swą regularnością i brzękliwym instrumentarium. W tym całe piękno i przekleństwo muzyki Nymana. Utwory idealnie wkomponowały się w surrealistyczny nastrój filmu. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że muzyka wyręcza Greenawaya od strony narracyjnej, gdyż w natłoku dialogów to właśnie ona stanowi główne źródło oddechu pomiędzy scenami. I także ona kształtuje w tym momencie charakter odbioru filmu przez widza. A z tak oryginalnego dzieła jak "Zet i dwa zera" muzyka mogła stworzyć depresyjny moralitet, komedię dziwactw lub psychodeliczny strumień świadomości. W oprawie Nymana słuchacz nie znajdzie jednak efekciarskich nastrojów z warsztatu rzemieślnika. Przygotowane przez kompozytora wariacje odbiera się bardzo uczuciowo. Pozorna systematyczność utworów okazuje się chaotyczną gonitwą myśli i emocji, których nie sposób przeżywać z dystansem. Pełnie swych szarlatańskich zdolności wydobywania jakichś skrywanych, pierwotnych uczuć rozwinie Nyman w późniejszej ilustracji dźwiękowej do "Fortepianu". Tymczasem u Greenawaya kompozytor znakomicie odnalazł się w świecie obsesji bohaterów. Muzyka w filmie ironicznie podkreśla patos ich wywrotowych dążeń, a jednocześnie zawiera swego rodzaju nadzieję, ze rozwojem Życia kieruje jakaś prawidłowość i śmierć nie oznacza końca. Płyta rozpoczyna się od dwóch żywych, dynamicznych utworów "Angelfish decay" i "Car crash". Pierwszy z nich zawiera motyw przewodni filmu, który pojawi się jeszcze w "Swan rot" i "L'escargot" (tutaj z towarzyszeniem dziecięcego sopranu). Później następuje spokojniejszy refleksyjny "Time lapse". Dalej są "Prawn watching" - według mnie najpiękniejszy na płycie i "Bisocosis populi", przy którym ciarki przechodzą po plecach (zapętlająca się krótka melodia i wysokie tony skrzypiec, melodia, którą można porównać do znaku zapytania). Kolejne utwory znakomicie dopełniają prześmiewczo-filozoficzny klimat płyty. Z pewnością ścieżce dźwiękowej do filmu Greenawaya nie można zarzucić jednostajności. Poszczególnych utworów nie sposób pomylić, bo właściwie każdy stanowi indywidualność. Co ciekawe jak na dość nieliczny zespół muzyków (to nie orkiestra symfoniczna!) kompozycje bynajmniej nie brzmią skromnie. W ramach swych krótkich form, można je uznać za epickie miniatury. No i oczywiście nie należy zapominać o związkach Nymana z muzyką klasyczną. To właśnie w niej należy upatrywać inspiracji dla twórczości kompozytora, a nie w tradycji kinowego ekranu. U Greenawaya muzyka Nymana jest wszechobecna. Artyści pozwolili sobie nawet na żart w postaci podłożenia kompozycji pod dokument o ewolucji w przyrodzie, który w kolejnych częściach oglądają główni bohaterowie "A zed and two noughts". Czytane przez lektora informacje o zwyczajach małp i oprawa dźwiękowa Michaela Nymana w tle. Przy takim połączeniu można rzeczywiście zacząć metaforycznie patrzeć na teorię ewolucji. Podsumowując muzyka Nymana brzmi znakomicie zarówno w połączeniu z kadrami filmu Greenawaya, jak i poza ekranem. Nie oznacza to, że słucha się jej łatwo. Kompozycje prędzej czy później angażują słuchacza i zaczynają dość silnie kierować jego nastrojem i biegiem myśli. Płyta jest rewelacyjnym przykładem oryginalnego stylu Nymana i nie dostaje maksymalnej oceny tylko dlatego, że kilka lat później kompozytor stworzy absolutne arcydzieło muzyki filmowej, czyli oprawę do "Fortepianu".

Ocena:
Autor recenzji: Radosław Osiński - DIRECTOR
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI