![]() | ![]() |
...czyli jak prawie doszliśmy do Jaskini Smoka To w sumie nie był zjazd i nie miał być. To miały być stricte urodziny Adiego, ale też w sumie nie były, bo zamieniły się w prawie zjazd, bo było z KMF sporo osób (Dejna, Kaha, Ofirka, Vera, Viki, Adi, Alieen, Dobermann, Dux, Dziadek, Grail [aka: 'mam koszulkę H.R. Gigera'] i Hunter), a że całe spotkanie zorganizowane z trzech okazji (Urodziny Adiego, F/X na żywo, oraz Quiz Muzyki Filmowej) trwało dla nas w praktyce cały weekend, podczas którego wydarzyło się wiele ciekawych i fajnych spoko rzeczy - postanowiliśmy zamieścić na stronie niewielką relację z tego... niewielkiego zjazdu KMF. Wieczory i noce (do 5 rano) spędzaliśmy w Klubie OKO (podziękowania dla Ofirki i Tony'ego za cierpliwość i smażenie tostów o 3 w nocy ;), a świty i poranki w mieszkaniu Ofirki lub Dziadka (podzieleni sprytnie na 2 grupy). Piątek Piątek był dniem w którym wszyscy zjechaliśmy do Krakowa, a Ci co już tam byli (Dziadek, Ofirka, Grail - aka 'Mechanik' i Gregory aka 'o pół tonu ciszej' ;) to... już tam byli. Zanim wieczorem doszło do zaplanowanego na ten wieczór Quizu Muzycznego (przygotowanego przez Dziadka i Tony'ego), mieliśmy chwilę czasu na zażycie środków dopingujących (Alieen, Dobermann, Grail [ulubiony kompozytor Graila to Phillip Grass, a ulubiony program telewizyjny to "Tydzień na działce"] i ja - zdecydowanie przedopingowaliśmy i baliśmy się o naszą kondycję psychofizyczną podczas quizu) i porobienie sobie zdjęć okazjonalnych z... autografem Jana A.P. Kaczmarka, który skołowała dla nas Mati (niektórzy sceptycy wciąż uważają, że Mati sama napisała na kartce A4...
Jak widać, podium zostało w całości przejęte przez członków KMF ;). Należy też dodać, że najmniejsza drużyna tego quizu: "JAPOŃSKIE KŁIKI", pokonała drużynę studentów Filmoznawstwa ;). Wielkie brawa dla wszystkich i podziękowania dla Dziadka i Tony'ego za sympatyczne i sprawne przeprowadzenie tego - jakby nie patrzeć - dość trudnego quizu. Nagrodę - 50% zniżkę na piwo (przez miesiąc) drużyna "PHILLIP GRASS" musiała wykorzystać w dwa dni ;).
Sobota W sobotę z samego rana o 10:00 wstaliśmy, Viki 'odstawiła' poranną Sadako, wypiliśmy kawy i ostatnie, pozostałe po nocnej wyprawie do KFC puszki Pepsi (Hunter jak się okazało, potrafi sprawnie krążyć samochodem bez celu po Krakowie i okolicach przez 40 minut, skutecznie pozwalając jedzeniu z KFC wystygnąć - to taki żart śmieszący tylko Huntera ;). Aha, nie publikujemy żadnych zdjęć z momentu picia Pepsi, gdyż brzydzimy się wszelakimi przejawami product placement w naszych relacjach, a smycze McDonald's które nosiliśmy wieczorem w sobotę na szyjach, znalazły się tam niespodziewanie i bez naszej wiedzy ;). Doszliśmy do momentu, w którym należy opisać naszą wielką, niesamowitą i pełną przygód wyprawę na Rynek i do Smoka. Ofirka, Dejna, Dziadek, Grail itp. - pozostali w domach, bo już Kraków kiedyś widzieli ;), natomiast reszta poszła w miasto - podzielona na dwie niezależnie działające drużyny, nie mające ze sobą nic wspólnego, poza tym, że drużyna A. w składzie Adi i przyjaciele, oraz drużyna B. w składzie Kaha, Viki, Alieen, Dobermann, Dux i Hunter - spotkały się przypadkiem na rynku i porozmawiały chwilę, zdecydowanie o niczym ciekawym. Drużyna B. którą będziemy tu w skrócie nazywać 'Grupą zdążającą do Smoka Wawelskiego' po zjedzeniu kebabów (pozdrawiamy sprzedawcę-gastronoma, który robił nam kebaby chyba za karę ;) udała się do McDonald's, żeby zapić pyszne kebaby równie pysznymi napojami. Gdy usiedliśmy przy stoliku, przyszła do nas jedna miła Pani i powiedziała, żebyśmy poszli za nią, to dostaniemy fajne smycze. Ktoś od nas dodał, że jeśli dostaniemy też fajne kajdanki i pejcze, to pójdziemy ;). Tak czy inaczej, znaleźliśmy się w podziemnej sali McDonald'sa, gdzie mieliśmy czekać na swoją kolejkę, aby zwiedzić magazyny i kuchnię Maca od środka, bo otwarte drzwi były akurat ;). Trochę nam było dziwnie, gdy zobaczyliśmy, że średnia wieku innych grup to 7-10 lat, ale gdy udało nam się zabrać jednej bandzie dzieciaków grę planszową "Dziki Zachód" - znakomicie się zaaklimatyzowaliśmy.
Urodziny Adiego Zanim doszło do urodzin Adiego, nasz solenizant poprowadził prelekcję na temat efektów specjalnych w filmie "ALIEN" Ridleya Scotta. Jak to powiedziała Kaha, był to pierwszy seans filmowy podczas którego można było swobodnie gadać ;). Na początku trochę ciężko było się nam przyzwyczaić do tego, że Adi co chwila wciskał 'pause' i zaczynał nawijać o tym i tamtym, i leciały w jego kierunku teksty w stylu: "No i nie da oglądać" ;). Później jednak tylko czekaliśmy na kolejne ciekawostki z ust Adiego, od którego dowiedzieliśmy się, że Nigeryjczyk grający Obcego zagrał chyba tylko w scenie spalenia przez silniki Nostromo, bo w reszcie scen grali kaskaderzy ;). Cała zresztą prelekcja Adiego była bardzo ciekawa, o czym najlepiej zaświadczy komentarz Kahy: "Nigdy nie lubiłam tego filmu i nigdy mi się nie podobał, ale teraz dzięki Adiemu mam argumenty w rękach. Film jest pełen plastiku, makiet, rurek, mózgów świńskich, jelit baranich, linek, sznurków, małż, styropianu, soku malinowego i wszelkiego innego badziewia :)". W trakcie prelekcji Adi powiedział, że budżet "ALIEN" wynosił 8mln $... licytacja drugiego hamburgera rozpoczęła się mocnym akcentem!!! ;) - choć sam Adi nie bardzo wiedział o co chodzi, gdy Alieen krzyknął: "Czy ja słyszałem 8mln?" ;).
bo głos uwiązł mi w gardle na amen. A napisać to muszę. TAKIEGO birthday jeszcze NIGDY nie przeżyłem, z całą pewnością dlatego, że tym razem Ofi wzięła organizację w swoje ręce. Dlatego pokłony dziękczynne bije przede wszystkim przed Nią. Cud, miód i orzeszki - to co przeżyłem w piątek, sobotę i niedzielę (szczególnie w piątek po północy i w sobotę po "Obcym") było wizualizacją - z efektem massive, murzynem przebranym w kostium i obrazkami matte painting na szkle włącznie - czegoś, czego nie byłem w stanie sobie wcześniej wyobrazić. Pewnie dlatego, że do tego typu jubli od dawna przestałem podchodzić w jakikolwiek uroczysty sposób i trzeba było KMF, żeby przywrócić moją wiarę w ludzi. Ofi - jesteś Absolutnie Wspaniała i One of the Kind. Te same słowa tyczą się członków KMF, którzy zupełnie dla mnie niespodziewanie stawili się w Klubie OKO i to w takiej reprezentacji! Z niszowej F/X-owej prelekcji zrobił się mały zjazd KMF! Dejna, Kaha, Vera, Viki, Alieen, Dobermann, Dux, Dziadek, Grail, Hunter, a także Paweł aka Tony Clifton, Markos, Kabaret Kwartet OKazjonalny i wielce wyrozumiały Gregor :)) - dzięki Wam uwierzyłem, ze po ukończeniu 31 lat nadal (choć w moim przypadku dopiero) można dostąpić rzeczy wielkich i znaczących, a trójka z przodu wcale nie oznacza końca życia :) Wy i Wasza postawa napawają nadzieją, że warto uskuteczniać własną szajbę, która nabiera pełnego znaczenia dopiero wśród ludzi, którzy tę szajbę podzielają. Lecz sama szajba to nie wszystko. Moje szczęście polega na tym, ze tą bandą wariatów okazał się KMF. Dzieki Wam doświadczyłem jednej z najwspanialszych chwil swego podłego żywota. Mógłbym długo mnożyć przymiotniki i sadzić komplementy, za które dostałbym nagrodę za "największe stężenie patosu w kb/s". Zamiast tego, po prostu i z głębi serducha dziękuję za stawiennictwo, wspólnie spędzone chwile, zagadki, piwo, quiz muzyczny na którym pokazaliśmy Ofilmowcom i filmoznawcom, że ich miejsce jest daleko poza podium, życzenia, tort, świeczki, dwukrotne "sto lat" (klubowe i kabaretowe), flaszki z zajebistą zawartością, płyty z soundtrackami, oraz za wykurwistą figurkę RoboCopa. Dobra Adi, oddawaj głos, bo się patetycznie robi jak u Emmericha w "ID4" jak Prezydent gadał ;). Noc z soboty na niedzielę zakończył pokaz drugiej części "Uszatka" z nową wersją dubbingu; co najciekawsze, oglądaliśmy go bez dźwięku, bo kodeków jakichś zabrakło i Viki próbowała podkładać dubbing pod Uszatka, Zajączka, Wujka Alfonsa i Laski ;) - było całkiem zabawnie w sumie ;). Prawie też obejrzeliśmy "Jack-Jack Attack", ale dźwięk rwało, więc nie obejrzeliśmy ;). Noc została ostatecznie zakończona projekcją arcygenialnego "Kung-Fu Hustle"...
Niedziela Niedziela jak niedziela, założyliśmy na szyje smycze z McDonald'sa i poszliśmy na śniadanie do KFC. Później Hunter kupił na DVD "Sektę" i miałem wszystkim pokazać jak samochód osobowy wywraca Jeepa. Okazało się jednak, że w gazetowej wersji tego filmu, Jeep się nie wywraca, a jedynie obraca pod wpływem uderzenia ;). Później powiedzieliśmy 'dzięki Ofi za wszystko', spakowaliśmy się, rzuciliśmy gromkie cze, nara, pozdro i dozo, po czym wyszliśmy i już jesteśmy w domach z masą kolejnych ciepłych wspomnień ;). "Dziękuję Ofi za to, że nas przechowała i dziękuję Adiemu za, to że miał urodziny i dziękuję nam wszystkim za to, że się świetnie bawiliśmy :)" Wszyscy, którzyśmy w Krakowie w tych dniach byli - przyłączamy się do powyższego. Reasumując... było świetnie.
|