Strona główna KMF
        

PRZY BLIŻSZYM POZNANIU ZYSKUJEMY
...czyli kolejny Zjazd KMF :)



Miejscem wakacyjnego Zjazdu była tym razem miejscowość Borsuki i ośrodek Rybaczówka, położone w lesie, otoczonym płotem, gdzie między drzewami stały eleganckie domki z patio (choć przesiadywaliśmy w atrium ;), w których mieszkaliśmy. Domki owe przypominały dekorację 'Terenu zabudowanego' z "Misia", a bieżącą wodę mieliśmy tylko wtedy, gdy padał deszcz i kapało przez dziurę w dachu ;). Jak to spytał Jimi: "Czy brzydka pogoda jest wliczona w cenę?" ;). Był to zatem swoisty powrót do korzeni i pierwotnych zachowań... choć łazienki i prysznice mieliśmy akurat na wysokim poziomie, a do naszej dyspozycji pozostawała też kuchnia oraz restauracja, w której co rano spożywaliśmy ciekawe i dobre posiłki, jak na przykład Omlet z omką, czy też Omkę homkę - wyrób domowy. Poza wymienionymi wyżej lokalami, mieliśmy też jeden domek luksusowy... ten z Jakuzzi oczywiście ;). Były też na Zjeździe chwarszczące liście, gdy ktoś udawał się między okoliczne drzewa, a Alieen zawsze z leśnej wyprawy wracał z jakimś grzybem jadalnym, czego zazdrościli mu Maua i Hunter, którym żadnego nie udało się znaleźć. Prawdopodobnie Alieen miał za domkiem przygotowany wcześniej (niczym Adam Słodowy) kosz z grzybami, z którego przynosił niby znalezione prawdziwki i podgrzybki ;).
Jimi i Maua Dejna i Jakuzzi Phonik i Beowulf
Cóż jeszcze można wspomnieć na wstępie... Był niezapomniany pokaz filmów z serii "Piesek Leszek", dzięki któremu utwór Europe "The Final countdown" już nigdy nie będzie się nam kojarzyć z niczym innym, jak z wyżej wspomnianym najlepszym przyjacielem człowieka właśnie ;). Było też pierwsze w historii KMF nocne zdjęcie grupowe - które nawet spoko wyszło ;). Najważniejszym jednak wydarzeniem zjazdu (choć samo wydarzenie odbyło się poza zjazdem) były narodziny Roberta Urbańskiego - pierworodnego syna płci męskiej naszego Klubowicza Tomashca. Robert Urbański przyszedł na świat we czwartek, a informacja przekazana nam przez Tomashca za pomocą SMS-ów niezwykle wszystkich wzruszyła i ucieszyła! Oczywiście Tomashec nie mógł być na Zjeździe, co nie przeszkodziło w tym, żeby Zjazd wybrał się w pewien sposób do niego...

18-ste spotkanie KMF obfitowało w wiele ciekawych wydarzeń kulturalnych i oświatowych, ale tym razem postawiliśmy też na rozwój duchowy - w czym pomagał nam 'Happy Stick' ('Wesoły Patyk'), oraz fizyczny, gdyż wypożyczyliśmy z pobliskiej wypożyczalni sprzętu treningowego: Nunchaku (w 3 egzemplarzach) i jeden tępy (choć nie głupi!), wyważony (choć nie niezrównoważony!) nóż - jak to powiedziała Kaha: "I to i to zaczyna się na NU" ;). Ze sobą przywieźliśmy dodatkowo kij od szczotki - który poza własnościami gimnastyczno-obronnymi, posłużył w niedzielę jako maskotka drużyny "Wielkich pał" na quizie muzyki filmowej, a w poniedziałek do ataku Wściekłej Bandy na domek nr 7...
Karol, Senk, Dejna, Beowulf i Jakuzzi Grail, Hunter, Alieen, Jimi i Maua Phonik, Dobermann, Kaha, Arrakin i Hunter
Tak naprawdę wszystko zaczęło się we czwartek, w wielkim mieście Warszawa, gdzie małą, zorganizowaną ekipą wybraliśmy się do ZOO (mieliśmy zostać w domu i oglądać "Lost in translation" - ale stwierdziliśmy, że jesteśmy na to za mało szaleni). Problemy zaczęły się już na wejściu, które Alieen przebiegł niczym zwierzę w radosnym popłochu, zapominając o pokazaniu biletu ;). A później problemy... się skończyły, bo nic w ZOO więcej nie przeskrobaliśmy, no, może poza pogłaskaniem kilku zwierząt ;). I tak w składzie: Alieen, Arrakin, Beowulf, Dejna i Dux - wyszliśmy z ZOO cali i zdrowi, mając w pamięci słonia, który szurał o ziemię bynajmniej nie trąbą ;). Podczas jazdy po W-wie z każdej strony atakowały nas billboardy reklamujące Donalda Tuska, człowieka z zasadami - później powstała dzięki temu okolicznościowa zagadka: "Jak nazywa się połowa billboardu z Donaldem Tuskiem?". Prawidłową odpowiedzią był "Pół-tusk" - a właśnie 6 kilometrów od Pułtuska mieliśmy nasz zjazd... W sumie nie bardzo wiadomo, co w tym wszystkim jest zabawnego ;). Podczas drogi do Borsuków auto, w którym byli Dejna, Hunter, Beowulf i Karol, przeżyło prawdziwy koszmar, gdy kierowca Hunter nie posłuchał się pilotki Dejny i pojechał po swojemu ;). A że dodatkowo Dejna zorganizowała zjazd ogólnie nieco inaczej niż pierwotnie było zaplanowane, Karol próbował pocieszyć ją słowami: "Ale nie można Dejny winić za wszystko... na przykład za Holocaust".

W piątek na miejscu zjazdu powitał nas wspomniany wyżej Jakuzzi z domku luksusowego, który zaskoczył wszystkich nową fryzurą. My zaskoczyliśmy Jakuzziego witając go i było 1:1 ;). A teraz, żeby się gdzieś nie machnąć, dokładnie wyliczmy kto już był na miejscu po południu w piątek. Otóż byli już: Alieen, Arrakin, Beowulf, Dejna, Dux, Hunter i Karol. Nie wiem na co komu takie wyliczenia i informacje kto kiedy po kim czym i dlaczego przyjechał, więc uznajmy, że więcej tego nie będziemy robić. Z drugiej jednak strony, miło by było napisać kto jeszcze później dojechał i ile osób ogólnie na zjeździe KMF było, więc nagniemy jeden raz zasadę o nie pisaniu o tym i napiszemy kto dojechał później. A byli to: Dobermann, Edyta, Grail, Jimi, Maua, Kaha, Phonik, Senk, Shandor, Viki - ogólnie przez zjazd przewinęło się niemal 20 osób, wszyscy zostali wymienieni według kolejności alfabetycznej, żeby nikt nam nie zarzucił... że nie znamy alfabetu ;).
Kaha i Dobermann Alieen i Dux Viki i Kaha
W piątek wydarzeniem dnia było wieczorne posiedzenie przy piwku i kanapkach, zakończone otwarciem szampana i wypiciem tego, co było wewnątrz butelki. Szampan został otwarty także w innym celu: w ten sposób powitaliśmy na świecie Tomashca Juniora (o czym wspominałem już na początku niniejszej relacji). Mało tego, około północy zadzwoniliśmy do Tomashca i każdy z nas złożył mu telefonicznie osobiste gratulacje, powinszowania, życzenia zdrowia dla malucha i żony, oraz inne miłe i fajne rzeczy, po wysłuchaniu których Tomashec się strasznie wzruszył, bo w nocy każdy z nas dostał SMS-em osobiste wyrazy podziękowania od świeżo upieczonego ojca. Najśmieszniej było rano, gdy każdy się chwalił SMS-em od Tomashca, po czym okazało się, że wszyscy dostali wiadomość o tej samej treści ;).

Sobota była już dniem, w którym działo się więcej zdecydowanie niż w piątek, gdzie wszyscy byli nieco zmęczeni po podróży. Rano, podczas śniadania, wielki ogórek kiszony wpadł mi na przykład do kawy ;). Za dnia trenowaliśmy posługiwanie się Nunchaku, nożem i kijem, w międzyczasie odwiedziła nas Viki z kolegą na motorze, a wieczorem Dejna wspomagana przez Beowulfa (choć Karol nazwał asystenta Dejny IGOREM ;) przeprowadziła drugą edycję Quizu wiedzy na temat KMF. Drużyny były dwie: "Chwarszczące liście" w składzie: Jakuzzi (kapitan), Dux, Hunter, Karol, Phonik, Arrakin, oraz "S.F.A.D." (Special Fuckers And Duck - co za bezsensowna nazwa ;): Dobermann (kapitan), Alieen, Jimi, Kaha, Maua, Senk. Drużyna "Chwarszczących liści", w której było dwóch weteranów KMF (którzy byli na wszystkich zjazdach) przegrała z drużyną Dobermanna 21,5 do 37,5 pkt. Nagrodą w Quizie Dejny był uścisk dłoni Dejny ;). Jak to ktoś skwitował: "Tania ta nagroda" i Dejnie sie zrobiło przykro ;). Aha, indywidualna punktacja wygląda tak:

Quiz Wiedzy Klubowej
Prowadzący: Dejna i Beowulf
Alieen: 15 pkt.
Kaha: 8 pkt.
Hunter: 7 pkt.
Jakuzzi: 5 pkt.
Senk: 5 pkt.
Dobermann: 3.5 pkt.
Karol: 3.5 pkt.
Dux: 3 pkt.
Maua: 3 pkt.
Jimi: 2 pkt.
Phonik: 1 pkt.
Arrakin: 0 pkt.

Wielki respect dla Alieena, żadnego respectu dla Phonika, Jimiego, Mauej i mnie ;)
Arrakin jest w Klubie od niedawna, więc miała prawo zdobyć 0 punktów ;)

W sobotnią noc, po quizie zrobiliśmy grilla z pysznymi kiełbaskami i masą śmiesznych tekstów przed, po i w trakcie grillowania. Dowiedzieliśmy się, że jak facet zapala dziewczynie papierosa to musi być jej chłopakiem, albo ojcem. Przez roztargnienie Alieen został więc ojcem Mauej, a w całym zamieszaniu Kaha chłopakiem Alieena. Tego też wieczora nastąpiło epokowe wydarzenie, albowiem Karol skończywszy już jakiś czas temu lat 18, mógł się wreszcie z nami legalnie napić. Co więcej, przywiózł nawet ze sobą pyszny trunek! Aż miło było popatrzeć, jak Karol zmienił się z chłopca który piwa nie tykał, w mężczyznę który zaczął pić, bić kobiety i wyrywać drzewa - jak to ktoś podsumował metamorfozę naszego Klubowicza ;). Najbardziej chyba tego wieczoru dokazywali Jimi z Alieenem; ich rozmowa o tytułach naukowych (mgr Zajebistyki vs. inż. Wykurwistyki ;) przejdzie niewątpliwie do historii zjazdów KMF. Także matematyczna dyskusja nad sumą 4/5 i 5/4 zajęła nam wiele czasu, zanim ustaliliśmy wspólny mianownik na 20 ;). Było też wieczorne karmienie kota kiełbasą z grilla. Jimi wołał kota i rzucał mu kiełbasę, a Dobermann próbował robić zdjęcia... takie to zabawne, że 2/10. Kot miał jednak jeszcze dać o sobie znać! Późną nocą, gdy Jimi i Maua poszli na chwilę do swojego domku, Alieen stwierdził: "Zadzwonię do Jimiego, jak nie odbierze to zadzwonię do Mauej, jak ona nie odbierze to zadzwonię do domu i powiem, że jest fajnie" :). Impreza kończyła się tym, że Alieen wznosił toast za zdrowie drzew ("Czasem słońce, czasem drzew"), Hunter pokazał sztuczkę Davida Copperfielda z przepoławianiem cytryny za pomocą noża... a Jimi, Alieen i Grail odwiedzili mnie i Arrakin w domku nr 7, o 3 w nocy, dobijając się do nas hałaśliwie i zrywając zasłonę przez otwarte okno. Gdy wpuściliśmy gości do pokoju, Alieen powiesił zasłonę na miejsce, schował się do szafy, a wszyscy trzej zżarli nam paczke żelków, władowali nam wszystkie rzeczy leżące na lodówce - do lodówki, po czym poszli sobie, grzecznie wyproszeni ;).
Dobermann, Phonik i Grail przy grillu Dux, Arrakin i Kaha Edyta, Shandor, Alieen, Maua, Jimi i Karol
Kaha, Grail i Jimi przy grillu Atak Wściekłej Bandy!
Grail, Maua, Alieen i Jimi Alieen w szafie :)
Niedziela to siódmy dzień tygodnia, a dla nas trzeci dzień zjazdu. Odkrycie to żadne, ale od czegoś trzeba było opis niedzieli rozpocząć. Po standardowym śniadanku i prysznicach, graliśmy w basseballa za pomocą kija od szczotki i szyszek, oraz w siatkówkę za pomocą piłki i siatki. Byliśmy też na plaży której nie było, Phonik siedział przy stoliku w 'cieniutyczki' (a może grubiuteńki?), a niektórzy wciąż ćwiczyli posługiwanie się narzędziami defensywno-ofensywnymi, które mieliśmy na Zjeździe ;). Chwilami przypominało to obóz treningowy ;). A pod koniec dnia, Alieen przeprowadził Quiz Muzyczny. Zostaliśmy podzieleni na trzy drużyny:

Alieen i jego Quiz Muzyki Filmowej
"Wielkie pały"
(z kijem w roli maskotki)
w składzie: Beowulf, Hunter, Jakuzzi, Karol i Phonik

"Dajcie nam pięć minut"
(to była ich prośba, żeby poczekać aż wymyśla nazwę i tak już zostało ;)
w składzie: Dobermann, Jimi, Kaha i Maua

"Ekipa trochę ofilmowa"
(jaka nazwa - taka drużyna, bo zajęliśmy zaszczytne, trzecie miejsce ;)
w składzie: Arrakin, Dejna, Dux i Senk

Bez konkurencji była drużyna "Wielkich pał" (54 pkt.), drugie miejsce dostało się "Dajcie nam pięć minut" (39 pkt.), a na trzecim miejscu (ale tylko z różnicą jednego punktu) skończyła drużyna której nazwy drugi raz nie będziemy pisać ;). Z najśmieszniejszych pomyłek quizowych należy wymienić Kahę i jej "Kill Bill" zamiast "Pan Kleks w Kosmosie", Jimiego, który uparcie twierdził, iż "Bandyta" to tak naprawdę "Złodziej" (hehe) oraz motyw z "Trio z Belleville", przy którym padały takie filmy, jak "Vabank", "Vabank 2", "Czterdziestolatek" i jeszcze inne klasyki polskiej kinematografii ;). Nagrodami w quizie były cztery ścieżki dźwiękowe z filmów, które właśnie wchodzą na ekrany polskich kin (lub wchodzić będą), czyli: "Fantastyczna Czwórka", "Ziemia Żywych Trupów", "Charlie i Fabryka Czekolady" oraz "Wyspa".
KMF-owe śniadanko Dobermann, Kaha, Senk i Hunter Jimi, Dejna i Beowulf
Gdy już opadł kurz po zmaganiach quizowych, rozpoczęliśmy przygotowania do grilla. Gdy ktoś spytał o tacki do kiełbasek: "Czy są tacki?", zaraz podchwycił to Alieen, wysnuwając teorię, że muzykę filmową dzielimy na 'Soundtracki' i 'Sątacki' ;). Dejna uświadamiała Senka w kwestii istnienia ruchu płynnego i posuwistego jednocześnie: "Zaczniesz uprawiać sex to się przekonasz", Maua wymyśliła napój o nazwie Wultimitamina, a Jimi ogłosił, że soundtrack z "Oldboya" jest tak zajebisty, że już go nie może słuchać. Gdy natomiast włączyliśmy z laptopa muzykę z "Trio z Belleville", stwierdził: "Taka wesoła muzyka... żeby nas zabić chyba" ;). Był też mały incydent z zapachem gazu, choć w domku imprezowym nie było gazu, jak we wszystkich domkach zresztą: "Śmierdzi gazem, coś zaraz wyleci w powietrze, przynajmniej będzie wesoło" - skwitował sytuację Alieen. Gdy Karol stwierdził odnośnie alkoholu: "Jakie to wstrętne", natychmiast usłyszał odpowiedź Alieena: "Ale jakie zdrowe!" ;). Zapewne mając w pamięci uwagę Alieena, Karol stosunkowo łatwo dał się podjudzić podstępnej Dejnie ("Karol, tak wszyscy piją, to norma!") do wypicia połowy kubka wódki na raz ;). Podczas wieczornych rozmów powstały ni stąd ni zowąd dwie siostry Morwa i Flora (i siostra przyrodnia K***a - niech sobie każdy zrymuje ;), a także Bliźniaczki - czyli małe blizny i Trolaczki - małe trolle. Podczas dyskusji o Harrym Potterze, była mowa o "Księciu półkrwi" i... księciu "Pół-tuska" :). Porozmawialiśmy też o kultowych komiksach: "Przygody Jonki, Jonka i Kleksa", "Tytus, Romek i A'Tomek", czy wreszcie "Funky Koval" i "Thorgal" - do którego roli w ewentualnym filmie zaproponowalibyśmy Morgana Freemana ;). W tym ostatnim komiksie była postać niejakiej Chris De Valnor, o której Hunter powiedział, że ma fajną kreskę - cokolwiek to znaczy ;). Po tym, jak ktoś rzucił hasło, że świnia nie ma ryjka tylko kontakt, Alieen zadał z kolei irracjonalne pytanie: "Pysk ma pies czy mordę?", po czym wszedł do domku imprezowego i jednym tchem powiedział: "Ale fajnie tu macie idę spać", zgasił światło i po dwóch sekundach wyszedł mówiąc: "Aaa już się wyspałem"...
Kaha i Dobermann Dux, Arrakin, Dejna, Karol, Hunter i Beowulf Karol, Hunter i Arrakin
Poniedziałek to już dzień, w którym byliśmy zmęczeni nieco dniami poprzednimi, więc czas zleciał nam dość leniwie... i w zasadzie dopiero tego dnia zaczęliśmy nieco wypoczywać. Jimi puszczał filmy Z.F. SKURCZ, z których te o Piesku Leszku najzwyczajniej w świecie nas rozbroiły ;). Były też inne produkcje SKURCZU (autorzy słynnego "Bułgarskiego posciku"), z kiczowatymi filmami o kung-fu na czele. Teksty takie jak "Cicho Leszek", "Kto gorszy w Judo... ten krwawi dużo", czy "Nie mogę sie doczekać! A ja nie mogę sobie przypomnieć!" już weszły do słownika KMF, podobnie jak nieustające przez cały zjazd teksty o życiu: "Zmarnowałeś życie", "Zapomniałem zabrać życia z domu", "Zostaniemy tu na całe życie" czy "Przemyśl swoje życie" :). Tego samego dnia rozpoczął się zjazd klubu Agility - ku nieopisanemu zachwytowi Dejny, która zanudzała Klubowiczy wymienianiem ras wszystkich obecnych psów. Owczarek belgijski Hugo zainteresował jednak Alieena, który uparł się, że chce mieć zdjęcie z "wilkołakiem" ;). Jedna miła pani ze spanielem, która spóźniła się na spotkanie organizacyjne swojej grupy, zapytała nas uprzejmie, czy my z Agility... na co Kaha dumnie odpowiedziała "Nie, my z KMF" ;). Po seansie filmów SKURCZU, w których 'aktorzy' wydzierali się wniebogłosy imitując okrzyki wojenne, ja i Arrakin poszliśmy do domku nr 7 odpocząć po treningu przepony spowodowanym owymi śmiesznymi filmami... Nie wiedzieliśmy jednak, że w tym samym czasie tworzy się WŚCIEKŁA BANDA, która posługując się Nunchaku, nożem i kijem, zaatakuje domek nr 7, niczym w "Nędznych psach" Peckinpaha ;). Gdy już minął pierwszy szok po tym, jak Wściekła Banda zaczęła krzyczeć i atakować nasz domek wszystkim co miała pod ręką, zaprosiliśmy jej Członków do środka i poczęstowaliśmy herbatą ;). Zrobiliśmy też kilka fajnych fotek, a że jeden z członków WŚCIEKŁEJ BANDY miał ze sobą kamerę, to wszystko zostało uwiecznione w postaci filmu ;).
Czas na siatkówkę! 
Phonik, Dux i Arrakin Alieen i wilkołak Hugo ;) Karol, Senk i Arrakin
Wieczorem odbył się standardowy grill, ale do menu - obok kiełbasek i czosnku - doszły skrzydełka kurzęcze ;). Za ławkami leżała piłka i Dobermann z Alieenem wymyślili, że to Kot w przebraniu czai się by ukraść nam kiełbaski. Ktoś wymyślił, ze kot mógłby też przebrać się za tackę, nóż do przekręcania kiełbasek albo za laptopa, który stał stosunkowo blisko grilla ;). Jako że na ławkach było zawsze o jedno miejsce za mało aby wszyscy mogli siedzieć, stale ćwiczyliśmy się w sztuce podsiadania. Hunter wpuścił na swoje miejsce Graila (bo szedł dmuchać na grill) i spytał się go, czy aby na pewno zwolni mu miejsce jak wróci od grilla. Grail zapewnił Huntera, że tak, że zwolni miejsce oczywiście. Gdy Hunter wrócił po pięciu minutach, Grail pozostawał uparcie na ławce. Hunter ze stoickim spokojem rzekł do niego: "A jednak?". "A jednak" - równie spokojnie odpowiedział Grail ;).

We wtorek wszyscy powstawaliśmy około południa, zjedliśmy śniadanko, posprzątaliśmy po sobie i już jesteśmy w domach, żeby dalej prowadzić ten bałagan zwany KMF. Klub, który trzyma ludzi w kupie już 6 lat i 10 sierpnia (czyli 1 dzień po zjeździe) rozpoczął siódmy rok działalności... co uczciliśmy otwierając szampana w kilka osób (które pociąg miały dopiero dnia następnego) u mnie w domu. Było świetnie, jak na całym zjeździe ;).


LONG LIVE KMF! Zdjęcie grupowe Od lewej: Dobermann, Grail, Karol, Beowulf, Dejna, Phonik, Maua, Jakuzzi, Senk, Jimi, Dux i Arrakin
Kucają: Hunter, Kaha i Alieen


e-mailAutor relacji: Rafał Donica - DUX
Foto: Dobermann, Dux, Arrakin, Alieen


STRONA GŁÓWNA | SPOTKANIA KMF