Co niektórych może zdziwić fakt, że drugi raz piszę relację ze Zjazdu KMF w Karwii, ale już pędzę z wyjaśnieniem. Wprawdzie jestem autorem ogólnego opisu zjazdowego, ale zawarte tam są wszystkie fakty i ważniejsze zdarzenia (i generalnie podpisy do kilkudziesięciu zdjęć znad morza), a nie opis zjazdu widziany moimi oczyma, podobnie jak reszta relacji klubowiczów. Zatem i ja chciałbym do tego zbioru dorzucić swoje trzy grosze i prócz faktów i zdarzeń, przy których byli wszyscy (lub przynajmniej większość) i o których nie dało się nie wiedzieć będąc w dniach 21-28 sierpnia w Karwii w towarzystwie KMF, chciałbym również opisać parę tych zdarzeń, które zapamiętałem jak najlepiej i przy których była obecna zaledwie jakaś wybrana garstka osób, a wśród nich właśnie ja. Po pierwsze - jak już w swoim opisie wspomniał Dux i Hunter, dla mnie właściwy zjazd zaczął się w sobotę (21 sierpnia), ale w Warce, i dopiero stamtąd, w niedzielę po południu, wyruszyliśmy nad morze - wspólnie z Prezesem, Viki i ich parą sympatycznych znajomych (w tym miejscu pozdrowienia dla Oli i Dominika). Po drugie - pierwszy i ostatni raz przyjechałem z tak dużym opóźnieniem na właściwe miejsce KMF-owego Zjazdu. Rzucony zostałem w wir małej imprezki i nieznanych wydarzeń, a przecież nie wierzę, że przez te właściwie 2 dni mojej nieobecności nic się nie działo :) Już podczas pierwszej partyjki w Mafię zostałem pouczony, iż narodziła się nowa postać - tzw. Ordynator (wymyślony bodajże przez Grubego), którego znaczenie w grze zaczęli mi tłumaczyć wszyscy, a ja siedziałem jak ten pal, który chciał wbić prosiaczek z powodu kaca, absolutnie nie wiedząc o czym oni do cholery gadają ;)
Pamiątkowe zdjęcie z Kamilą i Agnieszką Faceci w Czerni ;) Pamiątkowe zdjęcie z Kelley'em :)
Po trzecie - chciałbym pogratulować Jimi'emu niesamowicie skutecznego wyprowadzenia mnie z równowagi podczas liczenia uczestników gry, bo nie da się być opanowanym i zachować zimną krew, gdy ktoś kilkadziesiąt razy zadaje Ci pytanie "Alieen, policzyłeś Mauą?" ;))) Po czwarte - okazuje się, że dzięki pewnym zaburzaczom umysłu (przez niektórych określane jako "odmienne stany świadomości" :) nawet zwykły horror/thriller (a konkretnie "Zgromadzenie", czyli "The Gathering") potrafi w mgnieniu oka zamienić się w pospolitą komedię :) Wprawdzie i tak nie obejrzałem początku (a i w środku zerkałem na ekran tylko od czasu do czasu), jednak koniecznie muszę obejrzeć w całości, chociażby ze względu na zjazdowy sentyment :) A obecna wtedy grupka (ja, Jimi, Dobermann, Kaha i Maua) chyba nigdy nie zapomni potężnej dawki śmiechawy, która towarzyszyła nam podczas seansu ;) Po piąte - jak większość osób na tym świecie, dzięki zaburzaczom umysłu czasami nie wiedziałem co się dzieje i gdzie jestem... i tak po przybyciu Graila została zorganizowana jakaś wyprawa grozy przez pobliski lasek. Noc była niesamowicie ciemna, a ja w dodatku założyłem maskę z "Krzyku" i już kompletnie nic nie widziałem na swojej drodze... Na szczęście dzielnie prowadziła mnie Agnieszka, jednak i tak troszkę się bałem, iż nadużyje mojego zaufania i podstępnie wprowadzi mnie na jakiś kamień, drzewo, może wilczy dół czy pal z ostrymi kolcami (chyba za dużo się naoglądałem "Happy Tree Friends" :) Na szczęście nic takiego się nie stało, z pomocą Agi wystraszyłem jedną czy dwie osoby, później trafiliśmy na plażę, gdzie właśnie odbywała się dyskoteka klas 1-3 ;) Zdecydowaliśmy się zatem na szybki powrót do domu - wieczór grozy należy zaliczyć do nieudanych, czy raczej do innej kategorii wieczorów ;)

Tak się dumnie nosi konia trojańskiego !
Po szóste - przed tym zdarzeniem przyjechał późną, tajemniczą nocą, niejaki Prezes Frakcji Wampirycznej (ponoć znają się na filmach z tego gatunku ;) - postanowiłem sobie zrobić z nim zdjęcie, bo kto wie - może to jakiś znany gość i będę się mógł w przyszłości pochwalić tą niezwykłą fotką ;) Po siódme - raz usłyszałem o odbywającej się w pobliskim domku 18-tce niejakiej Julki (koleżanka Kariny) - "kurcze, to jest niezwykłe", pomyślałem, "trzeba tam iść". Przed wejściem chciałem krzyknąć "Wchodzę!", a po wejściu "Stać, bo będę strzelał z kapiszonów!", jednak zdecydowałem się wejść normalnie, jak człowiek, i z całej 18-tki najlepiej zapamiętałem tylko biedną Julkę leżącą na wersalce i okładaną pasami po tyłku - cóż, taka tradycja ;) Po ósme - przyszedł czas na przeprosiny - Tomashec i Kaha, wybaczcie, ja naprawdę chciałem dogonić i uratować ten odpływający do Szwecji fotel :) Ale w morzu za szybko biegać i pływać się niestety nie da... Wprawdzie to nie ja osobiście do Szwecji go wysłałem, ale czuję się częściowo winny ;) Dejna - wybacz że bezszelestnie i skutecznie zająłem Ci miejsce do spania i nocami musiałaś emigrować do innego domku ;) Po dziewiąte - podziękowania dla Karola, który jednak nie spalił nam "Osady" (choć kilka razy się przymierzał ;) i dla Jimi'ego za dwie wspaniałe koszulki z szybkiej i sprawnie przeprowadzonej, tegorocznej edycji (buhaha ;) Po dziesiąte i ostatnie - największe wyrazy wdzięczności dla moich współlokatorek, Agnieszki i Kamili, które zdecydowały się przygarnąć mnie - nędznika - do swojego wielkiego łoża :)

To ja spier....., i do zobaczenia na kolejnym zjeździe - tradycyjnie gdziekolwiek i kiedykolwiek by się nie odbył. A Zjazd KMF - Karwia 2004 - mimo tygodniowego czasu trwania był paradoksalnie za krótki. W TAKIM towarzystwie chciałoby się posiedzieć znacznie dłużej...

Autor relacji: Adam Łudzeń - ALIEEN [KONTAKT]

POWRÓT DO WYBORU | SPOTKANIA KMF | STRONA GŁÓWNA KMF