Podróż z Warszawy do Władysławowa i z Władysławowa do Karwii odbyłam w doborowym towarzystwie - same debiuty zjazdowe: Vincent Vega, Senk i Shandor z przesympatyczną dziewczyną Edytą. Na miejscu wykonałam telefon do Grubego, który poinformował mnie, że nasze docelowe miejsce zamieszkania ma dwie cechy charakterystyczne: odrapaną zieloną bramę oraz fakt, że on tam siedzi... szczęśliwie rozpoznaliśmy bramę. Rozpoczęły się powitania: z Grubym i Mią, z Kahą i Dobermannem, Phonikiem, Crashem, Kariną i jej dwiema koleżankami: Anią i Julką. W atmosferze trwała wzajemna pretensja, ponieważ "ten bydlak Jimi jeszcze nie przyjechał". Gdzieś przepadły (wraz z kluczem od domku) Agnieszka i Kamila. Gruby dumnie oświadczył, że jest pierwszym zanurzonym w morzu członkiem. Bydlak Jimi nie rozpoznał ani bramy, ani Grubego i dlatego długo krążył po Karwii, nim trafił wreszcie na miejsce. Wieczór przeszedł do historii pod znakiem dyskusji "czy Szpilman był bohaterem?" z przerwami na patriotyczne łzy Deiny i nagłe olśnienie Shandora "ale wiecie, że on był Żydem??". Ponadto żegnaliśmy nostalgicznie Pamelę na stepie, gdzie rosną tylko kolczaste opuncje... wszystko przez to, że Senk wrócił z Ciechocinka nieco zachwiany w upodobaniach muzycznych.
Shandor, Edyta, Senk, Vincent, Phonik i Dejna Dejna i dmuchany fotel w centrum plażowiczów ;) Przy wieczornym grillu
Zagadki filmowe dowiodły, że Klubowicze nie znają klasycznego horroru "Kolobos", mimo, że uznają jedynie obrazy, w których dominują krwawe flaki. Karol przybył na miejsce w okolicach godziny dziewiątej i rzecz jasna zgubił się, albowiem kierowany słusznym skojarzeniem postanowił spróbować szczęścia w pensjonacie "S(ę)k" :) Shandor doznał szoku usłyszawszy prośbę "kup Kasze papierosy". Niedziela upłynęła nam pod znakiem oczekiwania na prezesa i resztę grupy jadącej z Warki: Viki, Olę z Dominikiem (znajomi Viki i Duxa) oraz Alieena i Huntera. "Senk, ty napisz przemówienie. Karina wystąpi z chlebem i solą, a Phonik zagra na trąbie!". Dux myślał, że dzwonię do niego, bo tak niecierpliwie czekamy na ich przybycie... a ja chciałam tylko, żeby wziął ze sobą "Donnie Darko" ;) "Alieen, jesteś w mafii. Słyszałam trzask twoich kręgów szyjnych!". Shandor zapewniał, że on jest z miasta, bo ma tylko "pięć przystanków do centrum" ;) Kolejne bolesne luki w pamięci Klubowiczy ujawnił kwiz wiedzy klubowej. Otóż Hunter nie pamięta, z kim flirtował, Vincent zapomniał swojego maila powitalnego, a Gruby twierdzi, że skrót "TJGJCJC" nie istnieje... walka była wyrównana, lecz ostatecznie gloria chwały przypadła grupie kapitanowanej przez Huntera, która o półtora punkta wyprzedziła grupę dowodzoną przez Duxa (Rosomaki, tak...?). Nocą, gnani przez kryzys, wypchnęliśmy Tomashca na plażę po piwo... Tomashec podążył na tę wyprawę grozy pod parasolem, bo lało jak z cebra. Jedyny ciepły dzień na plaży został upamiętniony przez wspólne zdjęcia okolicznościowe (w tym kobiece, tradycyjne już "na Huntera"). Jedna grupa (sportowa) wymiatała w siatkówkę, druga grupa (prawdziwych miłośników filmu) umilała sobie czas grą w kalambury. Mieliśmy również okazję uczestniczyć w osiemnastych urodzinach Julki, koleżanki Kariny, która została uroczyście wybita paskiem, zgodnie z tradycją. Wieczorami odbywały się chóralne śpiewy, w tym wykonanie "12 groszy" na dwa głosy i "Celiny" z modelowym akcentem warszawskim :)

Pożegnanie i wyjazd z Karwii :(
Ujawniły się nowe, dotąd nie znane talenta Klubowiczy. Jak się okazało, Phonik przoduje w artystycznym wybijaniu szyb, scena, a przynajmniej polska szkoła dubbingu straciła w Jimim wielkiego aktora, niżej podpisana winna poświęcić się agitacji i zbiórkom na rzecz organizacji dobroczynnych, a Alieen potrafi się bezszelestnie zakraść tam, gdzie nikt się go nie spodziewa... Crash wpadał do nas od niechcenia co jakiś czas, a Tomashec zjawił się znienacka na plaży w poniedziałek, budząc podejrzenia, że całą drogę przebył wybrzeżem. Patronat medialny nad zjazdem objęły trzy filmy edukacyjne: "co każdy dziennikarz o etyce wiedzieć powinien" czyli Wojciech Cejrowski kontra Agnieszka "Frytka na ruszcie" Frykowska, "jak Borewicz od tradycji odcinka każdego odstąpić musiał" czyli zjazd na ręcznym, oraz poszukiwanie prawdziwej prawdy w pijanym widzie i spidzie, czyli Kupa Piasku Misia Uszatka. Obawiam się, że wpływ rzeczonych filmików objawił się nie tylko w słownictwie klubowym.. .rodzice, trzymajcie małe dzieci z dala od zjazdów KMF! Kulminacja zjazdu nastąpiła w czwartek, kiedy to oficjalnie świętowaliśmy pięciolecie Klubu. Był grill (sprawność harcerska zademonstrowana przez Shandora i Edytę), tort (z borówkami, to znaczy borówki leżały na wierzchu - acz Maua do tej pory chyba wierzy, że to były jeżyny - Alieen, policzyłeś Mauą? ;) szampan, okolicznościowe przemówienie, no i quiz muzyczny. Rywalizacja Kupy Piasku kontra Ciekawe Kaczuszki zakończyła się miażdzącym zwycięstwem tych pierwszych 133 do 96. Nic dziwnego zatem, że pytani o przynależność grupową odpowiadaliśmy z dumą "Jestem Kupą!". Kelley przyjechał o drugiej w nocy i załapał się akurat na wyprawę grozy na plażę, która miast wyprawą grozy, okazała się w istocie balladą Romantyczność. Jakoś tak w przerwach prezes uparcie zganiał wszystkich do zdjęć grupowych (udawajcie, że się dobrze bawicie!) a Jimi był tak naspidowany, że nawet nie czuł powagi tej chwili... nie powiem, jak w rezultacie wygląda, bo lubię człowieka :)

Były kalambury, zagadki i mafia, były dyskusje, zwierzenia i spory, były toasty frakcyjne i nie tylko, spacery po plaży i świetne filmy, wyprawy na Hel i wyprawy do Pizza Roma i smażalni u Bogdana - a przede wszystkim byli wspaniali ludzie, najlepsi przyjaciele, jakich można sobie wymarzyć, z którymi o suchym chlebie w kamieniołomie byłoby i tak rewelacyjnie! Oby do następnego zjazdu. Sto lat KMF!

Autor relacji: Karolina Chymkowska - DEJNA [KONTAKT]

POWRÓT DO WYBORU | SPOTKANIA KMF | STRONA GŁÓWNA KMF