PROLOG
...czyli wstęp ;)

Pamiątkowe zdjęcie na plaży
Hmmm, zacząć muszę od wyjaśnienia, że zasiadam do pisania relacji ze zjazdu, w 8 dni od zakończenia tegoż zjazdu. Ten "mały" poślizg spowodowany został ostatnią awarią serwera na którym trzymaliśmy stronę KMF i koniecznością zorganizowania serwera nowego; w efekcie czego musieliśmy całą stronę KMF (niemal 500Mb) przerzucić najpierw na jeden ("awaryjny"), a później na drugi serwer - zwracając uwagę na to, by po drodze niczego nie pogubić, oraz by przejście na nowy serwer odbyło się jak najpłynniej i najszybciej jak to możliwe. W tym miejscu pragnę wyrazić podziękowania dla firmy JOIN.PL z Elbląga (www.join.pl) która wzięła nas pod swoje skrzydła i aktualnie udostępnia nam swoje szybkie serwery na dogodnych warunkach, oraz dla firmy P. Dziubińskiego z Radomia (www.dziubinski.pl) na którego serwerze, przez 5 dni "gościnnie" chodziła nasza strona. W tym też miejscu zamieścić muszę też "anty-podziękowania" dla firmy ASCO z Warki, która przez 5 lat obsługiwała naszą stronę, i choć za owe usługi płaciliśmy - zdarzały się awarie trwające nawet po 7 dni. Szczególne "podziękowania" należą się jednak za to, że firma ASCO po zakończeniu świadczenia nam usług, nie dała nam nawet możliwości zgrania naszej strony na dysk, tłumacząc się tym, że: po pierwsze - w komputerze na serwerowni nie ma nagrywarki, Po drugie - nikt z firmy nie wie gdzie obecnie znajduje się sam komputer. Cóż, żyjemy w Polsce i musimy się pogodzić z obsługą na "europejskim" poziomie. Pozostaje nam żywić nadzieję, że z firmą JOIN.PL będzie się nam współpracować lepiej, dłużej i wygodniej niż u poprzednika. Na razie w każdym bądź razie, jesteśmy bardzo zadowoleni.

PROLOG 2
...czyli wstępu ciąg dalszy ;)

Ola, Dominik i Viki - spacer laskiem
Przepraszam za tak długi i niezwiązany (pozornie) z tematem zjazdu wstęp, ale to właśnie podczas zjazdu dowiedzieliśmy się, że strona KMF przestała działać i wszelkie działania mające na celu znalezienie nowego serwera, rozpoczęły się drogą telefonii komórkowej jeszcze gdy byliśmy w Karwii. Także tydzień pozjazdowy upływał nam niestety właśnie pod znakiem szukania serwera na stronę KMF i nie było czasu ani na aktualizacje strony (gdyż wciąż nie wiedzieliśmy na którym serwerze zostaniemy) ani tym bardziej na pisanie relacji, podczas której to czynności przydałoby się skupić i zrobić to porządnie. Teraz, gdy jest już zatem psychiczny spokój - czyt. strona KMF wisi już na porządnym serwerze - można na spokojnie usiąść przed komputerem, pooglądać zdjęcia ze zjazdu (ponad 400 zdjęć z aparatu cyfrowego + 36 z lustrzanki), oddać się wspomnieniom i zacząć pisać niniejszą relację. Jak już zapewne zdążyliście się zorientować - na okazję Zjazdu Wakacyjnego, który był jednocześnie tygodniową imprezą z okazji V-lecia KMF - zmieniamy nieco formułę Relacji; tym razem każdy z Uczestników Zjazdu (jeśli ma tylko ochotę) może napisać własną wersję wydarzeń. Prawdopodobnie wyjdzie z tego coś w formie "Rashomona", a Wy drodzy Czytelnicy, czytając nasze relacje będziecie czuć się, jakby każdy z nas opisywał zupełnie inne wydarzenie. Zanim do relacji przejdziemy, jeszcze drobne wyjaśnienie; Zjazd "Karwia 2004 - V LAT KMF!" trwał 7 dni, zatem opisywanie każdego dnia szczegółowo (jak miało to miejsce w przypadku poprzednich 3-4 dniowych zjazdów) nie ma ani zbyt wielkiego sensu (zanudzilibyście się podczas czytania) ani nie jest zbyt proste do wykonania, gdyż raczej ciężko zapamiętać wszystkie ciekawe wydarzenia, teksty i chwile jakich doświadczyliśmy przez cały tydzień. Na początek przyznać należy jedno: te 7 dni spędzonych w towarzystwie ludzi z KMF (oraz ich znajomych) wypełnionych było dowcipem, pozytywną energią, filmami, nowymi powiedzonkami (które - co zrozumiałe - są zrozumiałe tylko dla Uczestników). Te 7 dni pokazało, że KMF mimo 5 lat na karku wciąż ma się dobrze, że formuła Zjazdów się nie wyczerpała, że wciąż cieszymy się z każdego spotkania, a te 7 dni (co stwierdzili chyba wszyscy Uczestnicy) to stanowczo za mało!

RELACJA WŁAŚCIWA
...czyli koniec prologu i początek relacji ;)

Zjazd rozpoczął się w sobotę 21 sierpnia, jednak ja i Viki mieliśmy dojechać do Karwii dopiero w niedzielę w nocy. W sobotę za to, dojechali do nas do Warki Alieen i Hunter (nowym Huntmobilem ;) dzięki czemu, mimo tego że nie byliśmy jeszcze nad morzem, zjazd w wersji mini też się dla nas rozpoczął. Wieczorem pooglądaliśmy trochę filmów; "Alien³" i "Indiana Jones and the Last Crusade" hehe, oraz fragmenty m.in. "Eqilibrium" - podczas sceny w której Kleryk rozprawiał się krwawo i widowiskowo z oddziałem policji, Hunter stwierdził, że tak w pracy zrobił jak mu podwyżki nie dali ;) W niedzielę się spakowaliśmy, zabraliśmy naszych znajomych (Dominika i Olę) i w 6 osób na 2 auta, o godzinie 15:00 wyruszyliśmy do Karwii! W drodze mieliśmy kartkę z napisem "DIĘKUJĘ" (nikt nie wie czemu zabrakło Z) którą dziewczyny pokazywały przez szybę kierowcom którzy byli uprzejmi zjechać nam z drogi umożliwiając wyprzedzanie. Już po siedmiu godzinach z haczykiem byliśmy na miejscu, gdzie przywitało nas kilkunastu ludzisków z KMF! Wypakowaliśmy swoje rzeczy z samochodów, ogarnęliśmy się i spać poszliśmy ;)

DROBNE WYJAŚNIENIE
...czyli koniec początku relacji i początek środka ;)

Pamiątkowy znaczek KMF 5 LAT
Pisząc "zjedliśmy, byliśmy, poszliśmy, widzieliśmy" itp., będę miał na myśli przeważnie mnie i Viki + grupę ludzi z którymi akurat coś robiliśmy, gdzieś byliśmy i tak dalej... W sytuacji bowiem, gdzie na zjeździe było 28 osób i całość dzieliła się codziennie na 3-4 podgrupy, nie ma sensu pisania co chwila składu który robił to, czy tamto, bo i zapamiętać takie rzeczy trudno, a i "po co"? Aha, z okazji V-lecia KMF przygotowaliśmy z Viki niespodziankę; każdy Klubowicz który przyjechał na Zjazd do Karwii, dostał na pamiątkę metalowy ZNACZEK: KMF - 5 LAT !!!

PONIEDZIAŁEK
...czyli cholernie fajne są poranki w tej wiosce!

Dux udaje, że pomaga w budowaniu zamku ;)
W poniedziałek byliśmy na plaży, graliśmy w siatkówkę "z wchodzeniem do środka" i przegrani w tej jakże widowiskowej grze, musieli wykąpać się w morzu. Przegranymi okazali się Gruby, Dobermann i ja - poszliśmy się zatem z musu wykąpać, a że woda była zimna, to reszta ludzi miała na brzegu niezły ubaw oglądając nas, idących do wody jak na skazanie. Po 5 minutach jednak, do zimnej wody się przyzwyczailiśmy i zaczęliśmy skakać na fale; a po 10 minutach okazało się, że to My mamy większy ubaw, a Ci z brzegu, znudzeni oglądaniem "zadowolonych przegranych" poszli się opalać. Dzień był gorący, słońce przygrzewało zdrowo i czas spędzony na plaży należał do czasu spędzonego zarówno ciekawie jak i przyjemnie. Po plaży zjedliśmy obiad w "Złotej rybce" i wróciliśmy do ośrodka, w którym mieszkaliśmy. Był to chyba jedyny Ośrodek wczasowy w Karwii, który nie posiadał nazwy i przed zjazdem niektórzy zaczęli obawiać się, czy Ośrodek wczasowy w Karwii o nazwie "Ośrodek wczasowy w Karwii" w ogóle istnieje ;) Wieczorem siedzieliśmy u nas w pokoju i na laptopie oglądaliśmy film Takeshi Kitano "Kikujiro" z którego teksty w stylu "Dawaj to, albo rozwalę Ci silnik" czy "Tknij mnie a zniszczę Twoją rodzinę" robiły na zjeździe furorę ;) Robiły furorę, dopóki nie obejrzeliśmy w domku Jimich i Dobków przeróbki odcinka Misia Uszatka! Dopiero teksty z tego filmu zaczęły żyć między nami prawdziwym życiem. Tak więc drogie dzieci, przejdźmy teraz do szukania tajemnicy bytu...

WTOREK
...czyli piasek, piasek... kupa piasku!

Pamiątkowe zdjęcie na plaży
Wtorek okazał się dniem jeszcze cieplejszym i słoneczniejszym od poniedziałku, dzięki czemu brygada KMF po raz drugi przyatakowała karwijską plażę. Tym razem atrakcji było zdecydowanie więcej. Podzieliliśmy się na 3 drużyny: drużyna A budowała z piasku Zamek KMF, drużyna B usiłowała w wodzie wejść na materac dmuchany i utrzymać się na nim dłużej niż 7 sekund, drużyna C grała na plaży w filmowe kalambury. Później nastąpiło połączenie sił drużyny A i B i zaczęła się gra w siatkówkę, którą na chwilę przerwał przejazd wielkiego traktora z przyczepą, który na naszych oczach ugrzązł w piasku i nie mógł ruszyć. Ktoś od nas krzyknął: "Podsypcie piasku pod koła" ;) Cóż, Pan w traktorze w końcu jakoś wyjechał i "Prosta historia" na żywo się skończyła. W międzyczasie, Viki, Alieen i ja próbowaliśmy okiełznać dmuchany fotel Tomashca (choć podobno był on już wtedy własnością Kahy) i tenże fotel nieco nam się wymknął. Już po chwili mogliśmy ów żółty fotel podziwiać na horyzoncie jako... "Znikający - żółty - punkt" ;) Wieczorem po plaży oczywiście znów skoczyliśmy do Złotej rybki, w lokalnej cukierni zamówiliśmy TORT z napisem "KMF - 5 LAT" i wróciliśmy do domu, aby przygotować się do Quizu zorganizowanego przez Dejnę, a który to Quiz dotyczyć miał wiedzy Klubowiczów na temat... KMF ;) O godzinie 16:00 dostaliśmy SMSa od Jacka, o treści: "Strona KMF leży, czyli wszystko po staremu" - taki SMS oznaczał kłopoty. Telefonicznie udało się nam dowiedzieć, że serwer się zepsuł, admin na urlopie i więcej nikt nic nie wie. Zaczęło się zdalne załatwianie serwera, bo tu mamy świętować 5-lecie KMF, a strony nie ma ;) Rozpoczął się Quiz, który okazał się niebywale trudny, gdyż część pytań dotyczyła cytatów z listów klubowych i w większości sami autorzy tekstów nie rozpoznawali swoich słów ;) Były pytania dotyczące zarówno nowych, jak i starszych Klubowiczów, ogólnie jednak poziom trudności pytań był naprawdę wysoki! Zabawa była przednia, wszyscy mieli niezły ubaw wspominając stare czasy w KMF, a ludzie spoza Klubu, słuchając pytań i naszych odpowiedzi patrzyli na nas co najmniej jak na 'szurniętych' ;) Drużyny były dwie. Kapitanami byli Członkowie KMF którzy byli na WSZYSTKICH zjazdach klubowych; czyli Hunter i Dux (tzn. ja). Quiz wygrała drużyna Huntera, a nagrodą była płyta CD, która zawierała zbiór utworów charakterystycznych dla poszczególnych ludzi z KMF. Był zatem motyw z "Indiany Jonesa", "Blade Runner" itd. itp.

ŚRODA
...czyli 'go to the Hel' ;)

Wycieczka melexem na Helu
Wraz z utratą serwera na stronę KMF, pogorszyła się pogoda ;) Gdy we środę rano obudziło nas zachmurzone niebo, decyzja była szybka: jedziemy na Hel, obejrzeć latarnię i foki w fokarium. Wyruszyliśmy około 13:00, jadąc na 4 samochody. W trakcie wycieczki doświadczyliśmy najdłuższego tankowania świata (brawa dla Huntera) i to nie tylko dlatego, że na stacji benzynowej wyłączono akurat prąd ;) Gdy Jimi i Dobek czekali w swoich samochodach aż zatankujemy auta, Jimi'emu padł akumulator. Na szczęście okazało się, że mam w samochodzie linkę (to w razie załamania nerwowego wożę ze sobą) i po szarpnięciu Jimie'go pojechaliśmy naszym konwojem prosto do Helu. Na Cyplu porobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcia, po godzinie szukania odnaleźliśmy latarnię morską, zjedliśmy posiłek w knajpie w której mieli hamburgery bez mięsa, hot-dogi z serem zamiast parówek, a obsługa obsługiwała nas chyba za karę ;) Do tego, nad jednym ze stolików wisiała wielka bańka wodna, która zgromadziła się na plandece, z której był ów sufit wykonany; jednak ekipa KMF dzielnie siedziała nad tą niewątpliwie tykającą wodną bombą i nic się cholera nie stało. A mogło być tak zabawnie ;) W kilka osób poszliśmy na latarnię, a reszta ekipy do fokarium. Kupiliśmy na straganie pluszowe foki, pooglądaliśmy żywe i postanowiliśmy wracać do Karwii. Na miejscu okazało się, że w Ośrodkowej świetlicy, w telewizorze nie ma TVN'u i meczu Wisła-Real nie pooglądamy ;) Na to konto można było jednak zapoznać się z niezwykłym cyklem HAPPY TREE FRIENDS - animowana makabreska na słodko i wesoło ;) W nocy udało się też ostatecznie załatwić awaryjny serwer i powiesiliśmy na nim stronkę informującą o przenosinach KMF na nowy serwer. To był dzień pełen wrażeń. Najważniejszy jednak dzień zjazdu miał dopiero nadejść...

CZWARTEK
...czyli ROCZNICA KMF!

Krojenie urodzinowego torta
Ten właśnie dzień wyznaczyliśmy na początku zjazdu jako "Ten dzień". Była to oczywiście data umowna, gdyż Zjazd odbywał się w dniach 21-28 sierpnia, a datą założenia (a więc i rocznicy) był 10 sierpnia 1999. W każdym bądź razie, czwartek 26 sierpnia został ogłoszony dniem 5-LECIA KMF. Na tę okazję przygotowaliśmy 3 szampany i oczywiście wcześniej wspomniany i wcześniej zamówiony tort w dwóch smakach (śmietankowo-truskawkowy hehe) - a na nim napis KMF wykonany (przez Viki) z borówek ;) gdyż oryginalny cukierniany był wykonany kremem i nie był zbyt widowiskowy ;) Na torcie było oczywiście 5 świeczek! Tego dnia miał się także odbyć Quiz muzyczny Braci Łudzeń, oraz grill, na którą to okazję kupiliśmy ze 150kg kiełbasy ;) Jako że pogoda i w czwartek była dość stypiarska, wszyscy czekali na wieczór, gdzie moc atrakcji się skryła ;) Za dnia oglądaliśmy fragmenty rosyjskiego filmu "Nocna straż", rozmawialiśmy, spacerowaliśmy po mieście itp. Gdy zbliżał się zmierzch, zrobiliśmy obowiązkowe zdjęcia grupowe, a później zaczęliśmy grillowanie. Po opchnięciu pysznych kiełbasek, rozpoczął się Quiz muzyczny. Alieen i Gruby rozpisali nas na dwie drużyny: "Ciekawe kaczuszki" (kapitan Jimi) i "Kupa piasku" (kapitan Dux) - nazwy drużyn zostały oczywiście zaczerpnięte ze wspomnianego wcześniej Misia Uszatka ;) Po wyrównanej walce (do końca obydwie drużyny szły łeb w łeb!!!), o długość nosa wygrała drużyna "Kupa piasku", wynikiem 133 do... 96 - Hmmm... ciekawy wynik ;) W przerwie między etapami Quizu, na salę Gruby przydźwigał tort, zapaliliśmy świeczki i się kurcze jakoś tak poważnie zrobiło... Ktoś krzyknął: "Przemowa!" - i zorientowałem się, że trzeba coś chyba powiedzieć, i to coś na poziomie ;) Cóż, umiłowaniem patosu nie grzeszę, więc podziękowałem po prostu wszystkim za wytrwałość i za to, że wciąż chce im się uczestniczyć w tym zwariowanym przedsięwzięciu jakim jest KMF! Życzyłem też wszystkim i sobie, aby to nie było pierwsze i ostatnie 5-lecie ;) Później zdmuchnąłem świeczki (bardzo miła chwila - nie zaprzeczę!), otworzyliśmy szampany, zacząłem kroić tort, i przy drobnej pomocy Viki udało nam się każdego obdarować kawałkiem tego niezwykle pysznego... tortu ;) W międzyczasie wszyscyśmy zaśpiewali "sto lat, sto lat, niech żyją żyją nam" i na jakieś 20 minut atmosfera zrobiła się naprawdę cholernie rodzinna ;)

PIĄTEK
...czyli gdzie jest DHL...?

Dzielny piesek kontra fale :)
Piątek był dniem czekania na DHL, który miał nam przywieźć nowe koszulki. Niestety, nie pojawił się, choć firma w której Jimi zamówił koszulki zarzekała się, że DHL z koszulkami się zjawi. Dobrze, że rodzice Huntera (i tu wielkie podziękowania) zrobili nam niespodziankę i w firmie w Katowicach wykonali koszulki, z wyszywanym logo KMF i adresem www.film.org.pl na plecach - piękna sprawa!!! Piątek był też dniem zadumy i nieudanych prób opalania się na plaży. Gdy poszliśmy małą grupką nad morze, słońce śmignęło za chmury, a te przesłoniły całe niebo. Zdążyliśmy tylko rozstawić parawan i zaczęło padać i wiać - to była zdecydowanie nieudana wycieczka nad morze i tylko Kelley miał ubaw, bo miał rację idąc na plażę cały ubrany na czarno i nastawiony na to, że nie będzie się opalał. Skruszeni wróciliśmy do ośrodka. Kelley (który dojechał w nocy z czwartku na piątek) i Crash, który codziennie do nas dojeżdżał, dostali swoje porcje tortu z rocznicowego przyjęcia, tak więc o nikim nie zapomnieliśmy, a żeby było ciekawiej, to nawet powtórzyliśmy zdjęcia grupowe, aby Kelley i Crash też mogli się na nich znaleźć. Dzień upłynął w przyjemnej atmosferze, choć wizja końca zjazdu jakoś wszystkich zasmucała. Humory poprawiły jedynie plakaty, które zostały rozdane wśród Klubowiczów, oraz wizyta Szklarza, który wstawiał szybę wybitą przypadkiem przez Phonika. Mogliśmy dzięki temu popatrzeć, jak profesjonalnie wciska się kit...

SOBOTA
...czyli sobota ;)

Z samego rana zaczęli ludzie wyjeżdżać; smutniej coraz się robiło z każdym odjeżdżającym Klubowiczem jak i z odjazdem normalnych ludzi, którzy nas opuszczali. W kilka osób poszliśmy po południu pożegnać się z morzem - fajny spacer po plaży - i zrobiliśmy zdjęcia psu profesjonalnie wskakującemu do wody ;) Na placu boju, wieczorem została już tylko nasza ekipa, w takim samym składzie w jakim jechaliśmy do Karwii. O 20:00 poszliśmy na miasto na kebaba, później w domku położyliśmy się spać, wstaliśmy o 2:30 w nocy i o 3:00 wyruszyliśmy do domu...

EPILOG
...czyli celowy brak spacji na końcu

Dzięki wszystkim za to, że byliście, że chciało się Wam jechać przez pół, a czasami przez całą Polskę, a czasami 50km ;) - aby KMF zebrał się na kilka dni w jednym miejscu! Kolejny zjazd za nami; to niezwykłe doświadczenie móc spotkać się z przyjaciółmi, a przy okazji połączyć to wszystko z urlopem nad morzem, 5-tą rocznicą Klubu i 7-dniową gadaniną ofilmie!

Autorzy relacji: Rafał Donica i Monika Gorgoń - DUX & VIKI [KONTAKT] [KONTAKT]

POWRÓT DO WYBORU | SPOTKANIA KMF | STRONA GŁÓWNA KMF