Dla mnie Zjazd rozpoczął się już w Warce. Przynajmniej część oficjalna. Zanim tam dojechaliśmy przetestowałem możliwości nowego HUNTmobila. Gdy po czasie, jaki jest potrzebny na dojazd z Katowic do Łodzi przejechaliśmy z Alieenem magiczną linię granicy administracyjnej miasta Warki, zaczęliśmy poważnie się denerwować. W końcu zaraz mieliśmy spotkać samego najwyższego - co można było przyjąć jako oficjalne rozpoczęcie Zjazdu Pięcioletniego (paradoksalnie trwającego tylko tydzień). Najwyższy przywitał nas razem ze swoją Panią w tradycyjny Warecki sposób. Nie sposób go opisać, więc przejdę już do samego wyjazdu nad morze. Po ładnych kilku godzinach drogi (i prawie pobłądzeniu) dotarliśmy na miejsce, gdzie przywitał nas Gruby słowami "oddaj moje bagaże bo zniszczę Ci silnik". Po przywitaniu poszliśmy na zasłużony odpoczynek (wydaliśmy bagaże gdyż szkoda mi było silnika w HUNTmobilu).
Kolejne dni przeszły do pamięci pod znakiem gier i zabaw typowo KMF'owych. Gdy na plaży słonko piekło niektórych klubowiczów leniwie wylegujących się na piasku, inni usiłowali zostawić coś po sobie potomnym i budowali zamek, który swą świetnościa miał upamiętnić pięciolecie naszego Klubu. Oczywiście nie wszyscy zapałali chęcią poszerzania fosy i woleli pokazywać w kalamburach kolejne tytuły filmów. W pamęci został mi także wieczór, w którym moja drużyna zwyciężyła konkurs znajomości o KMF. Nagroda ucieszyła każdego kinomaniaka... mimo, iż nie był to oryginalny Koń Trojański z filmu Troja, oryginalnie zapakowany i nigdy nie rozpakowywany. Jedyne takie cacko było jedną z nagród kolejnej edycji konkursu muzycznego, za który chylę czoła przed Grubym i Alieenem. Przebiegł on bez większych niespodzianek... wliczając nawet motyw z Akademi Pana Kleksa w aranżacji takiej jakby "ktoś chciał się przejść do banku i z powrotem". Może tylko szkoda fotela, który diabelskim zrządzeniem podprowadzili nam Szwedzi... ale nawet to jakoś wspominam z uśmiechem.
 | |
Jednym z przyjemniejszych aspektów całego wyjazdu była wspólna wycieczka w miejsce gdzie diabeł mówi dobranoc - czyli na sam kraniec Świata. Tam co wytrwalsi wspięli się na latarnię morską, a co mniej wytrwali zamówili sobie hamburgera bez hamburgera (czyli samą bułkę z serem) lub hot-doga bez parówki (jedyne miejsce na Ziemi, gdzie sprzedają takie cacucha). Ponadto odwiedziliśmy fokarium, gdzie można było zrobić wyścigi wirujących pieniążków. W pamięć zapadła mi też noc ciemna i głucha oraz dwie dziewczyny, które pod pretekstem ochrony przed gwałtem namówiły mnie na spacer po plaży. Tymczasem ten sprytny wybieg miał na calu wmówienie mi, że światła lecącego samolotu to Gwiazda Polarna (bo przecież ona powinna świecić najjaśniej). W tym miejscu pragnę skończyć opis tego Zjazdu pomijając wzruszającą przemowę Duxa i krojenie tortu, czy świętowanie urodzin co poniektórych osób. Chciałem tylko byście wiedzieli, że bawiłem się znakomicie i oby KMF dalej się rozwijał i był nadal jedynym znaczącym klubem internetowym zrzeszającym prawdziwych przyjaciół. Dziekuję wszystkim.
Czego nauczył mnie ten wyjazd:
- nigdy nie łap stopa na gwoździa;
- jeśli dziewczyna mówi, ze masz ją ochronić przed gwałtem, oznacza to,
- że będzie usiłowała Ci wmówić, że Gwiazda Polarna jest na wschodzie;
- foka na skarbonkę się nie nadaje;
- czasem 70 litrów to tyle co 15 minut;
- archeologia to coś więcej niż szukanie Atlantydy;
- gdy facet mówi sam do siebie to możliwe, że właśnie załatwia interesy;
- mega-kebab nie przekracza moich możliwości;
- jeśli koń - to tylko oryginalny Koń Trojański z filmu Troja,
- oryginalnie zapakowany i nigdy nie rozpakowywany...
Autor relacji: Rafał Gałuch - HUNTER
[KONTAKT]