Mój pierwszy zjazd klubowy, dlatego jako ochronę wynajęłam dwie przyjaciółki. Już w pociągu było nam bardzo wesoło bo chodziłyśmy po przedziałach i pytałyśmy czy ktoś nie widział tchórzofretki bo nam uciekła. Miałyśmy bardzo poważne miny i ludzie się ponabierali. W Karwii dostałyśmy osobny domek, w którym były jeszcze miejsca dla innych i którego nikt z nami nie chciał dzielić (chyba budziłyśmy postrach i grozę). Kiedy po dwóch dniach bodajże, dojechał do grupy Tomashec, to od razu od nas uciekł i zamieszkał z facetami. Potem mieli dojechać Grail i Kelley ale ich przyjazdy ciągle się opóźniały. Pewnie dlatego bo wiedzieli z kim będą musieli domek dzielić. W końcu przyjechali na 2 ostatnie noce. Kelley wparował ubrany na czarno i od razu przeszukał nam lodówkę. Moja przyjaciółka Julka jak się przebudziła ujrzała właśnie czarnego faceta grzebiącego w naszej lodowce i trochę się zdziwiła. Ale po chwili się sobie przedstawili i było już tylko coraz lepiej. Grail również się szybko zadomowił. Pierwsze dwie osoby które nie chciały uciekać z naszego domku. Oprócz nich często do rana siedzieli z nami Senk, Tomashec, Vincent i Dejna a raz to chyba nawet Phonik i Karol. Było calkiem sympatycznie. Słuchaliśmy "Kolczastych opuncji", Violetty Villas a niektórzy tańczyli do piosenek Urszuli (zostal podpisany specjalny pakt). Obejrzałam chyba tylko jeden film!!!
Przy wieczornym grillu Karina (w pomarańczowej bluzie) i reszta ;) Pożegnanie i wyjazd z Karwii :(
Miałyśmy z przyjaciółkami dylematy ile kasy wydawać na jedzenie. W końcu kupiłyśmy kurczaka z rożna na spółkę i chciałyśmy go zostawić na następny dzień. W lodówce zrobił się z niego kurczak w galarecie i chciałyśmy go odstapić Senkowi, ale on zaczął wybrzydzać i uciekł z domku jak go zobaczył. Ale potem wrócił sępić po herbatę. Reszta klubu grała w mafię, ale to głupia gra. Na plaży było spoko bo graliśmy w kalambury, osoby z klubu budowały zamek, chyba dla nas, jako że jesteśmy księżniczkami, a po morzu pływali faceci na deskach, ale nie takich surfingowych, tylko do prasowania. Byłyśmy tym trochę podłamane, ale faceci z klubu rekompensowali nam nieurodzaj na plaży. Robiłyśmy sąsiedniemu domkowi pobudki rano. Ale to było niechcący, bo nie wiedziałyśmy, że w domkach jest taka akustyka. A poza tym nie byłoby tych pobudek gdyby nie Julka i Anka, bo gdyby mi nie dokuczały to bym się na nie nie darła. Miałyśmy robić sobie same jajecznice i omlety ale brzydziłyśmy się naszej patelni. Raz w nocy Julka pompowała Tomashcowi dmuchany fotel, a na drugi dzień fotel odpłynął do Szwecji. Często przyłaził do nas zgryźliwy Hunter i ciągle coś mu nie pasowało. Krytykował moje spodnie. Ale może miał po prostu gorsze dni, bo tak poza tym to całkiem miły facet był. Ogólnie było bardzo miło i sympatycznie, wesoło i luzacko. Dzięki że mogłam Was poznać. Dzięki za zainteresowanie, rozmowy i miłą atmosferę. I za fajne wakacje.

Autor relacji: Karina Kalemba - KARINA [KONTAKT]

POWRÓT DO WYBORU | SPOTKANIA KMF | STRONA GŁÓWNA KMF