Strona główna KMF
      

PROLOG

... czyli trzy pytania nurtujące ludzkość...
- Skąd przybywam?
- Dokąd zmierzam?
- Dux, dlaczego wyrzuciłeś Luke'a?



DZIEŃ PIERWSZY - 11.IV.2003 - PIĄTEK

Się zaczęło w piątek wszystko. W Katowicach trwały przygotowania do zjazdu, gdy ekipa z okręgu warszawskiego i Olecka... i Warki, spotkała się pod warszawskim Patykiem i wyruszyła w drogę. W jeździe uczestniczyła barwna galeria postaci; był Śmieszny dzik, Wiedźma, Bezkrytyczna wielbicielka Kiefera, Eskimoski żuk kosmiczny (debiut zjazdowy) i Tleniona (ocenzurowano), starająca się w skromny sposób wszystko opisać. Aha - w prezencie od Xmos dostałem Gumowego Kurczaka, który miał wkrótce zostać jedną z dwóch wielkich atrakcji zjazdu. Z ciekawszych zdarzeń podczas podróży, wymienić należy 7 wizyt w lokalach sieci McDonald's; po wyjechaniu z McDonalda numer 6 okazało się, że zgubiliśmy drogę wjeżdżając do nieznanego nam miasta. Gdy mijaliśmy trzecie światła w nieznanym nam mieście, wpadliśmy na szalony pomysł spytania ludzi mieszkających w nieznanym nam mieście, o drogę. Oczywiście, jak to ludzie z KMF, chcieliśmy uczynić to w sposób taki, w jaki nikt tego jeszcze nie czynił. W kilka sekund stworzyliśmy więc Klub ludzi z zaburzeniami pamięci krótkotrwałej i mieliśmy zamiar pytać napotkanych ludzi o to, w jakim jesteśmy mieście, czy nie wiedzą gdzie jest miejsce naszego zjazdu, dlaczego z nami rozmawiają, kim w ogóle są i kim właściwie my jesteśmy, bo z pamięcią nie teges ;) Alternatywą dla tego, jakże oryginalnego pomysłu, miał być Klub ludzi nie trzymających moczu, który miał pytać miejscowych o najbliższe WC. Chcieliśmy także zareklamować stronę www.siku.pl, ale w końcu po prostu zapytaliśmy napotkanego Pana, w jakim mieście jesteśmy; w odpowiedzi słysząc: "Częstochowa". Po powrocie na trasę, bez problemów, lecz w strugach deszczu dotarliśmy do Katowic... które oczywiście ominęliśmy obwodnicą, wyrywając na Kraków. Uratował nas jednak Hunter, przyjeżdżając na parking, z którego postanowiliśmy się nie ruszać, aby nie ryzykować jeszcze większego zgubienia. Odwiedziliśmy oczywiście lokalną restaurację sieci McDonald's, gdzie z Xmos odstaliśmy w kolejce dobre 10 minut. Gdy już dotarliśmy do kasy i złożyliśmy zamówienie na to "co było akurat usmażone" (aby nie ryzykować czekania kolejnych dziesięciu minut, aż złożą do kupy kotleta i bułki), okazało się, że Pani obsługująca nas, nie miała wydać reszty. Na rozmienienie czekaliśmy kolejne 10 minut; chyba smażyła te drobne - tak, McDonaldy w Katowicach powinny mieć slogan reklamowy: "Chcesz umrzeć z głodu czekając w kolejce? Jest katowicki McDonald's!" Zresztą w kolejce natknęliśmy się na ludzki szkielet - gość ponoć czekał na frytki 5 miesięcy...
W międzyczasie dowiedzieliśmy się, że Gruby i Alieen mieli tego dnia wypadek samochodowy - gdy wiadomo już było jednak, że nic im się nie stało, można było ułożyć żart okolicznościowy:

- A co z Grubym?
- Walczy w szpitalu o rękę.
- A co z Alieenem?
- Pomaga Grubemu walczyć. Trzyma go za rękę i mówi: "Trzymaj się!"

...hmmm, to było raczej średnio śmieszne ;)


Zdjęcie grupowe Zdjęcie grupowe
Hunter, Kelley, Krzysiek, kawałek Beowulfa, Xmos, Pat Pat, Grail, Alieen i najmniejszy aparat świata ;)


W końcu na parking przyjechała po nas ekipa ludzi w dwóch samochodach; Hunter (człowiek o 48 ksywkach - o tem potem), Shoomir (aka Bielik, aka "a w wakacje to nawet do jedenastej"), Dobermann (aka Wredzio Rododendron aka Kola aka Bukwa), Kaha (aka Kapiszon Kronson aka Wyrażam), Beowulf (aka Buczek) Jacek (debiut zjazdowy bez aka), Adi (też), Jimi (who the fuck is it?) i Maua (dziewczyna "whothefuckisita"). Utworzyliśmy mały, śmieszny konwój i pojechaliśmy na zakupy - była wtedy 21:00 AM... PM... FM... no w nocy to było ;) Zrobiliśmy zakupy, a Dejna natrafiła na zamkniętą aptekę z napisem "Otwarte 24h" - Katowice to wspaniałe miasto cudów. Pod supermarketem dobiła do nas Ofirka, Kelley (aka "Nawet podczas irackiego bombardowania zachowałbym zdrowy rozsądek i święty spokój"), Pat i Krzysiek. Około godziny 22:00 wszyscy byliśmy już na miejscu zjazdu, czyli w Rogoźniku. Okazało się, że jest nas całkiem sporo. Niechże wyliczę; Dobermann i Kaha, Hunter, Shoomir, Alieen, Gruby, Beowulf, Pat i Krzysiek (Man of the Pat), Dejna, Mati, Xmos, Karol, Adi, Jacek, Ofirka, Ja i gumowy Kurczak... i Kelley (Likantrop), oraz gość honorowy - Agata. Gościa honorowego trzeba było uprzednio napompować, a także ubrać w koszulkę klubową i kieckę kupioną na wyprzedaży odzieży wiejskiej. Teraz już wszyscy byliśmy w komplecie; jednak cała uwaga skupiła się na naszych gumowych przyjaciołach. Poprosiłem wszystkich, aby bawiąc się Gumowym Kurczakiem (aka Pikaczucha aka Edi), nie urwać mu głowy, jednak moje prośby zostały zlekceważone i na drugi dzień dowiedziałem się, że (cyt.) "Kurczak rozciąga się od pieca do drzwi" - a odległość była niebanalna ;) Poza tym, Kurczak i Agata bardzo przypadli sobie do gustu, a że Agata z zawodu była... no, była kim była, nie oceniajmy ludzi po wyglądzie - kurczak spędził kilka upojnych chwil w jej towarzystwie, co niemal przypłacił utratą głowy ;). Gdy zaś Kurczak przywitał się z Grailem, w odpowiedzi usłyszał: "Spalisz coś?" ;) Tego wspaniałego wieczoru dowiedzieliśmy się, że ścieżkę dźwiękową do "Matrixa 2" zrobiło "Ich troje" i zespół "Mazowsze", a Alieen przypomniał nam tłumaczenie dialogów z filmu "Noc żywych trupów" George'a Romero, który to film puszczała niedawno TV publiczna:

- Musimy się dostać do pompy, ale drzwi są zamknięte!
  (po chwili przybiega gość)
- Znalazłem w piwnicy naftę i klucz z napisem POMPA! ;)
  (w finale okazało się, że klucz nie pasuje ;)

I drugie śmieszne tłumaczenie z tegoż samego obrazu:

- Właśnie dowiedzieliśmy się, że jeden z trupów
  w kostnicy ożył i wyszedł, mimo iż wcześniej
  amputowano mu ręce i nogi... ;)


Alieen, Kaha i Kurczak-palacz ;) Dux i dwa kurczaki ;)
Gruby, Alieen, Hunter, Pat, Krzysiek, Shoomir Karol, Xmos, Mati, Dux


Późnym wieczorem w rozmowie pojawił się film widmo - "Ararat", a Grail który zapomniał nazwisko reżysera, zadzwonił do kumpla (o pierwszej w nocy hehe) i wypalił: "Cześć, kto był reżyserem Araratu?" ;) Teraz już wiemy, że Ararat wyreżyserował... Atom Egoyan, przecież to takie oczywiste ;). W pewnej chwili, do naszego domku wszedł bodajże Jacek albo Adi (nie pamiętam dokładnie), a Grail go dopadł i się pyta; "Oglądałeś Ararat? Przed chwilą dzwoniliśmy" ;). Później Grail dopadł kolejną ofiarę (bodajże Kelley'a) i strzelił do niego pytaniem: "Czy znasz już azjatyckie kino akcji?" ;) Wróćmy teraz na chwilę do normalności; Cały Zjazd odbywał się w dwóch domkach, luksusowym i wiejskim, a co za tym idzie, część ludzi bawiła się w jednym, a druga grupa w domku luksusowym oglądała na Laptopie trailer "Matrixa 2" - całkiem niezły, i reklamy firmy Nike. W pewnym momencie Grail wyjął z kieszeni niebieski wizytownik i zaczął nim robić zdjęcia ;) Po krótkich wyjaśnieniach, wiemy już, że to był aparat fotograficzny, a dlatego taki mały, bo jak stwierdził Krzysiek: "To sama optyka i mechanika" ;). Gdy Dobermann się spytał Graila, gdzie w tym czymś mieszczą się baterie; w odpowiedzi usłyszał; "Chyba wcale nie ma" ;) - w niedzielę aparat przestał jednak reagować na komendy, więc nie było to jednak Perpetum Mobile, jak próbował nas oszukać Grail ;). Gdy Grail już zrobił sporo fotek, Hunter wziął aparat do ręki i pstrykając w guziczki spytał, co to za guzik "Del"? ;) Gdy już się nieco niektórzy zmęczyli, chcieli iść spać; wtedy do naszej sypialni wpadł Śląski klan w osobach Grubego, Shoomira, Alieena, Pat i Huntera i... koledzy przez dwie godziny wspominali wakacje w Łebie, jak Hunterowi zrobiła się odleżyna od biegania po piasku i skąd wzięło się 48 jego ksyw - że wymienię kilka; Shatten Jager (wymawiać należy: Szatn Jega), Master Slayer (wymawiamy: Masta Sleja), Masta Hunta (wymawiamy: Masta Hunta) i inne hunto i kuponopodobne ;). Gdy już śląscy klanowicze przestali nas męczyć, poszliśmy wszyscy spać... i dopiero się zaczęło! Najpierw ktoś głośno pukał w ścianę, a po chwili wydawał z siebie okrzyk KENZOOOOOO!!! I tak przez jakieś 30 minut ;). Nie miał to jednak być koniec wrażeń tego dnia, gdyż nagle do pokoju wtargnęła Dejna z tekstami w stylu: "Śpicie... cieniasy... (tu się jeszcze śmialiśmy do poduszek)... jestem śmieszna?... śmieszę Was?" (tu już się nie śmialiśmy). Dejna wyszła z pokoju, po chwili wróciła, aby dorzucić krótkie: "Pindoły!"... po czym zaczęła być cała dumna, że udało się jej powtórzyć (wykorzystując nasz lęk i zmęczenie) scenę z "Chłopców z ferajny" gdzie Joe Pesci nabiera Ray'a Liottę, który śmiał powiedzieć, że Pesci jest "śmieszny" ;) Jeszcze tylko Karol opowiedział historię z dreszczykiem, jak chomik utknął między łóżkami i po tygodniu domownicy zaczęli czuć niemiły zapach. Spytałem się więc Karola, czy chomik był zszedł? Karol uświadomił mnie więc, że żywy by raczej nie śmierdział. W odpowiedzi usłyszał ode mnie: "Kiefer żyje, a śmierdzi" ;) (ten żart może nie był najwyższych lotów, ale dla ludzi z KMF, z MATI na czele, jest - uwierzcie mi - zrozumiały i nawet śmieszny, chyba ;)

KRÓTKA OCENA DNIA:
Piątek to był udany dzień, nie licząc wypadku braci Łudzeń, "żartu" Dejny i spania przy oszronionym kaloryferze ;)


Zdjęcie grupowe Zdjęcie grupowe (Blair Witch Project ;)
Zdjęcie grupowe (na obiedzie) Kurczak na plaży ;)


DZIEŃ DRUGI - 12.IV.2003 - SOBOTA

W tym dniu miały zostać obalone dwa klubowe mity (o tym nieco później) i rozdana miała zostać ogromna ilość plakatów przywiezionych przez Beowulfa. Najpierw jednak trzeba było zwlec się z łóżek i dojść do łazienki i siebie ;) Gdy już doszliśmy do siebie i wyszliśmy z łazienek, wykonaliśmy standardowo kilka zdjęć grupowych, w tym dwa pozowane na "Suchego Jacę". Podczas robienia zdjęć, nie mówiliśmy "Marmelada" czy "Cheese", a "WYRAŻAMY!!" (historia tego wyrażenia - do wiadomości zjazdowiczów ;) Po sesji zdjęciowej udaliśmy się do pobliskiej restauracji, gdzie zjedliśmy obiad słuchając z restauracyjnych głośników muzyki zespołu "Nagły atak spawacza", a jak wiadomo, chłopcy z tej grupy raczej przeklinają więcej niż mniej... a to zdawał się być taki miły lokal. Podczas obiadu Hunter potwierdził, że jest najszybciej jedzącym człowiekiem świata - bo o ile można jeszcze wytłumaczyć fakt, że najszybciej zjadł rosół, wciągając część klusek nosem, tak kotlet, frytki i surówka to już sprawa niewyjaśniona, bo gdy wszyscy sięgali po pierwszą frytkę, Hunterowi już ostatnia wystawała z kącika ust ;) Z kulinarnych anomalii, wspomnieć trzeba jeszcze Adi'ego, który jadł z takim rozmachem, że Gruby miał nabałaganione obok swojego talerza ;) Poza tym, w restauracji można było kupić lody "Cudaki" i lody "Apacz" - Rogoźnik to cudaczna miejscowość jednak ;) Po wyjściu z restauracji cyknęliśmy sobie jeszcze fotkę za pomocą samowyzwalacza - jak to mi Hunter tłumaczył: "Odpalasz samowyzwalacz i masz 10 sekund żeby dojść na miejsce zdjęcia... z tym, że dwie ostatnie sekundy są szybsze" ;) Na obiad nie poszedł z nami Grail, bo został w domku z Agatą. Mogą tylko żałować (Agata jak i Grail) że z nami nie poszli, bo byliśmy na uroczym spacerze nad jeziorem, gdzie Kurczak zrobił sobie śliczne zdjęcie, a Gruby puścił na wodzie jedną kaczkę (dobrze, że nie puścił Kiefera;). Po powrocie na teren zjazdu, siedzieliśmy kilka godzin na ławeczkach i gadaliśmy bzdury, dyrdymały i banialuki. Kelley wymyślił czopki wykrztuśne o smaku marakujowym, a Hunter uświadomił nas, że Clint Eastwood ma tylko dwa wyrazy twarzy; w kapeluszu i bez ;). Dokonaliśmy też wnikliwej i dogłębnej analizy postaci Hannibala Lectera, oraz wysnuliśmy wniosek, że w czwartej części jego przygód, okaże się, że we wszystkich poprzednich filmach, tak naprawdę Lecter zjadał sam siebie ;). W międzyczasie, dla naszego kolegi DesJudiego, Karol wymyślił koncepcję następnego zjazdu; "Wyznaczymy DesJudiemu pewien fragment terenu w obrębie którego będzie się mógł poruszać, i nazwiemy to Gettem. Będzie też mógł grać na fortepianie; damy mu też puszkę ogórków i nie damy otwieracza" ;) Poznaliśmy także trzy kolejne ksywki Huntera, do których przyznał się w nocy. Ponoć w podstawówce dzieci najpierw mówiły na niego Filozof, później Gałuch, a w końcu nauczyciele zaczęli mówić do niego "Proszę Pana" ;). Sam Hunter był jednak w tym czasie zajęty, gdyż nie wiedział czy właśnie miał Deja Vu, czy to było echo ;). Żeby jednak Hunter się zbytnio nie cieszył faktem, że tylko on posiada kilka(dziesiąt) ksywek, padły propozycje nowych ksywek dla Karola, który nie lubi być nazywany "Śmiesznym dzikiem". Jako alternatywne ksywki, wymyślono więc "Zabawnego knura", "Zabawnego wieprzka" i "Humorystycznego odyńca" ;). Jesteśmy jednak przede wszystkim wielbicielami filmów, więc zaczęliśmy analizować kolejny film; tym razem "Cast Away". Znaleźliśmy w tym obrazie pewną nieścisłość, bo skoro Hanks (Tom) znalazł się na wyspie w środku upalnego lata, to po co rozpalał ogień? Jakby znalazł się na Antarktydzie, to próbowałby zbudować lodówkę? ;). Do naszych uszu dotarł też ciekawy NEWS; ponoć Chris Columbus napisał scenariusz czwartej części "Indiana Jonesa" i wysłał go Spielbergowi. Spielberg tak się ponoć ucieszył, że wyrzucił scenariusz do kosza ;) Wciąż czekaliśmy, aż z zakupów wróci Dobermann i ekipa która z nim pojechała; mieli kupić pyry na wieczorne ognisko. Gdy już się zjawili, postanowiliśmy skompletować 3 drużyny do wieczornego Quizu muzycznego, który przygotowali Bracia Łudzeń. Nagrodami w Quizie miały być odpowiednio: za miejsce 3 - Uścisk dłoni Alieena i Grubego (z możliwością wyboru ściskanej części ciała) za miejsce 2 - (ocenzurowano), za miejsce 1 - romantyczny spacer z Grubym (oraz liczne atrakcje podczas) ;). Padły głosy, że skoro Hunter ma 48 ksywek, to z niego samego można by zrobić dwie drużyny. Gruby jednak spisał na kartce wszystkich uczestników zjazdu (Huntera tylko raz) i spośród nich, kapitanowie drużyn (Adi, Kelley i ja) mieli losować. Dużym błędem taktycznym z mojej strony był pomysł, aby na listę wciągnąć Kurczaka i Agatę - bowiem obydwa gumiaki znalazły się w wyniku losowania w mojej drużynie ;). Drużyna Adi'ego nazwała się "Japki" (skład: Adi, Jimi, Jacek, Kaha, Ofirka, Xmos), Kelleya - "Bukwy" (skład: Kelley, Shoomir, Dobermann, Beowulf, Mati, Hunter i Krzysiek), a moja, nie wiedzieć czemu - "Gumiaki" (skład: Gumowy kurczak, Agata, Pat, Dejna, Karol i ja). Po pierwszym etapie Quizu, drużyna "Gumiaków" była druga, po etapie drugim - pierwsza, a po trzecim... trzecia ;) Ale sami musicie przyznać, że ciężko wygrać, gdy połowa drużyny jest z gumy ;). Tak padł pierwszy mit - pierwszy raz przegrała drużyna w której ja byłem ;). W finale padł też drugi mit i (zarazem) przesąd klubowy - po raz pierwszy wygrała drużyna w której był Shoomir ;) Z ciekawszych zdarzeń podczas Quizu, warto wspomnieć moment w którym Alieen puścił pewien utwór i ogłosił od niechcenia: "Ale ktoś tu daje dupy", po czym zgłosił się Hunter mówiąc: "Ja daję dupy - "Goonies" ;) Ofirka zgadła po dwóch sekundach motyw z "Czekolady", ja z "Koyaanisqatsi", a Mati nie zgadła żadnej piosenki... no może jedną ;) Był też ciekawy moment, gdy ktoś z siedzących z tyłu zbyt szybko krzyknął tytuł (nie podnosząc ręki). Zaapelowałem wtedy, żeby odjąć punkt zgodnie z regulaminem. Trochę mi się głupio zrobiło, jak mnie uświadomiono, że zabrano punkt Pat z naszej drużyny ;). W każdym bądź razie zabawa była przednia; gratulacje dla zwycięzców, drużyny Bukw (hehe, ale nazwa), za zdobycie pierwszego miejsca i nagrody w postaci... soundtracków z "Omen" i "Omen 2" - wydanie DELUXE EDITION, i brawa jak zwykle dla Braci Łudzeń za profesjonalnie przygotowaną i przeprowadzoną bez większych wpadek zabawę. Szkoda, że Agata milczała, bo Kurczak zgadł motywy muzyczne z "Solaris" i "Godzin" - mówił mi na ucho ;) Aha - Kelley, Ty weź sobie przypomnij serię o obcych, a Dejna "Mad Maxa" ;). Po Quizie nadszedł czas na ognisko, ale przedtem Beowulf przyniósł do domku 12 kilo plakatów; wszystko rozeszło się jak ciepłe bułeczki - a szczególnie cenne okazały się być plakaty ze średniego filmu "Scooby Doo". W tym miejscu pragnę podziękować Buczkowi (Beowulf) w imieniu wszystkich i swoim, za przytarganie w/w plakatów, oraz Alieenowi za to, że odstąpił mi plakat z "The Two Towers", na którym widać plecy Sarumana i Armię Orków - dzięki Wam za wszystko przyjaciele! PS. Alieen bucu jeden, jak ja Ci zazdroszczę tego plakatu z pierwszego "Batmana"! Myślisz, że zbędziesz mnie wielkoformatowym, kiczowatym zdjęciem pleców Sarumana? ;).


Zdjęcie grupowe Zdjęcie grupowe
Hunter i Agata Beowulf, Xmos, Jacek, Karol


Zaraz po Quizie, część ludzi poszła rozpalać ognisko - Jimi, Dobermann, shOOmir, Gruby, Pat, Krzysiek i Alieen: - 26 do rozpalania ognisk; specjalność: wilgotne drzewo ;). Część druga (nie remake) ludzi pozostała w domku luksusowym, gdzie oglądaliśmy... nie oglądaliśmy trailera "Matrixa 2", bo płytkę gdzieś wsiorbało. Za to popatrzeliśmy na kupę reklam, w tym ponownie na reklamę NIKE "TAG" (najlepsza reklama świata) i reklamę Levisa z podkładem muzycznym z filmu "Barry Lyndon" (druga najlepsza reklama świata), oraz na zakazany skecz Monty Pythona - "Hitler w Anglii" ;) Pod wpływem obejrzanych reklam, wymyśliłem na szybko reklamę z udziałem... Kiefera Sutherlanda - Na ekranie ukazuje się Kiefer i pokazuje do kamery butelkę perfum mówiąc: "Mnie się nie udało, ale Wy spróbujcie" ;). Gdy już ognisko było w toku, dołączyliśmy do naszych skrzydlatych przyjaciół i każdy już mógł nadziać sobie kiełbaskę na kij, celem upieczenia tejże. Szkoły pieczenia były różne, od szybkiego spalenia na żywym ogniu, do czterdziestominutowego grillowania (Gruby). Pojawiła się także szkoła pieczenia kiełbaski w postaci banana (Ofi). Nagle doznałem szoku, gdy Gruby chciał zrzec się jednej ze swoich kiełbasek na moją korzyść. Stwierdziłem, że to podejrzane, bo już nie ma dobra na świecie, więc albo to jakiś numer, albo Grubemu nie chce się już jeść. Gruby zapewniał mnie jednak, że to naprawdę prawdziwy przyjacielski gest... więc wziąłem w końcu tę kiełbaskę, profilaktycznie nie ustając w podejrzeniach. Gruby jednak okazał się prawdziwym przyjacielem, w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Aż w oku zakręciła mi się łza ze wzruszenia; naprawdę zrobiło mi się ciepło na sercu... i tylko na sercu, bo darowana kiełbasa była zimna - dzięki Gruby "przyjacielu" ;). Jimi też chciał okazać się prawdziwym przyjacielem, proponując mi ostatni kęs zimnej, utytłanej w ketchupie, wyglądającej jak "idź stąd" kiełbachy. Jimi tłumaczył się tym, że "już nie może". Uprzejmie cholera podziękowałem ;) Po ognisku, wszyscy udali się w zorganizowanym pośpiechu do domku luksusowego, gdzie zaczęto grać w niezrozumiałą dla mnie grę "Mafia". Pat, Hunter, ja (chwilę Jacek) i Xmos, próbowaliśmy się w tym czasie zdrzemnąć w drugim pokoju, ale zza ściany wciąż dobiegały nas wrzaski w stylu: Mafia się budzi, Mafia idzie spać, Wszyscy się budzą, Katani się budzą, Wszyscy idą spać, Kto jest Katani? No kto jest Katani? Przyznać się, kto jest Katani - po trzech godzinach nie wytrzymałem. Grzecznie wpadłem do pokoju gier i poprosiłem, żeby wreszcie ten Katani się przyznał, bo spać nie można w jeża mordę o w mordę... w mordę - to tekst z takiej fajnej reklamy Toyoty, trzeciej najlepszej na świecie ;). Gdy około 3 w nocy już się zdawało, że wszyscy mają dość, ktoś wymyślił nową zabawę - rzut Agatą na odległość... niestety, nikt się do konkursu nie zgłosił. Wtedy też uświadomiliśmy sobie, że Agaty nie ma w domu! Czyżby "Uprowadzenie Agaty"? Nie ;) Agata przez naszą niedbałość i krótkotrwałą pamięć, została po prostu przy ognisku - gdzie spędziła samotnie całą noc ;). Gdy już znowu zdawało się (około 4 nad ranem) że wszyscy mają dość, Gruby dał zalążek pokojowej procesji; Jimi szedł na czele z mikrofonem zrobionym z folijki od paczki po papierosach, a inni uczestnicy nieśli za nim transparenty, talerzyk i czajnik - szczegóły Procesji muszą jednak z pewnych względów pozostać tajemnicą dla świata ludzi. Powiem jedynie, że Ofirka najpierw dała na tacę, a później rozpędziła naszą procesję - choć jak nadmieniłem, była całkowicie pokojowa, bo chodziliśmy z nią po pokojach w domku zarówno luksusowym jak i wiejskim ;) Pod koniec procesji, ktoś rzucił hasło: "Do dupy ta demonstracja", a Gruby dodał: "No, niezbyt udana" ;) Gdy już około piątej nad ranem zgasiliśmy światła i rozłożyliśmy się (Karol, Mati, Xmos i ja) w naszym pokoju, celem uśnięcia (wszak mieliśmy wstać o 9 rano) i zdawało się, że już nic nie zakłóci naszego odpoczynku... otworzyły się drzwi, zapaliło światło i do pokoju, po kolei i bez słowa komentarza, zaczęła wchodzić ta sama ekipa, która poprzedniej nocy nie dawała nam zasnąć. Pierwsi na krzesłach rozsiedli się: Gruby i Shoomir, gęby im się cieszyły, a my już wiedzieliśmy co nas znowu czeka. Karol jednak pozostał przytomny i zarysował chłopaków tekstem: "O, dziadek Shoomir i dziadek Gruby opowiedzą nam bajkę". Gruby z niezmienionym wyrazem twarzy, spokojnym głosem wycedził ze złością przez zęby - Jeden:Zero ;) Karol jeszcze kilka razy punktował śląski klan dowcipnymi tekstami. Przez chwilę był nawet remis, gdy Grubemu albo Shoomirowi udało się wymyślić jakąś ciętą ripostę. Nikt jednak nie zna ostatecznego wyniku słownej przepychanki ;). Gdy już wreszcie śląski klan zabrał śląskie tyłki z naszego pokoju, stwierdziliśmy, że zostało nam niecałe 4 godziny snu, zanim trzeba będzie wstać. Jeszcze przez jakieś 30 minut Gruby i Jimi wpadali do naszego pokoju coś tam szemrając pod nosami, ale postanowiliśmy ich ignorować ;). Gdy jednak do pokoju, po raz siedemnasty wtoczył się Jimi (w poszukiwaniu kubków) i odkrył (cyt.) "Zajebiście pustą szafkę", która w jego mniemaniu była najbardziej niesamowicie pustą szafką jaką widział... ciężko było się nie śmiać ;). Przez ostatnie 30 minut tego dnia, słuchaliśmy jeszcze okrzyków KENZOOOOO!!!! i AGATAAAAA!!!! zza ściany, ale chyba wreszcie i chłopakom znudziło się darcie twarzy i całe miasto zasnęło...

KRÓTKA OCENA DNIA:
Nie spaliliśmy tego dnia ani Dejny, ani Mati - ale to był udany dzień, bo od Alieena dowiedzieliśmy się, że "Terminator" po czesku to "Elektronicieskij mordulec", a jeden z dialogów z tego filmu, po czesku brzmi: "Daj mi swoju pukawku" ;)

PS dla WARKI:
W tę sobotę wieczorem, w Warce odbył się Maraton Filmowy, przy organizacji którego pomagałem. Byłem więc kawałkiem serca z ludźmi ze Stowarzyszenia W.A.R.K.A. - których w tym miejscu pozdrawiam i gratuluję udanego Maratonu. Pamiętajcie, wyremontujemy kiedyś to kino! Nie wiem jak i czy je wyremontujemy... ale wyremontujemy je ;).


Adi i Ofirka Kaha, Jacek, Alieen
Dobermann, Dux i kurczak ;) Agata Fonfoł aka ŻUK


DZIEŃ TRZECI - 13.IV.2003 - NIEDZIELA

Ciemno, głucho... nagle słychać pikanie budzika w telefonie; otwieramy oczy, patrzymy na siebie, wszystkim z niewyspania kołuje się w głowach, więc pada zbiorowy komentarz: "O w mordę" ... "w mordę" ;) Po chwili jednak zwlekamy swoje zwłoki z łóżek i zaczynamy się pakować. Postanowiliśmy też w akcie zemsty wpaść do pokoju śląskiego klanu i trochę im pokrzyczeć nad uszami. Wpadamy do nich... a te bydlaki już dawno nie śpią i leżą sobie uśmiechnięci od ucha do ucha ;). Postanowiliśmy więc w kilka osób wyjść na tarasik przed budynkiem na porannego cigareta. Na tarasiku przed budynkiem, gdzie wyszliśmy w kilka osób na porannego cigareta, stał Dobermann i Kaha. Dobermann usilnie domagał się kawy:

- Zrobiłaś mi kawę?
- Ten czajnik długo się gotuje!
- A wstawiłaś wodę?
- Nie ;)

W tym momencie nie pozostało nam nic innego, jak uciekać z Rogoźnika jak najszybciej, dopóki pozostało nam w głowach trochę zdrowego rozsądku ;). Podczas jazdy, Karol opowiedział nam, że w jego klasie (w podstawówce) były cztery dziewczyny i on jeden; ponoć dziewczęta żartowały, że ich klasa to: "czworo dzieci i coś" ;) A gdy Karola nie było w szkole, kładły na jego krześle maskę przeciwgazową i mówiły, że to Karol ;). W drodze powrotnej trafiliśmy jeszcze przypadkiem na plan jakiegoś nowego filmu Johna Woo. Kręcili przy stacji benzynowej. Choć na planie nie było żadnej ekipy filmowej ani aktorów, ani choćby kawałka Johna Woo, nie daliśmy się zmylić. Wiedzieliśmy, że to plan filmu Johna Woo, bo gdy wyjeżdżaliśmy z tej stacji, w powietrze wzbijało się właśnie stado gołębi...

KRÓTKA OCENA DNIA:
To był dobry dzień, bo zjazd okazał się udany (kolejny najlepszy w historii KMF!), wszyscy szczęśliwie wrócili do domów z kupą wrażeń, tym razem z przewagą wrażeń ;)


Na Suchego Jacę ;) W czasie quizu muzycznego


EPILOG

Pamiętajcie drodzy czytelnicy, że trzeba umieć śmiać się ze wszystkiego, a przede wszystkim z siebie. Podchodzić do życia z dystansem i zwariować żeby nie oszaleć, a przed wszystkim, że trzeba mieć poczucie humoru, bo powaga zabija powoli! Pamiętajcie też, żeby być uważnym, aby nie przegapić w życiu tak pięknych chwil, jakimi są spotkania z prawdziwymi przyjaciółmi, a najlepsi tacy są w KMF, wierzcie mi na słowo...


PEESY POZJAZDOWE:

PS1. Czy ktoś w końcu wrzucił te ziemniaki do ogniska? Bo mieliśmy je zjeść w niedziele rano...
        a może coś mnie ominęło...
PS2. Hunter, Joint to tak naprawdę nie jest taki "śmieszny tytoń" ;)
PS3. Gruby, w sytuacji, gdy Wasz samochód (według relacji Huntera) wygląda jak ten zmiażdżony w filmie
        "Top Secret", dziwnie w Twoich ustach zabrzmiały słowa: "Nie masz z kim jechać? Ja Cię podrzucę" ;)
PS4. Alieen, Kurczak prosił mnie, abyś się zapytał Agaty, czy ma ochotę jeszcze kiedyś się z nim spotkać.
PS5. Lepiej być bandą inteligentnych debili, niż bandą debilnych inteligentów...


Zdjęcie grupowe


KENZOOOOO !!! RAFAAAAAŁ !!! ;)

dux@film.org.pl
 Autor relacji i zdjęć: Rafał Donica - DUX