Strona główna KMF




Nieszablonowe spotkanie z zawiłą fabułą
- jak na porządny Zjazd przystało ;)


Czternasty Zjazd KMF to już okrągła rocznica zjazdowa (jeśli zaokrąglić do 15). Na tym Zjeździe miał też być uczczony fakt przekroczenia strony KMF 1 miliona wejść odwiedzin (IMDB odwiedza miesięcznie ponad 25 milionów użytkowników; KMF na pierwszy milion pracował niemal 6 lat ;) Nie wiedzieć jednak czemu, wszyscy uradowani spotkaniem (wszak ostatni raz widzieliśmy się w lato 2004!) zapomnieli o uczczeniu tego nietuzinkowego faktu. Wreszcie ten Zjazd jest pierwszym w historii, gdy KMF wybrał się w góry - i to w samym środku mroźnej zimy. Na spotkanie przyjechało sporo osób, które z różnych powodów nie pojawiły się na spotkaniu rocznicowym (lato 2004 - przyp. red.); wśród nich byli Adi, Jacek, Shoomir (który ponoć od poniedziałku po Zjeździe miał zacząć pracę jako blacharz-spawacz ;), Vera, Mati, Dziadek, Beowulf i DesJudi. Z nowych Klubowiczów przybyła Falena (i to aż z Pomorza; a Tomashcowi jest zawsze za daleko ;), a z nowych osób niezwiązanych z KMF na Zjeździe pojawiła się osoba towarzysząca Dziadka, czyli Magda, która szybko zyskała ksywkę Babcia, a obydwoje zostali przez nas przywitani brawami (i to na stołówce), choć nikogo nigdy tak nie witaliśmy i nie wiadomo, kto klasnął pierwszy (może to sam Dziadek, który tylko czyścił fajkę jak jeden z bohaterów "Rejsu" :) Jak to stwierdził Alieen po wycichnięciu oklasków: "My to potrafimy zrobić wiochę" :)
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Przygotowania do zdjęcia grupowego
Zdjęcie "Na Huntera" - tym razem polowanie odbyło się w zimie :)
Przygotowania do zdjęcia grupowego
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Saneczkarze Kaha & Gruby
Hunter, Dobermann i Alieen
Zdjęcie zbiorowe
Z osób które znamy, a które nie są w KMF, a które w KMF były, przyjechał do nas Cisex (ekspert od Erica Robertsa w filmach azjatyckich i od odróżniania filmów barakowych od barokowych) i przywiózł ze sobą 5 słoików flaków swojej mamy ;) (dziękujemy!), oraz świeżo zdobyty tytuł Inżyniera. Do Ochotnicy Dolnej, pomimo śnieżyc, lawin, mrozu i ślizgawicy na drodze, dotarli także: Hunter (wraz ze swoim drewnianym klinem pod koło - żeby się samochód podczas postoju nie zsunął ze zbocza ;), Alieen, Gruby, Mia, Phonik, Karol (padły wstępne ustalenia, że KMF wystawi Karola na Allegro, z opisem: "Klubowicz KMF, przebieg 2 lata, stan wątroby idealny"), Shandor, Dobermann i Kaha (jedyna osoba, z którą wygrałem w Ping-Ponga i która - wedle teorii Cisexa - napawała się moim zwycięstwem :). Naszą obecnością zaszczyciły nas też osobowości telewizyjne w osobie Karoliny i Piotra (tak naprawdę na imię ma Senk, hehe), które to osobowości wystąpiły na kilka tygodni przed zjazdem w "Kinorozmównicy" Krzysztofa Kłopotowskiego (więcej o tym wydarzeniu w dziale "O nas w prasie i TV"). Był też Adi, znany z telewizji Raciborskiej ekspert od efektów specjalnych, któremu dzieci 'zadawają pytania' jak zrobiono, że Gandalf był duży, a Frodo mały ;) Na koniec ja, którego cytat z recenzji "Krucjaty Bourne'a" ukazał się był na okładce tego filmu na DVD i VHS, a który brzmiał "Fabuła filmu jest zawiła i nieszablonowa, jak na porządny film akcji przystało" (Rafał Donica, Cinema). Wszyscyśmy byli przez cały Zjazd prześladowani za nasze pozaklubowe dokonania - Karolina za to, że na antenie tyle klęła, aż jej wypowiedzi w "Kinorozmównicy" zostały pocięte i jedyne co było słychać między jednym 'bip' a drugim 'bip' to słowa Howard Hughes i Aviator ;) Senka wszyscy nazywali wciąż Piotrem (techniczna obsługa Kinorozmównicy zamieniła imiona Piotra Jezierskiego z naszym Klubowiczem Jackiem Kozłowskim - stąd ta cała historia), Adiemu dostało się za wspomnianą wyżej słowną pomyłkę: 'zadawają pytania', a mój cytat (wydawca faktycznie wybrał niezbyt okazały fragment mojej recenzji pisanej dla Cinemy) był co chwila przytaczany przez każdego, kto sobie o nim przypomniał, dzięki czemu wszystko na Zjeździe było albo nieszablonowe, albo zawiłe - jak ta relacja zresztą ;) Dorzucając do tego fakt, że w audycji Radio BIS Anna Mucha stwierdziła, że "Krucjata Bourne'a" się jej nie podoba i że nie przekonał jej nawet 'Rafał Donica z Cinemy', wyobrazić sobie można już łatwo, że na Zjeździe często słyszałem teksty w stylu: "Dux, Ania Mucha do Ciebie dzwoniła" itp. itd. ;) Na ten zjazd postanowiliśmy też zaprosić jakieś znane osoby; niestety Robert Redford znowu odmówił, a do innych wybranych osób ze świata filmu i prasy filmowej zapomnieliśmy rozesłać zaproszeń; zmiany w naszym dziale Public Relations będą chyba konieczne ;) Odwiedzili nas za to na Zjeździe Alien z Predatorem, którzy przyjechali gościnnie w celu odebrania statuetek Hezekara, które miały im wręczyć Kaha i Mati, ale okazało się - jak oznajmił Alieen - że "AvP" było największym przegranym Hezekarow i ze statuetek nici :) Alien i Predator odeszli więc z niczym, a Mati i Kaha ku pokrzepieniu ich kosmicznych serc, zrobiły sobie z nimi zdjęcie.
Predator vs. Kaha & Mati vs. Alien
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Dziadek i Magda (Babcia ;)
Dux i Cisex
Dejna i Shoomir
Niezrażeni tym, że kolejny już raz będziemy się bawić tylko w naszym własnym towarzystwie, rozpoczęliśmy Zjazd ;) Na miejsce wybraliśmy pensjonat - jak już wspomniałem wyżej - w Ochotnicy Dolnej, w którym czekał na nas duży budynek (wyłącznie do naszej dyspozycji!) oferując 50 wolnych miejsc w pokojach, 4 łazienki, dwa posiłki dziennie oraz stół do ping-ponga, który stał się niemal główną atrakcją spotkania i umożliwił wszystkim bliższe poznanie się w czasie gry ;) Do niekwestionowanie najciekawszych pojedynków należał mecz pomiędzy Polską (Cisex) a przedstawicielem Talibów (zamaskowany gracz) - Polska przegrała, oraz ping-pong 3D w wykonaniu Dejny, której każde uderzenie zaskakiwało lepiej niż finał "Osady". Jak na każdym niemal Zjeździe rządziły zagadki filmowe, które w pewnych przypadkach (ekipa z Warszawy, Olecka i Białegostoku) rozpoczęły się już w pociągu. Jak na ambitny klub wielbicieli filmów... ambitnych przystało, motywem przewodnim stał się pełen treści obraz kinowy "Hip-hopowa myjnia" (taka odpowiedź padała niezależnie od treści zagadki;) oraz, z niewiadomych przyczyn, motyw świni (Desjudi dotąd nie wie, w jakim filmie mózg naukowca przetransplantowano w świnię... a może to było odwrotnie?). Z pewnością jednak palma pierwszeństwa za zagadkę należy się Falenie, która rozwaliła wszystkich pytaniem o mięso na drzewie. Nie pomijaliśmy też egzystencjalnej zagadki 'kawałka świni', której kawałek przewijał się w rozmowach równie często co jej całość. Jednak już na stołówce panowała pełna kultura i uprzejme prośby o podanie artykułów żywieniowych ("Ty, ej, podaj" - "Naści Shoomir"). Z dumą stwierdzamy także, że za pomocą zakulisowych manipulacji pary podstępnych Klubowiczy (wcale nie chodzi o Beowulfa i Deinę) Senk odkrył, jak romantycznie wyrażać swoje uczucia i prawić komplementy w stylu "twój chwytny, ruchliwy język...". Okazało się ponadto, że Senk ma niezwykle wyostrzony zmysł słuchu... niemniej wiele szczęścia życzymy Senkowi i adresatce tych upojnych słów :) Poza pełną swobodą, w pensjonacie (tudzież kurorcie) mieliśmy do dyspozycji dwa wysokiej klasy skutery śnieżne, które czekały na nas zatankowane i przygotowane do jazdy po górskich, zaśnieżonych terenach.
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Falena i Vera
Hunter, Gruby i Mia
Alieen i Cisex - kalambur "Idioci" ;)
W piątek wieczorem całe towarzystwo było już na miejscu i tylko ekipa z Warki (ja) i Sosnowca (Alieen, Gruby, Mia i Vera) dojechała o 1 w nocy, klucząc przez 5 godzin w poszukiwaniu drogi; chwilami zdawało się nam, że może już nie żyjemy i nigdy nie dojedziemy na miejsce, w czym utwierdzało nas kilka rzeczy (a przede wszystkim Alieen z komentarzami: "Tak naprawdę już nie żyjemy. Dlatego ulice są puste i nie możemy nigdzie dojechać" albo "To droga śmierci") które wydarzyły się w drodze. Po pierwsze: mapa uparcie rozmijała się z tym, co widzieliśmy przed szybą samochodu, po drugie: droga, którą jechaliśmy, była dziwnie opustoszała, na niebie pojawił się jaśniejący krzyż (był to wierzchołek jakiegoś kościoła). Po trzecie: wjechaliśmy do miejscowości Piekiełko, a w radiu zaczęła się piosenka "Schody do nieba" w wykonaniu Led Zeppelin. Gdy już byliśmy jakieś 20 km od Ochotnicy Dolnej i zdawało się, że jednak żyjemy i raczej na miejsce dotrzeć się uda, w rowie zobaczyliśmy leżący samochód - i znowu powróciły myśli, że może to my jesteśmy w rowie, a tu jadą duchy, a nie my (zdecydowanie za dużo filmów w stylu "Dead end" ;) Gdy natomiast zobaczyliśmy znak drogowy, według którego za 2,5 km samochód spadnie z drogi do wody, a po chwili znak na którym ze skał spadają kamienie - naprawdę się nieco wystraszyliśmy. Gdy już udało się dostać na miejsce, przywitaliśmy się ze wszystkimi i siedzieliśmy do 5 rano, rozmawiając, wspominając, żartując (tego jest zawsze aż zanadto ;) i nie biorąc niczego na poważnie ;) W tak zwanym międzyczasie, w kilka osób zeszliśmy na dół, aby podłączyć Laptopa do odbiornika telewizyjnego (bo choć w Ochotnicy nie było 'szerokopasmowego dostępu do internetu' - o co pytał Cisex - to telewizor do dyspozycji dostaliśmy) poprzez wyjście TV z laptopa i kabel przywieziony na Zjazd przez Phonika. W telewizorze były trzy wejścia: AV1, AV2 i... AVP ;) Obraz udało się przerzucić dość szybko (opcja klonowania to dobra opcja), tylko że poza pulpitem Windowsa na ekranie nie było widać filmu puszczonego z laptopowego DVD, przez co fragmenty "Ice Age" i "Piramidy strachu" oglądane były na laptopie, nad którym wisiał włączony telewizor z czarnym ekranem - dla zachowania pozorów, że obraz niby udało się przerzucić. Byłem godny podziwu z jakim Alieen i Dobermann o 4 nad ranem przeglądali konfiguracje i ustawienia karty graficznej w laptopie i głowili się, co jest nie tak. Wchodzili w takie opcje, których nigdy na oczy nie widziałem (oni chyba zresztą też) i oczyma wyobraźni widziałem ich, jak stoją nad rozkręconym laptopem z lutownicą i szukają błędu w samym sprzęcie ;)
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Specjaliści od flaków w składzie Gruby i Cisex
Profesjonalnie wydawanie flaków - Mati i Gruby
Na stołówce - Dejna, Mati, Beowulf, Vera, Shoomir i Senk
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Karol, Shandor i Desjudi
Cisex i Shoomir
Kaha i Dobermann
Gdy poszliśmy wreszcie spać, przed zaśnięciem rozmawialiśmy o rosyjskich filmach erotycznych ("Sasza rozbiera traktor, maca przewody i ogląda gołe śrubki"), rosyjskich thrillerach ("Suche majtki na dnie morza"), rosyjskich kryminałach ("Ślady zębów na kaszance") i rumuńskim konkretnym wirusie komputerowym (pocztą przychodzi plik TXT z tekstem: "Nie mamy pieniędzy na napisanie wirusa. Prosimy: skasuj sobie sam jakiś katalog" ;) W sobotę zaś rano, Alieen usłyszał pytanie: "Podaj tytuł najgorszego filmu zeszłego roku, na trzy litery, w środku V" - niestety Alieen nie znał odpowiedzi, bo spał ;) Sobota była dniem jazdy na skuterach śnieżnych, wyprawy górską stromą drogą na zakupy do sklepu, oraz okazją do zrobienia zdjęcia grupowego oczywiście. Wieczorem rzucaliśmy się też kulkami śnieżnymi w pensjonacie, bo na dworze było za zimno, a na jednej z kulek wszyscy złożyliśmy autografy, po czym Magda poszła myć szklanki i wyrzuciła tę bezcenną kulkę do urządzenia zwanego potocznie 'sedes' - czyżby to metafora kondycji klubowej? ;) W ciągu dnia zaznajomiliśmy Klubowiczów z niedocenionym filmem Takeshi Kitano "Getting any?", z którego motyw striptizu i okrzyk 'Mambo' stał się na 1 dzień najsłynniejszym cytatem filmowym, nie mówiąc już o 'Beatlesie włochatym idolu' z tego samego filmu, czy przecięciu jądra atomu, albo o teście 'honorowego gościa', polegającym na rzuceniu w górę monety i trafieniu w nią kulką ;) W wolnej chwili, Jacek i Hunter puszczali w pokoju (cały zresztą zjazd przebiegał w pokojowej, chrześcijańskiej atmosferze, bo w pensjonacie wisiało wiele świętych obrazków) fragmenty pokazów Davida Copperfielda (sztuczki wybrane ;) i objaśniali w jaki sposób David sprawiał, że to wszystko znikało i znowu się pojawiało: "To było lustro", "Ten motor już tam był", "Davida już tam nie było", "Schował się pod skrzynią", "Tam była ukryta kobieta" itp. A później Jacek sam pokazał sztuczki ze znikającym i pojawiającym się papierosem, oraz piłeczką do ping-ponga. Problem pojawił się w momencie, gdy poprosiliśmy Jacka, aby pokazał jak chowa motor ;) Na szczęście Jacka, motoru nie było, a na nieszczęście piłeczka do ping-ponga którą schował (nie wiadomo gdzie) nie znalazła się, a Jacek dostał czkawki ;) W międzyczasie pojawiał się Klaun Szyderca i Wujek Staszek mistrz ciętej riposty, który szybko nas gasił ;) Cały wieczór stał ponadto pod znakiem dwóch niesamowitych imprez; jedna to gra w Kalambury filmowe, gdzie Alieen i Cisex genialnie pokazali film Larsa Von Triera "Idioci", ja nie dałem rady pokazać "Solaris", choć pokazałem i pośladki Clooneya i falując ręką - ocean, a były przymiarki, żeby drużyna przeciwna pokazała "Koyaanisqatsi" ;) Szacunek dla Shoomira za pokazanie "Nixona" i dla Karola, który pokazywał rękoma, że coś na stole sypie, posypuje - zgadłem, że to słowo 'sypać', lub 'sypanie' (Karol przytaknął) więc strzeliłem, że chodzi o film "Sypcy i wściekli" ;) Największe jednak zdziwienie wywołał Karol tym, że nie mógł sobie poradzić z pokazaniem "Dziwki", choć podpowiadaliśmy mu, żeby tylko poruszał biodrami. Zagadka została odgadnięta dopiero w momencie, gdy Alieen klepnął Karola w tyłek ;) W którymś momencie udało się sfotografować Shandora, który w ogniu dyskusji i wrzawy, po prostu zasnął ;) Nadszedł czas quizu muzycznego braci Łudzeń. Wszyscy spojrzeli w kierunku braci, a oni ze zdziwieniem na siebie... Tak, tym razem nie było quizu - hiehie. Drugą atrakcją (o której wspominałem już wyżej) był stół do ping-ponga, na którym niepodzielnie rządził Alieen, Shandor i Magda (Cisex przegrywał, choć stosował rewolucyjną metodę liczenia punktów: gdy zdobywał punkt, dodawał jeden sobie, jednocześnie ujmując jeden przeciwnikowi ;). Pod koniec gry, gdy Alieen i Cisex wygłupiali się już przy stole na maxa, grali wszystkim co popadło, od korka po Pepsi, po otwartą paczkę Chipsów i zielone krzesło.
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Gra w ping-ponga
Falena, Dziadek i Shandor
Rozmowy w toku
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Dux i Adi
Ping-pong master Cisex :)
Tajemniczy master Talib :)
Noc okryła Ochotnicę Dolną i można było zacząć wieczorne bzdurzenie o wszystkim i niczym; gdy cała grupa marnowała czas na dywagacje o jeżozwierzach z "Osady" (dużo się zresztą na zjeździe mówiło o tych, o których się nie mówi i o tym którego imienia się nie wymienia ;), w kilka osób (Cisex, Magda, Mati, Senk i ja) oddawaliśmy się refleksjom na poważne tematy: życia, przyszłości i tego, jak okrutnie cierpią truskawki, gdy urywa się im szypułkę. Pochwaliłem się też, że piłem ostatnio sok z 'owoców leśnych', gdzie głównym składnikiem była marchewka. Ostatecznie skupiliśmy się jednak na temacie uboju marchewek, które muszą się tak strasznie poświęcić, aby (gdy dorosną) móc trafić do pysznego jogurtu Zott ;) Nocne Polaków Rozmowy ciągnęły się ponownie do 5 rano, a obracały się wokół tematów wydań filmów na DVD, formatów obrazu i dźwięku - wspominaliśmy czasy niemieckiego dubbingu w "Terminatorze" i obcinania obrazu w telewizji, poprzez zmiany formatu z 2,35:1 na pudełkowe 4:3. Poruszyliśmy też temat strony i dalszego rozwoju Klubu Miłośników Filmu (to my ;) oraz wymyśliliśmy nowy sposób przyznawania Nagród KMF i Hezekarów (pomysły Dobermanna i Kelley'a) - ale o tym dowiecie się dopiero na początku roku 2006. Gdy szliśmy spać, znowu na noc przewiesiliśmy Senka (czyli Piotra) przez barierkę i przypieliśmy spinaczami. Aha, warto wspomnieć o nowym, honorowym Klubowiczu KMF, którym stała się jedna z postaci biblijnych, na skutek żartu Alieena, który wpisał ją na listę Klubowiczów obecnych na Zjeździe. Musieliśmy zresztą przez to zapłacić za tę osobę, bo żart wydał się dopiero później ;) Niniejsza relacja dobiega już końca z dwóch powodów. Po pierwsze: z racji lokalizacji spotkanie trwało tylko od piątkowego wieczoru do niedzielnego południa - przez co nie mogło wydarzyć się tyle co np. przez 7 dni w Karwii. Po drugie: autor niniejszej relacji mógł być jednocześnie tylko w jednym miejscu, a że 3/4 czasu spędził przegrywając w ping-ponga z każdym po kolei, to mógł przegapić wiele śmiesznych sytuacji i dobrych tekstów, które padały akurat na górze, gdzie reszta bez reszty oddawała się rozmowom, kalamburom i ogólnemu zacieśnianiu i tak już ciasnych znajomości, które chcemy wszyscy jeszcze bardziej zacieśnić, umocnić i utrwalić ;) W niedzielę rano jak zwykle panował kryzys nikotynowy, przez co natychmiast najpopularniejszą osobą Zjazdu stał się Phonik; potem zaś, w akcie ostatecznej desperacji, Kaha i Dejna do spółki zsypały papierosa posługując się pustą bibułką i tytoniem wycyganionym od Dziadka, namiętnego palacza fajki. Celebracji późniejszego palenia tego tworu towarzyszyły uwagi w stylu "ciągnij teraz! Teraz ten duży liść będzie!". Część osób jadąc przez Kraków bądź z Krakowa odwiedziła też Klub OKO, gdzie została godnie podjęta przez gospodarzy tegoż, czyli Ofirkę i Tony'ego - pozdrawiamy! Jak się okazało, Jacek jest wytrawnym znawcą... kompotu, potrafi bezbłędnie wyczuć aromat truskawki i lekką nutkę dekadencji ;) Cóż, wszystko co dobre, szybko się niestety kończy; w niedzielę trzeba było szybciutko wstać, pozbierać zabawki, powkładać się do samochodów, pomóc innym dostać się na pociągi, autobusy i tramwaje, i w efekcie wrócić do domów, poprzez mróz i zamiecie śnieżne (właśnie w niedzielę w nocy zaczął się wielki atak zimy na Polskę), za to z sercem rozgrzanym kolejnymi, ciepłymi i miłymi wspomnieniami, bo nic tak nie cieszy, jak przebywanie przez dwa dni z ludźmi, którzy wciąż potrafią nadawać na tej samej fali i rozumieć się bez słów! Przed wyjazdem DesJudi, który przebywał ostatnio pół roku w USA, został przez nas poproszony o powiedzenie kilku słów po angielsku. Dzięki temu ostatnie słowa zjazdu brzmiały 'Marlboro' i 'OK' ;)
Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć Kliknij żeby powiększyć
Wypadek Alieena (po lewej ;)
Grupa sklepowa
Przygotowania do zdjęć
TO KONIEC

Na koniec uświadomiliśmy sobie, że tak naprawdę nie potrzebowaliśmy na Zjeździe Roberta Redforda, bo jego obecność tylko by nam przeszkadzała w doskonałej, niezapomnianej, klimatycznej, a przede wszystkim luźnej i niemalże rodzinnej atmosferze, którą tworzymy na każdym Zjeździe. Cieszy fakt, że pomimo prawie 6 lat na karku KMF, każde spotkanie jest całkowicie nowym i niepowtarzalnym przeżyciem. I szkoda jedynie, że niesamowicie ciężko jest przekazać to wszystko za pomocą zdjęć i kilku zdań relacji ;)

P.S. Mogę się pochwalić, że wreszcie i ja coś na zjeździe połamałem i wiem już jakie to uczucie. Rozwaliłem plastikowe krzesło i aż smutno się robi jak pomyślę, że już nikt nigdy na nim nie usiądzie ;)
P.S.2 Właśnie odezwał się nasz dział Public Relations, który obiecał, że nastepnym razem na zjazd zaprosimy najwybitniejszego aktora, specjalistę od kina moralnego niepokoju... ERICA ROBERTSA! :)


Zapraszamy do artystycznej galerii KMF,
którą wykonał DesJudi swoim amerykańskym aparatem :)


Kliknij aby obejrzeć



ZDJĘCIE GRUPOWE Od lewej: Dux, Kelley, Dobermann, Vera, Dziadek, Phonik, Gruby, Mia, Desjudi, Jacek, Senk, Dejna, Beowulf, Falena, Karol, Shoomir i Hunter; na sankach siedzą: Cisex, Shandor, Mati, Kaha i Adi; kuca - Alieen


e-mailAutor relacji: Rafał Donica - DUX
Foto: Dux, Cisex, Dobermann, Hunter


STRONA GŁÓWNA | SPOTKANIA KMF