Nieszablonowe spotkanie z zawiłą fabułą
- jak na porządny Zjazd przystało ;)
Czternasty Zjazd KMF to już okrągła rocznica zjazdowa (jeśli zaokrąglić do 15).
Na tym Zjeździe miał też być uczczony fakt przekroczenia strony KMF 1 miliona wejść
odwiedzin (IMDB odwiedza miesięcznie ponad 25 milionów użytkowników; KMF na pierwszy
milion pracował niemal 6 lat ;) Nie wiedzieć jednak czemu, wszyscy uradowani spotkaniem
(wszak ostatni raz widzieliśmy się w lato 2004!) zapomnieli o uczczeniu tego nietuzinkowego
faktu. Wreszcie ten Zjazd jest pierwszym w historii, gdy KMF wybrał się w góry -
i to w samym środku mroźnej zimy. Na spotkanie przyjechało sporo osób, które z różnych
powodów nie pojawiły się na spotkaniu rocznicowym (lato 2004 - przyp. red.); wśród nich
byli Adi, Jacek, Shoomir (który ponoć od poniedziałku po Zjeździe miał zacząć pracę jako blacharz-spawacz ;), Vera, Mati, Dziadek, Beowulf i DesJudi. Z nowych Klubowiczów
przybyła Falena (i to aż z Pomorza; a Tomashcowi jest zawsze za daleko ;), a z nowych
osób niezwiązanych z KMF na Zjeździe pojawiła się osoba towarzysząca Dziadka, czyli
Magda, która szybko zyskała ksywkę Babcia, a obydwoje zostali przez nas przywitani
brawami (i to na stołówce), choć nikogo nigdy tak nie witaliśmy i nie wiadomo, kto
klasnął pierwszy (może to sam Dziadek, który tylko czyścił fajkę jak jeden z bohaterów "Rejsu" :) Jak to stwierdził Alieen po wycichnięciu oklasków: "My to potrafimy
zrobić wiochę" :)
|
 |
|
 |
|
 |
|
|
Przygotowania do zdjęcia grupowego
| |
Zdjęcie "Na Huntera" - tym razem polowanie odbyło się w zimie :)
| |
Przygotowania do zdjęcia grupowego
|
|
 |
|
 |
|
 |
|
|
Saneczkarze Kaha & Gruby
| |
Hunter, Dobermann i Alieen
| |
Zdjęcie zbiorowe
|
|
Z osób które znamy, a które nie są w KMF, a które w KMF były,
przyjechał do nas Cisex (ekspert od Erica Robertsa w filmach azjatyckich i od odróżniania filmów barakowych od barokowych) i przywiózł ze sobą 5 słoików
flaków swojej mamy ;) (dziękujemy!), oraz świeżo zdobyty tytuł Inżyniera. Do Ochotnicy
Dolnej, pomimo śnieżyc, lawin, mrozu i ślizgawicy na drodze, dotarli także: Hunter (wraz ze swoim
drewnianym klinem pod koło - żeby się samochód podczas postoju nie zsunął ze zbocza ;), Alieen,
Gruby, Mia, Phonik, Karol (padły wstępne ustalenia, że KMF wystawi Karola na Allegro,
z opisem: "Klubowicz KMF, przebieg 2 lata, stan wątroby idealny"), Shandor, Dobermann i Kaha
(jedyna osoba, z którą wygrałem w Ping-Ponga i która - wedle teorii Cisexa - napawała się moim zwycięstwem :).
Naszą obecnością zaszczyciły nas też osobowości telewizyjne w osobie Karoliny i Piotra (tak naprawdę
na imię ma Senk, hehe), które to osobowości wystąpiły na kilka tygodni przed zjazdem
w "Kinorozmównicy" Krzysztofa Kłopotowskiego (więcej o tym wydarzeniu w dziale "O nas
w prasie i TV"). Był też Adi, znany z telewizji Raciborskiej ekspert od efektów specjalnych,
któremu dzieci 'zadawają pytania' jak zrobiono, że Gandalf był duży, a Frodo mały ;)
Na koniec ja, którego cytat z recenzji "Krucjaty Bourne'a" ukazał się był na okładce
tego filmu na DVD i VHS, a który brzmiał "Fabuła filmu jest zawiła i nieszablonowa, jak
na porządny film akcji przystało" (Rafał Donica, Cinema).
Wszyscyśmy byli przez cały Zjazd prześladowani za nasze
pozaklubowe dokonania - Karolina za to, że na antenie tyle klęła, aż jej wypowiedzi
w "Kinorozmównicy" zostały pocięte i jedyne co było słychać między jednym 'bip'
a drugim 'bip' to słowa Howard Hughes i Aviator ;) Senka wszyscy nazywali wciąż
Piotrem (techniczna obsługa Kinorozmównicy zamieniła imiona Piotra Jezierskiego
z naszym Klubowiczem Jackiem Kozłowskim - stąd ta cała historia), Adiemu dostało
się za wspomnianą wyżej słowną pomyłkę: 'zadawają pytania', a mój cytat (wydawca
faktycznie wybrał niezbyt okazały fragment mojej recenzji pisanej dla Cinemy) był
co chwila przytaczany przez każdego, kto sobie o nim przypomniał, dzięki czemu
wszystko na Zjeździe było albo nieszablonowe, albo zawiłe - jak ta relacja zresztą ;)
Dorzucając do tego fakt, że w audycji Radio BIS Anna Mucha stwierdziła, że "Krucjata
Bourne'a" się jej nie podoba i że nie przekonał jej nawet 'Rafał Donica z Cinemy',
wyobrazić sobie można już łatwo, że na Zjeździe często słyszałem teksty w stylu:
"Dux, Ania Mucha do Ciebie dzwoniła" itp. itd. ;) Na ten zjazd postanowiliśmy też
zaprosić jakieś znane osoby; niestety Robert Redford znowu odmówił, a do innych
wybranych osób ze świata filmu i prasy filmowej zapomnieliśmy rozesłać zaproszeń;
zmiany w naszym dziale Public Relations będą chyba konieczne ;) Odwiedzili nas za to na
Zjeździe Alien z Predatorem, którzy przyjechali gościnnie w celu odebrania statuetek
Hezekara, które miały im wręczyć Kaha i Mati, ale okazało się - jak oznajmił Alieen - że "AvP" było największym przegranym Hezekarow i ze statuetek nici :) Alien i Predator odeszli więc z niczym, a Mati i Kaha ku pokrzepieniu ich kosmicznych serc, zrobiły sobie z nimi zdjęcie.
|
 |
|
|
Predator vs. Kaha & Mati vs. Alien
|
|
 |
|
 |
|
 |
|
|
Dziadek i Magda (Babcia ;)
| |
Dux i Cisex
| |
Dejna i Shoomir
|
|
Niezrażeni tym, że kolejny już raz będziemy się bawić tylko w naszym własnym towarzystwie,
rozpoczęliśmy Zjazd ;) Na miejsce wybraliśmy pensjonat - jak już wspomniałem wyżej
- w Ochotnicy Dolnej, w którym czekał na nas duży budynek (wyłącznie do naszej dyspozycji!)
oferując 50 wolnych miejsc w pokojach,
4 łazienki, dwa posiłki dziennie oraz stół do ping-ponga, który stał się niemal główną
atrakcją spotkania i umożliwił wszystkim bliższe poznanie się w czasie gry ;) Do niekwestionowanie
najciekawszych pojedynków należał mecz pomiędzy Polską (Cisex) a przedstawicielem
Talibów (zamaskowany gracz) - Polska przegrała, oraz ping-pong 3D w wykonaniu Dejny,
której każde uderzenie zaskakiwało lepiej niż finał "Osady".
Jak na każdym niemal Zjeździe rządziły zagadki filmowe, które w pewnych przypadkach
(ekipa z Warszawy, Olecka i Białegostoku) rozpoczęły się już w pociągu. Jak na ambitny klub wielbicieli filmów... ambitnych przystało, motywem przewodnim
stał się pełen treści obraz kinowy "Hip-hopowa myjnia" (taka odpowiedź padała niezależnie od treści zagadki;) oraz, z niewiadomych przyczyn, motyw świni
(Desjudi dotąd nie wie, w jakim filmie mózg naukowca przetransplantowano w świnię...
a może to było odwrotnie?). Z pewnością jednak palma pierwszeństwa za zagadkę
należy się Falenie, która rozwaliła wszystkich pytaniem o mięso na drzewie. Nie pomijaliśmy
też egzystencjalnej zagadki 'kawałka świni', której kawałek
przewijał się w rozmowach równie często co jej całość. Jednak już na stołówce panowała pełna kultura
i uprzejme prośby o podanie artykułów żywieniowych ("Ty, ej, podaj" - "Naści Shoomir").
Z dumą stwierdzamy także, że za pomocą zakulisowych manipulacji pary podstępnych
Klubowiczy (wcale nie chodzi o Beowulfa i Deinę) Senk odkrył, jak romantycznie
wyrażać swoje uczucia i prawić komplementy w stylu "twój chwytny, ruchliwy język...".
Okazało się ponadto, że Senk ma niezwykle wyostrzony zmysł słuchu... niemniej wiele szczęścia
życzymy Senkowi i adresatce tych upojnych słów :) Poza pełną swobodą, w pensjonacie
(tudzież kurorcie) mieliśmy do dyspozycji dwa wysokiej klasy skutery śnieżne, które czekały na nas
zatankowane i przygotowane do jazdy po górskich, zaśnieżonych terenach.
|
 |
|
 |
|
 |
|
|
Falena i Vera
| |
Hunter, Gruby i Mia
| |
Alieen i Cisex - kalambur "Idioci" ;)
|
|
W piątek
wieczorem całe towarzystwo było już na miejscu i tylko ekipa z Warki (ja) i Sosnowca
(Alieen, Gruby, Mia i Vera) dojechała o 1 w nocy, klucząc przez 5 godzin w poszukiwaniu
drogi; chwilami zdawało się nam, że może już nie żyjemy i nigdy nie dojedziemy na miejsce,
w czym utwierdzało nas kilka rzeczy (a przede wszystkim Alieen z komentarzami: "Tak naprawdę już nie żyjemy.
Dlatego ulice są puste i nie możemy nigdzie dojechać" albo "To droga śmierci") które wydarzyły się w drodze. Po pierwsze: mapa uparcie
rozmijała się z tym, co widzieliśmy przed szybą samochodu, po drugie: droga, którą jechaliśmy,
była dziwnie opustoszała, na niebie pojawił się jaśniejący krzyż (był to wierzchołek jakiegoś
kościoła). Po trzecie: wjechaliśmy do miejscowości Piekiełko, a w radiu zaczęła się piosenka
"Schody do nieba" w wykonaniu Led Zeppelin. Gdy już byliśmy jakieś 20 km od Ochotnicy Dolnej
i zdawało się, że jednak żyjemy i raczej na miejsce dotrzeć się uda, w rowie zobaczyliśmy
leżący samochód - i znowu powróciły myśli, że może to my jesteśmy w rowie, a tu jadą duchy,
a nie my (zdecydowanie za dużo filmów w stylu "Dead end" ;) Gdy natomiast zobaczyliśmy
znak drogowy, według którego za 2,5 km samochód spadnie z drogi do wody, a po chwili znak
na którym ze skał spadają kamienie - naprawdę się nieco wystraszyliśmy. Gdy już udało się
dostać na miejsce, przywitaliśmy się ze wszystkimi i siedzieliśmy do 5 rano, rozmawiając,
wspominając, żartując (tego jest zawsze aż zanadto ;) i nie biorąc niczego na poważnie ;)
W tak zwanym międzyczasie, w kilka osób zeszliśmy na dół, aby podłączyć Laptopa do odbiornika
telewizyjnego (bo choć w Ochotnicy nie było 'szerokopasmowego dostępu do internetu' - o co pytał Cisex -
to telewizor do dyspozycji dostaliśmy) poprzez wyjście TV z laptopa i kabel przywieziony na Zjazd
przez Phonika. W telewizorze były trzy wejścia: AV1, AV2 i... AVP ;)
Obraz udało się przerzucić dość szybko (opcja klonowania to dobra opcja), tylko
że poza pulpitem Windowsa na ekranie nie było widać filmu puszczonego z laptopowego DVD, przez
co fragmenty "Ice Age" i "Piramidy strachu" oglądane były na laptopie, nad którym wisiał włączony
telewizor z czarnym ekranem - dla zachowania pozorów, że obraz niby udało się przerzucić. Byłem
godny podziwu z jakim Alieen i Dobermann o 4 nad ranem przeglądali konfiguracje i ustawienia
karty graficznej w laptopie i głowili się, co jest nie tak. Wchodzili w takie opcje, których
nigdy na oczy nie widziałem (oni chyba zresztą też) i oczyma wyobraźni widziałem ich, jak
stoją nad rozkręconym laptopem z lutownicą i szukają błędu w samym sprzęcie ;)
|
 |
|
 |
|
 |
|
|
Specjaliści od flaków w składzie Gruby i Cisex
| |
Profesjonalnie wydawanie flaków - Mati i Gruby
| |
Na stołówce - Dejna, Mati, Beowulf, Vera, Shoomir i Senk
|
|
 |
|
 |
|
 |
|
|
Karol, Shandor i Desjudi
| |
Cisex i Shoomir
| |
Kaha i Dobermann
|
|
Gdy poszliśmy wreszcie spać, przed zaśnięciem rozmawialiśmy o rosyjskich filmach erotycznych
("Sasza rozbiera traktor, maca przewody i ogląda gołe śrubki"), rosyjskich thrillerach ("Suche majtki na
dnie morza"), rosyjskich kryminałach ("Ślady zębów na kaszance") i rumuńskim konkretnym
wirusie komputerowym (pocztą przychodzi plik TXT z tekstem: "Nie mamy pieniędzy na napisanie
wirusa. Prosimy: skasuj sobie sam jakiś katalog" ;) W sobotę zaś rano, Alieen usłyszał pytanie:
"Podaj tytuł najgorszego filmu zeszłego roku, na trzy litery, w środku V" - niestety Alieen nie znał
odpowiedzi, bo spał ;) Sobota była dniem jazdy na skuterach
śnieżnych, wyprawy górską stromą drogą na zakupy do sklepu, oraz okazją do zrobienia
zdjęcia grupowego oczywiście. Wieczorem rzucaliśmy się też kulkami śnieżnymi w pensjonacie,
bo na dworze było za zimno, a na jednej z kulek wszyscy złożyliśmy autografy, po czym
Magda poszła myć szklanki i wyrzuciła tę bezcenną kulkę do urządzenia zwanego potocznie
'sedes' - czyżby to metafora kondycji klubowej? ;) W ciągu dnia zaznajomiliśmy Klubowiczów
z niedocenionym filmem Takeshi Kitano "Getting any?", z którego motyw striptizu i okrzyk 'Mambo'
stał się na 1 dzień najsłynniejszym cytatem filmowym, nie mówiąc już o 'Beatlesie włochatym
idolu' z tego samego filmu, czy przecięciu jądra atomu, albo o teście 'honorowego gościa',
polegającym na rzuceniu w górę monety i trafieniu w nią kulką ;) W wolnej chwili, Jacek i Hunter
puszczali w pokoju (cały zresztą zjazd przebiegał w pokojowej, chrześcijańskiej atmosferze,
bo w pensjonacie wisiało wiele świętych obrazków)
fragmenty pokazów Davida Copperfielda (sztuczki wybrane ;) i objaśniali
w jaki sposób David sprawiał, że to wszystko znikało i znowu się pojawiało: "To było lustro", "Ten
motor już tam był", "Davida już tam nie było", "Schował się pod skrzynią", "Tam była ukryta kobieta" itp.
A później Jacek sam pokazał sztuczki ze znikającym i pojawiającym się papierosem, oraz piłeczką
do ping-ponga. Problem pojawił się w momencie, gdy poprosiliśmy Jacka, aby pokazał jak chowa motor ;)
Na szczęście Jacka, motoru nie było, a na nieszczęście piłeczka do ping-ponga którą schował (nie
wiadomo gdzie) nie znalazła się, a Jacek dostał czkawki ;) W międzyczasie pojawiał się Klaun Szyderca i Wujek Staszek
mistrz ciętej riposty, który szybko nas gasił ;) Cały wieczór stał ponadto pod znakiem dwóch
niesamowitych imprez; jedna to gra w Kalambury filmowe, gdzie Alieen i Cisex genialnie pokazali
film Larsa Von Triera "Idioci", ja nie dałem rady pokazać "Solaris", choć pokazałem i
pośladki Clooneya i falując ręką - ocean, a były przymiarki, żeby drużyna przeciwna
pokazała "Koyaanisqatsi" ;) Szacunek dla Shoomira za pokazanie "Nixona" i dla Karola,
który pokazywał rękoma, że coś na stole sypie, posypuje - zgadłem, że to słowo 'sypać',
lub 'sypanie' (Karol przytaknął) więc strzeliłem, że chodzi o film "Sypcy i wściekli" ;)
Największe jednak zdziwienie wywołał Karol tym, że nie mógł sobie poradzić z pokazaniem "Dziwki",
choć podpowiadaliśmy mu, żeby tylko poruszał biodrami. Zagadka została odgadnięta dopiero w momencie,
gdy Alieen klepnął Karola w tyłek ;) W którymś momencie udało się
sfotografować Shandora, który w ogniu dyskusji i wrzawy, po prostu zasnął ;)
Nadszedł czas quizu muzycznego braci Łudzeń. Wszyscy spojrzeli w kierunku braci, a oni
ze zdziwieniem na siebie... Tak, tym razem nie było quizu - hiehie.
Drugą atrakcją (o której wspominałem już wyżej) był stół do ping-ponga, na którym niepodzielnie
rządził Alieen, Shandor i Magda (Cisex przegrywał, choć stosował rewolucyjną metodę liczenia punktów:
gdy zdobywał punkt, dodawał jeden sobie, jednocześnie ujmując jeden przeciwnikowi ;).
Pod koniec gry, gdy Alieen i Cisex wygłupiali się już
przy stole na maxa, grali wszystkim co popadło, od korka po Pepsi, po otwartą paczkę Chipsów i zielone krzesło.
|
 |
|
 |
|
 |
|
|
Gra w ping-ponga
| |
Falena, Dziadek i Shandor
| |
Rozmowy w toku
|
|
 |
|
 |
|
 |
|
|
Dux i Adi
| |
Ping-pong master Cisex :)
| |
Tajemniczy master Talib :)
|
|
Noc okryła Ochotnicę Dolną i można było zacząć wieczorne bzdurzenie o wszystkim i niczym;
gdy cała grupa marnowała czas na dywagacje o jeżozwierzach z "Osady" (dużo się zresztą na zjeździe mówiło
o tych, o których się nie mówi i o tym którego imienia się nie wymienia ;), w kilka osób (Cisex, Magda, Mati, Senk
i ja) oddawaliśmy się refleksjom na poważne tematy: życia, przyszłości i tego, jak okrutnie
cierpią truskawki, gdy urywa się im szypułkę. Pochwaliłem się też, że piłem ostatnio sok
z 'owoców leśnych', gdzie głównym składnikiem była marchewka. Ostatecznie skupiliśmy się jednak
na temacie uboju marchewek, które muszą się tak strasznie poświęcić, aby (gdy dorosną) móc trafić
do pysznego jogurtu Zott ;) Nocne Polaków Rozmowy ciągnęły się ponownie do 5 rano, a obracały się wokół tematów wydań
filmów na DVD, formatów obrazu i dźwięku - wspominaliśmy czasy niemieckiego dubbingu
w "Terminatorze" i obcinania obrazu w telewizji, poprzez zmiany formatu z 2,35:1 na pudełkowe
4:3. Poruszyliśmy też temat strony i dalszego rozwoju Klubu Miłośników Filmu (to my ;) oraz wymyśliliśmy
nowy sposób przyznawania Nagród KMF i Hezekarów (pomysły Dobermanna i Kelley'a) - ale o tym
dowiecie się dopiero na początku roku 2006.
Gdy szliśmy spać, znowu na noc przewiesiliśmy Senka (czyli Piotra)
przez barierkę i przypieliśmy spinaczami. Aha, warto wspomnieć o nowym, honorowym
Klubowiczu KMF, którym stała się jedna z postaci biblijnych, na skutek żartu Alieena, który
wpisał ją na listę Klubowiczów obecnych na Zjeździe. Musieliśmy zresztą przez to zapłacić
za tę osobę, bo żart wydał się dopiero później ;) Niniejsza relacja dobiega już końca z dwóch
powodów. Po pierwsze: z racji lokalizacji spotkanie trwało tylko od piątkowego wieczoru do niedzielnego
południa - przez co nie mogło wydarzyć się tyle co np. przez 7 dni w Karwii. Po drugie: autor
niniejszej relacji mógł być jednocześnie tylko w jednym miejscu, a że 3/4 czasu spędził przegrywając
w ping-ponga z każdym po kolei, to mógł przegapić wiele śmiesznych sytuacji i dobrych tekstów,
które padały akurat na górze, gdzie reszta bez reszty oddawała się rozmowom, kalamburom
i ogólnemu zacieśnianiu i tak już ciasnych znajomości, które chcemy wszyscy jeszcze bardziej
zacieśnić, umocnić i utrwalić ;)
W niedzielę rano jak zwykle panował kryzys nikotynowy, przez co natychmiast najpopularniejszą osobą Zjazdu stał się Phonik; potem zaś, w akcie ostatecznej desperacji, Kaha i Dejna do spółki zsypały papierosa posługując się pustą bibułką i tytoniem wycyganionym od Dziadka, namiętnego palacza fajki. Celebracji późniejszego palenia tego tworu towarzyszyły uwagi w stylu "ciągnij teraz! Teraz ten duży liść będzie!". Część osób jadąc przez Kraków bądź z Krakowa odwiedziła też Klub OKO, gdzie została godnie podjęta przez gospodarzy tegoż, czyli Ofirkę i Tony'ego - pozdrawiamy!
Jak się okazało, Jacek jest wytrawnym znawcą... kompotu, potrafi bezbłędnie wyczuć aromat truskawki i lekką nutkę dekadencji ;)
Cóż, wszystko co dobre, szybko się niestety kończy; w niedzielę trzeba było szybciutko wstać, pozbierać zabawki,
powkładać się do samochodów, pomóc innym dostać się na pociągi, autobusy i tramwaje, i w efekcie
wrócić do domów, poprzez mróz i zamiecie śnieżne (właśnie w niedzielę w nocy zaczął się wielki
atak zimy na Polskę), za to z sercem rozgrzanym kolejnymi, ciepłymi i miłymi wspomnieniami, bo
nic tak nie cieszy, jak przebywanie przez dwa dni z ludźmi, którzy wciąż potrafią nadawać na
tej samej fali i rozumieć się bez słów! Przed wyjazdem DesJudi, który przebywał ostatnio pół
roku w USA, został przez nas poproszony o powiedzenie kilku słów po angielsku. Dzięki temu
ostatnie słowa zjazdu brzmiały 'Marlboro' i 'OK' ;)
|
 |
|
 |
|
 |
|
|
Wypadek Alieena (po lewej ;)
| |
Grupa sklepowa
| |
Przygotowania do zdjęć
|
|
TO KONIEC
Na koniec uświadomiliśmy sobie, że tak naprawdę nie potrzebowaliśmy na Zjeździe Roberta Redforda,
bo jego obecność tylko by nam przeszkadzała w doskonałej, niezapomnianej, klimatycznej, a przede
wszystkim luźnej i niemalże rodzinnej atmosferze, którą tworzymy na każdym Zjeździe. Cieszy fakt,
że pomimo prawie 6 lat na karku KMF, każde spotkanie jest całkowicie nowym i niepowtarzalnym
przeżyciem. I szkoda jedynie, że niesamowicie ciężko jest przekazać to wszystko za pomocą zdjęć
i kilku zdań relacji ;)
P.S. Mogę się pochwalić, że wreszcie i ja coś na zjeździe połamałem i wiem już jakie to uczucie.
Rozwaliłem plastikowe krzesło i aż smutno się robi jak pomyślę, że już nikt nigdy na nim nie usiądzie ;)
P.S.2 Właśnie odezwał się nasz dział Public Relations, który obiecał, że nastepnym razem na zjazd zaprosimy najwybitniejszego aktora, specjalistę od kina moralnego niepokoju... ERICA ROBERTSA! :)
Zapraszamy do artystycznej galerii KMF,
którą wykonał DesJudi swoim amerykańskym aparatem :)
ZDJĘCIE GRUPOWE
Od lewej: Dux, Kelley, Dobermann, Vera, Dziadek, Phonik, Gruby, Mia, Desjudi, Jacek,
Senk, Dejna, Beowulf, Falena, Karol, Shoomir i Hunter; na sankach siedzą: Cisex,
Shandor, Mati, Kaha i Adi; kuca - Alieen
 | | Autor relacji: Rafał Donica - DUX
Foto: Dux, Cisex, Dobermann, Hunter
|
STRONA GŁÓWNA
|
SPOTKANIA KMF