23-25 kwietnia
Bziuk... i po zjeździe...
czyli mały domek z horrorami
Ten Zjazd już na kilka tygodni przed, został ochrzczony mianem "Mroźny Rogoźnik 2004".
Ten przydomek został nadany nieco na wyrost, ale jak się miało okazać na miejscu;
znowu ekipie KMF nieźle marzły tyłki. Jedynie piątek był dniem słonecznym, a wręcz
bardzo ciepłym. I gdy już w nocy z piątku na sobotę zdawało się, że dzień następny
po prostu nie może być deszczowy, na moją twarz spadła kropla wody. Przez chwilę
zastanawialiśmy się, czy to początek deszczu, czy też opluł mnie Gruby, który
akurat coś dosadnie i głośno mówił. Sobotni poranek pozbawił nas złudzeń.
Trzeba było przeprosić Grubego za bezpodstawne oskarżenia. Zrobiło się zimno
i deszczowo, ale paradoksalnie to właśnie nieciekawa pogoda sprawiła, że
w efekcie był to jeden z najbardziej kameralnych i sympatycznych Zjazdów
w historii KMF. Oczywiście pomogło też urządzenie które robiło "bziuk",
a także panujący wokół horror-klimat. Przede wszystkim jednak, to przyjacielska
atmosfera i 'nadawanie na tej samej fali' wśród nas, uczyniła ten Zjazd
kolejnym przykładem na to, że się rozumiemy bez słów i potrafilibyśmy
w naszym towarzystwie spędzić miło czas, nawet na kawałku kry lodowej
pośród wichur i zamieci na rozległych wodach oceanu. Bylebyśmy tylko
mieli dostęp do komputera, DVD i zestawu 5 głośników z subwooferem ;)
Ale może wszystko po kolei...
czyli Bziuki rules!
Zjazd dla piszącego tę relację rozpoczął się w piątek rano, przyjazdem
do domu Alieena i Grubego, gdzie na mnie i Viki czekał już... Alieen,
Gruby i ich pies suka Nuka. Po chwili wpadł również Hunter, który
zapytał się Grubego "Co ma z Bonda"? na co gruby odpowiedział mu,
że definitywnie nic ;) Okazało się, że Hunter ma niby jakiś zegarek
Omega kupiony okazyjnie, ale już trzeba było schodzić na dół, gdzie
czekali na nas: Jimi, Maua, Dobermann i Kaha. Udaliśmy się na dwa auta
pod dom Mii, która na zjazd zdecydowała się zabrać swoją siostrę Agnieszkę.
W takim komplecie ruszyliśmy do Rogoźnika. Na miejscu odebraliśmy klucze
od domków nr 40, 41 i 43 - przerażająca tajemnica domku nr 42 którego nie dostaliśmy,
miała wyjaśnić się później. Gdy już ulokowaliśmy się w pokojach (osobny
domek pozostawiając dla Adiego, którego chrapanie powoduje odpad tynku
ze ścian) dobił do nas Dziadek (jedyny KMF-owy debiut zjazdowy), który
jako Geograf z zamiłowania, na miejsce dotarł sam, bez najmniejszych
problemów. Po chwili dotarła również Pat z kolegą (pozdrowienia!)
i w kilka osób udaliśmy się na zakupy - standardowo już, do M1
pod Sosnowcem. Przed wyjazdem zagraliśmy z Jimim w Papier, nożyce i kamień. Jimi
wygrał. Pod M1 spotkaliśmy Adiego, którego razem z zakupami
przywieźliśmy do Rogoźnika - tym razem podstępem ja ograłem Jimi'ego. Około godziny 19 pojechaliśmy kolejny
raz do miasta, tym razem po odbiór Dejny (ubranej na cześć "Komunistów" Tomashca) i Doroty (koleżanka Dejny),
Karola, Beowulfa i Graila. Po powrocie można już było zacząć pogaduchy
przy piwku, oraz odpalić maszynę która robiła 'bziuk'. Niespodziewanie
dla wszystkich, pojawił się... Człowiek-Kelley, który zapowiadał, że
nie będzie go na zjeździe. Hitem wieczoru i chyba jedynym akcentem pozahorrorowym,
było za to nagłe pojawianie się Człowieka-Wojownicze żółwie Ninja, który
to człowiek, po zdjęciu tajemniczej maski, okazał się być Jimim! Rozpoczął się
także wieczorny grill, z uwagi na brak śrubki do przykręcenia nogi,
ustawiony na płask na chodniku ;). Gdy kiełbaski zaczęły się piec,
musieliśmy jechać kolejny raz do miasta, tym razem po Jacka któremu
zerwała się trakcja (hehe). To była ostatnia paczka do odebrania tego
wieczoru. Gdy jechaliśmy tajemniczą nocą do Rogoźnika, z Jackiem na pokładzie,
zadzwonił telefon Huntera (dzwonił Dobek):
- Gdzie jesteś ?
- W samochodzie.
- A dokładnie ?
- Z tyłu, w środku ;)
Jeszcze bardziej tajemniczą nocą, gdy część osób podłapała horrorową
konwencję tego zjazdu, Grail, Alieen, Jimi i Dobermann ubzdurali sobie, że w jednym
z sąsiednich domków (nie, nie 42 ;) świecą się dwie czerwone diody,
a w oknie stoi tajemniczy mężczyzna i patrzy się na nas. Pełni obaw
podchodziliśmy kilka razy do tegoż domku, ale nic na nas nie wyskoczyło.
Wtedy Grail uznał, że jest gotów na wyprawę do 'lasu tuż obok'. Mieliśmy
wejść prosto do lasu i aby się nie zgubić, mieliśmy po chwili zawrócić
i wrócić, oświetlając drogę fleszem z aparatu i światłem z wyświetlaczy
komórek. Zebraliśmy na szybko ekipę (Gruby, Alieen, Mia, Agnieszka, Ja, Beowulf i Dejna)
i wyruszyliśmy na spotkanie z nieznanym - Grail się zgubił jeszcze przed
wyprawą i poszliśmy bez niego (hehe). Idąc przez jakieś pole doszliśmy
do pierwszych drzew w lesie... zrobiliśmy kilka zdjęć i wróciliśmy do domków.
Ależ to była ekscytująca i mrożąca krew w żyłach wyprawa ;)
Grill się skończył, większość ludzi już poszła spać, a Grail około
5 w nocy przez pomyłkę zapukał do... domku nr 42, z którego wyszedł
jakiś gość ;) Tylko Alieen widział, jak Grail pociesznie uciekał
z tamtego miejsca i podobno wyglądało to przekomicznie ;) Od tamtej
chwili, nasz tajemniczy przyjaciel z domku nr 42 był przez nas nazywany
Normanem Bates'em. Gdy już prawie wszyscy spali, do naszego pokoju
przyszedł Grail, aby od potężnie chrapiącego Adiego pożyczyć fajek.
Rozespany Adi, nie otwierając oczu wręczył Grailowi opakowanie TIC-TAKÓW
i tak mniej więcej skończyła się noc z piątku na sobotę. Mniej więcej,
bo później podobno Grail wywalił się jeszcze na krześle, ale to chyba
tylko plotka ;) Warto jeszcze odnotować, że późną tajemniczą nocą,
na Zjazd KMF przyjechali niejacy Rafał Czaderski-Hunter i Andrzej Czaderski-Jimi i zrobili sobie
sesję zdjęciową z każdym kto się napatoczył. Rezultat - na końcu relacji :) Rano zaczął padać deszcz...
czyli the horror begins!
...który w sobotę przekształcił się w regularną ulewę i deszcz w różnym
nasileniu i pod różnymi postaciami, który padał praktycznie cały dzień. A czasami
zdawało się, że deszcz padał z ziemi... ale to tylko jak Gruby coś mówił ;).
Pierwszy chyba wstał Beowulf, który obudził nas głośnym pukaniem do okna,
krzycząc "Otwierać! Policja!". Ktoś przez sen bełkotał do Adi'ego,
żeby następnym filmem w dziale F/X była "Sexmisja". Efekt rozwalających
się w łazience drzwi wykonała tam bowiem firma WETA DIGITAL, a sceny
z udziałem wielu kobiet to efekt MASSIVE ;)
Gdy już wszyscy pozwlekali się z łóżek,
Kelley stwierdził, że nie może dłużej zostać i sobie pojechał ;)
To samo uczynił kolega Pat, który miał chyba ważniejsze rzeczy do
zrobienia w domu, albo po prostu nie potrafił nas zrozumieć ;).
Gdy mieliśmy zamiar około godziny 12:00 iść na obiad, okazało się,
że Gruby jeszcze śpi. Zatem zjedliśmy śniadanie. Około 13:00 przyszedł
Gruby i chciał iść na obiad, ale przecież my przed chwilą jedliśmy śniadanie,
więc nam się nie chciało jeść. W tym układzie, Gruby około 13:30 też
zjadł śniadanie i gdy my chcieliśmy około 14:00 iść na obiad, to Gruby
nie chciał iść, bo przed chwilą jadł śniadanie ;) Zatem na obiad poszliśmy
dopiero około 15:30, a zanim to nastąpiło, kilka osób postanowiło sobie
na laptopie obejrzeć pokolorowaną, japońską wersję sceny sieczki z "Kill Billa".
Postanowiło... bo po włożeniu płyty do napędu okazało się, że chodzi
jakby chciała a nie mogła. Po wyjęciu z napędu okazało się, ze płyta
jest umazana w maśle ;) Wreszcie udało się odpalić film;
Było fajnie i czerwono ;) Później poleciał fragment "Matrixa Rewolucji" - czyli
sekwencja "For Zion!!!!" a po tym wszystkim, spora część ludzi obejrzała
w calości "Halloween" Johna Carpentera. Przyszło im to z trudem, bo Viki
już w pierwszych dziesięciu minutach filmu wynalazła ponoć 67 wpadek,
ale jakoś dali radę przez to przebrnąć i dociągnąć film do końca ;)
Atmosfera grozy i horroru coraz bardziej dawała o sobie znać. Poszliśmy
na obiad i najedliśmy się. Niektórzy jedli kotlet z indyka, a Adi sprawnie
udawał gulgotanie tegoż indyka, który ponoć rano jeszcze żył ;) Na obiedzie
była też pyszna kawa i zimna cola - ale że gastronomia nie jest zbyt ciekawym
tematem, to kończę już pisać o obiedzie. Warto jeszcze odnotować, że na obiedzie
nie było Jacka i Doroty; ponoć jedli jakieś owoce miłości czy coś takiego.
Dranie, nie podzielili się. Po obiedzie, gdy Adi brał prysznic, spod drzwi
łazienki zaczęła wypływać woda, zatem i klimat "Dark Water" przez chwilę mieliśmy ;)
Gdy nadszedł wieczór, przyjechał Lopez i powoli
zaczęliśmy zabierać się do Quizu Muzycznego. W międzyczasie Karol spytał
się mnie, gdzie jest masło. Odpowiedziałem mu mało śmiesznie, że na płycie z "Kill Billem" ;)
W tak zwanym międzyczasie uskutecznialiśmy też grę w zagadki filmowe, dzięki
czemu dowiedzieliśmy się o istnieniu takich filmów jak "Jurek: Kosmiczna nominacja",
"Das Boot", "Okręt", "Das Okręt" czy "Das Das" ;)
Nadszedł czas Quizu. Tym razem ADI i ja mieliśmy sami wybrać sobie zawodników,
na podobieństwo wyboru drużyn piłkarskich w podstawówce. Poprzez taki system,
wykluły się dwie takie oto drużyny, o jakże durnych nazwach:
BZIUKI 1 - ADI, Grail, Deina, Dobermann, Pat, Lopez, Dziadek, Beowulf (aka Buczek)
BZIUKI 2 - DUX, Jacek, Jimi, Hunter, Karol, Kaha, Maua, Viki (i gościnnie Mysza)
O dziwo tym razem obeszło się bez kardynalnych wpadek czy pomyłek, zatem napiszę
tylko, że do odgadnięcia były 103 motywy muzyczne i piosenki - wszystko przemieszane
i podzielone na dwa etapy. Wynik rozgrywki: "BZIUKI 1" - 37 punktów, "BZIUKI 2" - 66 punktów.
Adi jeszcze pół godziny po quizie dochodził do siebie ;) Nagrodą był tym razem
soundtrack z "Kill Bill vol. 2". Quiz był bardzo sympatyczny i przebiegł w miłej
atmosferze ;) Na Quizie do odgadnięcia były także motywy z "Piątku z Pankracym"
czy "Przybyszów z Matplanety", co bardzo udzieliło się Kasze (Od Kaha), która
częstując później fajkami, śpiewała: "Dwóch przyjaciół z jednej paki" ;)
Po quizie, na dobre zaczął się wieczór z horrorami; Alieen najpierw z talerzyka
wykonał superrealistyczną maskę Jasona z "Piątku 13-go", a później biegał w masce
z "Krzyku". W kółko z różnych miejsc dobiegał motyw muzyczny z "Psychozy",
a wieczór zakończył się późnym spacerem z dreszczykiem, w kierunku okolicznego
cmentarza, podczas którego Grail uskuteczniał przerażające krzyki, a reszta
poddając się sugestywnemu nastrojowi wieczoru i nocy, nie raz i nie dwa, dawała
się przestraszyć ;)
czyli wszystko co ma początek, ma też koniec :)
Cóż, niedziela jak niedziela, jest dniem sprzątania i rozjazdów do domów.
Tym razem jednak udało się w niedzielne popołudnie podjąć pierwsze decyzje
na temat ZJAZDU WAKACYJNEGO KMF, podczas którego będziemy świętować rocznicę "5 lat Klubu
Miłośników Filmu"! Po podjęciu tych niezwykle ciekawych i ważnych decyzji,
pozostało tylko pożegnać się ze wszystkimi i ruszyć w trasę. A w trasie
jak to w trasie, Dejna zaczęła zadawać zagadki, a my zaczęliśmy zgadywać.
Na przykład na pytanie Dejny o film, w którym 'bohater jest wyprzedzany
przez kruki', Karol strzelił, że jest to film "Wyprzedzany przez kruki".
Rozmawialiśmy też o 'końskim Lassie" - cokolwiek miałoby to oznaczać,
o Zombie z remake'u "Świtu żywych trupów", które podobno teraz mają być
szybsze i roboczo nazwane Turbo-Zombie, a Karol opowiedział o swojej małej
przygodzie, gdy w wypożyczalni pożyczył film "GOONIES" a w domu okazało się,
że to jakiś "GOONIES: Nowe pokolenie". Dejna miała podobny przypadek; wypożyczyła
"Kulę", a w domu okazało się, że w pudełku jest... "Zakochany pingwin" ;)
Karol opowiadał nam jeszcze jak w szkolnym przedstawieniu zagrał Hipopotama,
ale to już materiał na inną opowieść...
Zakończył się 12-sty Zjazd KMF. Powyższa relacja naprawdę w niewielkim
tylko stopniu oddaje klimat naszego spotkania. Bo nie sposób
przelać na papier żywiołowych reakcji, żartów sytuacyjnych, śmiesznych
tekstów które padały z dużą częstotliwością, czy atmosfery jaka panowała
podczas tych trzech niezapomnianych dni. Jedno jest pewne i proste do przekazania;
chcemy kolejnych spotkań!!! ;)
Klub Miłośników Filmu prezentuje unikatową galerię!
Zapewne każdy kto odwiedza STOPKLATKĘ widział zdjęcia niejakiej
Pani Yoli, która na fotografiach z gwiazdami HOLLYWOOD zawsze wygląda tak
samo, zawsze z tą samą, niewzruszoną miną. Na naszym Zjeździe, Hunter i Jimi
postanowili sprawdzić czy potrafią być bardziej Czaderscy niż sama Pani Yola,
czego rezultatem jest niezwykła galeria zdjęć, którą możecie obejrzeć klikając
na zdjęcie po prawej! :) |
|
 |
ZDJĘCIE GRUPOWE
Od lewej:
Mia, Gruby, Adi, Agnieszka, Lopez, Pat
Na górze:
Maua, Jimi, Dejna, Dorota, Beowulf, Karol, Grail, Dobermann
Na dole:
Kaha, Viki, Dux, Jacek, Dziadek, Hunter, Alieen
P.S.
Nie wiedzieć skąd, na pulpicie Laptopa, po zjeździe znalazłem plik "czytaj.txt", w którym
było napisane: "Tu twój komputer. Nie zabieraj mnie na zjazdy, bo tam dużo palą i w kółko
włączają motywy muzyczne!"
|
Autor relacji: Rafał Donica - DUX
|