Strona główna KMF
      



Godzina 6:47
Galaktyka Drogi Mlecznej
Planeta Ziemia
Europa
Polska
Strefa Rogoźnik
...nie mogłem w to uwierzyć!

W tym roku postanowiliśmy (przez wzgląd na tak zwany długi weekend) zorganizować nieco dłuższy zjazd niż poprzednie. Co za tym idzie, wszystko rozpoczęło się już w...






Ze wszystkich stron Polski zaczęli się zjeżdżać członkowie KMF. Z Kielc zmierzał Dobermann z Kahą i Jimi z Mauą oraz Maciek, z Warszawy i Warki jechali - Dux z Viki, oraz Mati... z Xmos ;) Do Rogoźnika pomalutku zbliżali się też; Tomashec, Jakuzzi i Adi. Wieczorem mieli na miejsce zjazdu dociągnąć Kelley z Dejną, ale o tym napiszę potem, bo jest rano gdy to piszę, więc jeszcze daleko do ich dociągnięcia. Na miejscu z piękną pogodą czekali już na nas Alieen i Gruby, Hunter, Shoomir, Pat, Lopez oraz Dobermann z ekipą - którzy w końcu dotarli na miejsce najszybciej. Nasza ekipa podczas drogi dowiedziała się za to bardzo ciekawej rzeczy o restauracji KFC; otóż ponoć niedawno zmarł "ten Pan który użyczył twarzy do logo KFC" jak stwierdziła Xmos. To nic, że pominęła tak nieistotny szczegół jak to, że "ten Pan" był przy okazji także założycielem KFC ;) Po ciekawej jak zwykle podróży, dotarliśmy do Sosnowca, gdzie pod AUCHAN mieli na nas czekać grubi... to znaczy Gruby i Dobermann. Wpadliśmy jednak w "paszczę szaleństwa", bo gdzie nie pojechaliśmy, zawsze trafialiśmy na tabliczkę "AUCHAN 3 minutys" ;) Gdy już dotarliśmy na miejsce, okazało się, że nie jako jedyni mieliśmy trudności z trafieniem na miejsce. Gruby tłumaczył Dobermannowi dojazd (telefonicznie) przez jakieś 10 minut, gdy...

Gruby: Słuchaj, widzisz wiadukt ?
Dobermann: Nie, bo jestem w kiblu. ;)


Zdjęcie grupowe z flagą KMF Udane Safari ;)
Kawałek Adi'ego na schodach ;), Alieen, Grail i Kelley Kawałek Dejny na ławce ;), Desjudi, Jacek i Kaha


Mimo różnych niesprzyjających warunków i nieprzewidzianych trudności, dojechaliśmy w końcu do Rogoźnika, odebraliśmy klucze od domków i poszliśmy się zakwaterować. W tym czasie dojechali: Adi, Jakuzzi i Tomashec - który przywiózł uszytą przez swoją siostrę, flagę z logo KMF ;) W planach był wieczorny grill, jednak to co wydarzyło się w Rogoźniku tej nocy, nijak nie przypominało żadnej z klubowych imprez. To w ogóle nie przypominało niczego co KMF już widział. Można powiedzieć, że takich efektów specjalnych jeszcze nie widzieliśmy...


19:40
Strefa Rogoźnik


Stoję właśnie w domku numer 31 i nie mogę w to uwierzyć; na zewnątrz panuje totalny chaos! Niebo zasłonięte czarnymi chmurami zalewa nas hektolitrami wody, grill został przewrócony do góry kołami. Flaga KMF leży w kałuży wody i nasiąka. Przed moim oknem, niesiony potwornym podmuchem wiatru, przeleciał właśnie samochód Renault 19 - okoliczni mówią, że jego właścicielem jest niejaki "Wodzirej" (ponoć to pięćdziesiąta-któraś ksywa Huntera). Właśnie nad moją głową strzeliła żarówka, nie ma światła! Mówię do Państwa z absolutnych ciemności, nie wiem nawet czy mnie słychać, ale mówię... nie mogę w to uwierzyć, nie mogę dać wiary, że to się dzieje naprawdę. Ziemia drży od uderzeń piorunów; niebo raz po raz rozświetlają błyskawice, wyładowanie atmosferyczne pogania wyładowanie atmosferyczne... nie mogę w to uwierzyć - nikt nie może! Pierwszy dzień zjazdu KMF - ostatnim dniem świata...
ze Strefy Rogoźnik mówił dla Państwa

Max Kielonek



Tak, Max nieco wszystko przejaskrawił, ale faktycznie siedzieliśmy w absolutnych ciemnościach przez pół nocy. Siedzieliśmy i gadaliśmy o wszystkim i niczym, zadawaliśmy zagadki filmowe i w tych ciemnościach powstał dość specyficzny i fajny klimat. Tylko jedno z nas, po kilku godzinach spędzonych w ciemnościach zachowało zdrowy rozsądek:

Kaha: A skąd wiecie, że nie ma światła ? Sprawdzał ktoś ? ;)

Gdy już wszystko się uspokoiło - można było wyjść na zewnątrz, gdzie banda nie zidentyfikowanych osób wrzeszczała ciągle: "Kelleeeeeey!!!" gdy tylko obok domku przejechał jakiś samochód ;) I wreszcie, późno w nocy przyjechał jakże oczekiwany Kelley z Dejną i przywieźli ze sobą nieco światła, dzięki czemu prąd z przerwami był i mogliśmy już napawać oczy pościgiem z "Matrix: Reloaded", który miał się stać najczęściej oglądanym fragmentem filmu w historii zjazdów KMF. Tej nocy także stała się niezwykle nieoczekiwana (podwójne nie, nie oznacza wcale "zwykle oczekiwanej" ;) rzecz. Otóż siedzieliśmy sobie na ganku, gadaliśmy o wszystkim i o niczym, a tu nagle... o 5 rano nie wiadomo skąd wybiegł jakiś dziki dzik, wyskoczył jak strzała na pobliskie pole i... zaczął ryć w poszukiwaniu trufli! Ponoć kilogram tego smakołyku kosztuje aż 25.000 dolarów ;) Przy akompaniamencie chrumkania dziki rogoźnicki dzik zrył szybko całe pole, zabrał trufle do specjalnych torebek przewieszonych przez tułów, po czym udał się na zasłużony spoczynek. Po takim incydencie postanowiliśmy nie ryzykować, i także jak najszybciej udaliśmy się w kierunku spania...


Markos, Viki, Desjudi i Maciek Shoomir, Xmos, Viki, Dux i Adi
Dux, Viki, Xmos, Dejna (kuca), Mati i Solo Frakcja Śledziowych Sknerusów - czyli Tomashec ;)





Tego dnia miał się odbyć quiz muzyczny Braci Łudzeń i odbył się, ale wieczorem, dlatego opiszę go (jasna sprawa) pod koniec opisu tego dnia ;) A tego dnia 3/4 KMF'u miało grać w MAFIĘ, a druga część oglądać świetne teledyski z filmów "Titanic", "T2", "Speed", "LEON" i "Starship troopers" - zmontowane przez ADI'ego. Najczęściej oglądany był klip z "Leona" - chyba dzięki świetnej piosence i perfekcyjnemu zgraniu obrazu z muzyką - wielkie brawa Adi! Gdy już prawie wszyscy pozwlekali się z łóżek, na miejsce zjazdu dotarł Solo i "Człowiek z puszką ogórków" czyli DesJudi. Solo podarował Alieenowi amerykańską wersję plakatu z ALIENS (ze sloganem "This time it's war"), a Alieen (byłbym zapomniał) podarował mi jedno ze zdjęć z oryginalnego presskitu ALIENS z roku 1986 - co było prezentem od Ciacha dla Alieena właśnie - dzięki Alieen, nie mogę uwierzyć w ten gest płynący prosto z serca; rozumiem, że to iż trzęsły Ci się ręce i płakałeś dając mi ten fotos, nie wynikało z Twojej chytrości? ;) Kilka osób w domku 38 oglądało na DVD film "Dobermann" kupiony przez Dobermanna ;) W zasadzie większość ekipy KMF siedziała stale pod domkiem 31 na sporej pochyłości terenie. Tam też stał wieczorny grill - w tym miejscu wielkie podziękowania dla Pat za kucharzenie, za pyszne karkówki i kiełbaski. Dzięki pochyłości terenu wszystko się wywracało; krzesła stały krzywo, ogórki spadały z tacy, piwo się wylewało, a wszyscy musieli siedzieć przechyleni to w lewo, to w prawo, żeby zachować równowagę ;) Z Grubym i Alieenem odbyliśmy ciekawą dyskusję na temat genezy narodzin żywych trupów; podobno doskonale wyjaśnia to "Powrót żywych trupów". Jeśli w to wierzyć , to żywe trupy z trylogii Romero... narodziły się w szpitalu w Pittsburghu. Podobno przez jakieś chemikalia do likwidacji pól uprawy marihuany ;) Nie mogę w to uwierzyć, zwłaszcza, że takie wyjaśnienie prezentuje film będący poza trylogią Romero ;) W międzyczasie dobili do nas ostatni członkowie KMF - Grail i Jacek. Ten pierwszy zaprezentował nowe uczesanie i stare zamiłowanie do "śmiesznego tytoniu", a drugi nie przywiózł oczekiwanej bombonierki ;) Przyszedł też do nas SMS od Cisexa, w którym pozdrowił wszystkich zjazdowiczów. Cis - pozdrowienia dla Ciebie ;)


Kelley-pogromca ;)  Alieen na planie filmu 'Wioska Przekletych' ;)  Maciek i Dobermann


Nadszedł wreszcie czas quizu muzycznego. Bracia Łudzeń przygotowali na karteczkach wydrukowane ksywki wszystkich KMF-owiczów będących na zjeździe i wybrali trzech kapitanów drużyn, dla których rozlosowano zawodników. Nazwy drużyn jak zwykle nie miały nic wspólnego ze zdrowym rozsądkiem:


Drużyna nr 1: "Gildensztrupy i Rozenfrance"
Skład: ADI (captain), PAT, SHOOMIR, MAUA, DEJNA i XMOS

Drużyna nr 2: "Trufle THC"
Skład: KELLEY (captain), SOLO, HUNTER, GRAIL, DOBERMANN, JIMI

Drużyna nr 3: "Farfocle"
Skład: DUX (captain), JACEK, MATI, DESJUDI, VIKI, MARKOS

Agata - która także była obecna na zjeździe, nie weszła do żadnej z drużyn i służyła nam podczas zjazdu tylko jako worek treningowy. Kurczak, który na poprzednim zjeździe doznał urazu psychicznego po "zbliżeniu" z Agatą... nie pojawił się tym razem w Rogoźniku ;)


Quiz muzyczny standardowo podzielony został na 3 etapy. Po ostrej walce łeb w łeb w pierwszej rundzie i łeb o podłogę (kaskaderski wyczyn Markosa) podczas przerwy, całość skończyła się zwycięstwem "Trufli THC", a nagrodą był COMPLETE SCORE z "Matrix Reloaded". Jak zwykle kilka osób dało ciała, na przykład Dejna z motywem z "Dawno temu na dzikim zachodzie" - choć jak pocieszała ją Monika; "Dejna zgadła, tylko jako druga" ;) Największego kawałka ciała dałem ja, nie odgadując muzyki z "Nocy żywych trupów", choć ostatnio napisałem o cyklu żywych trupów obszerny artykuł na stronę i powinienem znać muzykę na pamięć ;) Także Mati dała znakomity popis, nie odgadując muzyki z "Phone booth", jednego z jej ulubionych filmów ;)


GENERALNA KLASYFIKACJA:

Miejsce 1.
TRUFLE THC - 41 pkt.

Miejsce 2.
FARFOCLE - 32 pkt.

Miejsce 3.
GILDENSZTRUPY I ROZENFRANCE - 21 pkt.


Głowa Kelley'a (w rogu), Gruby i Alieen Solo, Xmos, Dux, Mati i Kaha
Xmos (w rogu), Dejna, Tomashec, Jimi i Shoomir Jakuzzi, Adi, Xmos, Solo, Hunter i Kaha


Ta noc trwała jeszcze długo. Toczyło się sporo dyskusji, jedni poszli spać, inni ich budzili, a Maciek "jadąc" ciągle na kawach nie spał już drugą noc z rzędu i rozśmiesza...ć próbował wszystkich "kawałem" o dwóch lecących bocianach, z czego jeden biały, a drugi wyżej ;) Wieczorem obejrzeliśmy "Angel Heart" Alana Parkera - Rourke miał niezłe jazdy trzeba przyznać ;) Podobno też, w nocy znowu coś biegało po okolicy i ryło w poszukiwaniu trufli... I znowu gdy tylko koło domku przejeżdżał jakiś samochód, banda niezidentyfikowanych osób wrzeszczała na cały głos: "Kelleeeeey!!". Oni głupi jacyś są czy co? ;) Tego dnia także wielce rozczarowała się Kaha - naszykowała wino, a nie dostała w zamian bombonierki... Nie przejmuj się nasza droga Truflo - następnym razem się uda ;)





W dniu tym, jakże słonecznym, pojechaliśmy do Reala po zakupy; ananasy, kokosy i inne frykasy ;) Przez cały dzień katowano oczywiście pościg na autostradzie z "Matrix Reloaded" i fragment "babka leci, cycki falują, gany strzelają, jest git", a także najpiękniejszą scenę erotyczną w historii kina, czyli NEO wkładający rękę w Trinity ;) W pościgu na autostradzie odnaleźliśmy całą masę błędów (już na stronie!) oraz Wielką Wpadkę Mieczową ;) Tego też dnia DesJudi zyskał ksywkę Brudo (pochodna od frodo), bo cały czas biegał boso i stopy mu się przykurzyły nieco ;) Po godzinie 16:00, gdy już większość nagrała się w Mafię, przeszliśmy do wykonania grupowych zdjęć pamiątkowych (w skrócie GZP - choć nie wiem na co komu ten skrót ;) Na zdjęciu chciała być także Agata, jednak przez dziurę w... głowie zeszło z niej powietrze (do zasztyletowania Agaty przyznał się Solo), i trzeba ją było oddać do wulkanizacji, bo pompowanie już nic nie dawało - na następnym zjeździe nastąpi "Agata Strikes Back" ;) Po wykonaniu fotek grupowych z dużym udziałem flagi KMF, zaczęto robić zdjęcia klanowe i frakcyjne; dziewczyny depczące Huntera a.k.a. Obelixa, a.k.a. Słonika, zdjęcie klanu Śląskiego, klanu warszawskiego, frakcji śledziowych sknerusów (Tomashec jest zarówno założycielem jak i jedynym członkiem) oraz obowiązkowe zdjęcie "na Suchego Jacę". Planowano też zdjęcie na Solo, ale mieliśmy za mało armatury ;) Wieczorkiem poszliśmy do okolicznego lasu po drwa na opał. Połamanych gałęzi po czwartkowym sztormie stulecia nie brakowało. Musieliśmy tylko uważać na żmije - jak przestrzegał Solo. Gdy już wracaliśmy targając pod pachami dziesiątki gałęzi i gałązek, biegał koło nas czarny wilczur w kagańcu; Solo nagle, ze strachu upuścił gałęzie na ziemię, gdyż jak wyznał później Maxowi Kielonkowi, myślał że to żmija ;) Tym razem jednocześnie odbyło się ognisko i grill - z grilla karkóweczka i kiełbaski, a z ogniska kupa popiołu która osiadła na samochodach ;) Podczas przygotowań ogniska, Grubego i Dobermanna pogryzły osy, które akurat miały obok nas gniazdko w ziemi. Viki wykazała się niezwykłym refleksem i umiejętnościami; opatrzyła rękę Grubego i poleciła przykładać do rany cebulę. Nie pozostawało nam teraz nic innego, jak zrzucić osom do gniazda trochę napalmu o poranku (choć to wieczór był) i krzyknąć: "fire in the hall" ;) Okazało się, że dwóch najprzystojniejszych (wg tajnego głosowania klubowiczek) klubowiczy okazało się też największymi romantykami. W nocy w sobotę tuż przed północą, dwóch śmiałków zaprosiło członkinię FW (Frakcja Wampiryczna) i potencjalną członkinię, na romantyczny spacer przy pełni księżyca (przez cmentarz)... do monopolowego. Mati i Xmos - bo to o nich mowa, nie wbiły swoich kłów w celu wyssania krwi ani w Solego ani w Hunterego, a dwugodzinny spacer dobrze wszystkim zrobił. Dobrze, że odleżyna nie zaatakowała.


Lopez smaży kiełbaskę - 'na śpiocha' ;) Jimi vs. ognisko
Dobermann i Mati Zdjęcie grupowe przy ognisku


Podczas ogniska poznaliśmy kilka tajników sztuki kulinarnej. Kiełbaski na Kelleya - z popiołem, gdyż podobno takie są najzdrowsze - przynajmniej człowiek jest pewny, że bakterii żadnych nie ma ;) Kiełbaski na Tomashec'a - totalnie spalone i doszczętnie zwęglone; kiełbaski na Alieen'a - chociaż to niemożliwe - spalone jeszcze bardziej ;) I kiełbaski na Lopeza - można smażyć i spać jednocześnie ;) Tomashec raz nawet wpadł w ognisko i był wielce zdziwiony, gdy jego ręka wylądowała na rozżarzonych węglach. Dopiero po kilku sekundach dotarło do niego, że jest gorąco ;) Ciii, uwaga, chyba jedzie jakiś samochód...

"Kelleeeeey !!!" ;)

Impreza trwała do późna, poszło dużo strawy i napojów ;) Nad ranem, gdy wszyscy smacznie spali, po domkach podobno chodziła jakaś para jajcarzy, którzy robili jaja nieziemskie - a to gwizdali ofiarom do uszu, a to włożyli komuś do plecaka przetykaczkę do zlewu, a Solo(wi) wypchali nawet buty - papierem toaletowym ;) Za to rogoźnicki dzik znów o 5 rano rychło ruszył na poszukiwanie trufli. Zaiste niebezpieczne to stworzenie, szablami nawet próbował zryć nam ziemniaki pozostawione w ognisku ;)
Maciek tej nocy znowu nie spał.





Niedziela była jak zwykle dniem sprzątania i przemyśleń. To zawsze jest dzień rozstania i powrotów do domu. Dzień oceniania szkód i sporządzania pozjazdowego bilansu; tym razem jedyną stratą sprzętową było spalone w ognisku krzesło. Na spokojnie obgadaliśmy temat nowych koszulek klubowych, pożegnaliśmy się i rozjechaliśmy do domów. Alieen zrobił sobie zdjęcie z okolicznymi dziećmi z wioski przeklętych, a Maciek zasnął w końcu na trawie pod domkiem numer 38. Przykryliśmy go flagą KMF...

Dziesiąty już Zjazd KMF, zapoczątkował piąty rok jego działalności. Nie mogłem w to uwierzyć...


Maciek śpi pod flagą ;) Adi i Markos
Kaha i Dejna Shoomir i Pat





Po tegorocznym zjeździe w Rogoźniku polecamy książkę "Jak ryć szybko i efektywnie" - bardzo przydaje się na spotkaniach klubowych. W książce można przeczytać między innymi o różnych technikach i sposobach rycia o poranku, gdzie są najlepsze pola i zarazem najlepsze trufle, czy do rycia potrzebny jest kaganiec, jak chrumkać przy efektywnym ryciu oraz jak wyryć ziemniaki z rozpalonego ogniska. Naprawdę przydatna rzecz ;)


Zdjęcie grupowe


Ooooh Jay caaan't youuu seeee ;)


dux@film.org.pl
 Autor relacji: Rafał Donica - DUX
 Autorzy zdjęć: DUX, HUNTER, SOLO i każdy, kto trzymał aparat ;)