Sergio Leone
1929-1989
"Kiedy wpadam na pomysł na nowy film, zamieniam się w maniaka, poświęcam mu wszystkie siły i całą energię. Myślę o filmie spożywając posiłki, myślę o nim idąc na spacer, widzę go na ekranie, kiedy idę do kina. Na moim planie filmowym nigdy nie było Roberta de Niro, lecz zawsze Noodles..."

Urodził się w Rzymie. Był synem jednego z pionierów włoskiego kina, reżysera filmów niemych, Vincenzo Leone, i Bice Waleran, aktorki. Od najmłodszych lat miał zatem styczność z planem filmowym. Początkowo robił za "totumfackiego", chłopca do wszystkiego, potem pełnił funkcję asystenta reżysera, aż wreszcie zaczął pisać scenariusze, najchętniej o tematyce mitologicznej i biblijnej. Fascynację taką tematyką deklarował przez całe życie. Początek jego kariery wiąże się ze szczęśliwym dla Leone zbiegiem okoliczności. Reżyser "Ultimi giorni di Pompei" zachorował i Leone przejął pałeczkę, doprowadzając projekt do końca. Dzięki temu dostał szansę realizacji swojego pierwszego samodzielnego projektu, a był to "Kolos Rodyjski". Prawdziwą rewolucją okazała się jednak dopiero pierwsza część docelowej trylogii, nazwanej potem "trylogią dolara" - "Za garść dolarów". Pomyślana jako hołd dla Akiry Kurosawy, jest właściwie remakiem jego dzieła "Yojimbo". Realizując ten film Leone po pierwsze przełamał amerykański "monopol westernowy", po drugie, zapoczątkował współpracę, która okaże się kluczowa dla jego kariery - z kompozytorem Ennio Morricone, i po trzecie, uczynił pierwszy krok na drodze wykształcenia pełnej indywidualności twórczej. "Za garść dolarów" było zapowiedzią formy, jaką przyjmie styl reżyserski Leone. Był bardzo skromnym człowiekiem, przepełnionym niewiarą we własne siły. Każda premiera była dla niego traumatycznym przeżyciem, obawiał się negatywnej reakcji publiczności. Jednocześnie jednak posiadał iście południowy, wybuchowy temperament. Podczas pracy nie uznawał kompromisów, półśrodków ni wykrętów. Oczekiwał od wszystkich pełnego zaangażowania w projekt i sam dawał jak najlepszy przykład. Utrzymywał, że marzeniem jego życia jest remake "Przeminęło z wiatrem". Po ukończeniu "Dawno temu w Ameryce" nosił się z zamiarem nakręcenia epickiej opowieści "Leningrad" jednak zmarł na atak serca kilka dni przed podpisaniem kontraktu. Nakręcił zaledwie jedenaście filmów, jednak przeszedł do historii kina jako pionier nowej jakości westernu, ceniony za indywidualizm twórczy, konsekwencję, z jaką realizował swoją wizję, wierność temu, co uznano z czasem za "znaki firmowe" jego twórczości. Mawiał, że kręcąc "Dawno temu na Dzikim Zachodzie" pragnął stworzyć "western absolutny". W opinii wielu krytyków i widzów ten cel osiągnął.
  • 1984 - Rene' Clair Award - wyróżnienie honorowe
  • 1984 - "Dawno Temu w Ameryce" - Kinema Junpo Award dla najlepszego filmu zagranicznego
  • 1985 - "Dawno Temu w Ameryce" - nominacja do nagrody BAFTA
  • 1985 - "Dawno Temu w Ameryce" - nominacja do Złotego Globu
  • 1985 - "Dawno Temu w Ameryce" - nagroda Srebrnej Wstążki
                   przyznawana przez włoskich dziennikarzy za reżyserię
  • 1987 - Nocciola D'Oro - wyróżnienie honorowe za zasługi dla włoskiej kinematografii
  • Brak jednoznacznego bohatera pozytywnego - rzecz niebywała, jeśli chodzi o western. Amerykańscy twórcy przyzwyczaili widownię do obecności szlachetnego herosa, który w imię najwyższych wartości rozprawia się ze złem i brudem tego świata, symbolizowanym zazwyczaj przez grupę zarośniętych i ordynarnych gangsterów. Potem, w glorii chwały, odjeżdża konno w stronę zachodzącego słońca, pełnić dalej służbę dla ludzkości. U Leone jest inaczej. Jego Bezimienny to, wedle współczesnych kryteriów, zwykły karierowicz, nastawiony na maksymalne pomnożenie własnego zysku, niespecjalnie pociąga go bezinteresowna służba, potrafi posunąć się i do oszustwa, i do kłamstwa, ponadto wchodzi w ciągły konflikt z prawem. Nie cofa się przed wykorzystywaniem ludzi i graniem na ich uczuciach, o ile widzi w tym korzyść dla siebie. A przecież to właśnie on jest "Dobrym". Człowiek z Harmonijką również nie reprezentuje ucieleśnienia szlachetności. Jego motywacją jest prywatna chęć zemsty, którą zrealizuje, nie bacząc na przeszkody po drodze, jak również na ewentualne ofiary. Na miano pozytywnego bohatera nie zasługuje także Klucha: potrafi bowiem być i bezwzględny, i okrutny. Bohaterów pozytywnych (chociaż nadal nie zdecydowanie pozytywnych) można raczej odnaleźć na drugim planie, przy czym zazwyczaj spotyka ich marny koniec (Cheyenne, Dominik). Natomiast bohater negatywny jest zarysowany mocną kreską i nie ma wątpliwości co do jego podłych cech. Taki jest Angel Eyes, taki jest Frank, jak również Max, chociaż w porównaniu z wymienionymi to postać bardziej złożona i mniej jednoznaczna.
  • Nie ma zwycięzców - nawet osiągnięcie celu nie daje gwarancji satysfakcji i spełnienia. U Leone nie ma ludzi jednoznacznie szczęśliwych. Każdy z nich jest obciążony i przegrany na swój sposób. Każdy z nich jest wiecznie w drodze i nie potrafi osiągnąć pełnego spokoju. Niewinni cierpią na równi z winnymi. Sukces finansowy idzie w parze z udręką moralną. Postępowanie z honorem kończy się wygnaniem. Marzenia okazują się złudzeniem. Prawdziwa miłość jest niemożliwa do osiągnięcia.
  • Upływający czas i zmienność ludzkich losów - czas to wymiar najbardziej chyba przykuwający uwagę Sergio Leone. Fascynuje go miarowość i nieuchronność, z jaką upływa. Często sygnalizuje, że na coś już jest za późno, pokazując zegar wskazujący godzinę za pięć dwunastą, symbolicznie uznawaną za "godzinę ostatniej szansy" - równo w południe następuje ostateczne rozliczenie i pojedynek, próba sił. Środkiem, którym chętnie się posługuje, by ten upływ czasu podkreślić i zobrazować, jest woda. Woda skapująca miarowymi kroplami na rondo kapelusza. Woda służąca oczyszczeniu ciała i ducha, które próbuje osiągnąć Jill, zażywając kąpieli. Woda, która towarzyszy zawiązaniu paktu przyjaźni między Kluchą a Maxem (bezpośrednim zaś symbolem zawarcia tego paktu jest zegarek). Woda jako niezmierzony ocean, symbol siły i nieśmiertelności, ostateczny cel i marzenie, które chce osiągnąć Morton. Woda u Leone, jako trwający od zawsze i na zawsze żywioł, to jedyna wieczność, jakiej mogą doświadczyć jego bohaterowie.
  • Jedność obrazu i muzyki - duet, jaki Leone stworzył z Morricone, to najbardziej chyba kompletny duet artystyczny reżysera i kompozytora. Muzyka i obraz funkcjonują w absolutnej symbiozie, dopełniając się i podkreślając wzajemnie. Ścieżka dźwiękowa w obrazach Leone wychodzi poza funkcję czysto ilustracyjną, stając się integralnym elementem akcji. Wspomnijmy przykładowo scenę z "Dawno temu na Dzikim Zachodzie" i harmonijkę, która wypada z ust umierającego Franka, bądź scenę, gdy Klucha otwiera i zamyka drzwi grobowca, w którym pochowani są jego przyjaciele, sprawiając zresztą wrażenie, jakby tę muzykę, urywającą się z chwilą zamknięcia drzwi i rozlegającą się ponownie z chwilą ich otwarcia, słyszał. Ponadto, Leone chętnie wprowadza charakterystyczne motywy towarzyszące pojawieniu się konkretnej postaci na ekranie ("Man with the Harmonica", "Addio al Cheyenne" czy "Cockeye's song"). Dodać należy, że niebagatelną rolę pełni także w karierze Leone współpraca z Tonino delli Colli, operatorem nazywanym w ojczyźnie poetą obrazu.
  • Długie zbliżenia na twarz, szczególnie na oczy - zabieg stanowiący niejako znak firmowy Leone. Najpełniej i najczęściej prezentowany w "Dawno temu na Dzikim Zachodzie", które stanowiło kulminację ewolucji zachodzącej przez całą "trylogię dolara". Natomiast już w "Dawno temu w Ameryce" zabieg ten pojawia się rzadziej, dotyczy przede wszystkim Kluchy i pełni nieco inną funkcję. Takie zbliżenia w ostatnim dziele Leone pojawiają się w momentach przełomowych, stanowiąc wywoławczy znak przejścia między płaszczyznami czasowymi bądź też sygnalizują zwrot w akcji (ujęcie na niepewnie uśmiechniętą i zaskoczoną twarz syna Maxa, Davida, lub zbliżenie na oczy Patsy'ego, gdy chłopcy ukrywają się przed Bugsym - nie bez powodu młody aktor odtwarzający tę rolę ma niewinne, czyste, błękitne spojrzenie).
  • Przestoje w akcji i spowolniona praca kamery - zwłaszcza w momentach szczególnego napięcia emocjonalnego. Leone do perfekcji opanował sztukę pełnego skupienia uwagi widza i szarpania jego nerwów. Rodzaj emocji, z jaką mamy do czynienia, jest ponadto wyeksponowany za pomocą muzyki.
  • Pojedynek - zarówno rozumiany dosłownie, czyli kto pierwszy zdąży strzelić, jak i pojedynek w sensie duchowym, jak ten odbywający się podczas spotkania Maxa i Kluchy po trzydziestu pięciu latach. I znowu, wedle zasady, że zwycięzców nie ma, pojedynek ostatecznie pozostaje moralnie nierozstrzygnięty, ponieważ nie jest dla jego zwycięzcy osiągnięciem spokoju. Stanowi naturalne podsumowanie narastających napięć, ale w efekcie może się stać granicą, za którą już nic nie ma (bo co pozostaje Człowiekowi z Harmonijką? Musi iść dalej i czynić to samo, bo przecież podporządkował temu całe życie), przerwą w drodze, która zamyka pewien etap, ale w żaden sposób nie wpływa na kolejny ("Dobry, zły, brzydki") albo też, pomimo tego, że pozornie nastąpiło rozliczenie, poczucie przegranej i straty trwa nadal (bo co pozostało Klusze? Co z tego, że odzyskał pieniądze, które mu się słusznie należały?).
  • Śmierć marzeń - marzenia u Leone nie spełniają się z reguły, a jeśli nawet któreś z nich się spełni, to cena, jaką przychodzi za to zapłacić, jest niewiarygodnie wysoka. Za karierę i sławę Deborah zapłaciła brakiem szczęścia i wyrzutami sumienia, które zatruły jej całe życie. Jill nie osiągnęła ani stabilizacji, ani miłości. Morton nie dotarł do morza. Max nie wykonał swojego życiowego skoku na bank. Klucha nie zdobył Deborah.
  • Moralna względność przesłania - tak zwany morał teoretycznie winien się sprowadzać do tego, że zło zostaje ukarane, a dobro zwycięża. Nie u Leone. U niego nie ma osądu bezpośrednio związanego z popełnionymi czynami, a jeśli już, to z założeniami, które towarzyszyły ich popełnieniu. I tak Maxa spotyka kara nie dlatego, że postępował niezgodnie z prawem czy dopuszczał się oszustwa, tylko dlatego, że zdradził przyjaciół. Ponadto wymierza ją sobie sam. Harmonijka zabija człowieka, ale czyni to, ponieważ pragnie pomścić śmierć brata. Umiejętnie prowadzeni przez reżysera, nie potępiamy działań dla zysku, nielegalnych, konfliktu z prawem, interesowności, manipulacji, chociaż na logikę rzecz biorąc, nie są to zjawiska godne poparcia. Natomiast potępiamy człowieka, który oszukał przyjaciela. Względność przesłania sprowadza się w gruncie rzeczy do tego, że niektóre prawdy, niezależnie od sytuacji, mają absolutne pierwszeństwo nad wszystkim innym, tym samym wszystko inne staje się wtórne i nie ma znaczenia, choćby nawet było, wedle powszechnie przyjętych norm, amoralne. Przestępcy i karierowicze byli i będą zawsze. Honor zaś to wartość, która wymaga troski i ochrony, gdyż honor istnieje ponad wszystkim.
  • Brak wyraźnej granicy między dobrem a złem - bezpośrednia konsekwencja braku jednoznacznego bohatera pozytywnego. Nie da się wyróżnić, kto działa w słusznej, a kto w złej sprawie. Generalnie każdy skupia się przede wszystkim na sobie, przedkładając cel nad środki jego osiągnięcia.
  • Brutalność - co prawda daleko Leone w tej dziedzinie do Sama Peckinpaha, niemniej od brutalności i krwi nie stroni, tym samym ponownie rzucając wyzwanie utrwalonej konwencji westernu. W jego filmach możemy spotkać drastyczne sceny tortur, gwałtu, naturalistyczne zbliżenia na zakrwawione i zmasakrowane ciała. Takie sceny są kręcone z bliska, narzucając widzowi status świadka, a nie tylko obserwatora przemocy. Bezwzględne zabójstwo małego chłopca w "Dawno temu na Dzikim Zachodzie" wprawiło ówczesną publiczność w stan szoku, bowiem Leone mistrzowsko utrzymuje złudzenie happy endu aż do momentu ostatniego strzału, przez co zbrodnia Franka staje się podwójnie okrutna i bezlitosna. Sergio Leone bez skrupułów portretuje, jak bez mrugnięcia okiem można "zabić drozda".
  • Specyficzna budowa postaci kobiecych - kobiety u Leone to zawsze silne niewiasty, które są zmuszone do wiecznej walki o przetrwanie. Jednocześnie jednak funkcjonują w świecie mężczyzn i ten świat jest dla nich okrutny, sprowadzając je do roli obiektu zaspokajającego pożądanie. Nie mogą liczyć na bezpieczeństwo, na stabilizację i ochronę. Mężczyźni są dla nich albo zagrożeniem, albo rozczarowaniem. Dlatego niewiasty, zmuszone radzić sobie w sytuacji ciągłego strachu, przemocy i walki o pozycję, wyzbyte są złudzeń i skrupułów. Tylko wtedy mają szansę na przeżycie. Najłagodniejsza postać kobieca we wszystkich filmach Leone to Ewa w "Dawno temu w Ameryce"- ona symbolizuje prawdziwie czyste, niewinne uczucie, ciepło i dobroć - i spotyka ją marny, bezwzględny, okrutny koniec. Dla Leone kobiety i mężczyźni nie są partnerami, ich światy są zbyt różne i zbyt odległe. Przecięcie się tych światów zatem może doprowadzić jedynie do destrukcji i tragedii.
  • Ironia - to szczególny rodzaj poczucia humoru, który prezentuje Leone. Trudno oczywiście powiedzieć, że jego scenariusze iskrzą się dowcipem, bo tak nie jest. Natomiast uważny obserwator wyłowi znakomite skojarzenia, celne, błyskotliwe komentarze, jedyne w swoim rodzaju porównania, humor sytuacyjny, choćby i obecny przez mgnienie oka. Mistrzowska pod tym względem jest scena zamiany niemowląt w "Dawno temu w Ameryce".
  • Człowiek znikąd - o przeszłości wszystkich bohaterów Leone wiemy bardzo mało. Natomiast w każdym jego filmie pojawia się jedna postać, która przybywa nie wiadomo skąd i jest jeszcze bardziej enigmatyczna niż cała reszta. Nie wiemy o niej praktycznie nic: skąd przybywa, dlaczego i w jakim celu. Jej pojawienie się jest kluczowe dla całej akcji. Znikąd pojawiają się Bezimienny, Człowiek z Harmonijką i Max. Dwaj pierwsi nie mają w ogóle imion, ostatni zaś, w odróżnieniu od trójki kolegów (Patsy, Noodles, Cockeye) nie ma pseudonimu.
  • 1959 - "Gli ultimi giorni di Pompei" ("Last days of Pompei")
  • 1961 - "Kolos Rodyjski" ("Colossus of Rhodes" - "Colosso di Rodi")
  • 1962 - "Sodoma i Gomora" ("Sodom and Gomorrah" - "Sodoma e Gomorra")
  • 1962 - "Avanti la musica" (1962)
  • 1964 - "Za garść dolarów" ("A Fistful of dollars" - "Per un pugno di dollari")
  • 1965 - "Za kilka dolarów więcej" ("For a few dollars more" - "Per qualche dollaro in piu'")
  • 1966 - "Dobrzy, źli, brzydcy" ("The good, the bad and the ugly" - "Il buono, il brutto, il cattivo")
  • 1968 - "Dawno temu na Dzikim Zachodzie" ("Once upon a time in the west") [analiza]
  • 1971 - "Za garść dynamitu" ("Fistful of dynamite" - "Giu' la testa")
  • 1973 - "My name is nobody" ("Il mio nome e' nessuno")
  • 1975 - "The Genius" ("Un genio, due compari, un pollo")
  • 1984 - "Dawno temu w Ameryce" ("Once upon a time in America") [analiza]
  • POWRÓT DO WYBORU | STRONA GŁÓWNA KMF
    Autor opracowania: Karolina Chymkowska - DEJNA | E-MAIL