Brandon Lee poszedł w ślady ojca. Grywał w filmach (m.in. "Starcie w japońskiej dzielnicy") i uprawiał sztuki walk. Urodę i umiejętności aktorskie odziedziczył po Bruce'ie. Niestety, poszedł drogą wytyczoną przez ojca, do samego końca, albowiem zmarł podczas realizacji filmu, który na dobre miał otworzyć mu drzwi do wielkiej kariery. Film ukończono, gdyż 90% scen z Brandonem Lee zostało już nakręcone, a możliwości i umiejętności grafików komputerowych sprawiły, że "Kruk" stał się pierwszym filmem w historii kina, w którym aktor częściowo zastąpiony został przez cyfrowego dublera. Owiane złą sławą dzieło Alexa Proyasa (na planie doszło również do innych wypadków) z miejsca zyskało etykietkę 'kultowy', przede wszystkim dzięki odważnej decyzji twórców, brzmiącej: "Skończymy 'Kruka'", przez co świat otrzymał ewenement w postaci filmu, którego główny aktor zginął na planie, podczas kręcenia jednej ze scen. Film otaczała mroczna aura tajemniczości, a że według Davida Lyncha mroczne i tajemnicze to najpiękniejsze słowa świata, "Kruk" do dziś pozostaje filmowym precedensem, porywającym i fascynującym kinomanów. Ale wszystko po kolei. Według harmonogramu zdjęć, jedną z ostatnich scen z udziałem Brandona Lee miała być scena otwierająca film, czyli gwałt na Shelley i zabójstwo Erica Dravena. Według scenariusza, Eric (Brandon) miał wejść do mieszkania niosąc torbę z zakupami i zastać tam bandziorów gwałcących Shelley. W torbie miały być ukryte ładunki zawierające sztuczną krew, która miała wytrysnąć przez torbę w momencie, gdy jeden z bandziorów odda do Erica strzał z pistoletu. Niestety, broń - Magnum 44, z której miał strzelać Michael Massee (filmowy Funboy) nie została należycie przygotowana do ujęcia. Feralnego dnia nie było na planie specjalisty od broni. Magnum 44 zostało załadowane ślepakami z podwójną ilością prochu, dla lepszego efektu wizualnego; niestety, nikt nie sprawdził lufy, w której utkwiły bliżej niesprecyzowane fragmenty ślepaków, używanych podczas kręcenia innych ujęć w poprzednich dniach. Kamery poszły w ruch, Brandon Lee wszedł na plan niosąc torbę z zakupami. Z bliskiej odległości padł strzał. Brandon upadł niezwykle naturalnie, a ujęcie wydawało się być w pełni udane. W momencie gdy ekipa filmowa z niepokojem zauważyła, że Brandon nie podnosi się z podłogi, było już wiadomo, że doszło do strasznego wypadku. Brandon Lee został postrzelony w żołądek o godzinie 12:30. Zmarł po ponad 12-godzinnej walce o życie, na stole operacyjnym. Taśma filmowa z zarejestrowanym, prawdziwym postrzałem, została natychmiast zniszczona, aby nie wpadła w ręce nieodpowiednich ludzi i nie stała się w przyszłości potrawką dla mediów i fanów chcących zobaczyć jak wyglądała śmierć ich idola. Aktor Michael Massee, który śmiertelnie postrzelił Brandona Lee, nie został postawiony w stan oskarżenia, a całą sprawę uznano za tragiczny wypadek na planie. Scena zabójstwa Erica została nagrana od nowa z dublerem (Chad Stahelski użyczy swojego ciała także do uzupełnienia innych, brakujących scen) - podczas całej sekwencji nie ma żadnego ujęcia pokazującego twarz aktora zastępującego zmarłego Brandona Lee (ale o szczegółach kończenia "Kruka" nieco dalej). Od czasu tragicznego wypadku matka Brandona, Linda Lee Cadwell, zaczęła walczyć w Hollywood o poprawę bezpieczeństwa na planach filmowych. Sam zaś Brandon dołączył do ojca, wraz z którym leży na cmentarzu Lakeview Cemetary w Seattle. Do dziś śmierć 28-letniego gwiazdora, w zestawieniu z nagłym odejściem jego 32-letniego ojca, stanowi jedną z najciekawszych i najbardziej przejmujących historii Hollywood. O ile jednak "Gra śmierci" z Bruce'em Lee nie doczekała się fachowego ukończenia - bądźmy szczerzy, niemożliwego również i dziś, tak Brandon Lee otrzymał szansę na dokończenie roli zza grobu. Jak już wspomniałem wyżej, gros zdjęć z Brandonem Lee było już ukończonych, a do sfilmowania pozostało tylko kilka sekwencji z początku "Kruka" i jedna ze środka filmu. Pierwsza ingerencja komputerów następuje w momencie, gdy Eric Draven po wyjściu z grobu wraca do swojego mieszkania. Otwiera drzwi, za jego plecami pada deszcz - są to fragmenty ujęć z Brandonem idącym przez aleję, wstawione komputerowo w otwarte drzwi. Ujęcie zakrwawionego Erica spadającego na ziemię to także robota komputera, dzięki któremu na twarz kaskadera nałożono cyfrową twarz Brandona Lee z dorobionymi strużkami krwi.
Wreszcie scena najważniejsza, czyli moment, w którym przy klimatycznym utworze "Burn" The Cure, Eric Draven ubiera się w czarny obcisły sweter, skórzany płaszcz, robi sobie makijaż Kruka i z krukiem na ramieniu podchodzi do rozbitego okna, gdzie jego twarz ukazywana jest w świetle błyskawic. Twarz Brandona widoczna w tej scenie w spękanym lustrze, to zasługa komputera. Eric Draven idący w stronę okna (filmowany od tyłu) jak i wszystkie ujęcia szamoczącego się Erica, to dubler Chad Stahelski, a twarz Brandona widoczna kilka razy przez ułamki sekund w świetle błyskawic, to cyfrowa twarz Brandona naniesiona na twarz dublera.
Jak widać, jedna z najlepszych i najbardziej pamiętnych scen z "Kruka" powstała bez udziału Brandona Lee! Ostatnią sceną nakręconą z udziałem Erica Dravena, a bez Brandona, jest spotkanie Dravena z Sarą, gdzie Eric grany przez dublera stoi na tle rozbitego okna, w zupełnych ciemnościach - widać tylko postać w mroku. Gdy przytula Sarah, widzimy tylko tył głowy Erica i jego prawą dłoń - wszystko to dubler.
I chociaż wiadomo, że w tych scenach nie ma Brandona Lee, to jest to skręcone tak sprytnie i umiejętnie, że idealnie komponuje się z resztą filmu i chwilowy brak twarzy Brandona Lee na ekranie, wcale nie rzuca się w oczy. "Kruk" to przykład filmu, w którym fikcja połączyła się z rzeczywistością, gdzie śmierć filmowa przecięła się z prawdziwą - wszak Brandon Lee stracił życie tak, jak miał je stracić bohater filmu w którym grał. Warto tu przypomnieć, że w dokończonej przez Roberta Clouse "Grze śmierci" znajduje się scena, w której Bruce Lee zostaje postrzelony na planie filmowym właśnie. Niesamowite powiązanie, tak jak niesamowita jest legenda filmu Alexa Proyasa, nad którym unosi się duch Brandona Lee, zapewne zadowolonego z tego, że mimo wszystko "Kruk" został ukończony i trafił do kin. Nie jednak dzięki technice udało się skończyć ten film, lecz dzięki temu, że Brandon Lee zginął pod sam koniec zdjęć, gdy praktycznie realizacja filmu miała się ku końcowi. Gdyby - podobnie jak ojciec - zmarł po nakręceniu 15% materiału, zdecydowanie nikt nie porwałby się na dokańczanie "Kruka" na komputerze. A że wszystkie sceny dialogowe i ważniejsze sceny akcji były już uwiecznione na taśmie filmowej, można było brakujące kilkusekundowe ujęcia śmiało zrealizować przy pomocy techniki komputerowej, filmowania samej sylwetki dublera itp. itd. Ujęcia kilkusekundowe, przeważnie ukazujące statyczną twarz Brandona Lee, bez żadnej mimiki, żadnego słowa wypowiedzianego przez aktora - na takim etapie były w roku 1993 efekty komputerowe.

WSTECZ | POWRÓT DO WYBORU | CZYTAJ DALEJ