STRONA GŁÓWNA      RECENZJE | ANALIZY | ARTYKUŁY      FORUM DYSKUSYJNE






Tym, co we współczesnym świecie uderza najbardziej, jest poczucie etycznego chaosu. Moralne granice, które jeszcze wczoraj zdawały się być nieprzekraczalne, dziś nie są już tak oczywiste. Trudno uchwycić ten krytyczny moment, w którym świat wzbogacił się o nowe, bardziej egoistyczne oblicze, gdyż ewolucja norm społecznych trwa od zarania dziejów. Dziś śmielej mówimy o ich dewaluacji, ponieważ zmiany zachodzące w społeczeństwie następują lawinowo. Może, dlatego tak rzadko już, szokują czy zmuszają do głębszej refleksji.

Wydawałoby się, że jedną z głównych przyczyn tak wyraźnej anomii wartości, jest globalizacja szeroko rozumianej kultury - otwarcie świata na błyskawiczną wymianę informacji, nienormowany czas pracy, czy całkowita rekonstrukcja dotychczasowego modelu rodziny. Alvin Toffler określił wszystkie te zmiany mianem „trzeciej fali”, która to poprzedzona była okresem industrialnym. Autor opisuje przyczyny szerokich zmian, jako nieuniknione efekty rozwoju cywilizacyjnego. Toffler stwierdza, że (…) nowa cywilizacja niesie za sobą nowy styl życia rodzinnego, zmiany w pracy, w miłości i w życiu (…) a przede wszystkim zupełnie nową świadomość”. To ona jest kluczem weryfikującym wszelkie normy. Dziś, w epoce wszechobecnego liberalizmu, większość wartości, takich jak miłość, dobro, sprawiedliwość, uczciwość czy szacunek, nabiera znacznie bardziej relatywnego wymiaru.

Jednakże, oglądając powstały ponad 20 lat temu „Dekalog”, w jego społecznym zarysie nie dostrzegamy liberalnych przesłanek. Nie czujemy demoralizującego oddechu rozpędzonej cywilizacji, a jednak mamy nieodparte wrażenie, że oto doświadczamy historii niepokojąco współczesnych, a deficyt wartości, jaki się z nich wyłania, jest jeszcze głębszy niż dziś.
Dlaczego? Kieślowski nie daje jednoznacznych odpowiedzi. Stwierdza tylko (…) W kraju panował chaos i bałagan, w każdej dziedzinie, w każdej sprawie i w prawie każdym życiu. Napięcie, poczucie bezsensu i pogarszających się czasów było wyczuwalne. Na świecie - zacząłem już trochę wyjeżdżać - też obserwowałem niepewność. Nie myślę nawet o polityce, ale o zwykłym, codziennym życiu. Pod uprzejmym uśmiechem wyczuwałem wzajemną obojętność. Miałem dojmujące wrażenie, że coraz częściej oglądam ludzi, którzy nie bardzo wiedzą, po co żyją. Pomyślałem więc (…) trzeba nakręcić „Dekalog”.

W prostych historiach Kieślowski nie znajduje złotej recepty na szczęście. Próbuje tylko wyodrębnić istotne dla siebie wartości. Nakreślić emocjonalny portret człowieka, który poszukuje miłości i Boga. Tak, by każdy mógł w nim odnaleźć cząstkę siebie. „Myśleliśmy o tym długo, kiedy zastanawialiśmy się nad „Dekalogiem”. Czym jest w istocie dobro i zło, kłamstwo i prawda, uczciwość i nieuczciwość? Co to jest? I jak się do tego odnieść.” By nie popaść w nieznośne moralizatorstwo, świadom tego, jak trudno uchwycić intymność ludzkiego wnętrza, Kieślowski, cały emocjonalny i intelektualny ciężar swoich opowieści osadza w symbolice. To ona, cytując Mirce'a Eliade’a, pozwala „na przejście z jednej płaszczyzny do drugiej, z jednego świata do drugiego”.

Dla Krzysztofa Kieślowskiego symbole są mapą w podróży po ludzkiej duszy, ale też, co zdaje się być dla niego samego ważniejsze, po niezgłębionym świecie sacrum. Świecie, który reżyser pragnie uchronić od moralnej pustki życia codziennego.

Aby tego dokonać, reżyser wykorzystuje kilka pozornie błahych detali. Takich jak, pojawiająca się w kilku odcinkach serii, fotografia. Dlaczego jest ona tak istotna? Otóż fotografia uwiecznia tylko krótkie chwile, najczęściej szczęśliwe. Nie pozwala im zniknąć w czeluściach niepamięci, przez co dodaje im wyjątkowości i splendoru. Zdjęcie nie potrafi kłamać, wyostrza zmiany, jakie zachodzą w człowieku na przestrzeni lat. Jest oknem duszy.

Dlatego, komunijne zdjęcie siostry Jacka z „Dekalogu V” jest świętością – jedynym wspomnieniem. Jedynym śladem dobra w nim samym, pomostem pomiędzy szczęściem a cierpieniem, którego Jacek nie potrafi udźwignąć. Jest dobrą stroną jego tożsamości. Ta fotografia pozwala niemal odczytać myśli chłopaka.
Dla ordynatora z „Dekalogu II”, zdjęcie, tragicznie zmarłej w czasie II Wojny Światowej, rodziny również jest wspomnieniem i nieprzekraczalną barierą pomiędzy pięknem minionych lat, a goryczą teraźniejszości. Podobnie w „Dekalogu IV”, gdzie pojawiają się zdjęcia małej Anki i jej zmarłej matki. Dziś, dorosła dziewczyna, skrycie marzy by powrócić do utraconego dzieciństwa.
Dla bohaterów „Dekalogu” zdjęcia są niczym bramy arkadii - szczęśliwszego świata, innego niż ten, w którym przyszło im żyć. Są też fragmentem ich dawnych zagubionych tożsamości. Wycinkiem biografii, która determinuje ich obecne decyzje. Bo przecież gdyby nie śmierć siostry, Jacek nie wyjechałby z miasta, miotany poczuciem winy. Tym samym, nie doszłoby do tragedii. Lekarz, niemogący pogodzić się ze śmiercią własnego dziecka, by chronić przyszłe istnienie, nie zawahał się poświadczyć nieprawdę. I wreszcie... odsłaniają przed widzem wszystko to, co sami bohaterowie chcieliby ukryć. Całą wrażliwość, tęsknotę i ból.

Umownym łącznikiem świata duchowego/wewnętrznego ze światem zewnętrznym/ materialnym, jest w całym cyklu okno. Do pełnego zrozumienia jego symboliki pomocna będzie analiza psychologiczna Carla G. Junga, według której okno, jako, że pozwala obserwować rzeczywistość z odległej perspektywy, jest metaforą racjonalności. Bo przecież, by zachować rozsądek niezbędny jest dystans do chaosu zdarzeń. Jung postrzega okno, także jako symbol przenikania z racji tego, że jest ono otworem, łączącym odmienne przestrzenie.

Dla Kieślowskiego, okno jest swoistym spoiwem między tym, co realne/racjonalne a tym, co metafizyczne. Taką koncepcję widać w „Dekalogu I”, w początkowej scenie, w której chłopiec wpatrzony w okno spostrzega gołębia. Symbolika tej sceny staje się wyrazistsza, jeśli weźmiemy pod uwagę, iż dla chrześcijan gołąb jest ucieleśnieniem Ducha Świętego. Właśnie w tej krótkiej chwili, tak wyraźnie, ścierają się, więc dwie sfery - święta i świecka.

W „Dekalogu V”, Piotr obserwuje przez okno moment, w którym Jacek zabierany jest do aresztu. Bohater grany przez Krzysztofa Globisza zdaje się być ucieleśnieniem Boga. Dlaczego? Ponieważ, jako jedyny współczuje Jackowi, pomimo zbrodni, którą ten popełnił. Dostrzega jego wrażliwość. Chłopak ufa Piotrowi i przed nim wyznaje swoje grzechy. Ich ostatnia rozmowa ma wyraźnie charakter spowiedzi. W całej historii Piotr jest symbolem dobra – lepszego świata. Lepszego od tego, w którym Jacek popełnia zbrodnie i zostaje skazany na karę śmierci. W scenie, w której Piotr spogląda na okno Jacka, gdy policja wyprowadza go z sądu, okno to łączy dwa światy. Jest to jeszcze bardziej czytelne w momencie, gdy Piotr otwiera okno wołając Jacka. Piotr wierzy w sprawiedliwość i ma odwagę być idealistą, czego pełnym wyrazem niech będą słowa monologu wewnętrznego, będące preludium do całej historii – „Prawo nie powinno naśladować natury, powinno ją naprawiać. Prawo, jest pomysłem ludzi na uregulowanie ich wzajemnych stosunków. To, jacy jesteśmy i jak żyjemy wynika z prawa, którego przestrzegamy, i które łamiemy. Człowiek jest wolny, jego wolność ogranicza tylko prawo do wolności innego człowieka”. Jednak prawdziwe życie brutalnie niszczy ideały młodego adwokata. Dlatego, pod koniec filmu Piotr krzyczy zrozpaczony: „Nienawidzę”! „ Nienawidzę”! To jedyne, co mu pozostało. Przepełniony bólem krzyk, którego nikt nie słyszy.

W „Dekalogu II”, tuż przed tym, jak ordynator proponuje Dorocie szczerą rozmowę o stanie zdrowia jej męża, kobieta wpatruje się w okno. Lekarz wyrywa ją z letargu. Wcześniej, do spotkania, w tych samych okolicznościach, dochodzi dwukrotnie. Dorota stoi zamyślona przy oknie na klatce schodowej a lekarz mija ją wchodząc do swojego mieszkania. Kobieta wygląda tak, jakby w oddali szukała wskazówki, co zrobić - zostać przy umierającym mężu czy odejść do kochanka, z którym jest w ciąży. Świat, w którym zdradziła, nie daje odpowiedzi. Z pomocą przychodzi więc sam Kieślowski.
W scenie, która następuję po tym, jak ordynator przysięga, że Andrzej nie przeżyje, kamera obserwuje Dorotę przez okno, następnie przesuwa się powoli po murach blokowiska, zatrzymując tylko na chwilę, w oknie mieszkania ordynatora. W czerwonym świetle widzimy jego zamyśloną twarz, następnie kamera płynnie przechodzi do szpitalnego łóżka. W ten sposób Kieślowski wyznacza drogę przeznaczenia Doroty, jedyne słuszne wyjście.

Okno pełni fundamentalną rolę w „Dekalogu VI”. Tomek, obserwując Magdę przez okno, przenika jej intymność, której tak pragnie, pożąda, która go fascynuje i przeraża zarazem. Bo oto, młody chłopak, zakochuje się w dużo starszej od siebie, dojrzałej kobiecie. Przez ponad rok podgląda ją przez okna swojego mieszkania. Śledzi każdy jej ruch, ale nie ma odwagi porozmawiać. Gdy w końcu wyznaje swoje uczucia, kobieta cynicznie wykorzystuje wrażliwość chłopaka.

- Bo Panią kocham, naprawdę kocham Panią!
- I czego… czego chcesz?
- Nie wiem!
- Chcesz mnie pocałować?
- Nie!
- Może chcesz iść ze mną … może chcesz się ze mną kochać?
- Nie!
- To, co chcesz?
- Nic…


Ta krótka rozmowa określa istotę relacji pomiędzy Magdą, a Tomkiem. Z jednej strony widać młodzieńczą fascynację i uczucie, z drugiej chłód podszyty cynizmem.

Znów dwie skrajne płaszczyzny wrażliwości uzupełniają się, jednocześnie pozostając ( dzięki symbolice okna) wyraźnie rozłącznymi. Znów dostrzegalny jest dualizm świata. I możemy oddzielić, wartości istotne dla nas samych.

Kolejnym motywem wykorzystywanym w „Dekalogu” do symbolicznej polaryzacji dobra i zła, jest woda. Pierwszy filozof okresu starożytności, Tales z Miletu, uważał ją za żywioł magiczny. Twierdził, że woda „ jest tym, z czego wywodzą się na początku i w co, rozpadają się na końcu, wszelkie byty.” Według mitologii egipskiej, wszechświat wyłonił się z wodnej materii – praoceanu, „nun”. Dla ludów Mezopotamii, bezkresna toń wód jest symbolem nieprzeniknionej mądrości.
Także w Biblii, motyw wody pełni rolę szczególną. Prorok Izajasz dostrzegał w niej Bożą mądrość. Z kolei, w jednym z Psalmów Starego Testamentu zawarty jest następujący fragment: „Obmyj mnie zupełnie z mojej winy i oczyść mnie z grzechu mojego”, co zaświadcza o oczyszczającej sile tegoż żywiołu, który ma również drugie, groźne, niszczycielskie oblicze – tak należy zinterpretować potop, jako projekcję bożego gniewu.

Woda symbolizuje, więc skrajności: lęk i nadzieje, życie i śmierć, dobro i zło. Tą wieloznaczność Kieślowski wykorzystuje w cyklu.

W „Dekalogu I”, Paweł topi się w stawie. Jednak jedyne, co zobaczymy, to niewzruszoną taflę wody, która odcina nas od tragedii. Dramat śmierci nie przenika do świata żywych, pozostając w ten sposób tajemnicą.

W „Dekalogu II”, w szpitalnej sali, w której leży umierający mąż Doroty, z pękniętej ściany kapie woda. Rytmiczny dźwięk kropel uderzających o zimny metal szpitalnego łóżka, niepokoi i drażni. Jakby każdy kolejny stukot, był krokiem zbliżającej się śmierci. Nierozłączność, życia i śmierci, doskonale uwidacznia także moment, w którym pszczoła próbuje się wydostać ze szklanki z kompotem, uratować się.W jednej chwili uświadamiamy sobie jak niewiele dzieli nas od łona Abrahama. Pszczoła ta jest symbolem zwycięskiej walki Andrzeja z chorobą, więc także samym nadziei.

W „Dekalogu VI”, gdy jesteśmy światkami morderstwa, widać rzekę. Jako że jej wody są w ruchu, rzeka symbolizuje nieuchronność zdarzeń – losu taksówkarza, który zostanie zabity i losu Jacka, który umrze odkupując swoje winny. Gdy Tomek z „Dekalogu VI” podcina sobie żyły, kamera przez dłuższą chwilę pokazuję tylko jego ręce zanurzone w misce z wodą. W „Dekalogu”, woda zawsze towarzyszy śmierci. Dopełnia ją. Tak, jakby miała zmyć człowiecze grzechy przed ostatnią podróżą. Jest więc wyraźnym symbolem oczyszczenia.

By wzmocnić symboliczną wymowę, „Dekalog” wykorzystuje też temperament koloru. Kolor jest tu wskazówką, pozwala uchwycić istotne detale, które mogłyby uciec naszej uwadze.

Już w „Dekalogu I”, dostrzegalny jest silny dysonans bieli i czerni. W scenie, w której topią się dzieci, biel lodu przełamana jest czernią wody. W „Dekalogu VI”, tuż po tym, jak Tomek opuszcza mieszkanie Magdy, napotyka przechodnia w białym długim płaszczu, który niesie dwie walizki, białą i czarną, co może symbolizować spotkanie życia, ze śmiercią – Tomek chwilę później będzie próbował popełnić samobójstwo.

Zestawienie tych dwóch barw, w legendach mitach i baśniach, wyraża dualizm. W indoaryjskiej mitologii dwoistość, złożoność świata uosabiają dwa konie czarny i biały. W symbolice średniowiecznej sztuki chrześcijańskiej, czerń to synonim pokuty, biel zaś czystości. Analizując pod tym kątem opisane powyżej wydarzenia, można sądzić, że zarówno Paweł jak i Tomek odprawili pokutę. Paweł, poprzez własną śmierć, odkupił przewinienia ojca, który nie potrafił zaufać Bogu. Nie potrafił uwierzyć.

Z kolei Tomek, złożył ofiarę w imię niespełnionej miłości, która, mimo iż toksyczna, przyniosła cenny bagaż doświadczeń.

Kolorystyczny duet dopełnia czerwień i żółć. Ta pierwsza, barwa pulsującej krwi, najsilniej określa uczucia i pragnienia. Dopowiada to, czego nie uchwycą słowa.

Dlatego, w „Dekalogu V”, jak i „Dekalogu VII”, pojawia się dziecko w czerwonym płaszczyku. Jacek z „Dekalogu V”, targany poczuciem winy za śmierć siostry, błąkając się po ulicach Warszawy, spostrzega dziewczynkę ubraną na czerwono. W „Dekalogu VII”, kilkuletnia dziewczynka, o którą ze swoją matką, walczy córka, także ubrana jest w czerwony płaszcz. Czerwony jest telefon, przez który Majka rozmawia z matką. Czerwona jest też poduszka, na której śpi dziewczynka oraz lampka na biurku.
W „Dekalogu VI”, który najpełniej mówi o pragnieniach i namiętnościach, cała sypialnia Magdy utrzymana jest w czerwonej tonacji. Gdy Tomek wyznaje swoje uczucia Magdzie, obserwujemy ich na tle okna, składającego się z czerwonych luksferów. W „Dekalogu III”, przed spotkaniem ze swoją dawną miłością, Ewa zdejmuje czerwony szalik i chowa go do samochodu, chcąc niejako ukryć wciąż żywe pragnienia. W „Dekalogu IV”, który opowiada o emocjonalnej fascynacji, oscylującej na granicy kazirodztwa, Anka także nosi czerwony szalik.

Ostatnim dominującym kolorem dla całego cyklu, jest żółty, który często pod postacią światła wyłania się z ciemności. Bohaterowie dekalogu często oświetlają swoje ciemne mieszkanie żółcią lamp i lampek. W każdym odcinku widzimy też ujęcia okien, w których gasną i zapalają się światła. Żółty jest kolorem intuicji. Żółte światło natomiast, należy odczytać jako drogowskaz. Wiadomo, przecież, że wszyscy bohaterowie są rozdarci pomiędzy pragmatyzmem i marzeniami o własnym szczęściu, a szczęściem drugiej osoby Są na rozdrożu, zmuszeni podejmować szalenie trudne decyzje. Często na oślep, ufając tylko intuicji. Kolor ten jest dla nich znakiem. Przyciąga uwagę, wyróżniając się w tłumie szarości.

W cyklu, nie tylko przedmioty posiadają symboliczną wartość. Kieślowski nadaje głębi znaczeń także swoim bohaterom. Dwa typy postaci są w moim odczuciu szczególnie istotne. Pierwszym jest milczący obserwator, grany przez Artura Barcisia. Jego bohater ma wiele twarzy. Pojawia się jako mężczyzna siedzący nad stawem, w którym Paweł się topi. W „Dekalogu I” jest laborantem, asystentem ordynatora w „Dekalogu II”. W „Dekalogu III” jest motorniczym. W „Dekalogu IV” kajakarzem, a w „Dekalogu V” robotnikiem, przy którym taksówkarz na chwilę zatrzymuje się w swojej ostatniej podróży. W „Dekalogu VI” jest przechodniem z walizką, na którego Tomek nieomal wpada swoim wózkiem. Jako mężczyzna na stacji kolejowej mija głównych bohaterów w „Dekalogu VII”. W „Dekalogu VIII” jest jednym ze studentów na sali wykładowej i rowerzystą w „Dekalogu IX”. Ten „ bohater zbiorowy” jest zwyczajny i niezwykły zarazem. Nie wyróżnia się z tłumu. Nie wiemy nawet, czy ma rodzinę. Ale czujemy dziwną aurę spokoju i szczerości. Ta postać jest niczym tabula rasa. Czysta karta, gotowa, by zapisać na niej przeszłość i przyszłość. Dlatego konotuje nieograniczoną przestrzeń symboliczną.

Jest głosem sumienia, personifikacją duszy. Uosabia dobro, które uzupełnia i równoważy ciemne strony człowieczej natury. Jest znakiem w labiryncie życia. Aniołem i obliczem Boga. Jest też symbolem sacrum. Myślę, że w tych postaciach Kieślowski kumuluje wszystkie wartości, których nie chcę utracić w cynicznym i zdemoralizowanym świecie.

Podobną rolę pełni dziecko, pojawiające się prawie w każdej części.

W „Dekalogu I” poznajemy Pawła, po śmierci matki, wychowywanego przez ojca. W „Dekalogu II”, Dorota spodziewa się dziecka, które jest owocem zdrady. W „Dekalogu III”, widzimy dzieci jako cząstkę rodziny przy wigilijnym stole. Z kolei w „Dekalogu VII”, młoda dziewczyna pragnie być prawdziwą matką dla swojej kilkuletniej córeczki.

W „Dekalogu VIII” poznajemy historię Elżbiety. Dziś dorosła, w czasie II wojny światowej, jako sześcioletnia dziewczynka była ukrywana przez ojca. Powodem były żydowskie korzenie. Ludzie, którzy chcieli dać jej dach nad głową, oczekiwali aktu chrztu, ale potencjalni rodzice chrzestni w decydującej chwili wycofali chęć pomocy. Zasłaniając się niemożnością złożenia fałszywego świadectwa. Prawdziwym powodem, był lęk o losy podziemnej organizacji, w której oboje działali. Czy takie tłumaczenie jest wystarczającym usprawiedliwieniem? Mimo wszystko, zdaje się być wątpliwe w obliczu szansy na uratowanie dziecka. Mała, niewinna dziewczynka, padła ofiarą swojej tożsamości, ale przede wszystkim ich pragmatycznej kalkulacji potencjalnych zysków i strat.

Dzieci w „Dekalogu” nie krzywdzą, ale są krzywdzone i ranione przez dorosłych, którzy przez własną niedojrzałość i egoizm zapominają, że powinni je chronić tak, by nie zagubiły swojej wrażliwości.

I znów odwołam się do psychoanalizy Junga, który twierdził, że dziecko jest potomkiem duszy.
Dla chrześcijan, dusza jest tym pierwiastkiem istnienia, które poprzez bożą łaskę, może zostać zbawione. Dlatego, w ikonografii chrześcijańskiej, anioł zawsze przybiera postać dziecka. Nad dzieckiem roztacza się, więc aura świętości i cudu.

I właśnie ją wykorzystuje Kieślowski, gdy ostro kontrastuje dysfunkcyjny i do bólu pragmatyczny dorosły świat, z tym dziecięcym – czystym, pozbawionym, lęku i ułudy.

To, wydawałoby się, zbyt proste ucieleśnienie dobra i zła, jest jak najbardziej zamierzone. Podkreśla, podobnie, jak pozostałe symbole wykorzystywane w cyklu, dualizm rzeczywistości. Wyostrza niebezpieczeństwa, zapatrzonej w siebie, dorosłości.
Tak ostry kontrast najlepiej ujmuje „Dekalog I”.

Oto Krzysztof – wykładowca, matematyk, który do życia podchodzi z bezpiecznym racjonalizmem.
Wszystko, czym się zajmuje, musi być wcześniej zaplanowane. Mężczyzna nie wierzy w nic, co by nie mogło zostać racjonalnie wyjaśnione. Nie wierzy w Boga ani duchowe wartości. Choć kocha syna, nie potrafi okazywać mu uczuć. Jest zamknięty sobie. Paweł natomiast, pełen beztroski, chce odkrywać, chłonąć łapczywie wszystko wokół.
Co to jest śmierć? Pyta ojca.

-Śmierć? Serce przestaje pompować krew, krew nie dociera do mózgu. Wszystko zatrzymuje się. Staje. Koniec!
- A co zostaje? Chłopiec dopytuje dalej
- Zostaje to, co człowiek zrobił. Pamięć o nim.
- Tu piszą „ nabożeństwo za spokój jej duszy”- nic nie mówiłeś o duszy- drąży chłopiec
- To taka formuła. Duszy nie ma.
Ta rozmowa jest esencją życia Krzysztofa. Beznamiętnego. Smutnego i samotnego.
Jego wizja śmierci, w której nie ma Boga, zderza się z duchowo metafizycznym obrazem, stwórcy, który przekazuje małemu Pawłowi, jego ciocia.
- Czym jest Bóg?
- Co czujesz? Pyta ciocia.
- Kocham Cię.
- W tym jest Bóg.


Bóg jest, więc miłością. Właśnie w takiego Boga, w taki, pełen miłości świat, Paweł chce uwierzyć, z całą swoją ufnością i naiwnością Kieślowski idealizuje świat dziecka. Niczym pamiątkę magicznego wydarzenia, po którą sięgamy, gdy rzeczywistość, brutalnie okrada nas z marzeń. Podobnie, jak w postaciach granych przez Artura Barcisia, reżyser skupia w dzieciństwie wszystkie szlachetne wartości, które niepostrzeżenie ulatują, gdy przekraczamy wiek dojrzałości - szczerość, ufność, odwagę, szlachetność, niezdolność do pychy, do zakładania maski, potrzebę kochania i bycia kochanym.

Dziecko jest więc wzorem, synonimem nadziei. W „Dekalogu IX”, Hanka i Roman właśnie w dziecku dostrzegają szansę na uratowanie małżeństwa. Dla Kieślowskiego, dziecko jest wręcz archetypem dobra, jest wyrazem sacrum. Uosabia w pełni przesłanie „Dekalogu”, które zamyka się w słowach samego Kieślowskiego:” Żyj uważnie, żyj tak, by po drodze nikt przez Ciebie nie płakał."

Symbolizm zgłębia sens ukrytych znaków rozsianych na płaszczyźnie kultury. Wyrasta z transcendencji, romantycznej wiary w to, co nieistniejące dla szkiełka i oka. Symbolika jest kluczem do całej lawiny kontekstów oraz tej przestrzeni naszej wrażliwości, która karze nam kierować się przykazaniem Małego Księcia, czyli patrzeć sercem.

Według Ananda K. Coomaraswamy’ego, symbolika jest „sztuką myślenia obrazami”. Trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić, mając na uwadze, jak doskonale symbol odnajduje się w malarstwie czy filmie. Obie dziedziny sztuki żyją przecież dzięki ekspresji obrazów, które implikują całe pokłady zaszyfrowanych treści. Rodząc się z emocji, uwalniają nieograniczoną przestrzeń dla symbolicznej materii. Materii, która stwarza świat na nowo. Dodaje głębi i tajemniczości wszystkiemu, co w pierwszym odczuciu może wydawać się zwyczajne.

"Dekalog" Krzysztofa Kieślowskiego, doskonale odnajduje się w przestrzeni symbolu, nie tylko dlatego, że nawiązuje do Biblii, której metaforyczny obszar jest niemal bezkresny, ale przede wszystkim, dlatego, że ukazuje człowieka w emocjonalnym negliżu. Uzewnętrznia jego słabości, pragnienia i lęki, z którymi nieustannie musi się zmagać przemierzając labirynt własnego przeznaczenia. I niech słowa poety Christiana Hebbela, iż najważniejszym obowiązkiem życia jest symboliczne oddanie mej wewnętrzności, posłużą jako puenta dla widocznej, w „Dekalogu” fascynacji symbolem.


Autor artykułu: Hanna Kowalska - HANESKA [e-mail] | Klub Miłośników Filmu, 7 czerwca 2010
Oprawa html: Filip Jalowski - FIDEL [e-mail]

STRONA GŁÓWNA      RECENZJE | ANALIZY | ARTYKUŁY      FORUM DYSKUSYJNE