Strona główna KMF
        
Niewolnicy miłości...

Polański ma wspaniałą rękę do powieści. Niewielu twórców z takim wyczuciem potrafi przenieść świat książki na ekran. Możliwe że dlatego, iż trzymają się pierwowzoru literackiego w sposób niewolniczy, albo też idealnie go profanują, zmieniając istotne szczegóły na pokrętne wizje własne. Polański natomiast wybiera co przenieść na ekran, w sposób niezwykle inteligentny, przemyślany. Oto jeden z filmów, ilustrujących ową zasadę. Autor jest bardzo konsekwentny, nie pozostawia nic przypadkowi, eliminuje z książki elementy, które byłyby zbędne, modyfikuje zakończenie...

Nawet lubię "Gorzkie gody" Brucknera, na których to podstawie powstał film Mistrza. Mimo kilku fragmentów, raczej ciężkostrawnych, książka potrafi wciągnąć w świat zdegenerowania i bólu. Zarówno film jak i powieść to ekshibicjonizm, totalne odsłonięcie swych pragnień, marzeń erotycznych, wprowadzenie w życie każdej zachcianki, fantazji, które jednak tylko na płaszczyźnie wiecznego niezrealizowania mogą być przyjemne. Bruckner zachłannie odmalowuje wszystko, wkracza w detale, nie pozostawiając pola dla wyobraźni. Nie określiłabym jego dzieła wulgarnym, lecz na pewno jest znacznie mniej liryczną wersją, aniżeli opowieść jaką snuje Polański. Gdy autor-pisarz koncentruje się na kolejnych erotycznych zabawach, autor - reżyser większy nacisk kładzie na ukazanie pułapki, jaką niesie miłość. Nie zagłębia się w kolejne etapy współczesnych bachanaliów, w taki sposób jak czyni to Bruckner. Nie uświadczymy więc tego co w książce - czyli dokładnego opisu orgiastycznych sesji paryskich kochanków. Uzależnienie od uczucia, popadnięcie w niewolę, umyślne niszczenie partnera - oto na co stawia Polański. Oczywiście film wywołał pewien skandal. Krytyka się podzieliła, zdarzały się komentarze mówiące, że reżyser na dnie się znalazł. To jednak dość charakterystyczne dla filmów Polańskiego - bo które z jego dzieł od samego początku odniosło niezaprzeczalny sukces? Arcydziełami stają się z czasem. Nie twierdzę że "Gorzkie gody" stanowią apogeum zdolności tego twórcy, ale także nie odstają poziomem od wcześniejszych dokonań. Jest tu fascynacja: fascynacja zmysłowością, fascynacja drugą osobą, fascynacja Miłością, wraz ze wszystkim co ona niesie...
Płynąc statkiem poznajemy zatem parę, będącą uczuciowymi bankrutami. Są małżeństwem, które udaje się w swą ostatnią podróż. Jest to zaplanowane pożegnanie ze światem, a jako że mężczyzna (Oskar) to niespełniony pisarz, postanawia swoją historię opowiedzieć poznanemu na pokładzie Nigelowi. Postać to wydawałoby się nudna; stateczny mąż, człowiek bez poczucia humoru, jednoznacznie określający granice przyzwoitości. Właśnie odbywa wycieczkę ze swoją żoną, Fioną. Na pozór między nimi wszystko jest poprawne, ot - typowe angielskie małżeństwo. Jednak znajomość z Oskarem i jego piękną partnerką Mimi, zaowocuje obnażeniem problemów jakie w sobie noszą i które nie są bynajmniej bagatelne. Uczucie w nich się wypaliło - ona pragnie dziecka, on bynajmniej. Wierzą naiwnie, że wycieczka rozwiąże ich problemy, że te nagle znikną - jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Zamiast w rozmowie, szukają wyjścia w ignorowaniu kryzysu, jaki przeżywają. Ale gdy czegoś nie chcemy widzieć, nie oznacza wcale, że tego nie ma...
Opowieść Mimi i Oskara rozpoczyna się bardzo romantycznie. Oto mężczyzna zakochuje się bez pamięci w nieznajomej z autobusu, której oddaje własny bilet. On płaci karę za podróżowanie 'na gapę', ona odjeżdża. Nie może przestać o niej myśleć, wszystko krąży wokół tajemniczej kobiety. Codziennie przemierza trasę, na której ją spotkał. Patrząc na panoramę Paryża wie, że ona gdzieś tam jest... jednak usilne poszukiwania nie zdają się na nic. Ów motyw jest zapowiedzią tego co nastanie niebawem - im mocniej bohaterowie będą czegoś pragnąć, tym bardziej się to będzie oddalać... I tak, gdy Oskar umawia się z nowopoznaną kobietą na spotkanie, okazuje się, że restauracja w której ma miejsce randka jest miejscem, gdzie pracuje blond anioł z autobusu... prawda, że niezwykle słodkie i banalne? Faktem jest też jednak, że owo podkreślenie niewinności i uroku służy tym mocniejszemu skontrastowaniu z tym, co nastąpi potem. Polański zapewne z premedytacją pozbył się postaci, które otaczają bohaterów w książce (jak niemiła pasażerka autobusu), ubierając początek tej znajomości w to co najpiękniejsze i najbardziej niewinne. Rodzi się fascynacja, wzajemne zauroczenie. Jakże uczniowskie, zważywszy że zakochanym po uszy jest typowy playboy, nie szukający stałego związku, a jednorazowych przygód. Taki też jest początek ich romansu - piękny, gdzie trwają we wzajemnym zachwycie. Już niedługo pojawiają się jednak pierwsze oznaki kryzysu...
Dużą rolę w obrazie odgrywa taniec. I tak, preludium do wstąpienia w świat, w którym bohaterowie zaczną spełniać wszelkie erotyczne marzenia, to zmysłowy taniec Mimi, który obiecała niegdyś swemu kochankowi. Na twarzy Oskara maluje się fascynacja i pożądanie... jest między nimi ogromny magnetyzm, ich związek emanuje zmysłowością. Jednak dość szybko potrafią się sobą nasycić, są zbyt zachłanni i tak wkraczamy w przestrzeń zabawek z sex-shopu i wymyślanych historii, które niebawem przestają fascynować. Kochankowie się wypalają... sceną, na którą warto wcześniej zwrócić uwagę jest moment, gdy Oskar goli się brzytwą. Gdy na prośbę Mimi przekazuje ją w jej ręce, ona kaleczy go, przypadkowo, ostrzem. Na jego twarzy trudno jednak dostrzec cień zaufania. Nie na zaufaniu bowiem ich związek się opiera. Za popędem nie idzie, z czasem, nic więcej, a gdy powoli fascynacja przemija, Nigel rozpoczyna flirtować niekoniecznie ze swą sympatią. Mimo to nadal ją kocha. I tak, gdy Mimi odgrywa się, tańcząc na jego oczach z kolegą, Oskar jest zazdrosny, a górę bierze wściekłość. Ostatecznie Mimi padnie mu do stóp przepraszając. On nie chce się angażować, ona go męczy. Odrzuca od siebie szczęście, bo nie jest typem faceta, który swe życie może dzielić z jedną kobietą. Jednocześnie jest zazdrosny. Nie chce jej także dlatego, że wywołuje w nim inne uczucia aniżeli pozostałe kochanki. Dopada ich rutyna, a obowiązek dominuje nad przyjemnością. Teraz już tylko staczają się w dół, Oskar względem Mimi zachowuje się z lekceważeniem i złośliwością, doprowadza do tego, że ona odchodzi. Chce jednak aby była to jej decyzja, co też następuje.


- Nic nie zrobiłaś. Istniejesz... i to wszystko.


On odzyskuje wolność - ale ona wciąż kocha tą samą miłością. Wie, że dużo się zmieniło, lecz naiwnie wierzy że można wszystko poskładać. I tak pewnego wieczora Oskar znajduje ją, śpiącą na wycieraczce przed jego drzwiami. Dziewczyna poniża się, błaga aby ją przygarnął, co też czyni, na zasadach, które sam wyznacza...

Każdy ma w sobie coś z sadysty. I nic nie wywołuje tego
bardziej niż świadomość, że ktoś jest zdany na naszą łaskę.


Tak oto rozpoczyna się ostatni etap dręczenia Mimi. Oskar spotyka się z innymi kobietami, publicznie ośmiesza dawną kochankę. Gdy ta zachodzi w ciążę, tłumaczy, że dziecko nie może się narodzić... Świetna to scena - dziewczyna odwraca wzrok, łka, trzęsie się, ale nie oponuje. Jest cieniem człowieka. Zniszczona do granic, nie ma siły na cokolwiek. Ale czy jemu sprawia przyjemność zadawanie jej tylu cierpień? Karze ją za to, że ona wciąż go kocha, za to że jest uzależniona. Dostając nieograniczoną władzę, korzysta z niej. Można jednak wątpić, że w tym odnajduje spełnienie. Oskar chce po prostu pozbyć się tej kobiety ze swego życia. Decyduje się na ostateczny krok, który uwolni go od Mimi... stara się zdobyć jej zaufanie, obiecując podróż, do ostatniej chwili udaje że z nią poleci - wsiada nawet do samolotu, z bagażem... oczywiście w finale Mimi zostaje sama. Odlatuje, a on jest wolny. Co noc ma inną kobietę, nie chce uczuć, najmniejszych zobowiązań. Jedyne co go przyciąga to smak sexu. Przez głupi przypadek zostaje potrącony przez samochód. W szpitalu odwiedza go Mimi. Piękna jak dawniej, słodka, ale już nie tak naiwna. Przychodzi czas na zemstę. Doprowadza do jego kalectwa i oznajmia mu, że od tej pory będzie się nim opiekowała. Jest to opieka taka, jaką on niegdyś jej zapewnił. Wypełnia swe obowiązki, nie tracąc żadnej okazji jednak, aby go poniżyć i zadać mu ból. Wzajemne niszczenie się jest równie silne jak miłość, jest jej częścią...

Nie ma radości w ranieniu kogoś, do kogo nie żywi się żadnych uczuć...

Łączy ich coś, co trudno opisać. Zostają zamknięci w pułapce, z której nie ma wyjścia. Wchodzą w role, które niegdyś były dla nich obce - on, sparaliżowany od pasa w dół - uzależniony od kobiety, której nie może już mieć, zamknięty w czterech ścianach, zniewolony. Ona - z kobiety zakochanej i naiwnej, wskakuje w skórę demona, obsesyjnie zagłębiając się w zemstę. Gdy pewnego razu tańczy po kolacji z innym mężczyzną, na oczach Oskara, wbija gwóźdź do jego trumny. Erotyczne pląsy tych dwojga, kończą się w sypialni. Nie zamykają za sobą drzwi, aby Oskar mógł wszystko wyraźnie słyszeć. Ową sekwencję uzupełnia jeden z najlepszych utworów Vangelisa stworzonych do "Gorzkich godów". Dzięki owej ilustracji muzycznej, scena ocieka zwierzęcym erotyzmem, w pełni też można wejść w rolę Oskara. Zrozumieć co w tym momencie czuje. Mimi, wykorzystuje sex do poniżenia tego, który ją zrujnował, przez którego usunęła dziecko i który teraz jest zupełnie zależny od niej, przez swą ułomność fizyczną, tak jak ona niegdyś - przez fakt, że zbyt mocno kochała. Zależność między tym dwojgiem fascynuje, nie ma ucieczki, stają się niewolnikami swego pożądania , a gdy ono mija- pasji niszczenia. Rozwiązanie jednak jest w zasięgu ręki... Na urodziny Mimi wręcza Oskarowi pistolet... biorą ślub i wyruszają w ostatnią podróż swego życia...

- Płyniecie do Istambułu?
- Tak. A potem lecimy do Bombaju.
- A ty, dokąd?
- Dalej... dużo dalej...


Końcowy akt dramatu ma rozegrać się na oczach zagubionego małżeństwa - Fiony i Nigela. Nie wiemy kiedy Mimi i Oskar podjęli decyzję o popełnieniu samobójstwa. Było to jednak zaplanowane, co kilkakrotnie przewija się w wypowiedziach kuszącej blondynki. To jednak po prostu kolejny stopień, po ślubie - drastyczne wypełnienie słów "dopóki nas śmierć nie rozłączy". Jest to jedyny sposób na odzyskanie wolności, wzajemne zrezygnowanie z siebie i odkupienie grzechów. Oskar kończy opowieść na przedostatnim akcie tragedii...
Snując tę historię prezentował krańcowy voyeuryzm. Słuchając tego mężczyzny, odpychającego, wizualnie już zupełnie nieatrakcyjnego i zestawiając go z Nigelem - przystojnym, uroczym, okazuje się że to nie tym pierwszym widz pogardza. Podstarzały kaleka mówi bowiem o wszystkim, mówi o tym, o czym jego rozmówca marzy, co sprawia, że zaczyna obsesyjnie pożądać Mimi, do czego jednak nigdy się nie przyzna, prezentując "święte oburzenie". Nieprzypadkową jest scena, kiedy słuchacz siada na wózku inwalidzkim Oskara. Nigel symbolizuje ludzi, nie potrafiących poradzić sobie z samym sobą, oszukujących, chcących jednak uchodzić za uosobienie praworządności, uważających że dotarli do istoty poznania i mogą rozstrzygać co jest poprawne, a co nie, jednocześnie podchodząc zupełnie bezkrytycznie do własnej osoby. On jest inwalidą emocjonalnym, wstydzącym się przed samym sobą swych pragnień, udającym, że wszystko jest takie, jakim być powinno. Owo zestawienie wydaje się być żartem twórcy, bezczelnym pokazaniem, że odpychający masochista jest kimś lepszym niż szary obywatel. Za kryterium przyjmuje prawdę, kpiąc z pozorów, wokół których ludzie budują swe wyobrażenia o innych. Czy bowiem możliwym jest obdarzenie szacunkiem osoby, jaką jest Nigel? Ekshibicjonizm owego dzieła nie opiera się wyłącznie na ukazaniu erotycznych perwersji kochanków, a za pomocą nich dokonania analizy ludzkiego zakłamania. Ta opowieść odsłania prawdziwe oblicze człowieka, który jej słucha. Autor kpi z tej postaci, ukazując kim faktycznie jest mężczyzna, nie mający sam sobie nic do zarzucenia...
Tak też wspaniała jest scena w Noc Sylwestrową, kiedy Nigel tańczy z Mimi i dialog między nimi...:

- Chyba się w tobie zakochałem.
- Daj spokój. Jestem tylko snem. Urozmaiceniem nudnej podróży.
- Czyli to dalej jest gra?
- A czy kiedyś mówiłam, że nie jest?
- Ale ja się naprawdę w tobie zakochałem.
- I dlatego nigdy nie będę twoja.
- Ranisz mnie.
- Czy tak, jak ty swoją żonę?
- Ona o nas nic nie wie.
- Właśnie na nas patrzy.


Oczywiście jedyne co może zrobić w tym momencie niewydarzony uwodziciel, to pobiec do swojej żony, mając jej do zaoferowania stwierdzenie iż... "wspaniale, że przyszła na bal" ;) Ona jednak okazuje się być postacią silniejszą. Patrząc na Mimi, która pozostała na parkiecie, podąża w jej kierunku. I tak następuje jedna z najwspanialszych scen - taniec dwóch kobiet, przy dźwiękach "Slave to love". Sekwencja naładowana erotyzmem, magią, ale też jeden z najszczerszych momentów filmu. Brzmi paradoksalnie - przecież czy Fiona nie chce po prostu zemścić się na swym mężu? Mimo wszystko Nigel nie jest tu ważny. To tylko marionetka, widz, człowiek słaby, niehonorowy, którego cierpieniem z powodu odrzucenia trudno zaprawdę się przejąć. Dużo uroku dodaje mu Hught Grant i owszem, ale pod tą przyjazną fizjonomią kryje się mężczyzna, który jest odpychający. Czy dwie kobiety, złączone w namiętnym pocałunku naprawdę mogą o nim myśleć w tej jednej, magicznej chwili? Możliwe, tylko... po co? Wówczas traci je obie. Nie wie bowiem co to miłość, namiętność, chce Mimi, bo ta pociąga go fizycznie, bo jego małżeństwo jest na skraju przepaści, ale czy zabawna scena, kiedy planuje co powie żonie gdy już ją zdradzi, nie sprawia wrażenia, że jest on niezmiernie żałosny? A jednak to on dostaje szansę na odrodzenie...
Miłość tu ukazana przywodzi mi na myśl tę samą, o której opowiada Kar-Wai, najdoskonalej w "2046". Delikatność, pasja... apogeum namiętności... i tu należy przerwać! Można zachować jej doskonałość, niepowtarzalność, najcudowniejsze wspomnienia, lecz gdy będzie się dalej eksploatować to uczucie, przerodzi się ono w nienawiść i poniżenie. Namiętność bowiem, która zaczyna się od ognia, spala kochanków. Bohaterowie Kar-waia uciekają, także cierpią, ale potrafią ocalić samych siebie, nie są tak zachłanni jak Mimi i Oskar. Ci ostatni, przez swe nienasycenie, połączone z jedną z najbardziej rozwiniętych zdolności człowieka - a więc darem do zadawania bólu, stają się niewolnikami uczucia, którego czystość i niewinność umarła dawno temu. A jednak następuje tu dziwne katharsis. Oni zamieniają się w popiół, lecz istnieje szansa, że z tego popiołu odrodzi się miłość Nigela i Fiony. Może trudno uwierzyć w szansę dla takiego hipokryty, jak bohater kreowany przez Hugh Granta... jednak otrzymuje ją. Sam finał jest perfekcyjnie rozegrany (duże brawa za zmienienie tego, z jakim mamy do czynienia w powieści), łzy wydają się symbolizować owo oczyszczenie, jakie winno nastąpić po ujrzeniu antycznej tragedii. Taki bowiem jest i sam obraz. Nigel to widz, obserwujący szamotaninę aktorów. Czy uda mu się wyciągnąć cokolwiek z tego co usłyszał i ujrzał, czego był świadkiem i częścią? To już zależne jest tylko od niego. Może nie do końca wydaje się sprawiedliwe, że taki człowiek zyskuje drugą szansę, dostępuje tego co poza zasięgiem innych. A jednak daje to nadzieję dla większości z widzów. Ten film bowiem idealnie obnaża swego odbiorcę. Można w nim dostrzegać tylko skandalizujący erotyk, którym Polański chciał wrócić na szczyt, ale można też ujrzeć to o czym faktycznie ów obraz jest. Sięgając po temat erotycznych fascynacji, w których znajdują się elementy sadomasochistyczne, analizuje Polański coś znacznie ważniejszego, zatem typowe zachowania ludzkie, uczucia, destrukcyjną siłę miłości. Oczywiście można zapytać dlaczego przy pomocy takich środków. Środków, które mogły wepchnąć owe dzieło w kategorię erotyków. Odpowiedź znajdujemy w samym obrazie. Ludzie nie potrafią mówić o miłości w taki sposób jak Oskar. Wstydzą się tego, tak jak Nigel, gdy poci się, wysłuchując detali, jakimi obdarza go rozmówca.

- Nigel, co ty? Czyżbyś był zszokowany?
- No, trochę przesadzasz...
- Zagłębiam się w takie szczegóły, tylko po to,
   by pokazać ci, jak bardzo moje ciało i dusza
   zostały zniewolone przez walory istoty, która tak
   ci zaimponowała.


Nie chodzi jednak tylko o erotyzm, a przekłada się to na wszystkie inne sfery życia człowieka. Autor w tym przypadku, aby zilustrować uzależnienie, chwilę szczęścia i upadek na dno, posłużył się być może kontrowersyjną formą, ale zrobił to na tyle z wyczuciem, że trudno dostrzec w tym cokolwiek szokującego, zwłaszcza dziś, tyle lat po premierze filmu. Obraz jest niezwykle zmysłowy, co wyraża się zwłaszcza w motywie tańca, wielokrotnie powtórzonym. Dwoje kochanków zniszczyło się, spaliła ich miłość, wzajemna zależność, ale przez chwilę potrafili żyć pełnią szczęścia. Odnaleźli je w sobie nawzajem. Potrafili pragnąć i nienawidzić, a we wszystkim co robili była niekłamana pasja. Potrafili także zapłacić za zamienienie się w niewolników uczucia. Przeżyli zbyt wiele i runęli w przepaść, dokonali jednak tego, na co większość ludzi nie jest w stanie się zdobyć... pozwolili aby na chwilę zawładnęła nimi prawdziwa miłość i jak stwierdza Oskar -to ona zniszczyła ich. Jednak uchwycili swe marzenia na ten jeden, kruchy moment. Później zbyt trudno było z nimi się rozstać...
Tu historia powinna była się zakończyć. Kochankowie powinni rozstać się, będąc u szczytu swojej namiętności. Nie czekać na jej nieuchronny regres.

Moje pożądanie zaczęło wygasać. Mogła sobie leżeć obok piękna
i zmysłowa, a mnie to już nie podniecało. Zacząłem ją winić za
to, że nie ekscytowała mnie jak dawniej. Popadliśmy w narkotyczne
uzależnienie od telewizji - tej małżeńskiej protezy, dzięki
której nie trzeba ze sobą rozmawiać...


Czy gdyby mogli, cofnęliby czas i nigdy się nie poznali? Patrząc na sielankowe sceny początkowe, trudno uwierzyć w ów wariant. Mieli to, czego niektórzy nie potrafią osiągnąć przez całą swą egzystencję. Wzięli z życia wszystko co najpiękniejsze i wszystko co najbardziej podłe... ale potrafili zapłonąć, a później zgasnąć... Tragedia kończy się łzami widzów, nie przygotowanych na taki finał, ale dzięki niemu dostępujących katharsis... w trakcie trwania przedstawienia małżeństwo Fiony i Nigela zostaje odarte z pruderii, zakłamania i zostają odsłonięte problemy, z którymi teraz będą musieli się zmierzyć... Polański raz kolejny udowodnił z jaką łatwością zagłębia się w psychikę bohaterów, jak manipulować potrafi odczuciami i fragment po fragmencie odkrywać najciemniejsze zakamarki ludzkiej duszy...


"Gorzkie gody"

Tytuł oryg: "Lunes de fiel", "Bitter moon"
Gatunek: dramat
Rok prod: 1992 Francja, Wlk Brytania
Czas trwania: 140 min
Reżyseria: Roman Polański
Scenariusz: Roman Polański,
na podstawie: Pascal Bruckner
Muzyka: Vangelis
Obsada: Emmanuelle Seigner: Mimi
Peter Coyote: Oscar
Hugh Grant: Nigel
Kristin Scott Thomas: Fiona


e-mail
Autor tekstu:
Iwona Kusion - ARRAKIN

Klub Miłośników Filmu, 14.07.2005